Sędzia, były członek i rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa złożył właśnie do Izby Pracy i Polityki Społecznej SN pozew w którym domaga się wyjaśnienia statusu sędziego Kamila Zaradkiewicza, który tymczasowo pełni obowiązki I prezesa SN. W pozwie domaga się, by SN odsunął go od orzekania oraz od wykonywania tej funkcji.    

Patrycja Rojek-Socha: Co było przyczyną skierowania tego pozwu do SN? 

Waldemar Żurek: Jest kilka aspektów tej sprawy, między innymi jedna z moich dyscyplinarek. Dotyczy zresztą wypowiedzi na państwa portalu i oceny samego umocowania jako sędziego pana Kamila Zaradkiewicza. Konsekwentnie to kwestionuję, ponieważ po orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości UE wiemy już, że Izba Dyscyplinarna nie jest sądem w rozumieniu prawa europejskiego. 

Wnosi pan o odsunięcie tymczasowego I prezesa SN i od orzekania i od wykonywanych funkcji. 

Sąd dyscyplinarny pierwszej instancji w Katowicach został do mojej sprawy wyznaczony prezes Izbę Dyscyplinarną SN. Tymczasem Sąd Najwyższy w swojej uchwale wskazał, że wszystkie orzeczenia wydane przez nią nie istnieją. Naszym zdaniem - dotyczy to też decyzji administracyjnych, które rzutują na mój proces, czyli wyznaczenia sądu dyscyplinarnego. Dlatego zażądaliśmy niejako reasumpcji tej decyzji. Czyli by sąd dyscyplinarny zwrócił się do I prezesa SN o skierowanie mojej sprawy do właściwej Izby - Izby Karnej. A ponieważ tę decyzję mógłby podejmować Kamil Zaradkiewicz, który w naszej ocenie nie został prawidłowo powołany na sędziego, więc wnosimy o zabezpieczenie. 

Czytaj: Sąd dyscyplinarny dla sędziego Żurka za wywiad dla Prawo.pl>>

Uchwała składu połączonych Izb Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020 r.(sygn. BSA I-4110-1/20) >>

A wyjaśnienie statusu? 

Rzecznik dyscyplinarny podnosi, że swoją wypowiedzą naruszyłem godność sędziego Zaradkiewicza, jako ten przymiot sędziowski, który musi mieć nieposzlakowaną opinię i nie powinien być podważany. W związku z tym - od tego zależy, czy zostanę skazany. Jeśli okaże się, że pan Zaradkiewicz nie jest sędzią, to oznacza to, że nie mogłem naruszyć jego sędziowskiej godności, kwestionując jego sposób powołania. 

Nie obawia się pan, że pozew trafi jednak do Izby Dyscyplinarnej. 

Złożony został do Izby Pracy, a skierowane tam pozwy na razie nie są przekazywane do Izby Dyscyplinarnej. Mam nadzieję, że rozpoznają go sędziowie legalnie powołani. Młyny sprawiedliwości zaczęły już mielić i mielą powoli, ale skutecznie. Zaskoczyło nas zabezpieczenie TSUE dotyczące Izby Dyscyplinarnej - i to w sytuacji gdy niby Trybunał Konstytucyjny działa, jest neoKRS, a Sąd Najwyższy zdaje się być przejęty.  Jestem też jednym z inicjatorów odwołania do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ws. przerwania naszej kadencji jako członków KRS. Wiem, że w przypadku sędziego Jacka Grzędy (zarzucił Polsce arbitralne przerwanie mandatu członka KRS) jest komunikacja polskiemu rządowi, który musi tłumaczyć się dlaczego ją przerwał.

 


Wierzy pan w skuteczność prawa? 

Wierzę w skuteczność prawa w państwach prawa. Nadal jesteśmy w UE, która opiera się na prawie i dopóty w niej jesteśmy, wierzę w sens takich działań. Gdybym nie uruchomił sprawy po przeniesieniu mnie do innego wydziału, nie byłoby pewnie pytania prejudycjalnego SN w składzie 7 sędziów do TSUE, dotyczącego tego czy członek Izby Kontroli Nadzwyczajnej jest sędzią unijnym. Wierzę, że dojdziemy do momentu, kiedy legalny sąd, polski Sąd Najwyższy, dokona takiej oceny. Moja dyscyplinarka na pewno jest istotna, nie tylko dla mnie ale dla wielu ludzi w Polsce, którzy bronią praworządności i kwestionują powołania przez KRS. Ale też i dla całego systemu prawnego. Gdybym nie wierzył, nie wytaczałbym tych spraw, bo nie jestem sądowym pieniaczem. Chce też dodawać odwagi sędziom, którzy mogą się znaleźć w podobnej sytuacji.