Czwartkowe głosowania nad pond tysiącem poprawek do tzw. pakietu mobilności przebiegały w burzliwej atmosferze. Na początku sesji przepadł wniosek polskich europosłów, którzy domagali się wykreślenia głosowań z sesji. Gdy głosowania się już rozpoczęły, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego zaproponował, aby nie głosować poprawki po poprawce, ale połączyć je w bloki, co przyspieszyłoby procedowanie, a europosłowie poprali taki tryb procedowania. Finalnie większość PE poparła kontrowersyjne rozwiązania, mimo że już kilkukrotnie . Europosłowie, zarówno PiS jak i PO, zapowiadają że zaskarżą tryb głosowania do Trybunału Sprawiedliwości UE. I zgodnie podkreślają, że pakiet uderza w jednolity rynek, swobodę przepływu usług i towarów, a przede wszystkim polskie firmy transportowe. Świadczenie usług transportowych poza krajem, w którym jest siedziba firmy, będzie droższe i trudniejsze. Będzie trzeba znać przepisy każdego kraju, przez który przejedzie kierowca. Przyjęcie przepisów nie kończy procesu legislacyjnego, bo w kolejnym kroku kompromis w sprawie ostatecznego kształtu regulacji będą musiały wypracować PE, Komisja Europejska i kraje członkowskie (Rada UE). Pojawia się pytanie, czy jest to możliwe jeszcze w tej kadencji PE. Ostatnia sesja PE, na której taki kompromis musiałby być zatwierdzony, odbędzie się w 15-18 kwietnia. Między 23 a 26 maja odbędą się zaś wybory do europarlamentu. Europosłowie wskazują więc, że czasu pozostało niewiele, co działa na korzyść przeciwników regulacji.

 


Dlaczego Pakiet Mobilności jest zły

Pakiet mobilności to zbiór przepisów mających uregulować międzynarodowy transport drogowy na terenie krajów wspólnoty. Zdaniem Macieja Wrońskiego, prezesa Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska zwiększy on koszty eksportu polskich towarów, których przeszło 80 proc. wysyłanych jest na rynki Unii Europejskiej transportem samochodowym. Pakiet zakłada m.in. objęcie przewoźników drogowych przepisami o delegowaniu pracowników.  Kierowca więc powinien mieć zapewnioną płacę minimalną zgodną z przepisami kraju, w którym przebywa, nawet jeśli to będą 3 godziny. Polska, a także inne kraje naszego regionu, obawiają się, że uderzy to w ich przewoźników drogowych. Zyskają zaś ci z zachodnich krajów m.in. Francji i Niemiec. W czerwcu 2018 roku, Polsce udało się przekonać komisja Transportu i Turystyki PE, aby przewoźnicy drogowi w transporcie międzynarodowym nie byli objęci dyrektywą o pracownikach delegowanych. Wówczas zgodnie z przyjętym stanowiskiem operacje międzynarodowe i tranzyt miały być wyłączone spod zasad delegowania, a usługi kabotażowe byłyby objęte tymi zasadami od pierwszego dnia. Jednakże w grudniu ubiegłego roku kraje członkowskie UE (Rada UE)  ustaliły, że kierowca będzie wyłączony spod tych przepisów tylko, gdy będzie wykonywał przewóz do innego państwa z kraju, w którym mieści się siedziba firmy. Zmienią się też zasady kabotażu, czyli zasad transportu w kraju nie będącym siedzibą firmy. W drodze do kraju docelowego kierowca będzie mógł wykonać jeden dodatkowy załadunek lub rozładunek, co również nie będzie wiązało się z podleganiem przepisom o delegowaniu. Podobnie jeden załadunek i wyładunek będzie mógł zostać przeprowadzony w drodze powrotnej do kraju, gdzie mieści się siedziba firmy. Inna opcja, na którą mają zezwalać nowe przepisy, to brak dodatkowego załadunku lub wyładunku w drodze do punktu docelowego, a w zamian możliwość dokonaniu dwóch załadunków lub wyładunków w drodze powrotnej. Obecnie w ciągu siedmiu dni można dokonać trzech załadunków w ciągu siedmiu dni. Co więcej, w przypadku innych rodzajów operacji, przede wszystkim transportu między krajami trzecimi (tzw. cross-trade), zasady delegowania i płacy minimalnej miałyby zastosowanie od pierwszego dnia. Ponadto pakiet przewiduje obowiązek powrotu kierowcy do domu raz na trzy tygodnie, zaznaczania w tachografach momentu przekroczenia granicy.Te zapisy są szczególnie niekorzystny z punktu widzenia przewoźników z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym polskich. Dlatego Polska, podobnie jak Węgry, Litwa, Łotwa, Malta, Bułgaria, Chorwacja, Irlandia i Belgia zagłosowały przeciwko takiemu stanowisku, ale nie zdołali zablokować propozycji. Teraz stanowisko wypracowane przez Radę UP poparł Parlament.

Głosowanie niezgodne z prawem, proces legislacyjny jeszcze trwa

- PE ze złamaniem własnego regulaminu i pod polityczną presją przyjął Pakiet Mobilności. Nie ma jednak dużych szans na szybkie rozpoczęcie negocjacji. Będziemy z pewnością skarżyć sam tryb głosowania do TSUE - napisał na Twitterze europoseł  Kosma Złotowski (PiS). W jego opinii poprawki były poddane pod głosowanie w sposób niezgodny z przepisami. Były bowiem zgrupowane według autorów, a nie treści. Jednocześnie  wcześniej część propozycji została przez komisję transportu PE odrzucona. Dlatego według Złotowskiego do czwartkowego głosowania nie powinno w ogóle dojść i było ono złamaniem przepisów. Europoseł Tomasz Poręba (PIS) jest przekonany o konieczności zaskarżenia regulacji. - Zaskarżenie do TSUE procedury przyjęcia pakietu mobilności na dzisiejszej sesji PE, gdy dwa z trzech wchodzących w jego skład raportów zostało odrzuconych wcześniej przez komisję transportu plus niezgodna z regulaminem PE dzisiejsza forma głosowania nad poprawkami, wydaje się czymś naturalnym – napisał na Twitterze Poręba.

Również Elżbieta Łukacijewska (PO)  zapowiada podjęcie próby zaskarżenia sposobu procedowania do Trybunału Sprawiedliwości UE. - Oczywiście będziemy również skarżyć sposób procedowania na forum PE - mówi Łukacijewska. Najpierw jednak europosłowie należący do PO chcą zobaczyć, jaki kształt przyjmie regulacja po negocjacjach europarlamentu z Komisją Europejską i Radą UE (tzw. trilogu). - Mamy jednak nadzieję, że do tych trylogów nie dojdzie i już następny Parlament będzie decydował o pakiecie mobilności  –  mówi Łukacijewska.

Przepisy krzywdzące dla branży transportowej

Polscy europosłowie, niezależnie od partii do której należą, nie mają wątpliwości, że pakiet mobilności, jest niekorzystny dla polskich firm transportowych. - Przeszły propozycje, które nie są dobre ani dla konsumenta, ani dla małych i średnich przedsiębiorstw, ani dla firm transportowych, nie tylko z Polski czy Europy Środkowo-Wschodniej, ale dla całej Unii Europejskiej. Uderzono w jednolity rynek, w swobody przepływu usług i towarów – uważa Łukacijewska. - To poważna bariera na wspólnym rynku dla firm transportowych z Polski - napisał Kosma Złotowski.  - To zły dzień dla europejskiego parlamentaryzmu, co do formy i co do treści. Co do formy to były to głosowania, które warto zaskarżyć, a co do treści, to jest w tym klimat protekcjonistyczny zachodniej części Europy.Te regulacje są sprzeczna z ideą uczciwej konkurencji na wolnym rynku.  – wskazał europoseł Janusz Lewandowski (PO).

 


 

 

Więcej przydatnych materiałów znajdziesz w LEX:

Podstawa wymiaru składek dla pracowników delegowanych >

Procedura: Delegowanie do pracy w kilku państwach >

Delegowanie pracownika a zagraniczna podróż służbowa >

Oddelegowanie pracowników za granicę >