Prof. Załucki: Strasburska fantazja o polskich sędziach TK
ETPCz wydał postanowienie w sprawie Dziurda i inni przeciwko Polsce. Sam dokument jest krótki, ostrożny i – co najważniejsze – nie zawiera większości rewelacji, które chwilę później zaczęły krążyć po polskich mediach. Trybunał stwierdził jedynie, że Polska powinna powstrzymać się od utrudniania skarżącym objęcia i wykonywania obowiązków jako sędziowie Trybunału Konstytucyjnego do czasu dalszego badania sprawy. W zasadzie stwierdził więc, że wybrani przez Sejm swoich urzędów nie objęli, a dodatkowo zażądał informacji od rządu i nadał sprawie priorytet. Co to zabezpieczenie w praktyce oznacza - pisze prof. dr hab. Mariusz Załucki.

Profesor jest sędzią Sądu Najwyższego orzekającym w Izbie Cywilnej.
W zasadzie można to podsumować krótko "brak europejskiej rewolucji konstytucyjnej". Nie ma tam europejskiego aktu mianowania sędziów TK. Nie ma ogłoszenia nowego składu polskiego sądu konstytucyjnego. Nie ma też przejęcia kompetencji Prezydenta RP, Sejmu ani Prezesa Trybunału Konstytucyjnego przez siedmioosobowy skład w Strasburgu. A jednak niemal natychmiast po publikacji postanowienia po polskich mediach zaczął krążyć osobliwy komunikat. Co szczególnie zabawne, komunikat ten nie jest nawet w sposób wyraźny podpisany. Nie wiadomo więc, kto dokładnie przemawia do opinii publicznej tonem europejskiego prefekta nadzorującego kolonię konstytucyjną. Formalnie rzecz biorąc, autor pozostaje mglisty niczym średniowieczny autor anonimowego paszkwilu politycznego. Sam jednak sposób jego napisania sprawia wrażenie, jakby pochodził bezpośrednio od zainteresowanych albo przynajmniej od środowisk żywotnie zainteresowanych określoną interpretacją sprawy. Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że dokument nie tyle relacjonuje treść postanowienia, ile z entuzjazmem dopisuje do niego polityczno-ustrojowe fan fiction. Osobliwy nie tylko ze względu na ton, ale przede wszystkim z uwagi na to, że właściwie nie wiadomo, czym on jest. Nie wiadomo, czy to oficjalny komunikat służb prasowych ETPCz. Nie wiadomo, czy to stanowisko pełnomocników skarżących. Nie wiadomo, czy dokument organizacji aktywistycznych, czy po prostu materiał polityczny opakowany w język prawa europejskiego. Wiadomo jedynie, że media zaczęły go cytować z nabożeństwem właściwym dla średniowiecznych skrybów przepisujących papieskie bulle.
Czytaj: Jest zabezpieczenie ETPCz w sprawie czwórki nowych sędziów TK>>
I oto z kilku zdań proceduralnego środka tymczasowego narodziła się niemal nowa europejska konstytucja Rzeczypospolitej. Z komunikatu można było się dowiedzieć, że zabezpieczenie jest „wiążące dla wszystkich władz”, że prezes TK ma obowiązek przydzielić określonym osobom sprawy, że pewne rozprawy nie mogą się odbywać bez wykonania zabezpieczenia, a przede wszystkim – co najciekawsze – że ETPCz właściwie już rozstrzygnął, kto jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego.
To ostatnie jest szczególnie imponujące. Przez lata konstytucjonaliści spierali się o granice kompetencji organów państwa, o rolę ślubowania wobec Prezydenta RP, o znaczenie uchwał sejmowych i skutki proceduralne poszczególnych działań. Okazuje się jednak, że cały ten mozolny dorobek nauki prawa można zastąpić medialnym komunikatem, którego autorstwa nawet nie da się jednoznacznie ustalić. Powstaje więc pytanie zasadnicze: czy rzeczywiście analizujemy jeszcze treść postanowienia ETPCz, czy raczej uczestniczymy w widowisku polityczno-medialnym, w którym samo słowo „Strasburg” ma wywoływać konstytucyjne objawienie? Myślę, że autorzy tego komunikatu oraz osoby bezrefleksyjnie powielające jego treść – w tym profesorowie i sędziowie którzy już zdążyli ogłosić prawdę objawioną - powinni odczuwać przynajmniej elementarny dyskomfort, kolejny raz próbując przedstawiać status ustrojowy osób wybranych przez Sejm jako bezsporny i definitywnie rozstrzygnięty, mimo że właśnie wokół tego statusu toczy się obecnie cały spór konstytucyjny.
Czy ETPCz ma kompetencje do ustalanie, kto jest sędzią TK?
Zdumiewające w całej sprawie jest zaś to, że nawet bardzo daleko idąca interpretacja postanowienia nie usuwa podstawowego problemu: ETPCz po prostu nie ma kompetencji do ustalania, kto jest sędzią polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Europejski Trybunał Praw Człowieka nie jest europejskim super-Trybunałem Konstytucyjnym. Nie jest organem organizującym ustrój państw członkowskich. Nie jest też międzynarodowym notariuszem zatwierdzającym skuteczność krajowych procedur konstytucyjnych. Kompetencje ETPCz wynikają z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i dotyczą ochrony praw oraz wolności konwencyjnych. Konwencja nie ustanowiła europejskiego ministerstwa ustroju państwowego. Nie stworzyła też europejskiego departamentu legalności sędziów konstytucyjnych. A przecież właśnie w tę stronę próbują iść interpretatorzy omawianego postanowienia. W praktyce chcieliby oni uznać, że ETPCz może pośrednio przesądzać, kto jest sędzią TK, kto może orzekać, a kto nie, które postępowania są ważne i jak należy interpretować polską Konstytucję. To już nie jest ochrona praw człowieka. To jest projekt przekształcenia ETPCz w rodzaj europejskiego nadzorcy ustrojowego. Problem polega zaś na tym, że taki model nie ma żadnej podstawy prawnej. Jest to tylko model życzeniowy, zakładający coś, czego wcale nie ustalono.
Dla wielu – bo chyba już zdumiewająco nie dla wszystkich - jest wręcz oczywistym, że kwestia tego, kto jest sędzią TK, należy do polskiego porządku konstytucyjnego. Obejmuje ona ocenę skuteczności wyboru przez Sejm, ocenę znaczenia ślubowania wobec prezydenta, ocenę spełnienia wymogów ustawowych i konstytucyjnych oraz ocenę szeregu czynności proceduralnych wynikających z prawa krajowego. Czy ETPCz ma kompetencję do badania, czy ktoś skutecznie złożył ślubowanie wobec prezydenta? Oczywiście, że nie. Czy ETPCz może ustalać skutki konstytucyjne uchwał Sejmu? Nie. Czy ETPCz może interpretować polską Konstytucję w sposób wiążący dla polskich organów konstytucyjnych? Również nie.
Jeżeli przyjąć przeciwną logikę, to właściwie trudno wskazać jakiekolwiek granice. Skoro Strasburg może rozstrzygać o statusie sędziów TK, to dlaczego nie miałby w przyszłości rozstrzygać, kto jest legalnym marszałkiem Sejmu? Albo czy poprawnie powołano Prezesa Rady Ministrów? A może ETPCz powinien przejąć kompetencje Państwowej Komisji Wyborczej i zatwierdzać wyniki wyborów parlamentarnych? W końcu skoro organ międzynarodowy może pośrednio organizować skład sądu konstytucyjnego państwa członkowskiego, to dlaczego zatrzymywać się w połowie drogi?
Czytaj: Prof. Olaś: Sędzia TK powinien zrzec się urzędu w sądzie powszechnym jeszcze przed ślubowaniem>>
Czwórka sędziów pisze do prezesa TK, by niezwłocznie umożliwił im pracę>>
Sześciu sędziów TK złożyło w Sejmie ślubowanie, otrzymali uchwały potwierdzające ich wybór>>
KRN: Protokół notarialny nie kreuje skutków prawnych zdarzeń>>
Prof. Romanowski: Sąd pracy może nakazać dopuszczenie sędziów TK do orzekania>>
Zabezpieczenie nie dekret ustrojowy
Nie sposób nie zwrócić uwagi na język medialnych interpretacji. Można odnieść wrażenie, że ETPCz właśnie wydał europejski dekret ustrojowy, któremu wszystkie organy państwa mają się podporządkować niczym prowincjonalne urzędy administracyjne oczekujące na instrukcje z centrum imperium. Tymczasem ETPCz wydał środek tymczasowy, którego treść jest ostrożna, niejednoznaczna i proceduralna. Nie rozstrzygnął meritum sprawy. Nie ustalił legalności wyboru sędziów. Nie ocenił skuteczności ślubowania. Nie przeprowadził wykładni polskiej Konstytucji. Co więcej, w istocie nie posiada on kompetencji do dokonywania tego rodzaju ustaleń w ramach krajowego porządku konstytucyjnego, choć trzeba przyznać, że współczesna praktyka Strasburga coraz częściej sprawia wrażenie, jakby brak wyraźnej kompetencji przestawał być szczególnie istotną przeszkodą dla ambitniejszych interpretacji własnej roli. Na razie jednak ETPCz niczego takiego jeszcze nie zrobił, niezależnie od tego, jak bardzo niektórzy komentatorzy próbowaliby wmówić opinii publicznej coś przeciwnego.
Europejska Konwencja Praw Człowieka nie została stworzona po to, by międzynarodowy trybunał ustalał skład krajowych sądów konstytucyjnych. Tymczasem właśnie w tę stronę próbuje się przesuwać granice jego kompetencji. Jest to niebezpieczne również dla samego Trybunału. Organ międzynarodowy opiera swój autorytet przede wszystkim na tym, że działa w granicach powierzonych mu kompetencji. Jeżeli zaczyna być postrzegany jako instytucja ingerująca w wewnętrzne spory ustrojowe państw, nieuchronnie traci legitymację i zaczyna funkcjonować bardziej jako uczestnik politycznego konfliktu niż jako sąd. Można zresztą odnieść wrażenie, że część komentatorów oczekuje właśnie takiej ewolucji. ETPCz miałby stać się czymś w rodzaju europejskiego strażnika poprawności ustrojowej, mogącego recenzować działania krajowych organów konstytucyjnych według własnych standardów. Problem polega na tym, że ani Konwencja, ani państwa-strony nigdy nie przyznały Strasburgowi takiej roli. W szczególności ETPCz nie jest od ustalania, czy procedura wyboru sędziów TK była zgodna z polską Konstytucją. Nie jest też od badania, czy określone osoby skutecznie objęły urząd. Powtórzę - to są zagadnienia należące do polskiego prawa ustrojowego.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Nawet gdyby przyjąć najbardziej życzliwą interpretację postanowienia ETPCz, można byłoby je odczytać wyłącznie jako apel o niewykonywanie działań arbitralnych lub pozaprawnych wobec skarżących. Innymi słowy: nie organizujcie politycznych happeningów, nie twórzcie sztucznych przeszkód, nie eskalujcie konfliktu. Taka interpretacja byłaby jeszcze do pogodzenia z ograniczoną rolą ETPCz. Ale medialna narracja natychmiast poszła znacznie dalej. Zaczęto przedstawiać postanowienie niemal jako europejski nakaz reorganizacji polskiego Trybunału Konstytucyjnego. I właśnie dlatego cały ten komunikacyjny spektakl zasługuje na krytykę. Nie dlatego, że nie wolno analizować działań polskich organów. Nie dlatego, że ETPCz nie ma żadnych kompetencji w tym zakresie wobec Polski. Lecz dlatego, że próbuje się wmówić opinii publicznej coś, czego w samym postanowieniu zwyczajnie nie ma. To zaś jest wyjątkowo niebezpieczne dla kultury prawnej państwa. Prawo przestaje być analizą tekstów i kompetencji, a zaczyna przypominać polityczną teologię, w której odpowiednio nagłośniony komunikat prasowy ma moc zmieniania ustroju państwa. A przecież państwo konstytucyjne nie działa na zasadzie medialnych objawień. Kompetencje organów wynikają z prawa, a nie z atmosfery tworzonej wokół orzeczeń.
Gdzie jest podstawa prawna?
Jeżeli więc ktoś chce twierdzić, że ETPCz może decydować o składzie polskiego Trybunału Konstytucyjnego, powinien najpierw wskazać konkretną podstawę prawną takiej kompetencji. Nie medialny entuzjazm. Nie polityczne oczekiwania. Nie twitterowe interpretacje. Lecz konkretną normę kompetencyjną. Z tym jednak pojawia się zasadniczy problem. Takiej normy po prostu nie ma.
Jedno natomiast można powiedzieć z pełnym spokojem: status osób wybranych przez Sejm na stanowiska sędziów Trybunału Konstytucyjnego zostanie ostatecznie rozstrzygnięty we właściwy dla polskiego porządku prawnego sposób. I właśnie tak powinno być w państwie konstytucyjnym. Kwestie dotyczące skuteczności wyboru, objęcia urzędu, znaczenia ślubowania wobec prezydenta czy wykonywania funkcji w organach konstytucyjnych należą bowiem do krajowego porządku ustrojowego i muszą być rozstrzygane przez organy działające na podstawie polskiej Konstytucji oraz polskich ustaw. Inaczej należałoby uznać, że podstawowe elementy ustroju państwa mogą być definiowane nie przez własny system konstytucyjny, lecz przez zewnętrzne interpretacje, medialne narracje i proceduralne środki tymczasowe wydawane przez organ, który nigdy nie otrzymał kompetencji do pełnienia roli europejskiego ustrojodawcy. ETPCz może się temu co najwyżej z zainteresowaniem przyglądać, choć trzeba przyznać, że ta nagła i wyjątkowo intensywna troska Strasburga o organizację polskich organów konstytucyjnych ma momentami charakter dość nieordynaryjny, jakby europejski trybunał zaczynał postrzegać siebie nie tyle jako sąd ochrony praw człowieka, ile raczej jako kuratora krajowego porządku konstytucyjnego. To nie jest właściwa droga.





