W transmisji meczu nie ma miejsca na niegrzeczne dziecko
Nieletni kibic Lechii Gdańsk zalany łzami i pokazujący środkowe palce piłkarzom, stał się internetowym wiralem na całym świecie, podobnie matka z kilkuletnią córką na stadionie Legii Warszawa, śpiewająca wulgarne piosenki. Są poważne wątpliwości, czy kamery powinny nam pokazywać niecenzuralne gesty małych dzieci i obraźliwe przyśpiewki. Powstaje pytanie, co z ochroną ich wizerunku i konsekwencjami internetowego hejtu - jak dzieci powinny być pokazywane na stadionach i czy kamerzyści nie przesadzają, wyłapując głupie miny, obsceniczne gesty bądź infantylne zachowania.

W Trójmieście, przy 35-tysięcznej publiczności, grają walcząca o utrzymanie Lechia Gdańsk z Legią Warszawa. Stołeczna drużyna zdobywa zwycięską bramkę na 2:1 w trzeciej minucie doliczonego czasu gry, czym przyczynia się do spadku gdańskiego klubu do niższej ligi. W dodatku piłkarze Wojskowych świętują triumf blisko trybuny pełnej kibiców gospodarzy. W transmisji telewizyjnej Canal+ oraz TVP – korzystających z sygnału wyprodukowanego przez spółkę Ekstraklasa Live Park - pojawia się wizerunek zapłakanego kilkuletniego kibica miejscowych, pokazującego ze złości w kierunku warszawskich piłkarzy środkowe palce. Filmik z małoletnim kibicem szybko staje się nie tylko polskim, ale i ogólnoświatowym wiralem, trafia m.in. na twitterowy profil „Out of Context Footbal”, który ma prawie 4,5 miliona followersów na całym świecie. Wizerunek dziecka okrąża więc szybko całą planetę. Internauci natychmiast też ustalają, że tego samego młodego kibica w podobnej zapłakanej pozie (choć bez „fucków”) kamery pokazały na tym samym stadionie półtora roku wcześniej, gdy jego ukochani "Władcy Północy" też stracili gola w ostatniej minucie meczu i finalnie przegrali z Rakowem Częstochowa. Albo ma pechowe krzesełko na stadionie, albo bardzo "kocha" go kamera.
Czytaj też w LEX: Sharenting – między prawem do wychowywania a prawem do prywatności dziecka. Wyzwania etyczne i prawne w erze cyfrowej >
Od kilku lat legendą polskiego internetu jest także nagranie ze stadionu Legii. Młoda matka trzyma na rękach kilkuletnią córkę i obie gorliwie śpiewają wulgarną przyśpiewkę, zachęcającą, oględnie pisząc, aby „jechać z córami Koryntu”. Czy to jednak normalne, aby takie wulgarne zachowania pokazywać podczas meczowych transmisji? Co jest jeszcze elementem, a co naruszeniem praw dziecka, narażonego potem na hejt i wyśmiewanie? Co na to przepisy?
Warto pamiętać, że relacjonowanie wydarzeń publicznych, w tym transmisji sportowych, wymaga każdorazowo wyważenia prawa mediów do informowania z obowiązkiem ochrony praw dziecka, jego godności oraz bezpieczeństwa – podkreśla Paulina Nowosielska, dyrektorka biura prasowego Rzecznika Praw Dziecka (RPD).
Biuro RPD uczula też na dużą wrażliwość młodzieży na punkcie swojego pozytywnego wizerunku. Z badań prowadzonych przez RPD wynika, że 74 proc. nastolatków uważa, że publikowanie materiałów bez zgody przedstawianej osoby, może być szczególnie szkodliwe dla osób w ich wieku.
Biuro RPD w swoich działaniach zwraca uwagę, że publikowanie i rozpowszechnianie wizerunku dzieci – szczególnie w sytuacjach nacechowanych silnymi emocjami, mogących prowadzić do ośmieszenia, hejtu lub stygmatyzacji – powinno każdorazowo uwzględniać przede wszystkim dobro dziecka oraz możliwe długofalowe konsekwencje dla jego dobrostanu psychicznego i prawa do prywatności – dodaje Nowosielska.
Monika Horna-Cieślak, która jest RPD od 2023 r., kilkakrotnie już występowała do różnych ministerstw z apelami o lepszą ochronę młodzieży, w tym ochronę ich godności i intymności, choć akurat nie było okazji do "stadionowych" interwencji, to apele dotyczyły np. w nagrań z takich miejsc publicznych jak baseny i aquaparki.
Zasady nadawców i sportowców
Rozmaite zagraniczne ligi, związki sportowe oraz poszczególne kluby tworzą też zasady nagrywania i fotografowania młodzieży. Celem jest głownie uniknięcie pedofilii, nadużyć seksualnych albo internetowego hejtu. Polski Związek Piłki Nożnej (PZPN) również ma taki dokument – to „Polityka bezpieczeństwa dzieci PZPN”. W załączniku nr 15, dotyczącym współpracy z mediami, czytamy: „dzieci nigdy nie powinny być przedstawiane w sposób poniżający, niesmaczny lub prowokacyjny. Przed wykonaniem zdjęcia, nagrania powinno się upewnić, że wszyscy są odpowiednio ubrani”. Choć wytyczne PZPN skupiają się głównie na biorących udział w zawodach, to formalnie obejmują też kibiców, a nawet ball-boyów (dzieci podające piłki na meczach). Nie ma w nich jednak oddzielnych zasad dotyczących pokazywania wizerunku dzieci na trybunach.
Zasady pokazywania kibiców podczas transmisji meczowych zależą od regulacji organizacji sportowych (takich jak FIFA czy UEFA) oraz wewnętrznych wytycznych realizatorów telewizyjnych. Ich głównym celem jest zachowanie bezpieczeństwa, porządku publicznego oraz ochrona wizerunku danej dyscypliny sportu. Ekstraklasa Live Park sp. z o.o., czyli firma, która przygotowuje transmisje z meczów, nie odpowiedziała na nasze pytania, czy ma jakiś regulamin/zasady/kodeks postępowania, co/kogo pokazywać na trybunach podczas transmisji meczowych. Tylko nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że spółka ma jakieś wewnętrzne ustalenia na ten temat, nie odbiegają one zresztą od tych, którymi kierują się inni realizatorzy.
Realizatorzy obrazów z meczów piłkarskich starają się, aby kamery np. natychmiast odwracały wzrok od osób, które wbiegły na murawę (tzw. pitch-invaders). Pokazywanie ich jest passe, aby nie dawać im rozgłosu i nie zachęcać innych do naśladowania takich zachowań. Telewizja ignoruje również bójki na trybunach, rzucanie przedmiotami w piłkarzy czy starcia z policją. Zamiast tego realizatorzy przełączają obraz na powtórki akcji, zawodników, trenerów lub ujęcia stadionu z lotu ptaka. W transmisjach – chcąc nie chcąc – widać pirotechnikę. Choć odpalanie rac przez grupy ultras jest pokazywane w sposób bardzo ograniczony (najczęściej tylko w szerokich kadrach prezentujących atmosferę meczu), to mecze są czasem z tego powodu przerywane, gdyż wtedy nie widać nic innego jak tylko dym. Kamerzyści unikają też zbliżeń na osoby trzymające race, by nie promować łamania regulaminu stadionu. Telewizja stara się też omijać banery o charakterze politycznym, religijnym, rasistowskim lub obraźliwym, co w polskiej praktyce rzadko się udaje, gdyż kibice wieszają je najczęściej zaraz za bramkami, aby były widoczne przy większości najważniejszych akcji. Realizatorzy dźwięku niekiedy wyciszają też hałas z trybun, jeśli kibice wznoszą niecenzuralne okrzyki.
Kamery mają chętnie pokazywać kibiców zaangażowanych w pozytywny doping: osoby w barwach klubowych, z pomalowanymi twarzami, przebrane w nietypowe stroje oraz rodziny z dziećmi. Po strzeleniu gola lub kontrowersyjnej decyzji sędziego, realizatorzy szukają na trybunach skrajnych emocji – radości, euforii, płaczu czy niedowierzania. Niektórzy starają się też nie reklamować za bardzo „piękniejszej twarzy futbolu”, czyli unikają kadrów uprzedmiotawiających młode kobiety, w tym nastolatki (tzw. male gaze).
Kupujesz bilet, sprzedajesz siebie
Przepisy nie zawsze ułatwiają jednak ochronę dzieci. Z regulaminu stadionowego Legii Warszawa (ale analogiczne zapisy mają też inne kluby) wynika, że wejście na teren obiektu stanowi jednoczesną zgodę na użycie swojego wizerunku w związku z produkcją, prezentowaniem, reklamowaniem lub używaniem filmu, zapisu wideo i audio z imprezy masowej lub każdego elementu meczu prezentowanego w przekazach medialnych na całym świecie. Oglądając mecz na stadionie, godzimy się sami (a w imieniu dzieci godzą się ich rodzice bądź opiekunowie prawni) na poważne ograniczenie prywatności i – choćby przypadkowe i pośrednie - wykorzystanie swojego wizerunku. Kupując bilet na mecz i wchodząc na stadion (który jest miejscem imprezy masowej), kibic akceptuje regulamin obiektu. Ani futbol, ani Polska, nie są tutaj jakimiś wyjątkami, gdyż w regulaminach imprez masowych jest to standard. Potwierdza to również sądowe orzecznictwo. W uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 6 października 2014 r. (I ACa 429/14) czytamy, że osoba decydująca się na udział w publicznym zgromadzeniu nie tyle wyraża w sposób dorozumiany zgodę na upublicznienie jej wizerunku jako szczegółu całości, ale godzi się na to, że wizerunek taki może zostać rozpowszechniony w ramach publikacji całości bez jej zgody, dorozumianej czy nie - to nie ma w tym przypadku znaczenia, ponieważ zgoda taka nie jest wymagana na podstawie regulacji ustawowej.
Duże znaczenie ma tu też art. 81 ust. 2 ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2025 r. poz. 24). Zgodnie z tym przepisem nie jest wymagane zgoda/zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku osoby, jeśli stanowi ona jedynie szczegół całości takiej, jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza. Nadawcy telewizyjni wiedzą, że działają w warunkach podwyższonego ryzyka prawnego, które zabezpieczają za pomocą konkretnych mechanizmów. Pojawiają się tzw. przebitki na trybuny (beauty shots) oraz zbliżenia postaci. Z punktu widzenia prawa autorskiego kluczowy może być sposób kadrowania, czyli np. pokazanie całego sektora, w którym widać dzieci z rodzicami, gdyż stanowią one tu szczegół całości widowiska sportowego. Popularne są krótkie, dynamiczne, kilkusekundowe zbliżenia polegające na wyłapywaniu w tłumie np. dziecka z pomalowaną twarzą, ubranego w barwy klubowe, które cieszy się lub bije brawo. Takie migawki są dozwolone i zasadne, o ile dziecko jest przedstawione w pozytywnym świetle. Gorzej, gdy są to długie, statyczne portrety: jeśli kamera zatrzyma się na twarzy konkretnego dziecka na kilkanaście sekund, izolując je całkowicie z tłumu, a realizator powtórzy to ujęcie kilkukrotnie, powstaje ryzyko zarzutu, że wizerunek dziecka przestał być jedynie tłem, a stał się autonomicznym tematem audycji.
Wizerunek dziecka to bowiem nie tylko zdjęcia i nagrania przedstawiające konkretną osobę, ale również sposób, w jaki jest ona postrzegana w przestrzeni publicznej. Gdy zaś dziecko staje się nagle negatywnym bohaterem transmisji, to w grę może wchodzić naruszenie jego dóbr osobistych, w tym właśnie wizerunku i czci.
Zobacz też szkolenie online w LEX: Przetwarzanie danych osobowych dzieci >
Mały kibic częścią widowiska, ale…
Co istotne, w przypadku transmisji na żywo (LIVE) stacja nie ma technicznej możliwości usunięcia dziecka z kadru w czasie rzeczywistym. Mleko się więc rozlało. Można jednak próbować skorzystać z przewidzianego w art. 17 ust. 3 rozporządzenia RODO prawa „do bycia zapomnianym”, czyli usunięcia kontrowersyjnych fragmentów transmisji z archiwalnych materiałów telewizyjnych publikowanych w social mediach albo platformach VOD. Prawo do bycia zapomnianym staje się realnym narzędziem, jeśli wizerunek kibica został wyizolowany z tłumu, a realizacja transmisji narusza jego prywatność. Przykładowo, gdy realizator transmisji zrobił kilkusekundowe, wyraźne zbliżenie twarzy konkretnego kibica, osoba ta przestaje być "szczegółem całości", a jest głównym motywem kadru. Wówczas jej wizerunek stanowi daną osobową, podlegającą pełnej ochronie RODO. Tak samo będzie gdy nagranie przedstawia kibica w sytuacji dla niego kłopotliwej, intymnej, śmiesznej lub niezwiązanej bezpośrednio z czystym dopingiem (np. memogenne ujęcie, jedzenie w nieestetyczny sposób, nietypowe zachowanie), a materiał może po latach krążyć w obiegu. O ile bowiem transmisja na żywo może być chroniona prawem do informacji, o tyle wizerunek konkretnego, sprofilowanego kibica w ogólnodostępnych archiwach cyfrowych - po latach stracić swój walor informacyjny.
Czytaj więcej w LEX: Prawo do usunięcia danych osobowych >
Takie nagrania, jak te z Gdańska bądź Warszawy, to zresztą nie tylko polski problem. Liběna Šrámková, czeska adwokatka, wspólnik zarządzający w kancelarii Šrámková & Partners, zajmująca się prawem sportowym, podkreśla - na swojej stronie "Sport & Art" - jeszcze jeden aspekt. Nie byłoby w ogóle problemu z ujęciem dziecka pokazującego wulgarne gesty, gdyby małoletni kibic przestrzegał stadionowego regulaminu, zakazującego m.in. wulgarnych okrzyków i gestów. Sięgając znów do regulaminu stadionowego Legii Warszawa znajdziemy w nim zakazy stosowania wulgarnych okrzyków i gestów przez kibiców. Widzowie mają bowiem swoje prawa, jak i obowiązki, powinni mieć też świadomość, że – jak głosi slogan reklamowy jednego z bukmacherów – bez kibiców nie ma piłki nożnej. Stają się częścią sportowego widowiska, zwłaszcza ci pełni emocji, ale raczej uśmiechnięci, niż zapłakani i agresywni, gdyż to się dobrze sprzedaje.
Celem organizatora jest, aby każdy wchodzący na stadion automatycznie zgodził się, że jego wizerunek może zostać uchwycony jako część transmisji telewizyjnej, fotografii lub innych nagrań, a następnie wykorzystany nie tylko do celów informacyjnych, ale także do działań komercyjnych i promocyjnych organizatora lub jego partnerów - wszystko bez prawa do wynagrodzenia. Jak skutecznie taka zgoda może być faktycznie ustalona przez regulamin stadionu, to już inna kwestia – pisze mec. Šrámková, która zaznacza też, że obecnie wszyscy wszystko rejestrują prywatnie i niestandardowe zachowanie kibica może też trafić do internetu nagrane także przez innego fana, a niekoniecznie telewizję.
Zobacz też szkolenie online w LEX: Ochrona wizerunku a ochrona danych osobowych >
Do uważnej lektury regulaminów imprez masowych zachęca też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który w kwietniu br. przygotował specjalny poradnik – choć akurat nie meczowy, a koncertowy. UOKiK radzi sprawdzać, co regulaminy organizatorów imprez masowych mówią o wykorzystaniu wizerunków uczestników, w tym niepełnoletnich. Przestrzega też przed prywatnym nagrywaniem innych uczestników, nie mówiąc już o późniejszej publikacji takich nagrać w internecie.
Czytaj też w LEX: Sharenting – odpowiedzialność rodziców za publikowanie wizerunku dzieci >
Będzie jeszcze gorzej, gdyż wszystko jest na sprzedaż
Brian L. Socolov, specjalista od prawa sportowego w kancelarii Loeb & Loeb LLP w Nowym Jorku, w obszernej analizie prawnej „Protecting Fans at Sporting Events” podkreśla, że współczesne mecze to rozrywka, której częścią są kibice, zwłaszcza w tych dyscyplinach, gdzie są częste i długie przerwy, jak hokej, baseball, futbol amerykański, czy koszykówka. Celem realizacji TV oraz stadionowych animatorów jest atrakcyjne wypełnienie czasu poza grą, w tym wciąganie do zabawy samych kibiców, nierzadko ich kosztem i na granicy dobrego smaku.
Niegdyś jedynym źródłem emocji na stadionie była sama gra. Obecnie, gdy profesjonalny sport nastawiony jest na tworzenie rozrywki dla całej rodziny, wydarzenia na boisku, lodzie czy murawie nie są jedyną atrakcją meczu. Przyjazne dla kibiców aktywności w przerwach pomiędzy poszczególnymi częściami meczów stały się normą – podkreśla mec. Socolov.
Stąd popularność w USA takich zabaw jak „kiss-cam”, czyli wyszukiwanie na trybunach par i w praktyce wymuszanie na nich pocałunków. Inną odmianą tej rozrywki – z głównym udziałem dzieci – jest „Simba-Cam”, czyli zabawa, w której fani podnoszą swoje małe pociechy w górę, naśladując scenę z popularnego filmu „Król Lew”. Idea jest prosta - im większe z siebie ktoś robi pośmiewisko, tym więcej braw i lajków zbiera. Nawet kosztem własnych dzieci. Kupując bilet na trybuny sami dobrowolnie wchodzimy do tej gry.
Zobacz też linię orzeczniczą w LEX: Publikacja fotografii w mediach jako naruszenie dóbr osobistych człowieka >
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.










