Dlaczego postępowania grupowe w Polsce nadal są niszowe – i co mogłoby to zmienić?
19 lipca przypada kolejna rocznica wejścia w życie ustawy o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym. Po szesnastu latach funkcjonowania mechanizmu warto zadać pytanie, dlaczego postępowania grupowe nadal pozostają w Polsce rozwiązaniem wykorzystywanym stosunkowo rzadko, mimo że zostały stworzone właśnie do rozwiązywania sporów masowych - pisze Agnieszka Trzaska-Śmieszek, adwokatka, partner w KKG Legal.

Gdy ponad szesnaście lat temu rozpoczęto prace nad polskim modelem collective redress, Polska należała do europejskich pionierów. Mechanizm zbiorowego dochodzenia roszczeń miał zwiększyć dostęp do wymiaru sprawiedliwości, poprawić efektywność rozpoznawania sporów masowych i ograniczyć konieczność prowadzenia setek lub tysięcy podobnych postępowań.
Debacie wokół nowych regulacji towarzyszyły jednak skrajne emocje. Z jednej strony pojawiał się entuzjazm związany z możliwością skuteczniejszej ochrony praw konsumentów i innych poszkodowanych. Z drugiej – obawy przedsiębiorców przed niekontrolowanym wzrostem liczby sporów wzorowanych na amerykańskich class actions.
Po początkowym zainteresowaniu przyszło jednak rozczarowanie. Oczekiwania wobec nowego narzędzia okazały się znacznie większe niż jego praktyczne wykorzystanie.
Od tego czasu ustawa była wielokrotnie nowelizowana, w tym w sposób szczególnie istotny przy okazji implementacji dyrektywy 2020/1828 o powództwach przedstawicielskich. Mimo to postępowanie grupowe nadal nie stało się naturalnym wyborem w sprawach masowych.
Czy rzeczywiście powództw grupowych jest tak mało?
Wbrew obiegowym opiniom postępowań grupowych w Polsce nie jest aż tak niewiele.
Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że od wejścia ustawy w życie do końca 2025 r. wszczęto około 400 postępowań grupowych.
To liczba istotna. Problem polega jednak na skali odniesienia. Polskie sądy odnotowują co roku około 10 milionów nowych spraw cywilnych i gospodarczych. Na tym tle postępowania grupowe pozostają rozwiązaniem niszowym. Co więcej, nawet spory o charakterze masowym, naturalnie predestynowane do rozpoznania w trybie grupowym, nadal rozpoznawane są głównie w postępowaniach indywidualnych.
Powstaje więc pytanie: dlaczego mechanizm stworzony właśnie do obsługi sporów masowych jest wykorzystywany tak rzadko?
Problem nie leży przede wszystkim w ustawie
Po szesnastu latach funkcjonowania ustawy coraz wyraźniej widać, że głównym problemem nie jest już sama konstrukcja przepisów. Problemem pozostaje praktyka ich stosowania.
Postępowanie grupowe pozwala na wspólne dochodzenie roszczeń przez co najmniej dziesięć osób, których sytuacja jest wystarczająco podobna. W polskim systemie obecnie funkcjonują dwa podstawowe modele:
- klasyczne postępowanie grupowe,
- przedstawicielskie postępowanie grupowe prowadzone przez podmiot upoważniony.
Zakres spraw, które mogą być rozpoznawane w trybie grupowym, jest relatywnie szeroki. Obejmuje m.in. sprawy konsumenckie, odpowiedzialność za produkt niebezpieczny, niewykonanie lub nienależyte wykonanie umów, bezpodstawne wzbogacenie czy określone roszczenia związane z naruszeniem zbiorowych interesów konsumentów.
Czytaj w LEX: Zbiorowe roszczenia konsumenckie - zmiany w ustawie o dochodzeniu roszczeń grupowych >
Mechanizm ten nie odbiega istotnie od rozwiązań funkcjonujących w innych państwach europejskich. Dlaczego więc jego potencjał pozostaje w dużej mierze niewykorzystany?
Bariery rozwoju postępowań grupowych
1. Niewystarczająca znajomość mechanizmu
Pierwszym problemem pozostaje ograniczona znajomość postępowania grupowego. Mimo ponad 16 lat obowiązywania ustawy, mechanizm ten wciąż nie zajmuje istotnego miejsca w edukacji prawniczej. Dotyczy to zarówno programu studiów, jak i kształcenia aplikantów. Trudno oczekiwać szerokiego wykorzystywania instrumentu, którego uczestnicy rynku nie znają wystarczająco dobrze.
2. Brak specjalizacji sądów i aktywnego zarządzania sprawami
Drugim problemem jest rozproszenie właściwości sądów.
Sprawy grupowe trafiają obecnie do sądów okręgowych w całym kraju. Oznacza to, że potencjalnie mogą być rozpoznawane przez kilkadziesiąt różnych sądów i setki sędziów, którzy niekoniecznie mają doświadczenie w prowadzeniu tego rodzaju postępowań.
Tymczasem specyfika postępowania grupowego znacząco różni się od klasycznego procesu pomiędzy dwoma podmiotami. W sprawach grupowych sąd nie rozpoznaje jednego sporu pomiędzy jednym powodem i jednym pozwanym. W praktyce zarządza postępowaniem, które może dotyczyć kilkudziesięciu, kilkuset, a czasem nawet kilku tysięcy osób.
Doświadczenia państw, w których mechanizmy collective redress funkcjonują najlepiej, pokazują, że skuteczne prowadzenie takich spraw wymaga nie tylko dobrej regulacji, ale również aktywnej roli sądu oraz odpowiedniego zarządzania postępowaniem.
Obecnie nie istnieją jednak szczególne zachęty instytucjonalne, które skłaniałyby sędziów do traktowania spraw grupowych inaczej niż zwykłych sporów indywidualnych. Z perspektywy organizacyjnej sprawa obejmująca tysiąc osób i sprawa obejmująca jednego powoda funkcjonują często na bardzo podobnych zasadach. Trudno uznać takie podejście za optymalne.
Właśnie dlatego warto rozważyć utworzenie wyspecjalizowanych wydziałów lub sądów dedykowanych postępowaniom grupowym, podobnie jak miało to miejsce w przypadku sądów własności intelektualnej. Koncentracja tego rodzaju spraw mogłaby przyczynić się do sprawniejszego zarządzania procesem i zwiększenia kompetencji sędziów w zakresie specyfiki collective redress.
Ma to szczególne znaczenie w postępowaniach grupowych, których jedną z największych bolączek pozostaje czas trwania. Postępowania grupowe są z natury bardziej złożone niż klasyczne procesy, a do tego już sam ich model zakłada dwa dodatkowe etapy poprzedzające merytoryczne rozpoznanie sprawy: fazę badania dopuszczalności postępowania grupowego, czyli tzw. certyfikację, oraz fazę kształtowania się grupy. Jeżeli dodać do tego ogólne problemy związane z długością postępowań sądowych w Polsce, otrzymujemy mechanizm, który w teorii miał zwiększać efektywność rozpoznawania sporów masowych, ale w praktyce bywa postrzegany jako zbyt czasochłonny.
Specjalizacja sądów nie rozwiązałaby wszystkich problemów. Mogłaby jednak stać się jednym z najważniejszych impulsów zwiększających efektywność postępowań grupowych i przywrócić tej instytucji rolę, dla której została stworzona – skutecznego rozwiązywania sporów masowych.
3. Zbyt mało debaty o praktyce
Trzecim problemem jest ograniczona debata dotycząca praktycznego funkcjonowania systemu.
Przez lata dyskusja koncentrowała się głównie na zmianach legislacyjnych. Znacznie mniej uwagi poświęcano pytaniu, dlaczego w praktyce wiele spraw grupowych trwa tak długo oraz jak zwiększyć skuteczność tego mechanizmu.
Doświadczenia związane ze sporami frankowymi pokazały, że rynek nadal nie wypracował efektywnego modelu rozwiązywania sporów masowych. Sprawy te są dobrym przykładem problemu systemowego: zagadnienia prawne często się powtarzają, liczba spraw jest ogromna, a mimo to zasadniczy ciężar ich rozpoznania spoczywa na postępowaniach indywidualnych. Nie oznacza to, że mechanizm grupowy nie był w tym kontekście testowany. Był. Problem polega jednak na tym, że dla wielu konsumentów udział w sprawie grupowej oznaczał dłuższe oczekiwanie na rozstrzygnięcie niż dochodzenie roszczeń indywidualnie.
To pokazuje, że sam mechanizm nie wystarczy. Potrzebne są także sprawna organizacja postępowania, aktywne zarządzanie sprawą i większa przewidywalność co do czasu trwania poszczególnych etapów.
4. Ustawa nie wymaga rewolucji, ale wymaga dalszego rozwoju
Nie oznacza to oczywiście, że obowiązujące przepisy nie powinny być dalej rozwijane. Po szesnastu latach funkcjonowania ustawy można wskazać obszary, w których nawet stosunkowo niewielkie zmiany mogłyby przełożyć się na szersze wykorzystanie mechanizmów grupowych.
Dotyczy to w szczególności przedstawicielskich postępowań grupowych, wprowadzonych do polskiego porządku prawnego w wyniku implementacji dyrektywy 2020/1828. Celem tej regulacji było stworzenie skutecznego mechanizmu ochrony konsumentów w sytuacjach, gdy skutki naruszeń dotykają dużych grup osób. Warto zastanowić się, czy kryteria dla rodzimych organizacji konsumenckich co do uzyskania wpisu do rejestru podmiotów upoważnionych nie powinny być złagodzone, aby takich podmiotów było więcej.
Być może potrzebna jest jednak także bardziej odważna dyskusja o kierunku dalszego rozwoju polskiego modelu collective redress. Warto rozważyć możliwość wprowadzenia – przynajmniej w wybranych kategoriach spraw – modelu opt-out. W takim systemie osoby objęte skutkami określonego zdarzenia stawałyby się członkami grupy automatycznie, chyba że wyraźnie zdecydowałyby o rezygnacji z udziału w postępowaniu.
Obecnie polski system opiera się na modelu opt-in, wymagającym aktywnego przystąpienia do grupy. Rozwiązanie to wzmacnia autonomię jednostki, ale jednocześnie powoduje, że stworzenie dużej grupy wymaga znacznego wysiłku organizacyjnego, wydłuża postępowanie oraz ogranicza efekt skali, który jest jednym z podstawowych celów mechanizmów collective redress.
Coraz więcej państw europejskich decyduje się bowiem na szersze wykorzystanie rozwiązań opt-out, zwłaszcza w obszarze ochrony konsumentów, naruszeń prawa konkurencji czy innych spraw o wyraźnie masowym charakterze, czyli tam, gdzie potencjalne korzyści wynikające z koncentracji roszczeń są największe.
Dyskusja o modelu opt-out jest istotna także z perspektywy przedsiębiorców – taki model może bowiem oznaczać możliwość szybszego i bardziej kompleksowego zakończenia sporów obejmujących dużą liczbę poszkodowanych, zamiast prowadzenia setek lub tysięcy indywidualnych postępowań.
Praktyka, a nie przepisy
Po szesnastu latach funkcjonowania ustawy coraz wyraźniej widać, że czas przejść od debaty o przepisach do debaty o praktyce. Dziś nie chodzi już o to, czy Polska potrzebuje mechanizmów zbiorowego dochodzenia roszczeń. Największym wyzwaniem jest sprawienie, aby działały one szybciej, skuteczniej i były wykorzystywane wszędzie tam, gdzie ich zastosowanie może przynieść realne korzyści zarówno uczestnikom rynku, jak i wymiarowi sprawiedliwości.
Autorka: Agnieszka Trzaska-Śmieszek, adwokatka, partner w KKG Legal
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.








