LEX Dział Prawny Połączenie wiedzy prawniczej z nowoczesną technologią AI
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Prof. Garlicki: Interes państwa może wymagać radykalnych działań dla przywracania praworządności

Gdy nadal niemożliwe będzie uchwalanie ustaw przywracających ład konstytucyjny, a w relacjach politycznych utrzyma się taka ostra konfrontacja i brak skłonności do jakiegoś kompromisu, jak obecnie, to mogą okazać się potrzebne bardziej radykalne i nawet trochę odległe od konstytucji działania dla utrzymania stabilności państwa – twierdzi prof. Leszek Garlicki, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, były sędzia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

lech garlicki

Krzysztof Sobczak: Sejm wybrał niedawno sześciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, być może wkrótce wybrani zostaną następcy tzw. dublerów, sukcesywnie upływać będą też kadencje kolejnych sędziów. Rodzi to nadzieję na przywrócenie tej instytucji konstytucyjnej roli. A dla Sądu Najwyższego jest jeszcze jakiś ratunek?

Prof. Leszek Garlicki: W Sądzie Najwyższym jest trochę inna sytuacja, ponieważ tam jest jeszcze znaczna grupa sędziów powołanych na wniosek zgodnej z konstytucją Krajowej Rady Sądownictwa, a grupa „nowych” sędziów też nie ma w pełni homogenicznego charakteru. 

Czytaj: Prof. Garlicki: Silny podział władz blokuje przywracanie praworządności>>

Prof. Załucki: Sędzia TK nie ślubuje przed kimkolwiek, bo są wymogi ustawowe i konstytucyjne>>

Sędziowskie opiniowanie kandydatów do KRS już 20 kwietnia>>

 

Ale w Sądzie Najwyższym obecnie nie można chyba nawet liczyć na likwidację izb, które według europejskich trybunałów nie są sądem.

To prawda, zarówno Izba Kontroli Nadzwyczajnej, jak i Izba Odpowiedzialności Zawodowej muszą zostać zlikwidowane. Jest to pierwszym i podstawowym wymaganiem przy podjęciu działań naprawczych wobec Sądu Najwyższego. Musi to jednak być dokonane w formie ustawy, bo tylko na tym poziomie regulacyjnym można wkraczać w strukturę Sądu Najwyższego oraz status jego sędziów. Ustawa taka wymagałaby jednak podpisania przez prezydenta, co – w obecnym kontekście politycznym – wydaje się mało prawdopodobne. W pozostałych izbach być może udałoby się częściowo ułożyć współpracę „nowych” sędziów ze „starymi”, zwłaszcza że ogromna większość spraw tam rozpatrywanych nie ma politycznego kontekstu. Pamiętać też jednak trzeba, że problemem jest też skład personalny kierownictwa Sądu Najwyższego, a tu dokonywaniu zmian sprzeciwiają się unormowania konstytucyjne. Może więc dojść, do swego rodzaju stanu personalnej hibernacji Sądu Najwyższego, gdy po powołaniu nowego składu Krajowej Rady Sądownictwa, prezydent będzie ją bojkotował i nie będzie powoływał nowych sędziów.

 

Czy mówiąc o jakimś ułożeniu stosunków w Sądzie Najwyższym ma Pan też na myśli Izbę Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, która wspólnie z Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych zanegowała obowiązek stosowania się do orzeczeń europejskich trybunałów?

 Po tym nieszczęsnym orzeczeniu widać, że Izba Pracy jest bardziej dotknięta tym problemem, ale nie można zapominać, ze najpierw podjęto w niej uchwałę siedmiu sędziów, idącą w przeciwnym kierunku (uchwała z 24 września 2025, III PZP 1/25). Grudniowa uchwała dwóch izb SN miała na celu odrzucenie tego rozstrzygnięcia. Szkoda, że głosujący za nią sędziowie Izby Pracy zapomnieli o smutnych doświadczeniach z ostatnich lat PRL, gdy ich poprzednicy skompromitowali się, odmawiając stosowalności konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy w sprawie wolności związków zawodowych.

Czy bez uregulowania sprawy „starych” i „nowych” sędziów Sąd Najwyższy może jeszcze być uznawany za organ porządkujący orzecznictwo i wyznaczający standardy?

Sytuacja rzeczywiście jest trudna, ale przecież w sądach administracyjnych, w których też są „neosędziowie”, jakoś dano sobie z tym radę. Fakt, że jest ich tam mniej, ale przede wszystkim w Naczelnym Sądzie Administracyjnym udało się uniknąć na tym tle publicznej konfrontacji.

Prezesi i sędziowie tego sądu byli krytykowani za unikanie jednoznacznych deklaracji wobec naruszania przez poprzednią ekipę rządzącą konstytucji.

Pamiętam o tym. Ale, umiano zachować niezmiennie wysoki poziom orzecznictwa. Może więc była to cena, którą trzeba było zapłacić za uchronienie instytucji przed dewastacją? Może uchroniło to ten sąd przed wprowadzaniem w jego skład osób o szczególnej kontrowersyjności politycznej? Może, w sumie, wyszło to w tym segmencie sprawowania wymiaru sprawiedliwości z korzyścią dla praworządności i funkcjonowania państwa?

Czytaj: Sędzia Laskowski: Pat musi zakończyć się rozumnym kompromisem>> 

Czy wybór sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa przez środowisko sędziowskie z ogólną akceptacją Sejmu się uda? No i co dla wymiaru sprawiedliwości może oznaczać ewentualny bojkot takiej Rady przez prezydenta?

Wtedy zahamowany zostanie dopływ nowych kadr sędziowskich, co jeszcze bardziej pogłębi problemy sądów. Tak może być do wyborów parlamentarnych.

Jeśli zwycięży obecna opozycja, to wybierze już swoich sędziów do KRS, a prezydent będzie uznawał taki skład?

Można przewidywać taki scenariusz. Jeśli natomiast obecna koalicja przedłuży swoje rządy, to będzie oczekiwanie na kolejne wybory prezydenckie. Nie wydaje mi się jednak, by – nawet na tle obecnej ustawy o KRS – proponowany teraz porządek wyboru nowych jej członków, mógł budzić prawne wątpliwości. Ustawa przewiduje, że „sędziowskich” kandydatów do KRS zgłaszają grupy sędziów, a wyboru dokonuje Sejm. Nie wynika z tego zakaz poprzedzania zgłoszeń formalnych – różnego rodzaju konsultacjami środowiskowymi. Jeżeli konsultacje te przyjmą postać swego rodzaju „prawyborów”, organizowanych w ramach struktur sądowych, a potem sędziowie uzyskujący najsilniejsze poparcie zostaną przedstawieni jako kandydaci, to nie to naruszy to procedur ustawowych. Nie będzie przecież przeszkód prawnych, by grupy sędziów przedstawiały też innych kandydatów Sejmowi. Nie będzie też prawnego odróżnienia pozycji „starych” i „nowych” sędziów w tej procedurze. Ostateczne rozstrzygnięcia pozostaną zaś domeną Sejmu. Będzie to, oczywiście, procedura ułomna, bo jej ujęcie w obecnej ustawie nie odpowiada wymaganiom konstytucyjnym. Próbował temu zapobiec parlament uchwalając zmiany ustawodawcze, ale zostało to storpedowane przez prezydenta i Trybunał Konstytucyjny. Rozwiązań poszukiwać więc należy w takiej praktyce stosowania nieprawidłowych przepisów, która – w najpełniejszy sposób – uczyni zadość konstytucyjnemu nakazowi, by sędziowie zasiadający w KRS byli reprezentantami swego środowiska, a nie mandatariuszami polityków kontrolujących wymiar sprawiedliwości.

Czytaj: Prof. Safjan: Na podstawie niekonstytucyjnej ustawy można powołać zgodną z Konstytucją KRS>>

Alternatywą dla braku możliwości rozwiązywania takich problemów przy pomocy ustaw są różne „plany B”. Na przykład dla blokady nowych powołań sędziowskich takim „planem B” może być szersze wykorzystywanie w orzecznictwie referendarzy. Jak daleko można się posunąć w takich działaniach zastępczych?

Rzeczywiście takie alternatywne rozwiązania mają swoje ograniczenia. Bo owszem można trochę więcej zadań przerzucić z sędziów na referendarzy czy innych pracowników sądów, ale trzeba mieć świadomość, że sprawy obywateli mogą na tym ucierpieć i mogą być zarzuty naruszenia konstytucyjnego i konwencyjnego prawa do sądu ustanowionego ustawą. Referendarz to w sądzie bardzo ważna postać, ale jednak nie spełniająca tych wszystkich standardów związanych z niezależnością i niezawisłością. Nie ma wątpliwości, że bez stałego dopływu nowych sędziów nie zatrzymamy zapaści sądownictwa.

Ale to nas chyba czeka w najbliższych latach, czyli patowa sytuacja w jednej z kluczowych funkcji państwa.

No cóż, okazało się, że podział władz jest u nas silniejszy konstytucyjnie niż myślano. Twórcy konstytucji nie przewidzieli, że – poczynając od 2015 r. – zaznaczy się tendencja do ekspansywnego ujmowania kompetencji prezydenta, a także – osłabnie gotowość prezydenta do literalnego przestrzegania przepisów konstytucyjnych. Nie przewidzieli też, że polityczne zawłaszczenie Trybunału Konstytucyjnego usunie z systemu element neutralnej kontroli przestrzegania konstytucji. Okazało się więc, że gdy prezydent jest w opozycji do większości parlamentarnej i rządu oraz ma przyjazne wsparcie ze strony Trybunału Konstytucyjnego, to parlament i rząd są w dużym stopniu ubezwłasnowolnione. Nie wiem czy taki był zamysł twórców naszej konstytucji, ale tak właśnie jest.

Ewentualna wygrana obecnej koalicji w wyborach parlamentarnych przedłuży ten klincz do końca kadencji prezydenta?

Tak, ale ta „nowa–stara koalicja” miałaby silniejszą legitymację do dalszych działań praktycznych, w tym odrobienia praworządnościowych zaległości, ale niestety z tymi ograniczeniami wynikającymi z niemożności uchwalania potrzebnych do tego ustaw. Nie wykluczałbym wtedy nawet bardziej radykalnych działań niż obecnie. Chyba, że obie strony politycznego sporu wykazałyby skłonność do jakiegoś kompromisu. Ale jeśli utrzyma się taka ostra konfrontacja, jak obecnie, to mogą okazać się potrzebne jeszcze bardziej odległe od konstytucji działania dla utrzymania stabilności państwa. Mówiąc obrazowo, brniemy w sytuację przypominającą ucieczkę kanałem z zagrożonego terenu: błoto najpierw po kolana, potem po szyję…

Nie wszystkim udało się wyjść z kanałów…

Pesymistyczna puenta, ale realistyczna.

Polecamy książki prawnicze