Prof. Piotrowski: Mamy dobrą konstytucję, potrzebna tylko zgoda dla jej stosowania
Obecna konstytucja nie wymaga zasadniczych zmian. Przydałyby się korekty mające zapobiegać blokadom wynikającym z tej stałej dążności: albo my ich, albo oni nas. Gdybyśmy wyzbyli się tej skłonności, to obecna konstytucja zupełnie wystarczy – twierdzi prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, powołany właśnie przez prezydenta do Rady Nowej Konstytucji. I wyraża nadzieję, że debata na ten temat choć trochę wyjdzie poza dyskusje w „swoich bańkach”.

Prezydent w Święto Narodowe Trzeciego Maja podczas uroczystości na Zamku Królewskim powołał członków Rady Nowej Konstytucji przy Prezydencie RP w składzie: Marek Jurek, prof. Ryszard Legutko, prof. Anna Łabno, prof. Ryszard Piotrowski, Barbara Piwnik, Julia Przyłębska, Józef Zych, Piotr Andrzejewski, prof. Zdzisław Krasnodębski, prof. Jacek Majchrowski. - Zaczynamy pracę nad konstytucją nowej generacji roku 2030. Bardzo dziękuję profesjonalistom, dziękuję ludziom odważnym. Dziękuję za to, że reprezentujecie Państwo różne środowiska. Dzięki Wam, dzięki temu, że jesteście różni, Pałac Prezydencki stanie się właśnie miejscem debaty — debaty w odpowiedzialności politycznej i społecznej, debaty w odpowiedzialności za ciągłość państwa – powiedział Karol Nawrocki.
Krzysztof Sobczak: Czy Pana zdaniem potrzebna jest nowa Konstytucja, albo duże zmiany w obecnej?
Ryszard Piotrowski: To zależy od tego, komu i w jakim celu jest potrzebna. Z punktu widzenia obywateli zawsze ważne są gwarancje dotyczące ich praw i wolności, a w tym zakresie o wiele ważniejsze byłoby poszanowanie konstytucji, przestrzeganie jej, poważne traktowanie jej postanowień. Czy jednak ewentualne uchwalenie nowej konstytucji zmieniłoby podejście polityków, nacechowane instrumentalnym traktowaniem prawa, prymatem polityki nad prawem ? Oczywiście sama zmiana konstytucji nie wystarczy.
Nie da się w Konstytucji umieścić skutecznego wędzidła na takie zapędy polityków?
Nie da się dlatego, że politycy mają to do siebie, że każde prawo będą rozumieli tak, jak to im pasuje. I jeżeli mają władzę, to mogą stwierdzić, że nawet jeśli różne autorytety prawnicze nie zgodzą się z nimi, ale oni i tak zrobią to, co chcą. No i co im zrobimy? To jest problem propaństwowej świadomości, moralności w polityce, chociaż to może w tym kontekście zbyt wielkie słowo. Potrzebna jest przemiana wrażliwości, która sprawi, że politycy zaczną rozumieć, że polityka to rozsądna troska o dobro wspólne, a nie egoistyczne zabiegi o to, jak skutecznie zdołamy omamić wyborców, żeby na nas głosowali.
Czytaj: Konstytucja do poprawki? Postulatów wiele, szans na razie brak>>
Jaka jest więc rola powołanej przez prezydenta Rady Nowej Konstytucji, której jest Pan członkiem? Może zaproponować jakieś nowe otwarcie?
Ten zespół, zgodnie z aktem powołania, który ma sprzyjać podjęciu szerokiej, rzetelnej i odpowiedzialnej debaty nad konstytucją i powinien stanowić przestrzeń dla takiej rozmowy z poszanowaniem pluralizmu poglądów oraz tradycji konstytucyjnej. Także przestrzeń dla porozumienia, a nie podziału. Ten zespół nie może zastąpić polityków, ani tym bardziej suwerena, który ostatecznie zdecyduje o ewentualnych zmianach w konstytucji.
Powołanie takiej Rady może sugerować, że prezydent chciałby otrzymać jakieś propozycje zmian. Jednak czy praca nad nimi, wspólnie z osobami, które negowały, albo - jak wskazuje środowisko prawnicze - wręcz łamały obecną Konstytucję, daje szanse na dobrą ustawę?
Skład Rady nie był ze mną uzgodniony, nie zamierzam więc go recenzować. Mogę natomiast powiedzieć, że praca z osobami, z którymi się niekoniecznie zgadzamy, albo wcale nie zgadzamy, jest o wiele bardziej twórcza niżeli praca z myślącymi tak samo. Gdybym ja chciał współpracować wyłącznie z tymi, którzy nie naruszali konstytucji, to mógłbym współpracować wyłącznie ze sobą. Ja jestem przeciwnikiem tej kultury, z którą mamy obecnie do czynienia, kultury wykluczenia polegającej na tym, że rozmawiamy wyłącznie w obrębie „naszej bańki” medialno-doktrynalnej. Tylko z tymi, którzy się z nami zgadzają. Jestem też przeciwnikiem cenzury, z którą mamy do czynienia bez przerwy. Która polega na tym, że pomijamy tych, z którymi się nie zgadzamy. Nie zapraszamy ich do debat publicznych, nie robimy z nimi wywiadów, bo rozmawiamy wyłącznie z tymi, którzy się z nami zgadzają. A więc „strona rządowa” rozmawia we wszystkich swoich mediach ze swoimi sympatykami, a strona opozycyjna w swoich ze swoimi.
A może chce Pan poprzez uczestnictwo w prezydenckiej radzie przerzucać jakieś pomosty pomiędzy tymi opcjami?
Nie spodziewam się, by mi się zbyt wiele w tym zakresie udało. Bo nie spodziewam się, że zniknie nagle cenzura mająca miejsce po obu stronach sporu. Ona nie ma charakteru prawnego i instytucjonalnego, jak w czasach PRL, ale jest taka dorozumiana; w rezultacie w przestrzeni danej opcji politycznej pewne tematy i stojący za nimi ludzie, nie pojawiają się. Ja nie zamierzam być żadnym „pomostem”, bo zamierzam być sobą. Jestem wdzięczny panu prezydentowi, że znając moje poglądy, nie poszedł po linii cancel culture, ale postanowił włączyć mnie do Rady. Traktuję to jako świadectwo pewnej otwartości na poważną debatę.
Jaka Konstytucja byłaby nam potrzebna, żeby uniknąć na przyszłość takiego paraliżu decyzyjnego państwa, jaki mamy obecnie?
Taka konstytucja, jaka jest obecnie. No może z niewielkimi korektami mającymi zwłaszcza zapobiegać negatywnym konsekwencjom wynikającym z tej stałej dążności, którą jeden z profesorów nazwał: albo my ich, albo oni nas. Gdybyśmy wyzbyli się tej skłonności, to obecna konstytucja zupełnie wystarczy. To oczywiście nie dyskwalifikuje z założenia innych propozycji.
Sprawdź książkę: Trudny powrót do rządów prawa>>
Prezydent Karol Nawrocki postawił w publicznym wystąpieniu wyjściowe pytanie: ustrój premierowski albo prezydencki. Który wariant będzie Pan doradzał?
Prezydent nie opowiedział się za którymś z tych wariantów. A moja odpowiedź na to pytanie jest taka, że obecny wariant, czyli taki system mieszany, jaki mamy, jest optymalny. Polibiusz, żyjący w drugim wieku przed naszą erą grecki historyk i kronikarz państwa rzymskiego z okresu republiki, opowiadał się za takim systemem, który w żadną stronę nie będzie się przechylał, bo wtedy państwo jest w równowadze, jak okręt płynący pod wiatr. Nasza konstytucja właśnie taki klasyczny system rządów ustanowiła. W zasadzie mamy system parlamentarno-gabinetowy, z pewnym przesunięciem w stronę systemu prezydenckiego. Taki system pozwala odnaleźć się różnym orientacjom, które znajdują odzwierciedlenie w poglądach wyborców. Zwolennicy ugrupowań tworzących obecną większość parlamentarną odnajdują się w tym systemie parlamentarnym, natomiast obywatele niepodzielający tej orientacji mają szansę utożsamiać się z prezydentem i tymi elementami władzy, które związane są z tym urzędem. Cały problem polega na tym, żeby te dwie linie aksjologiczno-polityczne spotkały się ze sobą. No i uzgodniły takie stanowisko, które nie będzie wykluczać, nie spowoduje, że jedni wykluczą drugich. A jak wspomniałem wcześniej, to jest stała skłonność jednych i drugich. Jeśli ci wykluczeni nie odnajdą się w którejś z części tej wspólnej przestrzeni, to trzeba ich będzie do tego zmusić, narzucić im miłość do systemu prezydenckiego albo do kanclerskiego. To do niczego dobrego nie doprowadzi. Obecnie podziały społeczne są zbyt ugruntowane, żeby można było wybrać, kto ma być górą, a kto ma się podporządkować, chyba że jedni przekonają drugich i znajdzie to odzwierciedlenie w wyniku wyborów.
Czytaj: Prof. Tuleja: Obecny model prezydentury się nie sprawdza, szanse na zmianę nikłe>>
Prof. Piotrowski: Przywracanie praworządności tylko zgodnie z Konstytucją>>
Można wskazać jakieś państwo jako wzór? USA, Francja, Niemcy?
Nie zachęcam do sięgania do takich zagranicznych wzorców, bo jak obecnie widzimy, każde z tych przywołanych państw, podobnie jak wiele innych, ma swoje problemy i tam też toczą się poważne debaty ustrojowe. Trzymajmy się swoich rozwiązań ustrojowych i naszej dobrej tradycji ustrojowej. Choćby takiej historycznej zasady jak konstytucja z 1505 roku Nihil novi (nic o nas bez nas), czy tej tradycji ustrojowej która mówiła, że nie włada władca, który tak prawo tworzy, jak mu się podoba. Trzymajmy się tej wielkiej tradycji ustrojowej, o której mówiła Konstytucja 3 Maja: władza wykonawcza tam tylko czynną z siebie będzie, gdzie prawa dozwalają. Także tej tradycji, która mówi, że wszelka władza społeczności ludzkiej początek swój bierze z woli narodu. Bo poszanowanie woli narodu, a nie próby narzucania swoich koncepcji politycznych czy ustrojowych przez tę czy inną grupę mającą w rękach władzę, sądy i media, powinno być wyznacznikiem myślenia o konstytucji.
Czytaj: Prof. Garlicki: Silny podział władz blokuje przywracanie praworządności>>






