Od 1 stycznia 2019 r. obowiązują nowe normy zatrudnienia pielęgniarek i położnych. Wprowadza je rozporządzenie dotyczące lecznictwa szpitalnego.
Liczba zatrudnionych pielęgniarek jest zależna od liczby łóżek. Na oddziałach zachowawczych trzeba zatrudnić 0,6 specjalistki na łóżko, w zabiegowych - 0,7, a na oddziałach dziecięcych - 0,8. W efekcie dostosowywania się do tych zmian tylko z podkarpackich szpitali zniknęło 540 łóżek. Ministerstwo zdrowia w lutym podawało, że tylko w ciągu stycznia tego roku w całej Polsce zlikwidowano blisko 3 tysiące miejsc w szpitalach. 

Dyrektorzy szpitali, którzy nie byli w stanie zatrudnić odpowiedniej liczby pielęgniarek, najpierw musieli zlikwidować część łóżek na oddziałach, ale teraz dostawiają kolejne. Pielęgniarki z województwa podkarpackiego alarmują, że menadżerowie szpitali z ich województwa nagminnie obchodzą prawo. Pielęgniarki podają, że łóżka ponadlimitowe, czyli tzw. dostawki dyrektorzy ustawiają najczęściej na internie, oddziałach zabiegowych, oddziałach dziecięcych i ortopedii. Personelu medycznego jednak w szpitalach nie przybywa i większą liczbą pacjentów muszą opiekować się te same pielęgniarki.


Resort zdrowia: Zlikwidowano blisko 3 tysiące łóżek, ale nie ma zagrożenia dostępności - czytaj tutaj>>

 

Pielęgniarki raportują

- Będziemy wpisywać do swojego raportu jak wygląda faktyczne obłożenie oddziałów. Nieprawidłowości zgłosimy bezpośrednio do ministra zdrowia, aby zwrócić jego uwagę, że pracodawcy nie stosują się do nowych norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych - mówi dr. nauk o zdrowiu Halina Kalandyk, przewodnicząca zarządu regionalnego podkarpackiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. 

Dla zarządzających szpitalami i ich właścicieli, czyli samorządów ocena jakiej dokonują pielęgniarki w stosunku do działań dyrektorów szpitali, nie powinna być taka jednoznaczna. - Gdy idzie o liczenie łóżek na oddziałach szpitalnych panie pielęgniarki podchodzą do tego bardzo drobiazgowo. Spierają się z dyrektorami, aby dodawać do tej puli nawet łóżka dla rodziców dzieci hospitalizowanych w szpitalach. Dlaczego te łóżka mają być wliczane do limitu, skoro rodzicami pielęgniarki nie muszą się opiekować? - zastanawia się Marek Wójcik, ekspert ds. ochrony zdrowia ze Związku Miast Polskich.

Wójcik podkreśla, że w całym sporze między pielęgniarkami a dyrektorami nikt nie przyjrzał się definicji łóżka szpitalnego. - Nie zrobił tego także minister zdrowia ustalając w rozporządzeniu normy zatrudnienia pielęgniarek. Nigdzie zaś w przepisach nie ma definicji łóżka szpitalnego. To jest luka prawna, bo nie wiadomo wobec tego, co zliczać, a co nie do puli łóżek - zaznacza Marek Wójcik.

Wiceminister: Osiem złotych za poradę pielęgniarską to wstępna stawka - czytaj tutaj>> 

Zbigniew Góral, Dorota Karkowska, Tomasz Adam Karkowski

Sprawdź  
POLECAMY


Co jest łóżkiem?

Z informacji jakimi dysponuje Związek Miast Polskich wynika, iż dyrektorzy szpitali, zmuszeni przepisami i tak likwidują łóżka szpitalne, zwłaszcza na oddziałach internistycznych, czyli najbardziej potrzebnych w obliczu starzejącego się społeczeństwa.

Krystyna Barcik, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy, od początku 2019 r. zlikwidowała łącznie 40 łóżek, m.in. na chirurgii, na internie i na neurologii. - Nie mieliśmy odpowiedniej liczby pielęgniarek i nie było innego wyjścia. NFZ  dość rygorystycznie podchodzi do norm, bo są u nas kontrole co do stanu zatrudnienia i spełniania warunków kontraktu z Funduszem - zaznacza Krystyna Barcik. Jednak przyznaje, że liczy na to, że personel pielęgniarski będzie łatwiej znaleźć, bo szpitale powiatowe są w ciężkiej sytuacji i są zmuszone likwidować oddziały.

Coraz więcej uczelni chce uczyć pielęgniarki, ale nadal są ogromne braki - czytaj tutaj>>
 

Duże braki na Dolnym Śląsku

W całym województwie dolnośląskim, na terenie którego jest położona Legnica, brakuje obecnie ok. 1 tys. pielęgniarek. Ale jest światełko w tunelu, bo jak podał minister zdrowia, po raz pierwszy od lat wszystkie absolwentki studiów pielęgniarskich odebrały prawo wykonywania zawodu. W poprzednich latach średnio 30 proc. z nich nie zaczynało pracy w wyuczonym zawodzie. 

Mariola Łodzińska, wiceprezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych podaje, że coraz mniej pielęgniarek wyjeżdża do pracy za granicę. Samorząd pielęgniarski jeszcze w 2012 r. wydawał rocznie ok. 1200- 1300 zaświadczeń uprawniających przedstawicielki jego zawodu do wykonywania pracy za granicą, a w ostatnim roku przygotował już tylko 413 takich dokumentów.

- Zauważamy też coraz większe zainteresowanie studiami pielęgniarskimi i położniczymi wśród młodzieży. Tymczasem jeszcze kilka lat temu, nie wszystkie miejsca na studiach pielęgniarskich były zapełniane - mówi Mariola Łodzińska. Jej zdaniem wpływ na to pozytywne zjawisko mają m.in. wyższe wynagrodzenia. Pielęgniarka pracując na etacie w szpitalu może zarobić ok. 4,5 tys netto.

 

Pielęgniarki nadal nie dostały obiecanych podwyżek - czytaj tutaj>>