Prof. Załucki: Nowa ustawa o SN nie może być wynikiem emocji, a pogłębionej analizy
Nowa ustawa o Sądzie Najwyższym mogłaby być interesującym rozwiązaniem – ale wyłącznie wtedy, gdy miałaby charakter systemowy i stabilizujący. Projekt ustawy o SN autorstwa Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądownictwa i Prokuratury oceniam więc z dużą ostrożnością. Na dziś propozycje te sprawiają wrażenie rozwiązań, które w dość powierzchowny sposób analizują porządek konstytucyjny i raczej zmierzają do zaspokojenia oczekiwań określonych aktorów sceny politycznej – mówi prof. dr hab. Mariusz Załucki, sędzia Izby Cywilnej, kandydujący na I prezesa SN.

Patrycja Rojek-Socha: Panie Profesorze, w ramach propozycji rozwiązania impasu wokół Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych jednym z założeń nowej ustawy o SN, ale też tzw. ustawy praworządnościowej, jest likwidacja tej Izby. Pan Profesor uważa, że to zły pomysł. A czy da się tutaj wypracować jakieś wspólne stanowisko?
Prof. Mariusz Załucki: Wokół Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych od wielu lat podsycany jest konflikt, który stał się symbolem szerszego sporu o praworządność i status sędziów. Utrwalanie tego napięcia i koncentrowanie debaty wyłącznie na jednej izbie jest jednak jałowe, bo odwraca uwagę od realnych problemów wymiaru sprawiedliwości i utrudnia wypracowanie systemowych, odpowiedzialnych rozwiązań. Stąd mam wrażenie, że ta propozycja likwidacji ma niestety tylko jeden cel. Bo przecież nie ulega wątpliwości, że dziś w wymiarze sprawiedliwości są sprawy znacznie poważniejsze niż istnienie lub nieistnienie tej izby. Ich sedno tkwi w kryzysie zaufania do instytucji wymiaru sprawiedliwości, w przeciążeniu sądów, w przewlekłości postępowań, w brakach kadrowych czy właśnie w trwającym od lat sporze o status sędziów. W samym Sądzie Najwyższym jest dziś kilkadziesiąt wakatów, a przez to oczekiwanie na rozpoznanie sprawy jest wydłużone. To jest realny problem, a nie to, czy sędziowie będą orzekać w takiej czy innej izbie. Stąd uważam, że niestety cel obu tych ustaw jest tylko jeden.
Tymczasem tych wszystkich wspomnianych kwestii żadna pojedyncza ustawa nie rozwiąże, a nawet i wskazane dwie ustawy. Proszę zwrócić uwagę, że strony sporu o praworządność w ogóle ze sobą nie rozmawiają, nikt nie próbuje wypracować jakiegoś wspólnego rozwiązania. Aktualna władza polityczna i związani z nią sędziowie (do czego to w ogóle doszło, co to za paradoks, że sędziowie kwestionujący zależność swoich kolegów od jednej władzy wiążą się z drugą?) każdą dyskusyjną sytuację chcą rozwiązać w sposób siłowy. To do niczego nie doprowadzi, a na pewno nie długofalowo. Zresztą jakoś wcześniej nie kwestionowano orzeczeń tej Izby – stwierdzenie ważności wyborów do parlamentu z 2023 roku jakoś się przyjęło, mamy dzisiaj rząd, ministrów…
Czytaj: Ustawa o SN wkrótce na stole ministra sprawiedliwości>>
A jak – w Pana Profesora ocenie – Izbę postrzega społeczeństwo?
Moim zdaniem to jest bardzo ciekawe. Trzeba bowiem zauważyć, iż w przestrzeni publicznej Izba Kontroli wcale nie ma złych notowań. To, że nie podoba się ona wąskiej grupie prawników oraz zradykalizowanym wyborcom jednego z byłych kandydatów na urząd prezydenta, nie znaczy, że Izba ta źle pełni swoje zadania. Proszę o to zapytać te osoby, których Izba sprawy rozstrzygała i uchyliła na przykład prawomocny lichwiarski nakaz zapłaty, na mocy którego zobowiązany miał płacić przez wiele lat odsetki rzędu kilku tysięcy procent; osoby, które nie musiały stanąć w obliczu egzekucji z nieruchomości po nienależycie osądzonej sprawie o zapłatę; czy osoby, które dysponowały różnie brzmiącymi stwierdzeniami praw do spadku po tym samym zmarłym. Czy one podzielą podnoszone zastrzeżenia?
Zresztą jest w tym coś niepokojącego, że przede wszystkim to nie społeczeństwo, tylko inni sędziowie kwestionują status tej Izby i orzekających w niej sędziów. Jaki więc może być cel jej likwidacji? Jeżeli mamy mówić o rzeczywistej próbie rozwiązania impasu wokół tej Izby, o wspólnym stanowisku, to możliwość widzę przede wszystkim jedną: odejście od tej logiki konfliktu na rzecz pragmatycznych rozwiązań. Sądzę, że na poważnie warto rozważyć częściową zmianę kognicji Izby Kontroli. Na dziś jestem przekonany, że można byłoby powierzyć tej Izbie kilka dodatkowych kategorii spraw. W pierwszej kolejności mam na myśli sprawy frankowe, którymi Izba i tak się od czasu do czasu zajmuje, które dziś powodują ogromne zatory w Izbie Cywilnej. Izba Kontroli została powołana m.in. do rozpoznawania spraw o szczególnym znaczeniu publicznym. Sprawy frankowe mają właśnie taki charakter: dotyczą ogromnej grupy obywateli, stabilności sektora bankowego i zaufania do państwa. Czy tak może się stać, nie wiem – trzeba wpierw zapytać o to sędziów i wspólnie o tym pomyśleć. Myślę, że takie rozwiązanie mogłoby jednocześnie usprawnić pracę całego Sądu Najwyższego i lepiej wykorzystać potencjał kadrowy tej Izby. Impasu nie rozwiąże się poprzez likwidację instytucji czy personalne czystki. Rozwiąże się go poprzez stabilizację, racjonalne dostosowanie kompetencji, wzmocnienie profesjonalnego orzekania i stworzenie warunków do spokojnej pracy. Tylko taka droga służy obywatelom i realnie wzmacnia autorytet Sądu Najwyższego. Tak trzeba budować porozumienie.
A jak Pan Profesor ocenia całościowo wspomniany projekt ustawy o SN autorstwa Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądownictwa i Prokuratury?
Projekt ustawy o Sądzie Najwyższym autorstwa Komisji Kodyfikacyjnej oceniam z dużą ostrożnością. Na dziś propozycje te sprawiają wrażenie rozwiązań, które w dość powierzchowny sposób analizują porządek konstytucyjny i raczej zmierzają do zaspokojenia oczekiwań określonych aktorów sceny politycznej niż do wypracowania stabilnego modelu funkcjonowania Sądu Najwyższego na wiele lat. Ustrój państwa nie może być kształtowany doraźnie ani pod wpływem emocji. Być może problemem projektu jest sam skład komisji. W mojej ocenie tylko niewielka liczba jej członków jest powszechnie uznawana za autorytet w obszarze, którego dotyczą prace. Komisja kodyfikacyjna powinna być zaś gremium o możliwie szerokim, pluralistycznym składzie, zdolnym do wypracowania rzeczywistego kompromisu, a nie projektu, który z definicji będzie odbierany jako jednostronny.
Czytaj: Prof. Załucki: Społeczeństwo ma dość analiz, kto jest, a kto nie jest sędzią SN>>
Nowa ustawa o Sądzie Najwyższym mogłaby być interesującym rozwiązaniem – ale wyłącznie wtedy, gdy miałaby charakter systemowy i stabilizujący. Jeżeli coś rzeczywiście wymaga zmiany, a w tym wypadku nie mam co do tego przekonania, to powinno to zostać poprzedzone pogłębioną analizą i szeroką debatą, prowadzącą do rozwiązań kompromisowych, a nie odwetowych. Prawo ustrojowe nie może być tworzone w taki sposób, by obowiązywało tylko do kolejnej zmiany władzy. Ustawy pisane z myślą o doraźnym efekcie politycznym – a mam wrażenie, że właśnie z taką mamy do czynienia – są nietrwałe, pogłębiają chaos i w praktyce prowadzą do marnowania publicznych pieniędzy. Wymiar sprawiedliwości potrzebuje stabilności i przewidywalności, a nie kolejnych eksperymentów legislacyjnych. Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć: postulaty usunięcia wszystkich „nowych” sędziów z Sądu Najwyższego, gdyby pojawiające się w przestrzeni publicznej pomysły traktować serio – bo taki jest przecież wydźwięk projektów – byłyby katastrofalne w skutkach. Doprowadziłyby do tak głębokiej zapaści wymiaru sprawiedliwości, że państwo przez lata nie byłoby w stanie się z niej podnieść. Już dziś czeka się na rozpoznanie skarg kasacyjnych kilka lat, ciekawe, jak by to wyglądało po usunięciu dwóch trzecich sędziów tego sądu. Przecież nie da się uzupełnić jego składu w tydzień, nawet gdyby miało to trwać tylko do następnej zmiany władzy. Może zresztą warto, by „reformatorzy” zwrócili uwagę na orzeczenie ETPCz z ubiegłego tygodnia, gdzie jasno wskazano, iż usunięcie sędziego z urzędu z powodu wady w powołaniu KRS jest sprzeczne z Europejską Konwencją Praw Człowieka – oczywiście jeżeli nadal widzą w obecnym kształcie KRS jakąś wadę, bo po ich ostatnich wypowiedziach związanych z wyborami do KRS nie jestem już pewien…
Zresztą ukształtowanie KRS czy pojedyncze – jak sądzę – dyskusyjne konkursy to nie powód, by wybierać nową KRS w sposób sprzeczny z obowiązującym prawem. Gdy do tego dojdzie, I prezes SN będzie miał istotny dylemat, czy zwołać pierwsze posiedzenie takiego gremium. Zamiast destrukcji potrzebujemy stabilności. To jest realna droga do usprawnienia pracy Sądu Najwyższego i skrócenia czasu rozpoznawania spraw.
Porozmawiajmy o kompetencjach prezydenta. Nowa ustawa o SN miałaby je ograniczyć. Czy dobrym rozwiązaniem byłoby to, żeby regulamin SN był określany przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN, a KRS w drodze uchwały ustalała liczbę wolnych stanowisk w SN?
To jest jedna z tych kwestii, które mogą i powinny być przedmiotem spokojnej, merytorycznej debaty. Zwiększenie roli Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN, a także ewentualne wzmocnienie pozycji I Prezesa SN (a nie KRS) przy wskazywaniu liczby wolnych stanowisk, to obszar potencjalnych zmian, które można sobie wyobrazić w ramach szerszej reformy ustrojowej. Jednocześnie obecne rozwiązanie, w którym regulamin Sądu Najwyższego nadaje Prezydent, również nie jest wadliwe, ponieważ zapewnia zewnętrzny, konstytucyjny element równoważenia władzy sądowniczej w ramach systemu checks and balances i wzmacnia stabilność ustrojową. Z pewnością jest więc to kolejny interesujący obszar do dyskusji, jakich zresztą w naszym sądownictwie jest wiele. Problemem jest brak takiej szeroko zakrojonej debaty.
A może pomogłaby ustawa prezydenta zakładająca surowe konsekwencje za podważanie statusu sędziów, ale też orzeczeń m.in. SN?
W związku z tym projektem dużo się obecnie dzieje. Zauważyłem wzmożoną jego krytykę, z którą co do zasady się nie zgadzam. Przede wszystkim dlatego, że w ogóle to dobrze, że Pan Prezydent zabiera głos w sprawie kształtu wymiaru sprawiedliwości i inicjuje debatę na temat odpowiedzialności oraz standardów funkcjonowania instytucji państwowych. To ważny sygnał, że kwestie związane z praworządnością i stabilnością systemu są traktowane poważnie. Przedstawiona propozycja wpisuje się przy tym w standardy funkcjonujące w wielu państwach, choć to na razie nie przebiło się do opinii publicznej. Funkcjonariusze publiczni, w tym sędziowie, ponoszą przecież odpowiedzialność za rażące naruszenie prawa. Trudno zaś znaleźć poważniejsze naruszenie niż podważanie fundamentów państwa prawa i stabilności wymiaru sprawiedliwości. Takie jasno określone mechanizmy odpowiedzialności sędziów – dyscyplinarnej i karnej – istnieją w wielu krajach europejskich, choćby w Niemczech, Francji, Hiszpanii czy Włoszech, gdzie sędziowie odpowiadają za działania godzące w autorytet wymiaru sprawiedliwości. W Stanach Zjednoczonych z kolei sędziowie mogą np. ponosić konsekwencje za zachowania naruszające zaufanie do sądów. To pokazuje, że odpowiedzialność sędziów nie jest żadnym wyjątkiem, lecz regułą. Odpowiedzialność istnieje też w Polsce – przecież mamy określone przestępstwa związane z nadużyciem władzy czy przewinienia dyscyplinarne, a w tym projekcie – jak zrozumiałem – chodzi o jej doprecyzowanie czy zaostrzenie. Nie widzę powodów, by o tym nie rozmawiać.
Największe emocje wzbudzają chyba zaproponowane sankcje za kwestionowanie statusu sędziów czy orzeczeń np. SN?
Jeżeli chodzi o te propozycje, to tylko przypomnę, że jakoś nie było słychać lamentu dzisiaj protestujących, gdy mówiono o usunięciu 3000 sędziów czy wyrażaniu przez nich czynnego żalu za udział w konkursach zgodnych z obowiązującym prawem, a dziś dramatyzuje się w zasadzie wokół kilkunastu sędziów, którym być może będzie można zarzucić, iż naruszają porządek konstytucyjny — trudno tu mówić o zachowaniu proporcjonalności. Osobiście traktuję projekt Pana Prezydenta jako zaproszenie do poważnej debaty. Jak każdy projekt ustawy, także ten wymaga prac legislacyjnych w gronie ekspertów, także co do proponowanych sankcji. Pan Prezydent zapowiedział taką debatę i w moim przekonaniu właśnie z tym mamy dziś do czynienia – z jej otwarciem.
Część głosów krytycznych wobec tego projektu wynika, moim zdaniem, z wieloletniego przyzwyczajenia do braku realnych konsekwencji za naruszenie prawa przez sędziów. Tymczasem w demokratycznym społeczeństwie wszyscy powinni być równi wobec prawa – także sędziowie. Oczywiście sędziom muszą przysługiwać odpowiednie gwarancje niezależności i niezawisłości, które umożliwiają im swobodne sprawowanie urzędu bez nacisków politycznych czy medialnych. Odpowiedzialność nie może oznaczać podporządkowania. Powinna natomiast oznaczać jasne granice, poza którymi zaczyna się naruszanie prawa i interesu państwa. Tylko takie podejście pozwala budować trwały autorytet wymiaru sprawiedliwości. Tego właśnie przejaw widzę we wspomnianym projekcie. Nie oznacza to, że jest on doskonały, ale na tym etapie – początku dyskusji – to chyba normalne. Jeżeli udoskonalony projekt pozwoli zakończyć kompromitujące środowisko sędziowskie i obniżające jego autorytet spory, a w konsekwencji da nadzieję na zwiększenie wydajności pracy sędziów, to nie ma powodów, by się nim nie zajmować dalej.





