Gody żurawi, bawiąca się rodzinka borsuków, wędrująca wataha wilków, łosie przy wodopoju - m.in takie filmiki z rejestratorów zamieszczją regularnie na portalach Wigierski czy Biebrzański Park Narodowy.

Współczesne fotopułapki potrafią dzięki zainstalowanym modułom GSM wysyłać do badaczy SMS ze zdjęciami. Pomocne w pracy fotopułapek są czujniki ruchu, a nocą - podczerwień. Działają niezależnie od pogody. Nagrywają też krótkie filmiki, które pokazują zachowania zwierząt w naturalnych sytuacjach, bez reżyserii.

 

"Zbieranie nagrań to dobra metoda, trudniejsza jest analiza wielogodzinnego materiału, jego przeglądanie wymaga czasu. Wyzwaniem technicznym jest katalogowanie i archiwizacja" - mówi PAP dyrektor Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży dr hab. Rafał Kowalczyk.

Badacze z Instytutu używają obecnie około 200 fotopułapek na potrzeby różnych projektów badawczych. Dzięki tym urządzeniom można na przykład badać rozmieszczenie i zachowania zwierząt, szacować ich liczebność, określać strukturę wiekową, rozrodczość, sprawdzać jak często drapieżnik wraca do swojej ofiary, kto korzysta z nim ze wspólnej stołówki. Można też potwierdzać przypuszczenia lub je wykluczać czy też wykrywać obecność rzadkich gatunków albo inwazyjnych.

 

Za najbardziej "sensacyjną" wiedzę, jaką udało się uzyskać białowieskim naukowcom dzięki zdjęciom z fotopułapek Kowalczyk uznał informację o szopie praczu, który przywędrował do Puszczy Białowieskiej. Szopa zarejestrowała w połowie lutego 2015 r. fotopułapka IBS PAN zainstalowana, by monitorować duże drapieżniki w obszarze ochrony ścisłej Białowieskiego Parku Narodowego. Była to pierwsza informacja o szopie odnotowana w Puszczy Białowieskiej. Na razie naukowcy nie wiedzą, czy szopów jest więcej i jakie będą skutki pojawienia się tego obcego drapieżnika.

Dyrektor IBS mówi, że fotopułapki są cennym narzędziem w badaniach nad kotowatymi. Dzięki charakterystycznemu układowi cętek można na zdjęciach rozpoznawać konkretne osobniki rysi czy jaguarów.

Zebrany materiał pozwala analizować zachowania zwierząt, jak reagują na aktywność ludzi, albo przejeżdżające auta, ile czasu żerują, co jedzą, kiedy są aktywne. W badaniach wykonanych w IBS PAN przez zespół pod kierownictwem dr. hab. Driesa Kuijpera o wpływie wilków na odnowienie lasów wykazano, że zwierzyna unika wilków. W eksperymencie, w którym wykładano wilcze odchody i obserwowano zachowanie jeleni okazało się, że zwierzęta wyczuwają zagrożenie i omijają te miejsca lub są bardziej czujne.

 

Fotopułapki były też zastosowane przez drogowców do monitoringu przemieszczeń zwierząt pod starym mostem na rzece Narew w Żółtkach na trasie Białystok-Warszawa, gdzie ekolodzy postulowali podniesienie jego konstrukcji, gdyż rzekomo nie mogą pod nim przechodzić łosie. Fotopułapki rejestrowały sytuację pod mostem przez dwa ostatnie lata. Potwierdzono zaledwie pięć przejść łosi w poprzek konstrukcji mostu, co ma świadczyć o tym, że przechodzą tamtędy swobodnie.

Co prawda nie podjęto jeszcze decyzji co dalej z mostem, ale z przeprowadzonych obserwacji wynika, że miejsce to nie jest głównym szlakiem migracyjnym łosi. Jak poinformował PAP rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Białymstoku Rafał Malinowski, dzieje się tak prawdopodobnie ze względu na uwarunkowania terenowe, ale też to, że w tym miejscu niemal ciągle są obecni ludzie. Oprócz głównie saren, zajęcy i lisów najczęściej fotografowani byli ludzie: ciekawscy, turyści, wędkarze. To im fotopułapki zrobiły najwięcej, bo około sześciu tysięcy zdjęć.

Ludzie spotykający rozstawiony sprzęt w lesie czy przy drogach, również zmienili swoje podejście do tej formy obserwowania i badania przyrody. Rafał Kowalczyk mówi, że jeszcze kilka lat temu często zdarzały się kradzieże fotopułapek. Teraz natomiast ludzie wiedzą, że takie urządzenia służą do monitoringu i często zdarza się, że z sympatii machają do obiektywu.(PAP)