Kto sam doniesie, że ma studnię, może mieć kłopot z jej legalizacją
W Polsce jest nawet sto tysięcy studni zbudowanych bez żadnych zgłoszeń. Nowelizacja prawa wodnego ma to zmienić. Właściciele działek będą mieli półtora roku na zebranie stosownej dokumentacji i złożenie wniosku legalizacyjnego – o ile na ten cichy spis polskich zasobów wodnych\, głównie na wsiach i działkach rekreacyjnych, zgodzi się prezydent. Resort klimatu i środowiska zachęca też do skorzystania z finansowego wsparcia na budowę studni bądź urządzeń zatrzymującej wody opadowe.

Zdecydowana większość budowanych studni korzysta ze zwolnień z uzyskiwania pozwoleń budowlanych, a nawet dokonywania zgłoszeń. Pozwala na to art. 29 ust. 2 pkt 25 ustawy z 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane (Dz. U. z 2026 r. poz. 524), jako odbudowa ujęć wód podziemnych, jednak trzeba zachować odpowiednie odległości i warunki techniczne. Nie oznacza to, że taka inwestycja nie wymaga załatwienia żadnych formalności. Wręcz przeciwnie, art. 190 ustawy z 20 lipca 2017 r. – Prawo wodne (Dz. U. z 2025 r. poz. 960) stanowi, że – w zależności od tego, jak studnia powstaje – potrzebne jest pozwolenie wodnoprawne albo zgłoszenie. Trzeba wtedy wydać odpowiednio albo 330,07 zł albo 132,33 zł. Wiele osób o procedurach wodnoprawnych albo zapomina, albo świadomie ignoruje przepisy. Jak wiele jest takich przypadków? Nie wiadomo dokładnie, ile jest w Polsce takich niezgłoszonych nigdzie studni. Różne nieoficjalne szacunki mówią o 100 tysiącach (w tym 20-40 tysiącach urządzeń typowo rolnych), do nawet pół miliona takich ujęć.
Brak dopełnienia tych formalności może uruchomić procedurę legalizacyjną. Oprócz konieczności załatwienia wielu dokumentów, wiąże się to również z opłatą – obecnie jest to 6601,67 zł. W 2027 r. stawki te jeszcze bardziej wzrosną, gdyż podlegają corocznej waloryzacji. Oprócz tego jest też administracyjna kara pieniężna (od minimum 5000 zł do nawet miliona zł).
Dla kogo legalizacja studni
Na końcowym etapie prac legislacyjnych są jednak przepisy wprowadzające swoistą „abolicję wodną”. To nowelizacja prawa wodnego, która dodaje do niej nowy art. 524a. Przewiduje on, że zwalnia się z opłaty legalizacyjnej (art. 190 ust. 2), właściciela urządzenia wodnego do poboru wód podziemnych wykonanego bez wymaganego pozwolenia wodnoprawnego albo zgłoszenia wodnoprawnego, który do końca przyszłego złoży kompletny wniosek o legalizację. Osoba, która chce zalegalizować swoją studnię, nie podlegałaby również administracyjnej karze pieniężnej (art. 472aa). To jednak nie wszystko, gdyż wraz z wejściem w życie nowej ustawy toczące się postepowania dotyczące studni – zarówno te związane z legalizacją, jak i te dotyczące administracyjnych kar pieniężnych - zamienią się automatycznie w procedury legalizacyjne. Tak wynika z art. 2 ustawy nowelizującej. Ma to pozwolić właścicielom działek, wobec których już toczą się sprawy, na skorzystanie z dobrodziejstw tej „wodnej abolicji”. Samo wszczęcie procedury legalizacyjnej nie oznacza jeszcze sukcesu, gdyż trzeba będzie przedstawić kilka ważnych dokumentów, w tym wykazać zgodność z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego albo decyzją o warunkach zabudowy.
Projekt powstał jako m.in. konsekwencja głośnego przypadku ukarania w 2022 r. rolnika z Podlasia, który w ciągu doby pobierał ze swojej studni 45 metrów sześciennych wody do pojenia zwierząt gospodarskich. Tymczasem za zwykłe korzystanie z wód podziemnych uznaje się pobór do pięciu metrów sześciennych dziennie (liczy się to w skali całego roku). Ponieważ jeden metr sześcienny to tysiąc kilogramów wody, oznacza to, że dozwolony limit to pięć ton wody, a sam rolnik był przekonany, że może dziennie czerpać nawet 15-18 ton wody. W trakcie kontroli stwierdzono, że rolnik nie uiszczał opłat za korzystanie z zasobów wodnych. Skończyło się na nałożeniu administracyjnej kary pieniężnej przekraczającej 100 tys. zł. Wysokość sankcji wynikała z faktu, że obejmowała ona również lata poprzednie, wraz z odsetkami.
Program legalizacji studni już dziś ma swoich sceptyków, zwłaszcza na wsiach, którzy oprócz szans dostrzegają też ryzyka dla rolników, zwłaszcza chęć kontroli państwa nad wykorzystaniem wody i jej swoistą nacjonalizację.
Z punktu widzenia rolnictwa abolicyjna legalizacja studni nie może być oceniana wyłącznie jako problem formalnoprawny. To jest problem bezpieczeństwa produkcji żywności. Jeżeli rolnicy zostaną zachęceni do zgłaszania studni, a następnie zostaną objęci nowymi obowiązkami, opłatami, licznikami, ograniczeniami poboru lub kontrolami, państwo po raz kolejny podważy zaufanie wsi do instytucji publicznych – podkreśla pos. Jarosław Sachajko (Koło Poselskie „Demokracja Bezpośrednia”), który w tej sprawie zgłosił interpelację nr 18174 do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Pos. Sachajko sugeruje, aby mocno powiązać własność gruntu z własnością wód podziemnych pod nim, a zwłaszcza podnieść zdecydowanie limit „pięciu metrów sześciennych” albo go w ogóle znieść.
Rolnik potrzebuje wody nie do luksusu, lecz do produkcji żywności. Bez dostępu do wody nie będzie stabilnej produkcji warzyw, owoców, pasz, trwałych użytków zielonych ani bezpieczeństwa żywnościowego państwa. Tymczasem obecne przepisy traktują pobór wody na potrzeby gospodarstwa rolnego w sposób zbyt wąski i oderwany od praktyki produkcyjnej. Limit zwykłego korzystania z wód na poziomie pięciu metrów sześciennych średniorocznie na dobę jest dla wielu gospodarstw rolnych całkowicie niewystarczający. W produkcji sadowniczej, warzywniczej czy ogrodniczej takie ilości mogą nie wystarczyć nawet na realne zabezpieczenie niewielkiej powierzchni upraw w okresie suszy – tłumaczy pos. Sachajko.
Same terminy nie wystarczą
Inną praktyczną kwestią jest to, czy termin abolicyjny do końca 2027 r. będzie wystarczający. Podczas prac parlamentarnych pojawiały się sugestie, aby był dłuższy (np. do końca 2028 r.). Eksperci wskazują jednak, że nie w tym rzecz, czy to będzie półtora roku, czy dłużej, ale w dotarciu z informacjami do samych zainteresowanych.
Proponowany przepis prawny jest pozytywny, ale należy przeprowadzić kampanię informacyjną (ogłoszenia w telewizji, radiu, prasie, rządowych stronach internetowych) po to, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o możliwości legalizacji oraz uniknięcia kar finansowych. Konieczna jest edukacja prawna - jeśli brak legalizacji do tej pory wynikał z braku znajomości prawa, należy poprawić edukację prawną, tak żeby uniknąć nieznajomości prawa w przyszłości. Bez edukacji prawnej w przyszłości znowu będzie konieczność ustanawiania prawa, którego celem będzie uniknięcie nakładania kar finansowych na osoby, które nie wypełniły swoich obowiązków prawnych – podkreśla dr hab. inż. Zbigniew Kowalczyk z Uniwersytetu Rolniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie, który w tej kwestii złożył swoją uwagę na etapie konsultacji projektu w Sejmie.
Ostateczny los nowelizacji zależy od prezydenta Karola Nawrockiego. Jeśli prezydent podpisze ustawę, to wejdzie ona w życie po upływie 14 dni od jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Zainteresowani będą mieć więc niecałe półtora roku na złożenie kompletnego wniosku legalizacyjnego (tak wynika z brzmienia nowego art. 524 ust. 1 prawa wodnego).
Zachęta do oszczędzania wody
Legalizacja studni nie jest jedynym w ostatnim czasie ruchem w kierunku poprawy gospodarki wodnej. Od 22 czerwca ruszył program „Mikroretencja” przygotowany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ). Z programu mogą skorzystać właściciele, współwłaściciele oraz użytkownicy wieczyści domów jednorodzinnych. Można otrzymać refundację do 90 proc. kosztów kwalifikowanych inwestycji, maksymalnie do 8000 zł. Budżet programu wynosi 173 mln zł i pochodzi z Funduszy Europejskich na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko (FEnIKS), co oznacza, że może z niego maksymalnie skorzystać ok. 21 tys. beneficjentów. Dofinansowanie można przeznaczyć m.in. na zbieranie deszczówki z dachów, chodników i podjazdów, magazynowanie wody w zbiornikach, zatrzymywanie wody w gruncie, instalacje umożliwiające wykorzystanie zgromadzonej wody, np. do podlewania ogrodu. MKiŚ tłumaczy, że zatrzymywanie deszczówki pozwala ograniczać skutki suszy, zmniejsza ryzyko podtopień podczas intensywnych opadów oraz pomaga obniżać rachunki za wodę. Wnioski przyjmują wojewódzkie fundusze ochrony środowiska i gospodarki wodnej w całej Polsce. Można je składać wyłącznie w formie elektronicznej.
Jednym z najważniejszych elementów naszych działań jest rozwój retencji. Dlatego uruchomiliśmy programy, które wspierają jej odbudowę, w tym program wsparcia mikroretencji przydomowej, zachęcając mieszkańców do gromadzenia deszczówki i zatrzymywania wody tam, gdzie spada. W walce z suszą nie ma jednego rozwiązania: potrzebujemy działań od poziomu gospodarstwa domowego po duże projekty realizowane przez państwo i samorządy – podkreśla Paulina Hennig-Kloska, szefowa MKiŚ.
O ile legalizacja studni to projekt kierowany głównie do mieszkańców terenów wiejskich, to „Mikroretencja” dotyczy też miast. MKiŚ podkreśla, że zabetonowane miasta coraz częściej nie radzą sobie z gwałtownymi opadami, a mieszkańcy mierzą się z podtopieniami i powodziami błyskawicznymi. Dlatego chodzi o inwestycje w przydomową retencję.
Co będzie dalej z działkowcami
Abolicyjna nowelizacja prawa wodnego może też być kłopotliwa dla osób mających działki w Rodzinnych Ogrodach Działkowych (ROD). Artykuł 33 prawa wodnego przewiduje, że właścicielowi gruntu przysługuje prawo do zwykłego korzystania z wód stanowiących jego własność oraz z wód podziemnych znajdujących się w jego gruncie. Nie uprawnia to jednak do instalowania urządzeń wodnych bez wymaganej zgody wodnoprawnej (o ile jest ona wymagana). Przez to zwykłe korzystanie z wód rozumie się zaspokojenie potrzeb własnego gospodarstwa domowego lub własnego gospodarstwa rolnego. Chodzi właśnie o pobór wód podziemnych lub wód powierzchniowych w ilości średniorocznie nieprzekraczającej pięciu metrów sześciennych na dobę.
Statut Polskiego Związku Działkowców (PZD) stanowi zaś (w par. 77), że ustanowienie prawa do działki w ROD następuje na podstawie umowy dzierżawy działkowej zawieranej w formie pisemnej pomiędzy PZD a pełnoletnią osobą fizyczną. Własność działkowca stanowią zaś nasadzenia i urządzenia znajdujące się na działce, w tym typowe studnie oraz tzw. abisynki, czyli rury wkopane na głębokość kilku metrów, z filtrem i pompą do czerpania wody. Czytając literalnie przepisy o własności działki, oznaczałoby to, że nawet instalacja abisynek na działkach ROD musiałaby mieć pozwolenie/zgłoszenie wodnoprawne, gdyż nie dokonuje jej nominalny właściciel gruntu, a działkowiec.
Gdy dwa lata temu zrobiło się o sprawie ROD głośno, to przedstawiciele PZD rozmawiali w tej sprawie z urzędnikami, którzy obiecywali, że zajmą się doprecyzowaniem przepisów, aby było jasne, że działkowcy, którzy nie są właścicielami wykorzystywanych terenów, byli – pod względem uprawnień nadawanych przez prawo wodne – traktowani tak samo jak właściciele. Choć od dwóch lat trwa w tej sprawie swoiste „zawieszenie broni” między działkowcami a urzędnikami (po spotkania zarządu PZD z Wodami Polskimi), to miało ono doprowadzić do nowelizacji prawa wodnego w tej kwestii.
Obecna nowelizacja nie rozszerza jednak zwolnienia z obowiązku załatwiania formalności wodnoprawnych na dzierżawców działek ROD, ani właścicieli urządzeń (co pozwoliłoby objąć zwolnieniami działkowców). Natomiast przepis abolicyjny podkreśla, że uniknąć opłaty legalizacyjnej i kary mogą „właściciele urządzeń wodnych”, a więc i działkowcy. O ile oczywiście złożą odpowiednie, kompletne wnioski.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.











