Patrycja Rojek-Socha: Czy przy zdawaniu egzaminu adwokackigo, a przede wszystkim później, w pracy, widać różnicę między osobami, które weszły do zawodu po aplikacji i tymi "z doświadczenia" lub z tytułem naukowym?

Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska: Wśród uzyskujących negatywną ocenę z egzaminu adwokackiego od lat dominują osoby, który podchodziły do niego bez odbytej uprzednio aplikacji. Widoczny jest duży rozdźwięk między jakością prac sporządzonych przez takie osoby a przez naszych aplikantów. Jest oczywiście także grupa adwokatów, którzy weszli do zawodu bez egzaminu jako pracownicy naukowi, z tytułami doktorów, czy na kolejnych etapach swojej pracy naukowej, podjęli taką decyzję, że skorzystają z przepisów, które to umożliwiają i wpisują się na listę adwokatów. Są to osoby, które na ogół mają świadomość konieczności uzupełnienia wiedzy praktycznej. Są także takie, które robią odwrotnie. Prowadzą pracę naukową, jednocześnie są na aplikacji adwokackiej, ale nie podchodzą do egzaminu adwokackiego bo ze względu na swój tytuł naukowy mogą się ubiegać o wpis. Ja jestem zwolenniczką przejścia do zawodu poprzez aplikację i pracę w kancelarii. 

Dlaczego?

W przypadku wejścia do zawodu bez tego szczególnego przygotowania znacznie trudniej wypełnić luki w wiedzy praktycznej, które w naturalny sposób niwelowane są poprzez obcowanie z pracującymi adwokatami, poprzez udział w szkoleniu, relacje z patronem, poprzez pracę sprowadzającą się do zastępowania adwokata – w sądach, w urzędach, w prokuraturze, na spotkaniach. Chodzi tu m.in. o zorientowanie się w specyfice świadczenia pomocy prawnej przez adwokata, czego nie wyczyta się z kodeksu – tajemnicy adwokackiej w tym obrończej, problemu kolizji interesów, balansu między niezbędnym wzajemnym zaufaniem a dystansem do sprawy i klientów, rzetelności w prowadzeniu kancelarii, relacji z byłymi wspólnikami. To wszystko składa się na zasady deontologii zawodowej. Osoby które nie przeszły aplikacji adwokackiej muszą mieć na początkowym etapie wejścia do zawodu, jako nie posiadające tej wiedzy, świadomość takiej słabości.

Czytaj: Aplikacja coraz cenniejsza w prawniczym CV - samorządy chcą ją doskonalić>>
 

Czyli nie chodzi jedynie o praktykę?

O praktykę, którą przecież wraz z doświadczeniem zdobywa się nieustannie w toku całej pracy zawodowej, ale także o kwestię związaną z wiedzą, jak sobie radzić w sytuacjach dylematów etycznych, które towarzyszą każdej niemal sprawie, prowadzonej przez adwokata.

A gdybyśmy mogły podać przykłady?

W każdej sytuacji dylematu, nie tylko etycznego ale innych wątpliwości adwokata w związku z wykonywanymi przez niego obowiązkami zawodowymi, zasadą jest zwracanie się z pytaniem do bardziej doświadczonej koleżanki, kolegi adwokata, do swojej rady adwokackiej, do dziekana, komisji etyki. Uzyskanie odpowiedzi na wiele z nurtujących pytań może doprowadzić do uniknięcia kłopotów nie tylko profesjonalnego prawnika, ale w konsekwencji zbędnych turbulencji dla reprezentowanych przez niego klientów.

Wrócę do egzaminu, trudniej jest osobom, które aplikacji nie skończyły?

Jak już wskazałam, wśród osób, które potykają się na egzaminie zawodowym są głównie te, które podchodzą do niego z tzw. doświadczania. Nie zawsze są to osoby, które miały okazję pracować wcześniej w kancelarii adwokackiej, często są to asystenci sędziów. I widać to w pisanych na egzaminie apelacjach. Nie miały możliwości poznania istoty tego zawodu, nie zawsze właściwie diagnozują kluczowe dla naszego fachu działanie w interesie klienta czyli w kierunku zaskarżenia apelacji na egzaminie. A to stanowi fundamentalną kwestię dla pracy obrońcy. 

Aplikanci reprezentują wyższy poziom? 

Nie twierdzę, że wszystkie osoby, które ukończyły aplikację reprezentują taki sam. Jeśli chodzi o warszawska Izbę, jest on zróżnicowany i zależny od szeregu czynników - od stopnia faktycznego zaangażowania aplikantów, ich determinacji w pracy zawodowej na bardzo trudnym rynku pracy, wzorców obserwowanych w kancelariach, przy stosowaniu prawa, nauki od patrona, uczestniczenia w szkoleniu. Widzimy wybijające się osoby, które mają wiedzę, talent, ambicje, umiejętności interpersonalne, są indywidualnościami, chcą zawojować świat i dzięki aplikacji, na której był czas popełniania błędów i poznawania trudnych realiów, mogą mieć szansę na rynku pracy. 

 


Co należałoby zmienić? 

To jest też tak, że ustawodawca umożliwił wpis na listę adwokatów w określonych warunkach, także przepływ między zawodami, dalej przewidział możliwość podchodzenia do egzaminu adwokackiego bez aplikacji również w określonych wypadkach. Ale już na rynku, przy szukaniu swojego miejsca, państwo nie wspiera i to rynek ma być okrutnym regulatorem tego kto się „utrzyma”, a kto nie. Tu się pojawiają dodatkowe wątki, w tym związany z przebiegiem aplikacji. Jeden, to w mojej ocenie konieczność zmiany ustawowej o zakazie zatrudniana adwokata na umowę o pracę, z wyłączeniem obrony w sprawach karnych - temat na oddzielne opracowanie. Drugi, związany ze specyfiką rynku pracy w Warszawie. Widzę potrzebę wprowadzenia  wymogu, pracy aplikantów przy stosowaniu prawa. W izbie warszawskiej zdarzają się aplikanci, którzy nie pracuje stale ściśle w zawodzie – z różnych przyczyn. Jednocześnie kancelarie adwokackie stale poszukują kompetentnych aplikantów. Problem? Nie ma sprawnego narzędzia, które umożliwiałoby łączenie ich ze sobą.

Poprzez platformę?

W Warszawie, przed kilku laty ówczesny aplikant adwokacki mec. Grzegorz Kukawka, dziś adwokat, przedstawił projekt pod nazwą „Centrum karier". Chodziło o platformę poświęconą łączeniu poszukujących zatrudnienia w zawodzie aplikantów z warszawskimi kancelariami adwokackimi. Ta inicjatywa została przekazana do NRA, oczekujemy na jej zrealizowanie jako świetnego pomysłu pośrednictwa w zatrudnienia.

Czytaj: Wstępne wyniki egzaminów prawniczych - kazus myśliwego twardym orzechem do zgryzienia>>

Sama aplikacja też wymaga zmian? Są też osoby, które twierdzą, że często szkolenie  odbiega od pierwotnych wyobrażeń?

Wsłuchujemy się w słowa krytyczne, ale wiemy też co jest naszą mocną stroną jako szkolących. Mam świadomość, że okres nauki aplikantów to moment, w którym muszą uzyskać wiedzę praktyczną na jak najlepszym poziomie. Ostatnie miesiące spowodowały, że miało to szczególny, nowy charakter w postaci szkolenia online. Jesteśmy jako poszczególne Izby związani programem szkolenia, ale mamy możliwość dostosowania swoich uwarunkowań, realiów. Na izbę warszawską spoglądają pozostałe izby w Polsce gdyż to co u nas się pojawia jako pierwsze, później dotyczy całej adwokatury. Korygujemy więc błędy i rozmawiamy otwarcie z aplikantami o ich potrzebach. To oni wiedzą nieco więcej od nas na temat sposobu przekazywania wiedzy - choćby e-learningu. Z drugiej strony, kto wie lepiej niż adwokat, czego aplikant adwokacki powinien się w praktyce nauczyć. Te relacje podczas zajęć z adwokatem, który od 20 czy 30 lat, a w moim przypadku 15 lat - nieustannie prowadzi określoną praktykę, jest bezcenna i możliwa w zasadzie wyłącznie na etapie aplikacji. Jeśli na aplikacje dostaje się młody człowiek, który jest przekonany że chce być adwokatem (są wśród aplikantów osoby, które nie są przekonane co do swojej przyszłości w tym zawodzie i po egzaminie adwokackim pozostają na liście niewykonujących zawodu), to od jego determinacji i zaangażowania w dużym stopniu powinno zależeć jakiego będzie miał patrona, gdzie się zatrudni. Może prosić koleżanki, kolegów by byli patronami, może prosić o zmianę patrona, lub by ORA mu go wyznaczyła, co i tak się stanie jeśli tego nie uczyni.

Patroni - jak bardzo powinni się angażować?

Wciąż głęboko wierzę w sens relacji uczeń-mistrz i nauki poprzez praktykę pod okiem patrona. Uważam, że bycie patronem jest obowiązkiem samorządowym każdego adwokata, takim samym jak płacenie składek i wypełnianie innych zobowiązań. Wchodząc do stanu adwokackiego bierzemy na siebie także i ten obowiązek, będąc współodpowiedzialnym za przyszłość kolejnych pokoleń nowych adwokatek i adwokatów. Choć rozumiem, że nie każdy posiada umiejętności dydaktyczne, ale nie musi ich mieć, wystarczy, że pozwoli aplikantowi przyglądać się swojej pracy. Należy się zastanowić w dobie kryzysu tej relacji, nad dodatkowymi korzyściami dla adwokatów, którzy realizują to zobowiązanie. 

 


Na przykład? 

Jak choćby punkty szkoleniowe. Jest też taki problem, że teraz w bardzo trudnym okresie, jakim jest pandemia, oczekiwanie wsparcia dla aplikanta może być trudne. Nie zawsze też aplikanci rozumieją cel i potrzebę posiadania patrona. Ta relacja patron - aplikant od lat jest obiektem zmian. Przed wielu, wielu laty to aplikant płacił patronowi, teraz jest oczywiste, że to patron płaci aplikantowi, z którym współpracuje. Aktualnie trudna sytuacji na rynku dotyka tak adwokatów jak i aplikantów adwokackich.

Powinien być wyłączny wymóg aplikacji jako dojścia do zawodu?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Nie sądzę zresztą by powrót do modelu sprzed nowelizacji lata temu był możliwy i słuszny. Ważne, aby osoby które chcą wykonywać ten zawód, a aplikacji nie odbyły, zdiagnozowały właściwie zagrożenia, o których wcześniej wspominałam. Kolejna kwestia - w Warszawie od kilku lat około 30 proc. osób, które zdały egzamin adwokacki wpisuje się na listę adwokatów wykonujących zawód. Pozostali pozostają na liście niewykonujących zawodu. Czy wrócą kiedykolwiek do zawodu? Nie wiemy. Wśród nich jest wiele kobiet, które ze względu na ustawowy zakaz zatrudnienia i plany macierzyńskie muszą zrezygnować z wykonywania zawodu i poszukać alternatywy, dającej gwarancję świadczeń w okresie wczesnego macierzyństwa i po nim. Ustawowy zakaz zatrudnienia się przez adwokatów na umowę o pracę jest problemem szczególnie dotkliwym dla pracujących aktywnie adwokatek, które chcą połączyć prace zawodową z macierzyństwem. One mają najtrudniej na rynku pracy. 

Czytaj: Egzamin zdany, a toga na wieszaku - rynek prawniczy zniechęca do zawodu>>
 

A to nie jest tak, że w tym zakresie najlepszą weryfikacją powinien być rynek?

Takie założenie przyświecało tzw. otwarciu zawodu przed laty i jest ono faktem. Ale pamiętajmy, że tym mechanizmom rynkowym podlegają konkretni ludzie i ich osobiste tragedie. Jest wielu adwokatów, którym bardzo trudno utrzymać się na rynku wobec kosztów, jakie generuje prowadzona działalność gospodarcza. Jako samorząd w określonym stopniu możemy pomóc. Np. tworząc sprzyjające warunki dla rozpoczęcia działalności przez młodych adwokatów. Ale, czy ich zrealizowanie pozwoli później młodemu przedsiębiorcy na bycie stałym graczem na rynku? No, nie zawsze. Sytuacja aktualnego pokolenia jest oczywiście inna niż osób wchodzących na rynek 15 lat temu. Warto wyciągnąć z tego wnioski. Myślę, że jeśli nie pomożemy stworzyć systemowego wsparcia młodych adwokatów, zwłaszcza adwokatek, to te osoby wchodząc na rynek, bez stałej pracy w kancelarii, bez warunków odpowiadających uprzednio funkcjonującym zespołom adwokackim, mają małe szanse by samodzielnie się utrzymać. Ale to powinien być projekt ogólnopolski, nie tylko jednej izby.