Branża turystyczna nie jest jednorodna, a fakt ten często umyka w debacie publicznej - podkreślali uczestnicy webinarium pt.  „Przemysł Spotkań i Turystyka. Rzeczywistość, Strategia Odbudowy i Komunikacja” zorganizowanego przez Pracodawców RP oraz Stowarzyszenie Organizatorów Incentive Travel SOIT.
- Hotele i firmy związane z indywidualnym klientem krajowym powoli ruszają z miejsca, ale firmy związane z obsługą klienta biznesowego, transportem oraz organizatorzy pracujący z klientem zagranicznym stoją całkowicie - mówi Łukasz Adamowicz, wiceprezesa Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel (SOIT). - Sytuacja robi się dramatyczna dla najmniejszych, często jednoosobowych podmiotów, którym za sześć dni kończy się jakakolwiek pomoc. Widmo sześcio-, a nawet dziewięciomiesięcznej luki przychodowej powoduje uzasadnione obawy o płynność wśród przedsiębiorców z sektora małych i średnich przedsiębiorstw – powiedział Adamowicz. Tymczasem rząd decyzje w sprawie branży, która generuje 6,3 proc. PKB, podjąć dopiero po wakacjach.

 


Pomoc po wakacjach nie uratuje branży

- Resort chce monitorować sytuację przez wakacje i potem podejmować dalsze decyzje - powiedziała Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju, uczestnicząca w webinarium. I dodała, że obecnie sektor turystyczny ma tarczę finansową i bon turystyczny. Według przedstawicieli branży czas wakacji może być jednak właśnie tym okresem, w którym wiele firm zakończy działalność. - Potrzebna jest szybka, krótkoterminowa pomoc płynnościowa, dłuższe postojowe dla przewodników pilotów i innych osób działających jednoosobowo w sektorze oraz zmniejszenia kosztów pracy. Inaczej fala zwolnień i upadłości we wrześniu będzie mieć ogromną skalę - ostrzega Łukasz Adamowicz. Marcin Mączyński, sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego (IGHP) wyliczył, że branża, która ma spadek obrotów na poziomie 75 proc., dostała na jednego pracownika średnio 15 tys. złotych.
- Tymczasem mikrofirmy przy takim spadku dostawały maksymalnie 34 tysiące złotych
- mówił Mączyński. I dodał, że już teraz 87 proc. hoteli ma problemy z utrzymaniem płynności finansowej. Dlatego zdaniem branży najważniejsze jest utrzymanie właśnie płynności, co bez pomocy rządu jest niemożliwe. Wydaje się jednak, że Ministerstwo Rozwoju nie dysponuje tak alarmującymi danymi.
Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP, zauważył, że najwyraźniej strona branżowa oraz rządowa dysponują rozbieżnymi danymi. I dodał, że dlatego cykliczny dialog jest niezbędny.

Czego oczekuje branża

Branża oczekuje pakietu stymulującego polską branżę spotkań. Jego podstawowe założenia to: obniżenie VAT na organizację konferencji do 8 proc., możliwość uwzględnienia organizacji spotkań w kosztach uzyskania przychodu, możliwość wykorzystania środków zgromadzonych na Funduszu Socjalnym na organizację spotkań pracowniczych. To pomogłoby części firm przetrwać trudny okres. Z danych IGHP wynika bowiem, że w długi weekend , a więc już po odmrożeniu gospodarki, tylko 11 proc. obiektów zanotowało ponad 40 proc. obłożenia. Uczestnicy debaty podkreślali, że w innych krajach Unii, np. Niemczech, władze przygotowały pomoc sektorową, dopasowaną do potrzeb konkretnej branży. - Pomoc jesienią, gdy leasingodawca przyjdzie po autokar, sprzęt nagłaśniający, namioty, będzie za późno. Wówczas nasze firmy w trudnej sytuacji finansowej będą atrakcyjnym kąskiem dla zagranicznych inwestorów, firm z krajów, w których jest przygotowana realna pomoc dla branży - mówili uczestnicy webinarium. Niektórzy już dostają telefony od zagranicznych funduszy inwestycyjnych i kancelarii prawnych z pytaniami, o hotele w dobrej lokalizacji do przejęcia w dobrej cenie.