W sprawie filmowych zarzutów o kolaborację czekamy na TSUE
Przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej waży się los pytań prejudycjalnych dotyczących niemieckiego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”, który zarzuca Armii Krajowej kolaborację z niemieckimi okupantami podczas wojny. Wyrok ten może mieć istotne znaczenie dla praktyki polskich sądów w takich sprawach, w tym również tej dotyczącej byłego więźnia obozu Auschwitz Stanisława Zalewskiego. Żąda on przeprosin za nazywanie „polskim” obozu w Treblince, czyli za pośrednią próbę powiązania Polaków z Holokaustem.

Powództwo przeciwko producentom głośnego niemieckiego serialu „Unsere Mütter, Unsere Väter” ("Nasze matki, nasi ojcowie") z 2013 r. wnieśli: Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej oraz kapitan Zbigniew Radłowski, jeden z żołnierzy tej formacji (w sierpniu ub.r. skończył 101 lat). Powodowie zarzucają, że serial narusza ich dobra osobiste, przedstawiając AK jako antysemitów i niemieckich kolaborantów. Sąd Najwyższy wystąpił w tej sprawie z pytaniami prejudycjalnymi do TSUE. Na początku lutego br. w sprawie C-232/25 opinię wydał rzecznik generalny Athanasios Rantos. Chodzi o jurysdykcję sądową w sprawie czynów niedozwolonych, a konkretnie ustalenie miejsca gdzie nastąpiło (lub może nastąpić) zdarzenie wywołujące szkodę.
Zarzuty o kolaborację i antysemityzm
Serial wyświetlono także w Polsce (w publicznej TVP obejrzało go ponad 3 miliony widzów), w polskiej wersji językowej można go też łatwo znaleźć w streamingu. Stąd pytania Sądu Najwyższego do TSUE: czy polskim sądom przysługuje jurysdykcja do orzekania o całości roszczeń (naprawienie całości krzywdy, przeprosiny we wszystkich kanałach i krajach), jeśli powodowie mają tam centrum interesów życiowych, a treść filmu ma dla nich obiektywnie istotną wagę historyczną i społeczną. Gdyby odpowiedź na to pytanie miałaby być przecząca, to czy polskie sądy mają przynajmniej jurysdykcję do rozpoznania roszczeń ograniczonych do terytorium własnego państwa (przeprosiny tylko w krajowych mediach, zadośćuczynienie tylko za szkodę wyrządzoną w tym państwie).
- Sądom państwa członkowskiego, w którym emitowany był w telewizji i w internecie serial naruszający dobra osobiste osoby fizycznej lub osoby prawnej (ale w kraju innym od tego, w którym serial ten wyprodukowano), nie przysługuje w odniesieniu do telewizji jurysdykcja krajowa do rozpoznania całości powództwa mającego za przedmiot, po pierwsze, świadczenie niepieniężne zmierzające do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych, w tym nakazanie złożenia oświadczenia obejmującego przeprosiny za pośrednictwem kanałów telewizyjnych, w których serial ten był emitowany w poszczególnych państwach członkowskich, a także umieszczania przed każdą emisją tego serialu, bez względu na jej miejsce, oświadczenia odpowiedniej treści, a po drugie, świadczenie pieniężne zmierzające do uzyskania naprawienia krzywdy wynikającej z naruszenia dóbr osobistych, w tym z rozpowszechnienia tego serialu w innych państwach członkowskich. Co się tyczy internetu, sądom państwa członkowskiego, w którym znajduje się centrum interesów osoby fizycznej lub prawnej, jurysdykcja do rozpoznania takiego powództwa w całości przysługuje tylko wtedy, gdy sporna treść zawiera obiektywne i możliwe do zweryfikowania elementy pozwalające na bezpośrednie lub pośrednie indywidualne zidentyfikowanie tej osoby – taką odpowiedź Polakom sugeruje rzecznik generalny Athanasios Rantos.
Jego zdaniem polskim sądom przysługuje zaś jurysdykcja krajowa do rozpoznania powództwa przeciwko niemieckiemu producentowi mającego za przedmiot - po pierwsze - świadczenie niepieniężne zmierzające do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych, w tym nakazanie złożenia przeprosin za pośrednictwem kanałów telewizyjnych, w których serial ten był emitowany (czyli w Polsce – w TVP), a także umieszczania przed każdą emisją tego serialu w Polsce oświadczenia odpowiedniej treści, w zakresie, w jakim uregulowania krajowe na to zezwalają. Po drugie - zdaniem rzecznika generalnego - polskie sądy mogłyby też orzekać co do świadczeń pieniężnych zmierzających do uzyskania naprawienia krzywdy wynikającej z rozpowszechnienia tego serialu nad Wisłą.
Oznacza to odmowę dla koncepcji szerokiej jurysdykcji sugerowanej przez polskich sędziów. Opinia rzecznika oddziela bowiem zasady dotyczące telewizji od tych właściwych dla internetu i nakazuje zindywidualizować poszkodowanego. Serial przedstawia bowiem fikcyjne postaci, a powodowie nie zostali zidentyfikowani indywidualnie, nawet pośrednio (przynależność do szerokiej grupy liczącej jeszcze ok. 5 tysięcy żyjących akowców jest niewystarczająca).
Athanasios Rantos powtarza dotychczasowe – restrykcyjne - stanowisko TSUE, opierające się na zasadzie podzielności roszczeń w mediach tradycyjnych. Roszczenia niepieniężne dotyczące telewizji podlegałyby zasadzie z wyroku z 7 marca 1995 r. w sprawie Shevill (C-68/93). Oznacza to, że sąd krajowy (np. polski) może nakazać przeprosiny lub oświadczenia wyłącznie na terytorium własnego państwa (w polskich kanałach telewizyjnych). Sąd ten zaś nie ma kompetencji, aby nakazać pozwanym złożenie przeprosin w mediach zagranicznych (np. w telewizji niemieckiej, irlandzkiej czy hiszpańskiej) ani poprzedzania emisji oświadczeniem, bez względu na miejsce jej trwania.
Polsko-niemiecki spór sądowy, mający znaczenie dla polityki historycznej, w tym kwestia zamiany Niemców na „nazistów” i próby obciążania innych narodów - w tym głównie Polaków - odpowiedzialnością za Holokaust, dostrzegają też prawnicy w innych krajach. Na swoim blogu opinię rzecznika generalnego TSUE komentuje włoski prawnik dr Giacomo Marola ze stowarzyszenia EAPIL (The European Association of Private International Law), dla którego nie jest ona zaskoczeniem, a wręcz sygnałem, że w pracach nad nowymi przepisami powinno się pójść podobną drogą.
Opinia ukazuje uzasadnioną i godną pochwały troskę o zachowanie spójności z obowiązującym orzecznictwem TSUE. W obliczu debaty nad nadchodzącą reformą rozporządzenia Bruksela I bis już trwa, kreatywna interwencja sądowa, która zmieniłaby orzecznictwo krystalizujące się przez ponad trzy dekady, mogłaby stworzyć niepewność prawną i grozić uprzedzeniem lub nadmiernym ograniczeniem przyszłych wyborów legislacyjnych w tym politycznie, sądowniczym i doktrynalnie wrażliwym obszarze – pisze Giacomo Marola.
Opinią nie zainteresowały się natomiast - przynajmniej na razie - niemieckie media i tamtejsi prawnicy.
Sprawa obozu w Treblince
Opinia rzecznika generalnego i przyszły wyrok mogą też mieć znaczenie dla sprawy Stanisława Zalewskiego, którą opisywaliśmy w tekście Auschwitz Treblinka Holokaust procesy z Niemcami.
Przypomnijmy – w listopadzie Sąd Apelacyjny w Warszawie postanowił, że były więzień Auschwitz Stanisław Zalewski tylko w ograniczonym zakresie może przed polskimi sądami walczyć z niemieckim wydawnictwem, które obóz zagłady Treblinka II opisało jako „polski” (postanowienie z 26 listopada 2025 r., I ACz 811/25). Nie można w Polsce dochodzić zobowiązania do złożenia przez wydawnictwo stosownego oświadczenia oraz zakazu dalszego naruszania. Polak domagał się też zapłaty 50 tysięcy złotych na rzecz organizacji byłych więźniów, ale o losach tego roszczenia dopiero zdecyduje Sąd Okręgowy w Warszawie. Chodzi o to, że w 2017 r. Mittelbayerischer Verlag KG opisało Treblinkę, jako „polski obóz”. Po interwencji polskiego konsulatu w Monachium tekst został co prawda szybko zmieniony, choć wydawnictwo dopisało też, że obozowymi oprawcami byli „naziści”. Przeciwko Niemcom wystąpił właśnie Zalewski, więzień Auschwitz numer 156569, prezes Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Domagał się zakazania wydawnictwu rozpowszechniania w jakikolwiek sposób określeń "polski obóz zagłady" lub "polski obóz koncentracyjny", a także jego odpowiedników na określenie niemieckich obozów zlokalizowanych podczas ostatniej wojny na terenach okupowanej Polski. Ponadto chciał, aby wydawnictwo opublikowało na swojej stronie internetowej oświadczenie z przeprosinami, jak również wpłaciło na rzecz związku więźniów, któremu przewodzi Zalewski, kwotę 50 tysięcy złotych.
SA zdecydował o odrzuceniu pozew w zakresie dotyczącym roszczenia o zobowiązanie do złożenia oświadczenia oraz roszczenia o zakazanie dalszego naruszania. W pozostałym zakresie sędziowie zażalenie Niemców oddalili. W praktyce oznacza to, że Sąd Okręgowy w Warszawie - który teraz ponownie po kilku latach wróci do sprawy - będzie mógł się zająć jedynie kwestią roszczenia o zapłatę 50 tysięcy złotych.
W chwili obecnej oceniamy szanse powodzenia we wniesieniu skargi kasacyjnej na postanowienie Sądu Apelacyjnego w Warszawie w zakresie odmowy merytorycznego rozpoznania roszczeń niemajątkowych. W tym względzie znaczące są uwagi rzecznika generalnego poczynione na gruncie sprawy serialu dotyczące możliwości dochodzenia przed polskim sądem roszczeń niepieniężnych (takich jak nakazanie przeprosin czy umieszczenie oświadczeń przed emisją serialu) z zachowaniem reguły mozaiki opisanej w sprawie Shevill – podkreśla Lech Obara, radca prawny, jeden z prawników prowadzących sprawę Stanisława Zalewskiego.
Trwa walka z czasem
Opinia rzecznika generalnego to jeszcze nie wyrok, niemniej jednak statystyki TSUE wskazują, że w zdecydowanej większości przypadków sędziowie orzekają tak, jak im sugerują rzecznicy generalni. Wyrok TSUE powinniśmy poznać dopiero za kilka miesięcy. Przez to jest coraz mniej szans, że byli żołnierze albo więźniowie doczekają wyroków sądowych dotyczących II wojny światowej (Radłowski ma już ponad 101 lat, a Zalewski 100 lat).
W przypadku Internetu roszczenie o usunięcie treści lub zamieszczenie sprostowania jest zazwyczaj uznawane za niepodzielne (nie da się usunąć filmu „tylko w Polsce”). Z drugiej strony – zgodnie z sugestią polskiego SN – rzecznik generalny odróżnił wspomniane roszczenia o usunięcie treści lub zamieszczenie sprostowania od innych roszczeń niemajątkowych, np. polegających na przeciwdziałaniu dalszym naruszeniom, usunięcie skutków naruszeń poprzez opublikowanie odpowiedniego oświadczenia na stronach internetowych czy krajowych kanałach telewizyjnych. W związku z tym rozróżnieniem rzecznik dopuścił pewną „furtkę”: jeśli prawo krajowe (np. polski Kodeks cywilny) na to pozwala, sąd może nakazać publikację informacji dotyczących naruszenia dóbr w Internecie, ale w innym medium o zasięgu ograniczonym do danego kraju, np. w polskiej prasie drukowanej lub telewizji polskiej. Pozwala to na usunięcie skutków naruszenia tam, gdzie powód jest znany, bez ingerowania w globalną dostępność treści online. Przyznanie zaś sądom polskim prawa do nakazywania przeprosin w mediach innych państw członkowskich niż polskich - naruszałoby zasadę przewidywalności i prowadziłoby do niedopuszczalnego rozszerzenia jurysdykcji szczególnej, która powinna być interpretowana ściśle – interpretuje opinię rzecznika mec. Obara.
Mec. Obara wysłał też pismo do Rzecznika Praw Obywatelskich prof. Marcina Wiącka, aby poparł starania Zalewskiego. Obara wystąpił ponadto do Sądu Apelacyjnego o rozdzielenie spraw roszczeń majątkowych i niemajątkowych, aby jeden wątek nie blokował załatwienia drugiego. Inny jego postulat, to konieczność zmiany rozporządzenia z 18 czerwca 2019 r. – Regulamin urzędowania sądów powszechnych (Dz.U. z 2024 r. poz. 867). Apeluje więc do RPO, aby ten wystąpił z takim pomysłem do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, by sprawy osób starszych były rozpatrywane albo poza kolejnością wpływu albo priorytetowo, co miałoby je zdecydowanie przyspieszyć.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.




