Eksperci od zarządzania kryzysowego i przedstawiciele samorządów mówią, że nowe przepisy w tej dziedzinie są potrzebne. Upubliczniony projekt ustawy porównują jednak do sałatki, do której wrzucono różne produkty: zarządzanie kryzysowe, obronę cywilną, szacowanie szkód, stany zagrożenia, Krajowy System Ratowniczo Gaśniczy…. Doprawiono sosem edukacji, dodano parę garści zapowiedzi inwestycji. A wszystko na bazie haseł: ochrona ludności cywilnej i stan klęski żywiołowej. Ale dr hab. Paweł Szmitkowski z Instytutu Nauk o Bezpieczeństwie Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach już nawet do owej bazy ma zastrzeżenia legislacyjne. 

Czytaj w LEX: Wykonywanie przez JST zadań w ramach obowiązku obrony >>>

Czytaj w LEX: Zadania JST w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny >>>

- Zarządzanie kryzysowe jest terminem szerszym niż ochrona ludności. Dlaczego więc termin szerszy jest definiowany w ustawie, która w tytule mówi o węższym wymiarze, jakim jest ochrona ludności. Mam wrażenie, że do jednego worka wrzucono wszystko to, co się komuś kojarzyło, jednocześnie mocno to mieszając. Czytając te przepisy pytanie rodzi pytanie – mówi Paweł Szmitkowski.

Ministerstwo spraw wewnętrznych i administracji wyjaśnia, że ustawa ma kompleksowo uregulować całość materii, załatać luki oraz wykorzystać doświadczenia nabyte podczas zmagań z kataklizmami naturalnymi, pandemią covid i wojną, która toczy się za wschodnią granicą. Przykładowo projekt przed wprowadzeniem stanu nadzwyczajnego proponuje trzy stany:

  • pogotowia (wprowadza go wojewoda lub minister spraw wewnętrznych),
  • zagrożenia (wprowadza go premier)
  • klęski żywiołowej (wprowadza go rada ministrów).

Więcej o głównych założeniach projektu przeczytasz w artykule: Będzie wielka rewolucja w zarządzaniu kryzysowym i obronie cywilnej>>

Czytaj w LEX: Funkcjonowanie jednostek samorządu terytorialnego w okresie stanu klęski żywiołowej >>>

 

 

Samorządy ironizują: Kryzys nie może być lokalny

Samorządowcy po wstępnych analizach projektu są krytyczni wobec zaproponowanych rozwiązań. Zarzucają, że projekt ustawy jest niespójny, chaotyczny, zagadnienia dotyczące danej sprawy są porozrzucane po całym, liczącym ponad 100 stron dokumencie.  Wytykają, że w wielu miejscach pojawiają się zaskakujące zapisy nakazujące wykonanie pewnych czynności lub przygotowanie dokumentów, mimo iż z treści poprzedzających artykułów wynika coś zupełnie innego. I mają generalną uwagę: - Ten projekt ubezwłasnowolnia jednostki samorządu terytorialnego w zakresie zarządzania kryzysowego – mówi Bernadeta Skóbel, radca prawny Związku Powiatów Polskich.

Czytaj w LEX: Zarządzanie kryzysowe na obszarze gminy - kwestie ogólne oraz uprawnienia wójta w zarządzaniu kryzysowym >>>

Samorządowcy i eksperci, z którymi rozmawiało Prawo.pl wskazują, że ochrona ludności ma skupiać wszystkie podmioty w jeden skoordynowany system podobnie jak obecnie funkcjonujące zarządzanie kryzysowe. Proponowana ustawa eliminuje miejscowe zagrożenia jako lokalne sytuacje kryzysowe niewymagające wprowadzenia poszczególnych stanów. Rząd wychodzi bowiem z założenia, że kryzys może mieć tylko duży rozmiar. W konsekwencji, wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci nie mogą sami nawet wprowadzić najniższego ze stanów - pogotowia (np. pogotowia przeciwpowodziowego), który polega m.in. na wydłużeniu pracy urzędów, wprowadzenia dyżurów. A to może mieć tragiczne konsekwencje dla obywateli.

WZORY DOKUMENTÓW:

 

 - Oczywiście, są stany i zagrożenia, które powinny być zarządzane centralnie, ale najczęściej mają one charakter miejscowy i powinny być kierowane z punktu widzenia potrzeb lokalnych. Może bowiem dojść do kuriozalnej sytuacji, że zanim w Warszawie ktoś podejmie decyzję, u nas w Krakowie woda już opadnie, a nam przyjdzie tylko szacować szkody – wskazuje Antoni Fryczek sekretarz miasta Krakowa.

- Każda sytuacja kryzysowa, która może przerodzić się kryzys zaczyna się w 90 procentach od szczebla lokalnego. Nie ma co od razu strzelać z armaty do wróbla, tylko trzeba dać autonomię a przede wszystkim narzędzia samorządom lokalnym, aby mogły swobodnie funkcjonować i działać kiedy kryzys obejmuje jedną lub dwie gminy – mówi dr hab. Paweł Szmitkowski.

Czytaj też: Zadania gmin w zakresie współpracy z ochotniczymi strażami pożarnymi >>>

Straż ze wszystkim sobie nie poradzi

Samorządowcy zwracają uwagę, że projektowany system reakcji na sytuacje kryzysowe opiera się na zarządzaniu nim przez państwową straż pożarną. A ostatnie dwa lata pokazały, że występują też inne zagrożenia, co do których jednostki straży pożarnej stanowiły jedynie wsparcie.

- Nie wszystkie sytuacje kryzysowe to sytuacje, którymi zarządza straż pożarna, bo kryzysem jest też stan epidemii, sytuacja związana z napływem uchodźców. Nie można o sytuacji kryzysowej myśleć tylko w charakterze powodzi, huraganu i pożaru – wskazuje Bernadeta Skóbel.

Pułkownik dr Franciszek Krynojewski, ekspert od obrony cywilnej, wykładowca Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa wskazuje, że projekt to zamach na Centra Zarządzania Kryzysowego w powiatach. Mają one generalnie przejść w struktury Państwowej Straży Pożarnej, która nie podlega staroście ani wójtowi, burmistrzowi czy prezydentowi. A to te organy odpowiadają za zarządzanie kryzysowe jak i za ochronę ludności zgodnie z ustawami o samorządach, które w projekcie ustawy nie znalazły odzwierciedlenia.

Projekt wprawdzie zakłada, że starostowie, w celu skutecznej realizacji zadań z zakresu ochrony ludności, mogą tworzyć powiatowe centra zarządzania kryzysowego, ale mogą je utworzyć przy stanowiskach kierowania komendantów powiatowych PSP.

- Dualizm w najczystszej postaci. Kto zatem odpowiada za zarządzanie kryzysowe w starostwie: starosta czy komendant powiatowy PSP? – pyta dr Franciszek Krynojewski. Uważa, że w ustawie powinien być wskazany jednoznacznie organ lub podmiot odpowiedzialny za kierowanie wszystkimi działaniami podejmowanymi w celu reagowania na zagrożenie. Samorządowcy zaś dodają tego, że proponowanie rozwiązanie może skutkować też pojawieniem się problemów lokalowych, technicznych i logistycznych

 

Omnibus wzbudza obawy

Projekt zakłada powstanie Krajowego Systemu Informacji o Zasobach Ochrony Ludności (SI OMNIBUS). Ma to być dobrze zabezpieczony, jednolity system teleinformatyczny, który pozwoli na zarządzanie i na bieżące weryfikowanie zarówno wszystkich zasobów (ludzkich, sprzętowych i magazynowych) od gmin, poprzez powiaty, województwa aż do organów centralnych organów. Zgodnie z projektem, przypadku stwierdzenia w OMNIBUS-ie braku wystarczających sił lub środków do realizacji zadań ochrony ludności na terenie powiatu lub gminy, wojewoda może wydać staroście lub wójtowi (burmistrzowi, prezydentowi miasta) polecenie ich uzupełnienia wskazując się rodzaj sił lub środków wymagających uzupełnienia oraz zakres tego uzupełnienia. Mają oni w ciągu 14 dni od dnia otrzymania polecenia, poinformować wojewodę o sposobie jego wykonania, a w przypadku stwierdzenia braku technicznych lub organizacyjnych możliwości jego wykonania, niezwłocznie przedstawić informację w tej sprawie.

- To akurat musi działać odwrotnie. Jeśli gmina nie może sobie poradzić z problemem, zwraca się o pomoc do starosty. Jeśli on nie jest w stanie tego zrealizować, zwraca się do wojewody o uzupełnienie sił i środków. Jeśli i wojewoda nie jest w stanie pomóc występuje do rządu o stosowną interwencję. A projekt przewiduje odwrotność działania i zrzucenie wszelkiej odpowiedzialności na samorząd, jakby gminy miały miliony w skarpecie. Nie można wykluczyć, że wojewoda wyda nakaz zakupu amfibii do ewakuacji powodzian  – zauważa płk Franciszek Krynojewski.

Antoni Fryczek wskazuje, że wojewoda może wydać polecenie uzupełnienia zapasów magazynowych, np. o sprzęt, który niekoniecznie jest potrzebny w danym mieście, ale może być potrzebny gdzie indziej, gdzie ktoś nie chce go kupić.  - Obawiamy się, obserwując choćby dystrybucję subwencji, że zapasy magazynowe w gminach mogą być uzupełniane kosztem budżetów dużych miast. I te zapasy będą w gestii władz centralnych, a od nas będzie się wymagało abyśmy je uzupełniali - mówi sekretarz miasta Kraków. Przypomina, że dziś zapasy magazynowe służą zabezpieczeniu potrzeb danej gminy.  

 - Zgodnie z projektem nasze zasoby, choć stanowią naszą własność, będą mogły być wykorzystane niekoniecznie w naszym mieście, ale np. do zwalczania powodzi w sąsiedniej gminie. A za chwilę przyjdzie do nas fala powodziowa, my tych zapasów nie będziemy mieli w wystarczającej ilości i do kogo mieszkańcy będą mieli pretensje? – pyta retorycznie Antoni Fryczek. 

Czytaj w LEX: Polecenia wydawane przez Prezesa Rady Ministrów w sytuacji kryzysowej wiążące JST >>>

 


W czasie kryzysu premier może wprowadzić komisarza

Obawy samorządów budzi też możliwość zawieszenia organów samorządu terytorialnego przez Prezesa Rady Ministrów na wniosek właściwego terytorialnie wojewody oraz ustanowienia komisarza rządowego, w przypadku odmowy wykonania skuteczności działań wynikających z wprowadzenia stanu pogotowia, stanu zagrożenia lub stanu klęski żywiołowej. Wskazują, że prowadzenie tego zapisu może, przy obecnej polaryzacji sceny politycznej prowadzić do nadużyć. Kryterium oceny jest nieprecyzyjne i rodzi duże wątpliwości. Niepokój budzi także zapis pozwala wójtowi/burmistrzowi/prezydentowi miasta na złożenie skargi na decyzję premiera dopiero 30 po dniach.