"Donosiciel" takie pejoratywne określenia osób - funkcjonariuszy - które zgłaszają np. przełożonym nieprawidłowości czy wręcz łamanie prawa, nadal pokutuje w służbach. Konsekwencje dla sygnalistów - co widać w wielu przypadkach - bywają bardzo poważne. Począwszy od niekorzystnej oceny służbowej, upomnienia, przeniesienia do odległej jednostki poprzez zwolnienie ze stanowiska, załamanie kariery, blokowanie dostępu do szkoleń, obniżenie uposażenia, degradację, a nawet zwolnienie ze służby. 

 

Diana Dajnowicz-Piesiecka, Emilia Jurgielewicz-Delegacz, Emil W. Pływaczewski

Sprawdź  
POLECAMY

- Powiem szczerze, gdybym w obecnej sytuacji, przy obecnie obowiązujących przepisach był świadkiem sytuacji w służbie, które jest wątpliwa, albo może być łamaniem prawa, zastanowiłbym się czy to zgłaszać. Ryzyko jest ogromne - mówi w rozmowie z Prawo.pl jeden z policjantów. Przytacza też przykład funkcjonariuszki, która zgłosiła molestowanie. - Musiała się przenieść, a i tak ciągnie się za nią ta sprawa. Podobnie było z moim kolegą, który stanął w obronie mobbingowanych policjantów, koniec końców to on poniósł konsekwencje, nie ich przełożony - dodaje. 

Często nie chodzi jednak o kwestie wewnętrzne służby, ale na przykład - na co zwracają uwagę obrońcy praw człowieka - łamanie praw osób zatrzymywanych czy przesłuchiwanych, a nawet stosowanie tortur. - Jeśli jest zmowa milczenia, to jest i ryzyko, że takie sprawy zostaną zamiecione pod dywan - mówią. 

Czytaj: Rada UE poparła dyrektywę o sygnalistach>> 
 

Sygnaliście w służbach znacznie trudniej 

Sygnalista (angielski odpowiednik whistleblower) to osoba, która w interesie publicznym decyduje się ujawnić informacje o działalności nieuczciwej lub niezgodnej z prawem. Często są to pracownicy zgłaszający nieprawidłowości w instytucjach, w których są zatrudnieni.

Bardziej skomplikowana sytuacja jest w służbach mundurowych, bo stosunek służbowy żołnierza czy policjanta zawiera wiele elementów zależności od przełożonego, których brak w innej pracy.

- Podlegają oni rozkazom służbowym przełożonych i dowódców. Ci z kolei mogą decydować, m.in. o przeniesieniu ich na niższe stanowiska, do innej jednostki organizacyjnej, np. w miejscowości znacznie oddalonej od miejsca zamieszkania, wyznaczeniu miejsca pełnienia służby w warunkach urągających godności, wszczęcia postępowania dyscyplinarnego czy zwolnienia ze służby - wskazuje Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich.  I dodaje, że to z kolei daje szerokie możliwości odwetu za ujawnianie niewygodnych dla przełożonych informacji a w efekcie działa paraliżująco.

Jacek Kudła, specjalista w zakresie czynności operacyjno-rozpoznawczych nie ma wątpliwości, że sygnaliści są w służbach potrzebni. Jak zaznacza, sprawa nie jest jednak prosta, a przygotowanie przepisów, które miałyby ich chronić, wymaga głębokiej analizy i wzięcia pod uwagę np. charakteru służb.

 


- Funkcjonariusze boją się sygnalizować nieprawidłowości. A to wynika z przeświadczenia, że mogą być później stygmatyzowani, czy wykluczani ze swojego środowiska. Problem nie polega jedynie na konieczności wprowadzenia regulacji zapewniających im ochronę, ale też w tym, jak będą one brzmiały i jakie dadzą im możliwości dalszej pracy w zawodzie – mówi. I dodaje, że główną barierą jest mentalność, podejście do tego typu spraw środowiska.  – To obawy o reakcje kolegów, przełożonych, wytykanie palcami. Prawda jest niestety taka, że nawet jeśli np. policyjny sygnalista zostanie otoczony ochroną i nie poniesie konsekwencji zgłoszenia, to i tak może odczuć niechęć otoczenia – dodaje Kudła.

Jak chronić, żeby ochronić?

RPO w swoim stanowisku w tej sprawie, podnosi że skuteczne wykrywanie poważnych zagrożeń dla interesu publicznego i zapobieganie tym zagrożeniom wymaga, aby zgłoszone informacje, które kwalifikują do ochrony, obejmowały nie tylko działania niezgodne z prawem, ale również nadużycia prawa, tj. działania lub zaniechania, które nie wydają się niezgodne z prawem w sensie formalnym, lecz są sprzeczne z przedmiotem lub celem prawa.

Czytaj również:

Firmy muszą przygotować się do szanowania sygnalistów >>
UE nakazuje chronić sygnalistów >>

Jako przykład podaje też unormowania w - jak pisze w najbardziej rozwiniętym pod tym względem systemie amerykańskim, gdzie ochrona
przed odwetem obejmuje każde działanie/zaniechanie/groźbę przeciwko sygnaliście, którego skutkiem jest (lub potencjalnie może być) jego pozycja/służba w Siłach Zbrojnych.

W tym przypadku katalog niekorzystnych działań obejmuje: 

  • niekorzystną ocenę/opinię służbową żołnierza sygnalisty,
  • upomnienie, reprymenda, krytyka (sformalizowana),
  • zwolnienie z tego powodu,
  • przeniesienie na inne stanowisko,
  • zwolnienie z dowodzenia,
  • powrót do wcześniej wykonywanych obowiązków służbowych,
  • odsunięcie od wykonywanych obowiązków
  • usunięcie z promocji, szkolenia,
  • ograniczenie poziomu dostępu,
  • administracyjne obniżenie stanowiska lub uposażenia,
  • niekorzystna zmiana kwalifikacji (specjalizacji) wojskowej,
  • kierowanie na komisje lekarską (np. w celu sprawdzenia przydatności do służby).

A zaniechania odnoszą się do:

  • ewaluacji (opiniowanie służbowe),
  • awansu,
  • nagród,
  • szkoleń,
  • delegowania,
  • przeniesienia,
  • zgody na podnoszenie kwalifikacji (np. zwolnienia z zajęć służbowych w czasie
  • nauki).  

- Powyższy katalog nie jest zamknięty i każde zachowanie należy oceniać indywidualnie - dodaje RPO. 

W ocenie Jacka Kudły potrzebne są przepisy daleko idące, przypominające te, które chronią świadków koronnych. – Być może takim osobom trzeba zagwarantować anonimowość, a także przeniesienie w inne miejsce, do innej komendy po ujawnieniu afery. Przy czym to też niestety nie gwarantuje, że nie spotkają się z niechęcią innych funkcjonariuszy – mówi. 

Zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię. – Takie informacje pochodzące od sygnalistów muszą być dokładnie sprawdzane i weryfikowane.  To istotne, bo – jeśli będą mogły być anonimowe – to może to zachęcać do zgłaszania informacji niepotwierdzonych lub nie do końca prawdziwych. W interesie i służby i funkcjonariuszy jest więc ich zweryfikowanie – dodaje. 

Dwa lata na wdrożenie dyrektywy o sygnalistach

Przykładem tendencji zmierzającej do skutecznego chronienia sygnalistów przed represjami i naciskami jest - jak wskazuje Adam Bodnar - dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 z 23 października 2019 r. w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii. Nie wpływa ona jednak na odpowiedzialność państw członkowskich za zapewnienie bezpieczeństwa narodowego ani na uprawnienia państw członkowskich do ochrony swych podstawowych interesów bezpieczeństwa. 

RPO podkreśla, że wyłączenie sektorów obrony i bezpieczeństwa z jej zakresu nie oznacza, że ochrona przewidziana w prawie europejskim w ogóle nie znajduje zastosowania do służb mundurowych. Dyrektywa weszła w życie 16 grudnia 2019 r. i od tego czasu Polska ma dwa lata na jej wprowadzenie do swego porządku prawnego.

Obowiązuje ona zarówno podmioty publiczne jak i przedsiębiorców, którzy zatrudniają minimum 50 pracowników, działających w sektorze usług, produktów i rynków finansowych oraz podmiotów obowiązanych na gruncie przepisów z zakresu przeciwdziałania praniu pieniędzy lub finansowaniu terroryzmu, niezależnie od liczby zatrudnionych.

 


W pierwszym rzędzie obejmuje ochroną osoby zgłaszające naruszenia konkretnych aktów prawa Unii Europejskiej (oraz wdrażającego je prawa krajowego wraz z aktami wykonawczymi) w następujących obszarach:

  •  zamówienia publiczne,
  • usługi, produkty i rynki finansowe,
  • zapobieganie praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu,
  • bezpieczeństwo produktów,
  • bezpieczeństwo transportu,
  • ochrona środowiska,
  • ochrona radiologiczna i bezpieczeństwo jądrowe,
  • bezpieczeństwo żywności i pasz, zdrowie i dobrostan zwierząt,
  • zdrowie publiczne,
  • ochrona konsumentów,
  • ochrona prywatności i danych osobowych oraz bezpieczeństwo sieci i systemów informacyjnych. 
  • W dalszej kolejności naruszenia dotyczących rynku wewnętrznego. 

Teoretycznie polska odpowiedź na dyrektywę jest gotowa. Jeszcze w poprzedniej kadencji do Sejmu trafił projekt ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych, a rząd pracował nad projektem ustawy o jawności życia publicznego. Propozycje zakładały kary za nękanie sygnalistów i to, że nękający będzie musiał udowodnić brak szykan. Co więcej za represje, konieczność zmiany pracy, zawodu z powodu zgłoszenia naruszeń byłoby można, dochodzić odszkodowania.