Czeszkiewicz: Sędziowskie sprawy immunitetowe trafią do sędziów dyscyplinarnych w sądach apelacyjnych
Naszym celem jest usprawnienie sędziowskich postępowań dyscyplinarnych i uwolnienie ich od ryzyka wpływu czynników politycznych. Dlatego proponujemy nie tylko zmianę modelu w zakresie sądów dyscyplinarnych, ale też w wyborze m.in. rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych i jego zastępców. Tu decydujący głos będzie miał samorząd sędziowski, a wejście samej ustawy w życie spowoduje przerwanie kadencji dotychczasowych rzeczników - mówi Dominik Czeszkiewicz, dyrektor Departamentu Nadzoru Administracyjnego w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Patrycja Rojek-Socha: Proponują Państwo odejście od modelu wyodrębnionych sądów dyscyplinarnych przy sądach apelacyjnych. Nie sprawdził się?
Dominik Czeszkiewicz: Głównym celem naszej propozycji jest odejście od rozwiązania, które mogłoby budzić jakiekolwiek wątpliwości co do wpływu ministra sprawiedliwości na skład tych sądów, a tym samym na sędziowskie postępowania dyscyplinarne. Nie zapominajmy bowiem, że dziś sądy te uznawane są za sądy specjalne, a jednym z głównych zarzutów, wobec nich jest właśnie to, że to minister decyduje, kto będzie sędzią dyscyplinarnym. Przepisy naszego projektu zakładają, że zadania sądów dyscyplinarnych pierwszej instancji będą wykonywać sądy apelacyjne działające w składzie trzech sędziów. Taki skład wyznaczany będzie w drodze losowania. Losowanie będzie odbywać się spośród sędziów danego sądu, którzy mają co najmniej ośmioletni staż pracy na stanowisku sędziego w tym sądzie, a także spośród sędziów sądu okręgowego delegowanych do pełnienia obowiązków sędziego w sądzie apelacyjnym i orzekających w sprawach karnych.
Czytaj: Wątpliwości, kto jest rzecznikiem dyscyplinarnym sędziów? MS proponuje ustawowy reset>>
Skąd ta granica ośmiu lat stażu?
W naszej ocenie taki staż daje gwarancję, że sprawami dyscyplinarnymi będą zajmować się osoby doświadczone. Powiedzmy wprost: sprawy dotyczące sędziów, które mogą wiązać się z możliwymi, poważnymi konsekwencjami dla ich kariery zawodowej, powinni rozpoznawać sędziowie, w tym karniści z dużym doświadczeniem. Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, w której takie sprawy trafiają do sędziego, który dopiero co został awansowany do sądu apelacyjnego i nie ma jeszcze odpowiedniego doświadczenia w orzekaniu w tego rodzaju sprawach.
Z drugiej strony, w składzie ma być też sędzia delegowany z sądu okręgowego. Czy sędziowie sądów rejonowych nie poczują się pominięci?
Założenie było takie, żeby te składy obejmowały sędziów z doświadczeniem w sądach różnych instancji. Oczywiście były też postulaty, by w składach znaleźli się sędziowie sądów rejonowych, ale trudno sobie wyobrazić delegowanie sędziego z sądu rejonowego bezpośrednio do sądu apelacyjnego. Zaproponowaliśmy również, żeby w składach orzekających w sprawach dyscyplinarnych zasiadał sędzia sądu okręgowego - doświadczony karnista delegowany do sądu apelacyjnego. Istotne jest dla nas, aby sędziowie dyscyplinarni mieli zróżnicowane doświadczenia, a tym samym także różne perspektywy. Chodzi o to, by w składzie orzekającym nie była reprezentowane wyłącznie perspektywa sądu apelacyjnego. Tym bardziej, że projekt zakłada również, iż te właśnie sądy dyscyplinarne zajmą się sędziowskimi immunitetami.
Czytaj: MS chce zmian w sędziowskich dyscyplinarkach; odchodzi od wyodrębnionych sądów dyscyplinarnych>>
Sędziowskie dyscyplinarki przed sędziami apelacyjnymi, czy z wszystkich instancji?>>
Kożuchowska-Warywoda: Potrzebny tryb odwoływania rzeczników dyscyplinarnych>>
Czyli sprawy te nie będą już trafiać w pierwszej instancji do Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego?
Generalnie wiemy, jakie wątpliwości, także widoczne w orzecznictwie trybunałów międzynarodowych, budzą obie tzw. nowe izby Sądu Najwyższego. Nasza propozycja wynika jednak także z tego, że postępowania dotyczące uchylenia immunitetu sędziom trwają w Sądzie Najwyższym bardzo długo. To oznacza, że postępowania wobec sędziów, w których istnieją podstawy do zbadania ich odpowiedzialności, mogą się latami przedłużać. Chcemy ten mechanizm usprawnić tak, aby immunitet nie stawał się przeszkodą w sprawnym prowadzeniu postępowań. Mamy takie przykłady, w których próby uchylania immunitetu sędziemu przeciągają się na lata. To niczemu nie służy, takie sprawy powinny być jak najszybciej wyjaśnione i zakończone. Dlatego chcemy je przekazać do sądów dyscyplinarnych w sądach apelacyjnych.
Celem jest oczywiście poprawa sprawności postępowań, ale chcemy też zabezpieczyć się na wypadek, gdyby sprawy dyscyplinarne dotyczyły sędziów z konkretnych apelacji. Minister Sprawiedliwości wyda rozporządzenie, które wprowadzi stałe przyporządkowanie sądów apelacyjnych do rozpoznawania spraw dyscyplinarnych sędziów spoza własnej apelacji. Co istotne, przyjęliśmy zasadę, że sędziowie z apelacji, której sąd rozpoznaje sprawy dyscyplinarne sędziów z innej apelacji, sami nie będą podlegali właściwości tego sądu dyscyplinarnego. Chodzi o to, by wykluczyć sytuację, w której sąd dyscyplinarny rozpoznaje sprawę sędziego z własnego obszaru. W ten sposób unikniemy konfliktu interesów.
Czy biorąc pod uwagę większy zakres spraw, bo także te immunitetowe, i zmianę modelu sądów dyscyplinarnych, sądy apelacyjne nie będą zbyt obciążone?
Nie ma takiego ryzyka. Zresztą nie wywracamy, mówiąc kolokwialnie, modelu sądów dyscyplinarnych do góry nogami, a właściwie wracamy do rozwiązań, które już wcześniej funkcjonowały. Założyliśmy, że w ten sposób uda się to zrobić najszybciej i najlepiej, bez szkody dla postępowań dyscyplinarnych. Których zresztą nie ma też dużo, raptem kilkadziesiąt na sąd. Gros spośród tych spraw dotyczy jeszcze odwołanych rzeczników dyscyplinarnych czy członków tzw. neo-KRS. Ale powtórzę, nie jest tak, że „nowe” sądy dyscyplinarne, czyli sądy apelacyjne, zostaną zarzucone dużą liczbą sędziowskich dyscyplinarek czy spraw immunitetowych.
Szykują się też zmiany w zakresie powoływania rzeczników dyscyplinarnych, ale tego, czego w projekcie brakuje, to możliwość przerwania kadencji rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych i jego zastępców. Nie ma już takiej potrzeby?
Zacznijmy od tego, że proponujemy włączenie samorządu sędziowskiego w wybór rzecznika dyscyplinarnego i jego zastępców. Zgodnie z projektem kandydatów wskazywać będzie Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądów Apelacyjnych, a minister sprawiedliwości powoła następnie wybranych kandydatów na czteroletnią kadencję. Myślę, że to duża zmiana. W ostatnich latach sporo mówiło się o wadach dotychczasowego rozwiązania, zgodnie z którym to minister wyznacza rzecznika i jego zastępców. Oczywiście regulacja jest obecnie na etapie opiniowania, zapewne będą do niej zgłaszane uwagi. Wiem, że dużo mówiło się o potrzebie uregulowania możliwości odwoływania głównego rzecznika dyscyplinarnego i jego zastępców, zwłaszcza w sytuacjach oczywistych, na przykład wtedy, gdy toczą się wobec nich postępowania dyscyplinarne. Tyle że dotyczyło to osób powołanych na te stanowiska przez ministra, czyli sytuacji, gdy istniało spore ryzyko upolitycznienia tych funkcji. Po zaproponowanych zmianach, podkreślę jeszcze raz, kandydatów na przyszłych rzeczników wskazywać będzie samorząd sędziowski.
Czyli takie zabezpieczenie nie będzie już potrzebne?
Poczekajmy na efekt opiniowania i to, jak do tej kwestii odniosą się sądy. Naszym celem jest zapewnienie apolityczności tych stanowisk. Zresztą sam projekt zakłada swoisty reset. Ponieważ zgodnie z zaproponowanymi rozwiązaniami z dniem wejścia w życie ustawy mają wygasnąć kadencje Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Wojskowych, Zastępców Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Wojskowych, zastępców rzecznika dyscyplinarnego działających przy sądach apelacyjnych oraz zastępców rzecznika dyscyplinarnego działających przy sądach okręgowych. Oczywiście ci sędziowie będą mogli kandydować ponownie na te stanowiska, ale chcemy, żeby wraz z wejściem w życie noweli przeprowadzono, zgodnie z jej przepisami, wybór nowych rzeczników.
Jak rozumiem, chodzi o obecnych rzeczników, powołanych przez ministrów Adama Bodnara i Waldemara Żurka?
Chcemy postawić grubą kreskę i zakończyć dyskusje na temat tego, kto jest, a kto nie jest rzecznikiem dyscyplinarnym czy jego zastępcą mimo, że mamy w tej sprawie jasno określony pogląd, poparty opinią obecnej, prawidłowo obsadzonej Krajowej Rady Sądownictwa, orzecznictwem Sądu Najwyższego. Projekt ma tę sytuację uporządkować. Nowelizacja daje szansę na to, by dokonać wyboru rzeczników dyscyplinarnych przy udziale samorządu sędziowskiego, z uwzględnieniem najwyższych standardów. To jest nasz główny cel.
Nie będzie problemu z kandydatami?
Nie przewiduję, żeby pojawiły się takie problemy. Po pierwsze, pełnienie tych funkcji nie wiąże się co do zasady z aż tak dużym obciążeniem obowiązkami, oczywiście z pewnymi wyjątkami. Po drugie, zmniejszyliśmy rzecznikom wskaźniki obciążenia wpływem. Dotyczy to nie tylko głównych rzeczników dyscyplinarnych, ale również ich zastępców działających przy sądach apelacyjnych i okręgowych. Oczywiście są miasta i sądy, w których to obciążenie pracą jest większe. Natomiast nie obawiam się o to, że zabraknie kandydatów na te stanowiska.







