BEZPŁATNY WEBINAR Jak komunikować ESG, żeby nie narazić się na zarzut greenwashingu? 10 września, g. 14.00
Zmień język strony
Prawo.pl

Prawo do bycia zapomnianym blokuje trudne pytania o przeszłość

Jeden z niemieckich celebrytów uzyskał w berlińskim sądzie zakaz pisania o jego przeszłych intymnych związkach z nastoletnimi kobietami – sąd uznał, że roztrząsanie szczegółów jego biografii nie wnosi wiele do publicznej debaty. Prawo do bycia zapomnianym to jednak kij, który ma dwa końce - może pomóc wielu znanym osobom w ukrywaniu wstydliwych informacji o swojej przeszłości. Korzystają z niego też zwykli Kowalscy w bardziej przyziemnych sprawach - aby jak najmniej śladów cyfrowych było o nich w internecie i komercyjnych bazach danych.

rodo gdpr dane osobowe klodka
Źródło: iStock

Konstantin Wecker to popularny w Niemczech muzyk, piosenkarz, ale także autor tekstów. Wecker właśnie uzyskał w berlińskim Sądzie Regionalnym zabezpieczenie, które polega na tym, że dziennikarze znanej niemieckiej gazety Süddeutsche Zeitung (SZ) nie mogą w okresie procesu z muzykiem informować o jego intymnych relacjach sprzed wielu lat z kobietami, które wtedy były jeszcze niepełnoletnie. Za każde naruszenie tego zakazu gazecie grozi 250 000 euro kary pieniężnej. Poszło o artykuł „Weckers vergessene Frauen”, w którym SZ opisuje m.in. związek wtedy już sześćdziesięciolatka z 15-letnią uczennicą, który muzyk tłumaczył alkoholem, a dziewczyna musiała się potem leczyć psychiatrycznie. Potem okazało się, że takich relacji z młodymi kobietami było więcej, w tym z Marie Franz, która opisuje to w swojej książce „Auserwählt” i chętnie opowiada o tym w mediach. Choć Wecker przeprosił, to nie przyznał się do żadnych konkretów, w tym do złamania prawa (a w Niemczech granica nielegalnych relacji intymnych jest wyższa niż w Polsce i wynosi 16 lat). Gazeta zresztą - z uwagi na wątpliwości co do szczegółów oraz znaczny upływ czasu - nie zarzucała mu wprost popełnienia przestępstw. Muzyk częściowo zasłonił się też niepamięcią ze względu na obecną chorobę i wiek (dobiega osiemdziesiątki).

Znani też mają prawa do prywatności

Sędziowie uznali, że osoby znane (choć nie jako np. politycy) mogą bronić się przed relacjonowaniem dawnych wydarzeń w swoim życiu intymnym i prywatnym (wyrok z 30 czerwca 2026 r., 27 O 221/26eV). Celebryci mogą skutecznie powoływać się na gruncie prawa prasowego na prawo do pozostawienia za sobą należących do odległej przeszłości błędów moralnych i pomyłek dotyczących ich życia intymnego i prywatnego (o ile nie naruszyli prawa) oraz do ochrony przed doniesieniami prasowymi na temat swoich rzekomych przewin. Podstawą postanowienia sądu było zarówno niemieckie prawo prasowe, jak i powołanie się na „prawo do bycia zapomnianym”. Sąd stwierdził też, że nie ma specjalnego zainteresowania opinii publicznej wyjaśnianiem relacji intymnych artysty z nieletnimi nastolatkami. Decydującym czynnikiem jest, czy relacja wnosi poważny wkład w debatę o interesie publicznym, czy jedynie zaspokaja ciekawość dotyczącą prywatnych spraw celebryty. Znany muzyk jest osobą publiczną, gdyż jest celebrytą, ale nie jest np. politykiem ani ważnym urzędnikiem. Nie oznacza to więc, że społeczeństwo ma prawo do szczegółowych informacji o jego miłości i życiu intymnym. Do sfery prywatnej zalicza się zasadniczo także – regularnie w zależności od bogactwa szczegółów i głębi informacji – kwestie dotyczące istnienia relacji, których ujawnienia osoba zainteresowana (z jakichkolwiek powodów) sobie nie życzy, lecz woli zachować je w tajemnicy. Sporny artykuł wkroczył w sferę prywatną wnioskodawcy opisując historie z przeszłości (z lat 1990-2015), a podane w nim informacje nie były wcześniej ogólnodostępne.

Sędziowie zauważyli co prawda rozjazd pomiędzy publicznym wizerunkiem muzyka, a jego życiem prywatnym – można to streścić następująco: teksty jego piosenek są mądrzejsze życiowo niż on sam. Wecker w sztuce kreuje się na wrażliwca, feministę i anarchistę, ale poza sceną jest badboyem. Na marginesie zresztą sąd powątpiewał, czy modny teraz trend na związki typu „starszy mężczyzna i znacznie młodsza partnerka” jest na tyle kontrowersyjny, aby poświęcać mu publiczne dyskusje i roztrząsać go w mediach. Wreszcie Wecker nie ma wiele wspólnego z akcją „Me Too”, gdyż jeśli w ogóle doszło do seksu z nastolatkami, to odbywało się to za zgodą dziewczyn.

W konkluzji sąd uznał, że muzyk ma "prawo do bycia zapomnianym". W praktyce to możliwość pozostawienia błędów i pomyłek za sobą oraz osobistego rozwoju, w tym poprawy etyczno-moralnej. System prawny musi ludziom dawać szansę, aby wydarzenia, które miały miejsce dawno temu, mogły zostać zapomniane przez społeczeństwo. Nawet poważni przestępcy przecież po kilku dekadach mają bowiem prawo do przedawnienia karalności za swoje winy. Wyrok nie jest prawomocny, a SZ zapowiedziało apelację, choć redakcja tymczasowo zablokowała dostęp do spornych tekstów. Co ciekawe, nazwiska orzekającego składu sędziowskiego są niejawne, w Niemczech taka praktyka obowiązuje z powołaniem się na RODO (w Polsce jest pod tym względem inaczej).

Zupełnie inny rezultat przed Sądem Okręgowym w Warszawie (przynajmniej w pierwszej instancji, gdyż wyrok jest nieprawomocny) osiągnęła Katarzyna Cichopek. Super Express (SE) poświęcił kobiecie cykl artykułów o jej życiu prywatnym, gdy w 2022 r. postanowiła rozstać się z Marcinem Hakielem, a związać z Maciejem Kurzajewskim. Jej nowy partner dla niej rozstał się z żona Pauliną Smaszcz. SE szczegółowo relacjonował nowy związek, pisał też o tym, dlaczego rozpadły się wcześniejsze małżeństwa Cichopek i Kurzajewskiego. Gwiazda wystąpiła więc z powództwem o ochronę dóbr osobistych, ale domagała się też usunięcia tekstów na swój temat z internetowej strony SE. Sąd oddalił powództwo Cichopek przeciwko ZPR Media S.A. (wydawcy tabloidu), gdyż stwierdził, że to ona robiła rozgłos wokół swojego życia prywatnego, w tym sama dobrowolnie ujawniła swój nowy związek i szeroko relacjonowała to na Instragramie. Zamiast chronić swoje życie prywatne, podsycała zainteresowanie mediów swoją osobą. Nie mówiąc już o tym, że te fakty z jej życia to nadal aktualna sprawa, a nie daleka przeszłość – parę łączy nie tylko życie prywatne, ale i zawodowe - właśnie oboje ogłosili odejście z telewizji Polsat. Czyli sytuacja inna niż u Weckera. Trudno więc żądać prawa do bycia zapomnianym.

[Banner]

Prawo do bycia zapomnianym

Prawo do bycia zapomnianym wynika z art. 17 unijnego rozporządzenia RODO (a wcześniej dyrektywy 95/46/WE). Jak tłumaczy Andrzej Dybał, radca prawny z kancelarii Marek Płonka i Wspólnicy, przepis ten normuje prawo osoby, której dane dotyczą, do żądania ich usunięcia oraz odpowiadający mu obowiązek administratora. Rozumiane jest najczęściej jako uprawnienie do żądania od dostawcy wyszukiwarki internetowej usunięcia linków z listy wyników po wpisaniu imienia i nazwiska (bądź całych tekstów) lub usunięcia danych osobowych przez administratora. Przeżywa on powodzenie od kilku lat m.in. za sprawą wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z 13 maja 2014 r. w sprawie C-131/12 przeciwko dwóm spółkom koncernu Google. Mario Costeja González, hiszpański prawnik i doradca finansowy, gdy wpisywał swoje imię i nazwisko w wyszukiwarkę, to pokazywał się jako negatywny bohater licytacji komorniczej jego nieruchomości z 1998 r., gdyż linki odsyłały do publikacji w dzienniku La Vanguardia. Sprawa egzekucyjna już dawno była zakończona, ale dawała znać o sobie jako rezultat wyszukiwania on-line. Hiszpan zażądał więc od gazety usunięcia artykułów na temat licytacji albo uniemożliwienia do nich dostępu, a od Google, aby nie linkowało do tych tekstów. Zdesperowanego mężczyznę poparł tamtejszy urząd ochrony danych osobowych (AEPD), a sprawa w końcu trafiła – jako pytania prejudycjalne – do TSUE, który orzekł na jego korzyść.

Czy Mario Costeja González osiągnął swój cel? Chyba odwrotnie, gdyż o jego sprawie w TSUE uczą się studenci prawa i specjaliści od ochrony danych osobowych. Obecnie sprawom w TSUE, stronom będącym osobami fizycznymi nadaje się fikcyjne nazwiska, jak Lubrecznik, Herchoski itp.). W 2014 r. zasada ta jeszcze nie obowiązywała. Zadziałał więc tu swoisty efekt Streisand, czyli zjawisko, w którym na skutek prób cenzury lub usuwania pewnych informacji dochodzi do nagłośnienia niewygodnych dla zainteresowanego faktów (nazwa pochodzi od aktorki Barbry Steisand, która próbowała wymusić zakaz publikowania zdjęć jej rezydencji w Kalifornii, a osiągnęła efekt odwrotny). Podobnie może być ze sprawą Weckera, który próbuje uciszyć dziennikarzy, ale berliński wyrok roztrząsają wszystkie większe informacyjne i prawnicze serwisy w Niemczech. Korzystnym dla swojego klienta orzeczeniem nie omieszkał też się pochwalić - i jednocześnie jeszcze bardziej nagłośnił całą sprawę - jego pełnomocnik, Dominik Höch, adwokat w kancelarii Höch Attorneys at Law PartGmbB.

Media i rynek kontra prywatność

A z prawa do bycia zapomnianym chce korzystać coraz więcej osób – nie chodzi tylko o usuwanie artykułów z mediów, albo linków z wyszukiwarek, ale i innych śladów cyfrowych zebranych np. przez administratorów stron internetowych i komercyjne bazy danych. W tym kontekście na jedną z przesłanek zawartych w art. 17 RODO zwraca uwagę mec. Dybał.

Jedna z przesłanek wiąże się z przetwarzaniem danych dziecka zebranych w związku z oferowanymi usługami społeczeństwa informatycznego (świadczonymi zazwyczaj za wynagrodzeniem, na odległość, drogą elektroniczną i na indywidualne żądanie odbiorcy usług). Najczęściej chodzi oczywiście o usługi świadczone za pośrednictwem internetu. Ta przesłanka odnosi się do warunków wyrażenia zgody przez dziecko, w przypadku usług społeczeństwa informacyjnego w związku z tym ma charakter wyjątkowy i dotyczy jedynie osób, których dane zostały zebrane w związku z oferowaniem usług społeczeństwa informacyjnego bezpośrednio dzieciom. Dla możliwości skorzystania z uprawnienia do żądania usunięcia danych na podstawie omawianej tu przesłanki wystarczy, że dane zostały zebrane w związku z oferowaniem dziecku usług społeczeństwa informacyjnego – tłumaczy mec. Dybał.

Choć administrator ma obowiązek usunąć dane żądającego, to prawo nie jest nieograniczone. Istnieją wyjątki, np. gdy przetwarzanie jest niezbędne do wywiązania się z obowiązku prawnego (np. podatkowego) lub do ustalenia, dochodzenia lub obrony roszczeń.

Tylko nie mów nikomu, bo ciebie pozwę

Mec. Dybał zaznacza, że orzecznictwo w sprawach prawa do bycia zapomnianym bywa różne – koncentruje się na dwóch wątkach: albo publicznym opisaniu jakichś faktów z przeszłości, albo na komercyjnym zbieraniu danych osobowych. Każda redakcja ma archiwum online, niekiedy sięgające do kilkudziesięciu lat wstecz. Ponadto w bibliotekach cyfrowych możemy znaleźć gazety sprzed ponad stu lat, a tam opisy zbrodni, dane z licytacjach komorniczych, sporach sądowych, nie mówiąc już o sprawach obyczajowych, a nawet informacjach wyssanych z palca. Jeśli więc po latach jakaś informacja dotycząca osoby prywatnej straciła już swoją aktualność i nie ma uzasadnionego interesu publicznego w jej udostępnianiu, to taka osoba może domagać się jej usunięcia swoich danych. Jednak decyzja o usunięciu nie jest automatyczna – trzeba rozważyć, czy interes publiczny jest nadal ważniejszy niż prawo do prywatności.

Trybunał w Strasburgu nakazał np. zanonimizowanie danych o sprawcy wypadku drogowego sprzed wielu lat zamieszczonego we francuskojęzycznym dzienniku Le Soir z Belgii (choć nie usunięcie całego artykułu). ETPCz uznał, że poważną szkodę doznaną przez sprawcę wypadku wskutek dalszej, niczym nieograniczonej internetowej dostępności artykułu, która mogła wytworzyć stan „wirtualnej kartoteki karnej”, zwłaszcza wobec czasu, jaki upłynął od pierwotnej publikacji przedmiotowego artykułu. Z drugiej strony sędziowie uznali, że wystarczy jedynie anonimizacja tekstu, a nie jego całkowite usunięcie (wyrok ETPCz z 4 lipca 2023 r., sygn. 57292/16).

W Polsce jest różnie – raz sądy uznają, że bohater tekstu znajdującego się w archiwum internetowym gazety może się starać o usunięcie jego danych. NSA stwierdził, że udostępnianie przez wydawcę publikacji archiwalnej przechowywanej na stronie internetowej nie stanowi działalność prasowej polegającej na redagowaniu, przygotowywaniu, tworzeniu lub publikowaniu materiałów prasowych. Do tej działalności znajduje zastosowanie także przepis art. 17 RODO regulujący tzw. prawo zapomnienia, gdyż prawo do wolności wypowiedzi i informacji zostało zrealizowane już w chwili opublikowania materiału posiadającego przymiot aktualności. Teraz z pierwotnej aktualności i sensacji opisana kontrowersyjna sprawa stała się już historią (wyrok NSA z 9 lutego 2023 r., III OSK 6781/21). NSA nie jest jednak konsekwentny, gdyż w innej sprawie z tego samego okresu orzekł odmiennie uznając, że nie da się wyznaczyć granicy pomiędzy aktualnością prasy a jej archiwizacją. Przykładowo, w sprawach dotyczących molestowania przez księży osób nieletnich, praktyka bywa różna. W części mediów znajdziemy pełne dane oskarżonych, w części w miarę dokładne opisy, w jakich parafiach przebywali (a przez to łatwo jest ustalić ich personalia), a część zachowuje się powściągliwie. Dobrym przykładem jest proces wytoczony diecezji bielsko-żywieckiej przez byłego ministranta Janusza Szymika (ofiara akurat godzi się na upublicznianie jej danych, wizerunku itp.). Wecker też chciałby, aby teksty o nim znikły z mediów oraz ich archiwów.

A pozostawione ślady cyfrowe mogą zaszkodzić nie tylko naszej reputacji, ale i portfelowi. Nie tylko zresztą te w prasie, ale i te, na których przetwarzanie sami się kiedyś zgodziliśmy. Ponieważ dane osobowe, w tym nasza ocena jako konsumentów różnorakich usług, szybko się obecnie komercjalizują (w tym przy pomocy AI), to i prawo o bycia zapomnianym nabiera bardziej przyziemnego zastosowania i przenika do innych unijnych regulacji. To zresztą też podkreślano, wpisując art. 17 do rozporządzenia RODO, że ma on służyć tym, którzy chcą samodzielnie decydować o rozwoju swojego życia, bez ciągłego lub okresowego stygmatyzowania za jakieś własne działania w przeszłości. Nie chodzi tylko o moralność, ale też zdrowie i finanse.

Dr Piotr Schmidt z Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych Halaś, Konieczny i Wspólnicy sp.k., zwraca w tym kontekście uwagę na opublikowany niedawno raport Europejskiej Rady Ochrony Danych z działań prowadzonych w ramach Coordinated Enforcement Framework (CEF). Jego konkluzja jest niewesoła - prawo do bycia zapomnianym w praktyce często nie działa tak, jak powinno.

To jedno z najczęściej wykonywanych praw przez osoby fizyczne i jednocześnie jedno z tych, które najczęściej generuje skargi do organów ochrony danych. Najczęstsze problemy z realizacją prawa do usunięcia danych to nie tylko brak jasnych procedur obsługi wniosków osób fizycznych, niewystarczające informowanie osób o sposobie realizacji ich praw, ale także np. stosowanie anonimizacji zamiast rzeczywistego usunięcia danych, a także problemy z retencją danych i kopiami zapasowymi. Co istotne – prawo do usunięcia danych nie jest prawem absolutnym, dlatego administratorzy często mają problem z przeprowadzeniem testów równowagi między różnymi prawami i interesami oraz trudności w stosowaniu wyjątków od prawa do usunięcia danych – podkreśla dr Schmidt.

Niech zapomną o nas e-sklepy i ubezpieczyciele

W Polsce też pojawia się dyskusja o prawie do bycia zapomnianym, np. przy okazji ubezpieczeń. Obecnie prawo do zapomnienia jest wdrażane w państwach członkowskich UE w ramach przepisów wynikających z dyrektywy 2025/2225/UE w sprawie umów o kredyt konsumencki (CCD2), która powinna być stosowana od 20 listopada 2026 r. Jednocześnie trwają prace nad opracowaniem europejskiego kodeksu postępowania (Code of Conduct) dotyczącego prawa do zapomnienia, przygotowywanego wspólnie przez organizacje pacjentów oraz stowarzyszenia reprezentujące unijny sektor finansowy, zgodnie z założeniami zawartymi w Europejskim Planie Walki z Rakiem. Dane dotyczące przebytych chorób onkologicznych nie będą wykorzystywane na potrzeby ubezpieczycieli po jakimś okresie, ale nie dłuższym niż 15 lat. Pierwsza propozycja, jak padła w Polsce to 5 lat, co wywołało protesty Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU).

Przyjęcie zbyt krótkiego okresu dostępu do danych może prowadzić do przenoszenia kosztów z osób o wyższym ryzyku na osoby zdrowe. W konsekwencji może to skutkować: spadkiem liczby osób objętych ochroną, pogłębieniem luki ubezpieczeniowej w Polsce, ograniczeniem realnego zabezpieczenia finansowego w przypadku choroby lub śmierci. Choroby nowotworowe należą do najczęstszych przyczyn poważnych problemów zdrowotnych prowadzących do czasowej lub trwałej utraty zdolności do pracy. W przypadku osób posiadających kredyty konsumenckie diagnoza nowotworu może oznaczać znaczący spadek dochodów przy jednoczesnym wzroście wydatków związanych z leczeniem. Brak odpowiedniego ubezpieczenia może w takiej sytuacji skutkować trudnościami w spłacie zobowiązań, narażając kredytobiorcę i jego bliskich na poważne konsekwencje finansowe – argumentuje Piotr Wrzesiński, wiceprezes PIU.

Ponieważ wcześniej projekt pilotował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a teraz nad nim pracuje Ministerstwo Sprawiedliwości, to nie znamy jeszcze ostatecznej rządowej propozycji w tym względzie.

Niezadowoleni z platformy Vinted korzystający z niej sprzedający z różnych krajów Europy często żądają usunięcia ich danych (w tym opinii o ich transakcjach) powołując się na art. 17 RODO. Litewski urząd ds. danych osobowych nawet nałożył na Vinted UAB w 2024 r. 2,3 miliona euro kary pieniężnej za utrudnianie, a wręcz ignorowanie żądań skorzystania z prawa do bycia zapomnianym. Vinted odmawiało usunięciu danych, powołując się na brak wskazania  konkretnych podstaw zgodnie z treścią art. 17 RODO, ale w decyzji o ukaraniu firma została skrytykowana za brak jasnych procedur i przerzucanie swoich obowiązków na klientów. Litwini ustalili również, że spółka bezprawnie stosowała praktykę tzw. „shadow blocking”, tj. nie informowała użytkownika, który rzekomo naruszył zasady działania platformy, o dalszym przetwarzaniu jego danych osobowych, pomimo zamiaru usunięcia go z platformy.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

 

Polecamy książki biznesowe