Ofiara Katynia nie umarła półtora roku po wojnie
Naczelny Sąd Administracyjny nakazał urzędnikom ponowne zbadanie sprawy rekompensaty za mienie zabużańskie, o którą wystąpiła rodzina znanego przedwojennego prawnika zamordowanego przez NKWD w 1940 r. Orzeczenie sądowe wskazuje datę o sześć lat późniejszą – co było masową praktyką po wojnie, zgodną z ówczesnymi przepisami – ale przypadek tej właśnie osoby jest dobrze udokumentowany przez historyków. Obecnie dostęp do archiwalnych dokumentów oraz usług genealogów są łatwiejsze - ustalenie wojennych losów bliskich staje się prostsze.

O rekompensatę za mienie zabużańskie pozostawione na Kresach występuje wnuk Gerarda Armińskiego (1880-1940), przedwojennego sędziego Izby Karnej Sądu Najwyższego. Pochodzący ze Lwowa Armiński najpierw był zawodowym wojskowym, długoletnim sędzią Wojskowego Sądu Okręgowego Nr I w Warszawie, przed którym toczyły się procesy żołnierzy występujących po stronie rządu przeciwko piłsudczykom podczas zamachu majowego w 1926 r. (pisaliśmy o tym w tekście: Uchwała sejmowa o zamachu majowym z 1926 roku), a także głośna sprawa korupcyjna Michała Żymierskiego, skazanego za defraudację i łapówkarstwo, potem w czasach PRL znanego dygnitarza i wojskowego marszałka. Armiński po odejściu z armii został adwokatem, a od 1936 r. zaczął orzekanie w barokowym pałacu na Placu Krasińskich położonym naprzeciwko obecnej siedziby SN. W 1939 r. w rodzinnych stronach Armiński został zatrzymany przez NKWD i zamordowany na wiosnę 1940 r. w kijowskim więzieniu. Jego nazwisko jest na tzw. ukraińskiej liście katyńskiej, dlatego od lat 90-tych XX wieku jego tragiczne wojenne losy są dobrze znane.
Fikcyjna data śmierci w dokumentach
W 2008 r. wnuk sędziego wystąpił o wydanie decyzji potwierdzającej prawo do rekompensaty z tytułu pozostawienia przez dziadka nieruchomości poza obecnymi granicami Polski. Rodzina posiadała sądowy tytuł wykonawczy z 1947 r., z którego wynikało, że Armiński zmarł 31 grudnia 1946 r. Datę tę przepisano też w postanowieniu spadkowym z 2010 r. Uznano więc, że nie wykazano przesłanki zamieszkiwania i opuszczenia przez sędziego byłego terytorium polskiego z przyczyn, o których mowa w ustawie z 8 lipca 2005 r. o realizacji prawa do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza obecnymi granicami Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. z 2017 r. poz. 2097).
Urzędnicy wojewody zauważyli co prawda, że w postępowaniu o uznanie za zmarłego za datę śmierci nie przyjęto rzeczywistej daty śmierci, ale wskazaną na podstawie art. 14 par. 1-2 dekretu z 29 sierpnia 1945 r. – Prawo osobowe (Dz. U. z 1945 r. Nr 40, poz. 223), czyli koniec roku kalendarzowego upływającego po roku zakończenia działań wojennych. Dekret ten był jednym ze sposobów uporządkowania sytuacji spadkowo-własnościowej po wojnie, w niektórych przypadkach przyjmowano także takie daty jak 9 maja 1946 r. albo 31 grudnia 1948 r. Wszystkie te daty miały jednak jedną wspólną cechę – były fikcyjne.
Art. 14 par. 1-2 dekretu przewidywał, że kto zaginął, biorąc udział w działaniach wojennych, może być uznany za zmarłego po upływie roku od końca roku kalendarzowego, w którym działania wojenne zostały zakończone. To samo dotyczy osób, które zaginęły, przebywając na obszarze, objętym działaniami wojennymi, jeżeli według okoliczności istnieje prawdopodobieństwo, że zaginięcie pozostaje w związku ze spowodowanym tymi działaniami niebezpieczeństwem dla życia. Ta sama zasada dotyczyła również zaginionego, który w czasie wojny lub działań wojennych został pozbawiony wolności przez władze obcego państwa i osadzony w miejscu, w którym życiu zaginionego groziło szczególne niebezpieczeństwo. Ten właśnie kazus zastosowano w sprawie sędziego Armińskiego w 1947 r., choć bardziej właściwy byłby chyba przypadek opisywany w par. 3 tego przepisu. Przewidywał on, że kto zaginął będąc w czasie wojny lub działań wojennych przymusowo wywieziony poza granicę państwa, może być uznany za zmarłego po upływie trzech lat od końca roku kalendarzowego, w którym według istniejących wiadomości jeszcze żył, nie wcześniej jednak niż po upływie dwóch lat od końca roku kalendarzowego, w którym działania wojenne zostały zakończone.
W tej konkretnej sprawie MSWiA wprost zaś przyznało (na podstawie informacji z Instytutu Pamięci Narodowej), że do zamordowania sędziego doszło już na wiosnę 1940 r. MSWiA stwierdziło jednak jednocześnie, że z tego faktu wynika, że sędzia nigdy nie mógł powrócić na terytorium Polski w jej powojennych granicach, co uniemożliwia przyznanie prawa do rekompensaty. Ostatecznie wojewoda mazowiecki oraz minister spraw wewnętrznych i administracji odmówili przyznania rekompensaty, dlatego sprawa trafiła na wokandę. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (WSA) oddalił skargę wnuka sędziego. Podkreślił, że orzeczenie sądu spadku jest dokumentem wiążącym dla organu i nie może on go zignorować samodzielnie ustalając inną datę zgonu osoby zaginionej, gdyż nie jest do tego powołany.
Uznanie za zmarłego albo stwierdzenie zgonu
Sędziowie podkreślali, że ustalanie dat śmierci ofiar wojny jest skomplikowane. W normalnych okolicznościach chwilą śmierci jest czas stwierdzony przez lekarza w akcie zgonu, który jest następnie odnotowywany w księgach stanu cywilnego (akt zgonu). Podczas działań wojennych fakt śmierci i jej moment, nie są absolutnie pewne (albo mimo niewątpliwej śmierci akt zgonu nie został sporządzony). Z tego powodu przewidziane zostały instytucje "uznania za zmarłego" i "stwierdzenia zgonu". Uznanie za zmarłego polega na sądowym (nieprocesowym) ustaleniu faktu oraz chwili śmierci osoby zaginionej. Następuje to po upływie określonego czasu od ostatniej wiadomości o życiu zaginionego. Orzeczenie sądu ma charakter konstytutywny, gdyż dopiero wraz z jego uprawomocnieniem się następują skutki uznania za zmarłego. Jednakże orzeczenie takie wywołuje skutki prawne wstecz (ex tunc), to znaczy od określonej w nim chwili śmierci.
Od uznania za zmarłego należy odróżnić stwierdzenie zgonu. Instytucja stwierdzenia zgonu ma zastosowanie w sytuacji, gdy śmierć osoby jest niewątpliwa, ale akt zgonu nie został sporządzony. Orzeczenie sądu ma charakter deklaratoryjny, tj. stwierdza jedynie istnienie określonego stanu prawnego. W postanowieniu uznającym za zmarłego bądź stwierdzającym zgon chwila śmierci powinna być dokładnie określona.
Z art. 31 kodeksu cywilnego wynika domniemanie, że zaginiony zmarł w chwili oznaczonej w orzeczeniu o uznaniu za zmarłego, to znaczy w chwili, która według okoliczności jest najbardziej prawdopodobna. W przypadku braku jakichkolwiek danych wskazuje się pierwszy dzień terminu, z którego upływem uznanie za zmarłego stało się możliwe. Jedynym dokumentem, który wiarygodnie i w sposób wiążący określa datę zgonu jest prawomocne orzeczenie sądu – czyli w tej konkretnej sprawie tytuł wykonawczy sądu z 1947 r.
Konkluzje urzędników i WSA były jednak zbieżne - sędzia nie mógł się w żaden sposób repatriować do Polski Ludowej, nie zrobiły też tego jego żona i córka, które uciekły do Generalnego Gubernatorstwa już w zimie 1940 r., zaraz po aresztowaniu Armińskiego przez NKWD (same nie będąc jeszcze właścicielkami nieruchomości zabużańskich, gdyż nie nabyły one ich jeszcze wtedy drogą spadkobrania).
NSA w środę nakazał jednak ponowne dogłębne zbadanie całej sprawy, uchylając nie tylko wyrok WSA, ale również decyzje administracyjne obu instancji (wyrok NSA z 16 września 2026 r., I OSK 1963/23). Sprawa będzie się więc ponownie toczyć w urzędzie wojewódzkim.
Coraz więcej internetowych źródeł
Rzeczywiste losy ofiar wojny (w tym moment i okoliczności ich zgonów) można też jednak ustalić dla mniej znanych osób niż przedwojenni sędziowie SN. Dobrym przykładem jest Aleksander Dutkowski (1901-1945), przed wojną nauczyciel chemii w Warszawie, w trakcie okupacji zaś wytwórca ładunków wybuchowych dla ruchu oporu oraz uczestnik tajnego nauczania. W 1943 r. trafił na Pawiak, a potem do obozów koncentracyjnych. Jechał do Auschwitz (numer więzienny 119233) transportem opisanym przez Tadeusza Borowskiego w szkolnej lekturze „Pożegnanie z Marią”, a w obozowej stolarni dostał miejsce pracy po właśnie zbiegłym wtedy zza drutów Witoldzie Pileckim. Potem Dutkowski trafił jeszcze do kilku obozów, ale zmarł pod koniec wojny z wycieńczenia.
Dwie różne daty zgonu Dutkowskiego wynikały z informacji z niemieckiego archiwum obozowego i prywatnych zapisków współwięźnia Kazimierza Sobkowicza, który powiadomił rodzinę o tragicznych losach kolegi (i prawdziwej dacie zgonu) w prywatnym liście napisanym po wojnie. Informacje o więźniu na administrowanym przez Instytut Pamięci Narodowej (IPN) portalu www.straty.pl pochodzą aż z czterech różnych archiwów bądź indeksów (w tym o orzeczeniu sądu grodzkiego), a ponadto mają dodatkowe szczegóły opisane przez jego wnuczkę.
Inny przykład to wojenne losy Czesława Wojewódzkiego (1903-1945). Na ścianie kościoła parafialnego w Baboszewie (woj. mazowieckie) znajduje się tablica z nazwiskami ofiar II wojny światowej z tej gminy. Wśród nich jest właśnie Wojewódzki, który zniknął z domu rodzinnego już w 1940 r. i ta data figuruje na pamiątkowej tablicy. Tymczasem Wojewódzki został zatrzymany przez Gestapo dopiero w 1943 r., trafił do obozu Stutthof i tam zginął w styczniu 1945 r. Bliscy dowiedzieli się o tym z Internetu i – następnie – oficjalnej informacji przesłanej na ich prośbę z muzeum obozowego.
Jednym z hitów wśród poszukiwaczy przeszłości są obecnie losy przodków na frontach pierwszej wojny światowej (1914-1918). Dostępnych przez internet do różnych baz danych – zarówno dawnych obozów koncentracyjnych, Fundacji takich jak "Karta" bądź Polsko-Niemieckie Pojednanie, archiwów cywilnych, wojskowych bądź prywatnych, jest coraz więcej. Coraz więcej jest też skanów różnych dokumentów (zwłaszcza ksiąg metrykalnych urodzin, małżeństw i zgonów), a także forów genealogiczno-historycznych takich jak www.genealodzy.pl, na których zainteresowani wymieniają się informacjami i poszukują śladów przodków.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.











