LEX Dział Prawny Połączenie wiedzy prawniczej z nowoczesną technologią AI
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Sędzia Laskowski: Pat musi zakończyć się rozumnym kompromisem

Nawet jeśli sędzia dostanie pięć głosów, to może być tym, którego powoła prezydent na stanowisko I prezesa. Z punktu widzenia Sądu Najwyższego, czyli problemu związanego z powołaniami nowych sędziów, taki wybór niczego nie rozwiąże - uważa sędzia dr Michał Laskowski z Izby Karnej SN. Twierdzi również, że można też przyjąć założenie, ze tzw. starzy sędziowie wymrą, przejdą w stan spoczynku, i wtedy problem umrze śmiercią naturalną.

michal laskowski

Katarzyna Żaczkiewicz-Zborska: Jakie skutki wywoła wybór nowego I prezesa Sądu Najwyższego?

Michał Laskowski: W czwartek, 26 lutego, będzie kolejny, trzeci już termin zwołania Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN i zgodnie z przepisami na nim już dojdzie do wyłonienia kandydatów. Ustawa jest tak skonstruowana, że musi być wyznaczonych pięciu kandydatów, więc nawet jeśli sędzia dostanie pięć głosów, to może być tym, którego powoła prezydent na stanowisko I prezesa. Z punktu widzenia SN, czyli problemu związanego z orzecznictwem, z powołaniami nowych lub starych sędziów, taki wybór niczego nie rozwiąże. Natomiast może mieć znaczenia co do kierunku, jaki pierwszy prezes przyjmie - czy to będzie wzajemny szacunek czy inne działania, trudno przewidzieć. Problem Sądu Najwyższego – pozostanie. Można też przyjąć założenie, że tzw. starzy sędziowie wymrą, przejdą w stan spoczynku i wtedy problem umrze śmiercią naturalną. Można zwołać – i to już się dzieje – pełny skład SN i podjąć uchwałę, co unicestwi uchwałę trzech połączonych Izb z 2020 r., która mówiła o statusie nowych sędziów. Jednak to nie załatwi problemu, gdyż orzeczenia międzynarodowe pozostaną, problem ustrojowy – pozostanie. Szkoda tylko, że politycy nie potrafią znaleźć rozwiązania, gdyż ten pat musi zakończyć się rozumnym kompromisem. A na to się nie zanosi.

Nawet uchwała pełnego składu SN, która będzie mówiła, że orzeczenia nieistniejące nie występują i że nie można kwestionować powołania sędziów, nie będzie wiążąca prawnie?

Trudno przewidzieć, jak do takiej uchwały będą odnosić się poszczególne składy SN, jednak to nie uzdrowi sytuacji, bo pozostaną orzeczenia trybunałów międzynarodowych. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby uchwalenie ustawy systemowej w drodze rozumnego, ale i bolesnego kompromisu dla wszystkich stron. Trzeba próbować rozmawiać.

A teraz nie rozmawia się?

Z doniesień medialnych wynika, że nie rozmawia się, obie strony wolą prowadzić polemikę, nie zważając specjalnie na losy sądownictwa.

Zatem, nawet jeśli I prezesem zostanie nowy radykalniejszy niż prof. Manowska sędzia, to nie zmieni to sytuacji: starzy sędziowie nadal będą orzekać w swoich składach, a nie z nowymi sędziami? I uchylać wyroki neosędziów?

Tak można przewidywać, bo trudno przypuszczać, że w obliczu zagrożeń sędziowie zechcą zmienić swoje zdanie. Projekty ustaw czy zapowiedzi to jest próba skłonienia znacznej części starych sędziów do przejścia w stan spoczynku. Część z nas może powiedzieć, że mamy tego dosyć, nie mamy siły, perspektyw nie widać – odchodzimy z tego sądu. Być może o to chodzi.

Jeden z kandydatów na I prezesa mówi, że nie ma mowy o likwidacji Izby Kontroli Nadzwyczajnej, co do której zapadł wyrok Trybunału Praw Człowieka Wałęsa przeciwko Polsce nakazujący uregulowanie sprawy mechanizmu skargi nadzwyczajnej oraz wadliwie powołanych sędziów. Za utrzymywanie takiej struktury grożą Polsce kary finansowe. Co Pan sędzia o tym myśli?

Kandydat może różne rzeczy mówić, zaś I prezes to nie funkcja, gdzie decyduje się o wszystkim. Można ignorować orzeczenia trybunałów, można nawoływać do odejścia z Unii Europejskiej czy Rady Europy itd. To można mówić i wyrażać takie poglądy, lecz pytanie czy to jest zgodne ze zdrowym rozsądkiem i polską racją stanu. Widzieliśmy ostatni projekt prezydenta w sprawie naprawy w wymiarze sprawiedliwości, który sprowadza się do grożenia sędziom pałką, czyli odpowiedzialnością dyscyplinarną i karną.

Czy Pan sędzia nie boi się, że Sąd Najwyższy, po wyborze nowego I prezesa stanie się taką strukturą, jak obecnie Trybunał Konstytucyjny, czyli instrumentem do załatwiania bieżących spraw partyjnych?

Boję się i myślę, że to jest cel tych ostatnich działań z ostatnich 10 lat. Poprzedni ustawodawca i minister sprawiedliwości dążyli do tego, aby sądy i TK były użytecznym narzędziem, który pozwala realizować cele polityczne i w tym sensie był przewidywalny. W Trybunale Konstytucyjnym te plany się ziściły w 100 procentach. I może tak będzie z Sądem Najwyższym, tylko pytanie, na ile takie organy wypełniają swoją konstytucyjną rolę i czy cieszą się autorytetem społecznym? Co to za Trybunał, który wydaje orzeczenia dokładnie takie, jakich oczekuje jedna strona sceny politycznej?

 

 

Polecamy książki prawnicze