Na 26 września zaplanowane są egzaminy na aplikacje adwokacką i radcowską. Temat ten zresztą wraca też w związku z niedawnymi egzaminami zawodowymi. Statystki pokazują, że większy odsetek osób, które miały z nimi problem, był wśród zdających "z doświadczenia", a nie po aplikacji. Potwierdzają to zresztą członkowie komisji, wskazując m.in., że tacy prawnicy mieli problemy choćby ze skonstruowaniem apelacji i zdecydowanie gorzej poradzili sobie z egzaminem z etyki.

Nieco inaczej podchodzą do tego sami młodzi prawnicy. Trendem, który widać od kilku lat jest to, że coraz mniej osób decyduje się na aplikację. Powody są różne - w tym m.in. finansowe. Bo aplikacja kosztuje - w 2020 r. blisko 6400 zł - a nie wszystkie kancelarie chcą i mają możliwości zatrudnienia aplikanta i płacenia mu godziwego wynagrodzenia. Do tego dochodzi sam jej przebieg. - Dużo zależy od izby i patrona. Nadal zdarza się, że kontakt z tym ostatnim ogranicza się tylko do kilku spotkań - mówią. Samorządy szukają więc rozwiązań. Krajowa Rada Radców Prawnych jeszcze w tym roku chce opracować nowy system - stawiający bardziej na praktykę, ćwiczenia i... pewną specjalizację. Pomysły są też wśród adwokatów - choćby stworzenie platformy łączącej aplikantów z patronami. 

 


"Doświadczenie" do zdania egzaminu nie wystarczy 

Dla zwolenników aplikacji jest ona przede wszystkim przygotowaniem prawników do pracy w zawodzie. Sceptycy podkreślają, że to wizja rozpowszechniana przez samorządy, którym na szkoleniu zależy, bo na nim zarabiają, a jest to przede wszystkim skuteczny sposób na "nauczenie się" jak zdać niełatwy przecież egzamin zawodowy.  

Przypomnijmy, obowiązujące przepisy dają możliwość podejścia do egzaminu z tzw. "doświadczenia" czyli bez aplikacji. Chodzi tu m.in. o osoby, które przez okres co najmniej 4 lat w okresie nie dłuższym niż 6 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu były zatrudnione na stanowisku referendarza sądowego, starszego referendarza sądowego, asystenta prokuratora, asystenta sędziego, wykonywały na podstawie umowy o pracę lub umowy cywilnoprawnej wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej przez adwokata lub radcę prawnego w kancelarii adwokackiej, zespole adwokackim, spółce cywilnej, czy były zatrudnione w urzędach organów władzy publicznej i wykonywały wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej na rzecz tych urzędów. 

- W wynikach egzaminu radcowskiego widać taką zależność, iż osoby zdające z tzw. "doświadczenia" zdają dwukrotnie słabiej niż aplikanci. Sam staż, to jest to więc trochę za mało. Można pracować np. trzy lata w jednej dziedzinie - w kancelarii, które zajmuje się np. tylko prawem administracyjnym. Zdobywana na aplikacji wiedza jest wszechstronna, lepiej przygotowuje do wykonywania zawodu i aplikanci uzyskują lepsze wyniki - mówi Prawo.pl Włodzimierz Chróścik, wicedziekan ORRP w Warszawie. 

Zwraca na to uwagę również adwokat Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska, wicedziekan Okręgowej Rady Awokackiej. Jak podkreśla, różnice widać w pisanych na egzaminie apelacjach, pismach procesowych, a zwłaszcza na egzaminie z etyki. - W przypadku wejścia do zawodu bez tego szczególnego przygotowania znacznie trudniej wypełnić luki w wiedzy praktycznej, które w naturalny sposób niwelowane są poprzez obcowanie z pracującymi adwokatami, poprzez udział w szkoleniu, relacji z patronem, poprzez pracę sprowadzającą się do zastępowania adwokata – w sądach, w urzędach, w prokuraturze, na spotkaniach  - dodaje.

I precyzuje, że chodzi m.in. o zorientowanie się w specyfice świadczenia pomocy prawnej przez adwokata. - Nie wyczyta się tego z kodeksu – kwestie tajemnicy adwokackiej w tym obrończej, problemu kolizji interesów, balansu między niezbędnym wzajemnym zaufaniem a dystansem do sprawy i klientów, rzetelności w prowadzeniu kancelarii, relacji z byłymi wspólnikami co wszystko składa się na zasady deontologii zawodowej - mówi adwokatka. 

W podobnym tonie zresztą wypowiadają się i aplikanci i ci prawnicy, którzy po aplikacji egzamin zdawali. - Niewątpliwie ukończenie aplikacji daje przewagę na egzaminie, bo przez kilka lat stricte uczy ona, jak przygotowywać wymagane na nim pisma procesowe  - poświęcone jest temu wiele zajęć, a kolokwia powielają zadania egzaminacyjne. Innymi słowy bez niej osiągnięcie pozytywnego wyniku jest trudne - mówi radca prawny z Warszawy. 

Aplikant bardziej konkurencyjny na rynku

W środowisku i adwokackim i radcowskim pojawiają się więc głosy, że być może sprawę warto głębiej przeanalizować i osobom zdającym egzaminy i wchodzącym do zawodu stawiać dodatkowe wymagania. Choćby takie, że ci, którzy zdecydowali się aplikację, muszą też pracować przy stosowaniu prawa. 

Czytaj: Wstępne wyniki egzaminów prawniczych - kazus myśliwego twardym orzechem do zgryzienia>>

- Jeśli ktoś nie wykonuje zawodu - w sensie "zawodu aplikanta", to nie zna specyfiki i ograniczeń tej pracy. Podkreślić należy iż spory odsetek osób, które zdają pomyślnie egzamin "z doświadczenia" to nasi aplikanci z młodszych roczników. Podchodzą do niego już np. na drugim roku aplikacji, wskazując na wcześniejsze doświadczenie. I takie osoby pozytywnie wpływają na wyniki tej grupy. Generalnie zdanie egzaminu i wejście na rynek bez aplikacji jest zdecydowanie trudniejsze. Potwierdzają to też często ci, którzy na rynku ostatecznie się odnaleźli, ale odbytej aplikacji nie mają - wskazuje wicedziekan Chróścik. 

Jak dodaje, pokazuje to zresztą obecnie "COVID-owa" sytuacja. - Aplikanci, którzy ubiegają się o pracę, ale też z drugiej strony radcy prawni, którzy szukają pracowników podkreślają, że nie tylko aplikacja, ale też kwestia gdzie została ona ukończona, stają się istotnym kryterium oceny kandydata. Mniej chętnie przyjmowane są osoby bez aplikacji - mówi mecenas. 

Adwokat Przemysław Rosati uważa, że aplikacja daje możliwość praktycznej nauki i umożliwia płynne przejście do samodzielnego wykonywania zawodu. - To nie jest kwestia zamykania rynku i trudno mówić by komukolwiek i w jakikolwiek sposób miała być ograniczana możliwość odbycia aplikacji. Osoby, które się na to decydują zwiększają swoją szansę, by szybciej odnaleźć się na rynku. Nawet z psychologicznego punktu widzenia łatwiejsze jest przejście z okresu aplikacyjnego w etap pełnej samodzielności zawodowej. Aplikant wykonuje swe obowiązki pod nadzorem i de facto na rachunek adwokata. Dlatego płynniej i pewniej jest przejść w etap, gdy robi to na własny rachunek i ponosi za to pełną odpowiedzialność – mówi. 

W tym, by aplikacja była jedyną formą wchodzenia na rynek pomocy prawnej widzi same plusy. - Każdy kto decyduje się na inną formę uzyskania uprawnień do wykonywania zawodu musi zakładać i mieć świadomość tego, że to pociąga za sobą określone ryzyka, jak chociażby trudność w efektywnym wykonywaniu zawodu, bezpośrednio po zdaniu egzaminu - dodaje.

Czytaj: Kandydaci na adwokatów i radców prawnych zdawali egzaminy>>

Zdolny aplikant szuka dobrego patrona i...kancelarii

Nie zawsze jest jednak tak kolorowo. - Kiedy widzę opinię patrona, w której wskazuje on jedynie, że aplikant sprawnie wykonuje powierzone mu zadania, bez szczegółów, opisu, zagłębiania się w jego umiejętności, to mam poczucie, że coś jest nie tak, i ta opieka jest iluzoryczna - mówi adwokatka z Gdańska. Potwierdzają to też inni rozmówcy Prawo.pl, wskazując że nie zawsze w aplikacji kluczowym elementem jest praktyka i zdobywanie zawodowych doświadczeń. - Wszystko zależy od tego, co robi się na co dzień - jeżeli ktoś nie pracuje w kancelarii lub dziale prawnym jakiejś firmy, to i sama aplikacja niekoniecznie mu to doświadczenie zapewni, bo jego kontakt z zawodem może ograniczać się wyłącznie do obowiązkowych praktyk. A te są różne - wszystko zależy od patrona, niektórzy bardzo poważnie podchodzą do swojej roli i w przygotowanie aplikantów wkładają dużo serca. Inni, no cóż, niekoniecznie - jak się ma pecha, można spędzić trzy lata na pisaniu wezwań do zapłaty - mówi radca z Warszawy. 

 


Samorządy też dostrzegają problem, choć w zależności od tego czy chodzi o adwokatów, czy radców wygląda to nieco inaczej. - Kiedyś aplikantów było bardzo dużo w porównaniu z radcami prawnymi, a to przekładało się na problem ze znalezieniem pracy i zarobki. Teraz w samej Warszawie mamy ponad 12 tys. radców a co roku przybywa ok. 500 aplikantów. Dochodzi do tego, że trudno znaleźć aplikanta do pracy. Nastąpiło odwrócenie tendencji, znak czasów, to kancelarie starają się bardzo o wychwycenie dobrych, zdolnych aplikantów. Już teraz jest tak – jak w modelu amerykańskim - że na studiach kancelarie wyszukują tych najzdolniejszych - mówi.  - mówi radca Chróścik. U adwokatów sprawę utrudnia związany z epidemią kryzys. Kancelarie, które były nastawione na sprawy sądowe są w gorszej sytuacji finansowej, aplikantów jest na tyle dużo, że zaczyna brakować dla nich pracy. 

- W izbie warszawskiej zdarzają się aplikanci, którzy nie pracuje stale ściśle w zawodzie – z różnych przyczyn. Jednocześnie kancelarie adwokackie stale poszukują kompetentnych aplikantów. Problem? Nie ma sprawnego narzędzia, które umożliwiałoby łączenie ich ze sobą - mówi w rozmowie z Prawo.pl adwokat Gajowniczek-Pruszyńska. I dodaje, że pomysł takiej platformy powstał w warszawskiej ORA już kilka lat temu. - Ówczesny aplikant adwokacki mec. Grzegorz Kukawka, dziś adwokat przedstawił projekt pod nazwą „Centrum karier", która miała być platformą poświęconą łączeniu poszukujących zatrudnienia w zawodzie aplikantów z warszawskimi kancelariami adwokackimi. Ta inicjatywa została przekazana do NRA, oczekujemy na jej zrealizowanie - dodaje. 

Specjalizacja sposobem na konkurencje

Radca prawny Aleksandra Ejsmont podkreśla, że w jej ocenie najważniejszą kwestią w aplikacji jest podejście patrona do aplikanta. - Aplikant ma dostęp do wiedzy teoretycznej, na wykładach, podczas szkolenia. Ale to patron ma mu pomóc w obyciu z zawodem, ma realny wpływ na to, jak w przyszłości młody prawnik będzie wykonywał swój zawód - a pamiętajmy, że mówimy o zawodzie zaufania publicznego - czy będzie z szacunkiem odnosił się nie tylko do swoich klientów, ale też przeciwników procesowych  i wszystkich osób z którymi przyjdzie mu współpracować - mówi.

W jej ocenie powinno się to odbywać stopniowo "bez rzucania na głęboką wodę". - Aplikant musi się przyzwyczaić do realiów sądowych i jak najwięcej uzyskać z kontaktów, pracy z patronem. Od obserwacji, poprzez załatwianie kwestii formalnych, po np. zadawanie pytań świadkom, zachowanie na sali  - dodaje mecenas.  

 Celem - jak podkreśla - powinien być nie tylko zdany egzamin, ale przede wszystkim późniejsza praca.  - Pójście w kierunku specjalizacji byłoby dobrym rozwiązaniem. Ja przykładowo od zawsze byłam nastawiona na zajmowanie się sprawami rodzinnymi. W czasie szkolenia na aplikacji kontaktu z prawem rodzinnym praktycznie nie miałam. Miałam  znakomitą patronkę, która jednak nie zajmowała się tym obszarem. Aplikacja nauczyła mnie pewnych rzeczy, ale jeśli chodzi o umiejętności związane z tematami, którymi obecnie się zajmuje, to wypracowałam je sama- wskazuje.

Czytaj: COVID-owy miecz Damoklesa wisi nad sądami - zaległości nieuniknione>>

W tym kierunku chcą pójść radcy prawni. - Oczywiście obecny system aplikacji ma również swoje wady. Jako samorząd radcowski staramy się go zmieniać i unowocześniać uwzględniając potrzeby aplikantów, jak i rynku usług prawnych. Trwają prace nad nowymi rozwiązaniami, dalszym upraktycznianiem aplikacji, zwiększaniem nacisku na formy ćwiczeniowe, stawiamy większy nacisk na e-learning. Najbardziej podoba mi się chyba pomysł by każda izba miała pewną pulę godzin - np. 20 proc. - dowolności w tworzeniu programu aplikacji, wtedy mogłyby powstawać takie lokalne specjalizacje - np. w Gdańsku prawo morskie, w Katowicach prawo górnicze, a Warszawa - papiery wartościowe, czy nowe technologie - mecenas Chróścik. Jak dodaje w takim modelu, podstawa programowa byłaby solidna dla wszystkich, a nacisk kładziony na wybrane dziedziny.