Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych mówi, że sytuacja jest krytyczna, dlatego zdecydowali się przyjechać i protestować pod resortem zdrowia. Podkreśla, że szpitale zadłużają się w rekordowym tempie. W ubiegłym roku samorządy musiały zapłacić 180 mln zł za zobowiązania szpitali, które do nich należą. Dla porównania rok wcześniej zabrakło 40 ml zł.

Szpitale mają po roku o miliard złotych więcej długu - czytaj tutaj>>
 

Regulacja płac to podstawa

- Ten skok zobowiązań wynika z rozregulowania siatki płac przez porozumienia zawierane przez Ministerstwo Zdrowia – podkreśla prezes Malinowski. – Minister zdrowia podpisał porozumienia w sprawie wzrostu płac tylko z wybranymi grupami zawodowymi: pielęgniarkami, lekarzami, rezydentami i ratownikami medycznymi. Efekt jest taki, że pominięte zawody takie jak: fizjoterapeuci, diagności laboratoryjni czy technicy radiologii, też upomnieli się o podwyżki.

Diagności laboratoryjni: Bez nas szpitale staną, też chcemy podwyżek!​ - czytaj tutaj>>
 

Malinowski wyjaśnia, że dyrektorzy szpitali zostali postawieni pod ścianą. Na podwyżki dla pielęgniarek czy lekarzy dostali część pieniędzy z Narodowego Funduszu Zdrowia. Ale – by szpital mógł działać – musieli podnieść płace fizjoterapeutom czy diagnostom, ale to już zrobili zadłużając placówki.

- Tak dalej nie da się funkcjonować, dlatego w jednym z postulatów chcemy, by resort zdrowia uregulował kwestie płac dla wszystkich grup zawodowych związanych z ochroną zdrowia – podkreśla Malinowski. – Trzeba przywrócić tabele płac, bo teraz rozpiętości są za duże.

Przykład: fizjoterapeuci zarabiają od 2200 do 2400 zł brutto, a pielęgniarki otrzymały podwyżki w wysokości 1600 zł brutto. Płace lekarzy specjalistów, jeśli zgodzą się dyżurować w jednym szpitalu, wynoszą 6750 zł brutto.

Co zawiera pakiet Szumowskiego dla pielęgniarek? - czytaj tutaj>>
 

 


Obiecany wzrost wycen to za mało

Krzysztof Żochowski, wiceprezes OZPSP podkreśla, że zależy im na tym, by wynagrodzenia poszczególnych zawodów medycznych i niemedycznych uregulować w nowelizacji ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych.

Dziś protestujący złożą w ministerstwie petycję ze swoimi żądaniami. Prócz uregulowania spraw związanych z zarobkami, chcą także wzrostu wyceny wszystkich świadczeń o 15 proc. Przypomnijmy, że resort zdrowia – po negocjacjach – podał, że od 5 do 15 proc. wzrosną wyceny procedur w internie i chirurgii ogólnej. NFZ podał, że na zwiększenie wyceny punktowej w na oddziałach chorób wewnętrznych i chirurgii ogólnej w 2019 r. przeznaczy ponad 680 mln zł. Prezes NFZ Andrzej Jacyna zapowiedział, że kolejna podwyżka wycen planowana jest w lipcu, wtedy miałyby być podniesione ryczałty w szpitalnych oddziałach ratunkowych oraz izbach przyjęć.

NFZ więcej zapłaci za leczenie na chirurgii i internie - czytaj tutaj>>
 

- Podniesienie wzrostu finansowania w internie i chirurgii oznacza dla szpitala wzrost ryczałtów o 1 do 2 proc. – mówi Malinowski. - To za mało, by pokryć koszty naszych zobowiązań związanych z podniesieniem cen prądu, leków czy materiałów jednorazowych.

Krzysztof Żochowski wymienia, że w petycji, którą dziś złożą do ministra chcą także, by resort zdrowia zapłacił za świadczenia wykonane poza limitem. - Chcemy także zmian w finansowaniu udarów oraz oddziałów intensywnej terapii (OIT) – wymienia Żochowski. – Te bardzo drogie świadczenia zostały ujęte w ryczałcie, a my chcemy, by za nie płacono odrębnie. Inaczej nie będziemy w stanie zbilansować oddziałów intensywnej terapii - doaje.


Szpitale na krawędzi bankructwa albo część do likwidacji - czytaj tutaj>>

 

Jeśli odmrożą stawkę, potrzebne będą miliony

Szefowie lecznic w piśmie do ministra podkreślają, że jeśli rząd przychyli się do postulatu NSZZ Solidarność i odmrozi stawkę bazową w tym roku, a nie w lipcu 2020 r., wtedy będą potrzebować na ten cel dodatkowych pieniędzy. Dyrektorzy szpitali przypominają, że do tej pory nie dostali żadnych pieniędzy na wydatki, które musieli ponieść w związku z wejściem z życie w ubiegłym roku nowelizacji tej ustawy oraz ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę.

Przypomnijmy, że NSZZ Solidarność i inne związki zawodowe zaapelowały, by stawkę bazową odmrozić wcześniej. Minister Szumowski podał, że rozmawia na ten temat z minister finansów Teresą Czerwińską, a decyzja w sprawie, czy kwota będzie odmrożona w tym roku, a jeśli tak, to w jakiej części, zapadnie do połowy kwietnia.

Podwyżki w ochronie zdrowia możliwe od lipca tego roku - czytaj tutaj>>
 

Minister zdrowia Łukasz Szumowski na Trójstronnym Zespole ds. Spraw Ochrony Zdrowia podał, że analizowane jest, jakie skutki przyniosłoby odmrożenie stawki bazowej na poziomie 4200 zł od lipca 2019 r. Wtedy w 2019 r. koszty wyniosłyby 230 mln zł (to jest ok. 100 mln zł więcej niż zakłada obecna ustawa), a w 2020 r. - 630 mln zł (obecna ustawa zakłada wydatki w wysokości 540 mln zł), w 2021 r. – były blisko 800 mln zł, w 2022 – ok. 3 mld zł.

Minister zdrowia mówił, że gdyby wcześniej częściowo odmrożono kwotę bazową, to na wynagrodzenia dla pracowników w ochronie zdrowia już od 2019 r. potrzebowaliby ok. 100 mln zł więcej. Z danych resortu zdrowia wynika, że gdyby odmrożono stawkę bazową, wtedy podwyżki najbardziej odczuliby pracownicy ochrony zdrowia, inni niż lekarze i pielęgniarki, bo to do nich wcześniej trafiłyby wyższe pieniądze.

Będą podwyżki w ochronie zdrowia. Prezydent podpisał ustawę - czytaj tutaj>>
 

Zgodnie z przepisami, przy obliczaniu minimalnego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych obowiązuje teraz zamrożona kwota bazowa w wysokości 3900 zł. Zgodnie z obowiązującymi przepisami kwota ta zostanie uwolniona w lipcu 2020 r. To znaczy, że dopiero od tego czasu dyrektorzy będą się posługiwali już kwotą przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia przy obliczaniu najniższych wynagrodzeń, które teraz wynosi ok. 4500 zł.