Bezpłatny e-book Najczęściej popełniane błędy w zakresie kontroli zarządczej w JST Pobierz e-booka
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Miliony na walkę z bezdomnością zwierząt, a system wciąż nie działa

Mimo rosnących wydatków gmin na opiekę nad bezdomnymi psami i kotami, raporty i kontrole pokazują narastające patologie w wielu schroniskach. System ukształtowany jest w taki sposób, że gminy przy wyborze schroniska mogą kierować się wyłącznie ceną. Nie ma szczegółowych regulacji i nadzoru nad tym, z kim gminy podpisują umowy.

pies lancuchowy buda podworko
Autor: Robert Horbaczewski

Niedawno głośno było o ujawnieniu zaniedbania zwierząt w prywatnych schroniskach, z którymi gminy mają podpisane umowy. Od lat o tym problemie mówili obrońcy praw zwierząt, a raport NIK z grudnia 2024 r. pokazał, że żadna skontrolowana przez NIK gmina nie zaplanowała i nie zorganizowała opieki nad zwierzętami bezdomnymi w sposób prawidłowy i rzetelny. W latach 2019-2023 objęte badaniem gminy wydały na te cele 14,3 mln zł, jednak około 90 proc. środków przeznaczyły na wyłapywanie bezdomnych zwierząt oraz na funkcjonowanie opiekujących się nimi schronisk. Koszty tych działań wzrosły przez cztery lata niemal dwukrotnie – z 2 mln zł do 3,7 mln zł. Już samo to pokazuje, że kluczem nie była profilaktyka, tylko zwalczanie konsekwencji, i to w sposób jednostronny.

Wśród dostrzeżonych przez NIK problemów było zawieranie umów na wyłapywanie zwierząt i prowadzenie schronisk z firmami, które nie miały zezwoleń na taką działalność. Mało tego, gminy często nie określały wymagań dla przedsiębiorców, dotyczących standardu sanitarnego zleconych usług czy ochrony środowiska. Większość badanych gmin nieprawidłowo dokonała wyboru wykonawcy zadań ujętych w gminnych programach, a umowy były niezgodne z przepisami lub nie zabezpieczały należytej realizacji zleconych usług, np. brakowało postanowień dotyczących transportu, losów zwierząt, adopcji, prawa kontroli na miejscu w schronisku czy kar umownych.

Już ponad rok temu NIK wskazał, że w 11 z 14 badanych schronisk nie zapewniono przebywającym tam zwierzętom właściwych warunków, a infrastruktura nie spełniała wymogów prawa. W ponad połowie schronisk pomieszczenia dla zwierząt nie spełniały wymogów dotyczących minimalnej powierzchni lub wysokości, a psy były utrzymywane w zbyt licznych grupach. Nie wszystkie podmioty zapewniały psom schronienie przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi.

Priorytetem są pieniądze

Od tego czasu sytuacja się nie poprawiła, a wręcz przeciwnie, problemy narastały, aż doszło do wybuchu.

Aktualnie priorytetem dla większości gmin jest wyłącznie cena, a nie dobro zwierząt, ponieważ gminy nadal na gruncie obowiązującej od prawie 30 lat ustawy o ochronie zwierząt nie zaakceptowały swoich obowiązków w zakresie zapobiegania bezdomności zwierząt i opieki nad nimi i nie chcą na te cele wydawać więcej pieniędzy niż absolutne minimum – wskazuje Agata Jędroś, radca prawny w Olesiński i Wspólnicy Sp. K.

Tymczasem są to takie same zadania, jak każde inne zadanie własne gminy. Schroniska mogą prowadzić organizacje społeczne, których statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, gminy, a także przedsiębiorcy. Nie każda gmina prowadzi własne schronisko, zwykle nie mają one na to środków.

Każda gmina ma jednak obowiązek zapewnienia bezdomnym zwierzętom miejsca w schronisku dla zwierząt. Stąd wiele gmin musi szukać schronisk albo wśród tych prowadzonych przez organizacje, albo przez podmioty prywatne – tłumaczy Emilia Kudasik-Gil, radca prawny prowadzący własną kancelarię.

Jak zauważa Agata Jędroś, w większości przypadków podpisują z podmiotami, które oferują najniższą cenę, a nie najlepszą opiekę (w tym np. weterynaryjną). W konsekwencji często zawierają umowy ze schroniskami oddalonymi nawet o setki kilometrów, nierzadko o wątpliwej reputacji.

Obserwacje te potwierdza Monika Filipkowska, członkini Stowarzyszenia Prawnicy na Rzecz Zwierząt i wolontariuszka w Fundacja Świat w Naszych Rękach. Jej zdaniem system schronisk działa w wielu miejscach na zasadzie zysku - im więcej zwierząt, tym więcej kasy (mnożenie gmin). Zwierzę siedzi za dniówki, a tam gdzie są ryczałty - zwierzęta znikają.

Nie ma systemu opieki nad wszystkimi zwierzętami bezdomnymi - najczęściej jest to pies, kotów gminy nie chcą widzieć. Nie ma kontroli gmin nad zwierzętami w schroniskach. Nikt nie sprawdza jakie są warunki, jak zwierzaki się mają. Jeśli schronisko jest prywatne często nie ma leczenia, nie ma kastracji, a jeśli są - to np. tylko za darowizny organizacji – mówi Monika Filipkowska.

Filipkowska zwraca też uwagę na to, że prywatne schroniska porozumiewają się, gdzie kto składa ofertę w przetargu, przez to mogą podawać stawki, które uznają za stosowne. Wiele z tych schronisk niechętnie widzi u siebie wolontariuszy, co wiąże się brakiem kontroli nad adopcjami oraz niezapewnianiem spacerów wielu psom.

 

Kontrola podstawą zaufania

Na gruncie obowiązujących przepisów można poprawić sytuację, ale potrzebne są zmiany w prawie, żeby system funkcjonował dobrze i żeby zwierzęta nie traciły, mimo wydawania ogromnych pieniędzy na walkę z ich bezdomnością. Zdaniem Agaty Jędroś schroniska powinny być lokalne, małe, aby nie dopuszczać do ich przepełnienia, prowadzone przez podmioty publiczne, które będą podlegać ścisłej kontroli. Nawet jeśli prowadzenie schroniska zostanie powierzone prywatnemu dzierżawcy, powinny to być sprawdzone organizacje zajmujące się ochroną zwierząt (w wielu schroniskach taki model się sprawdził).

Gmina nie powinna mieć dowolności, z kim podpisze umowę. Na pewno w przepisach powinny znaleźć się regulacje, w jakiej odległości od gminy może znajdować się schronisko, z którym gmina zawsze umowę – mówi Agata Jędroś.

Najlepiej by było, gdyby w każdym powiecie znajdowało się międzygminne schronisko i osobne schroniska w dużych miastach.

Zdaniem Emilii Kudasik-Gil problemem jest brak dostępności schronisk, powiązany z obowiązkiem zapewnienia bezdomnym zwierzętom miejsca w schronisku dla zwierząt przez każdą gminę. Można byłoby zastanowić się nad ewentualnym pomysłem stworzenia systemu dofinansowania przez państwo tworzenia przez jednostki samorządu terytorialnego schronisk lokalnych. Istotnym problemem jest też kwestia kontrolowania schronisk przez gminy. Obecnie w umowie pomiędzy gminą a schroniskiem trzeba zawierać zapisy umożliwiające przeprowadzenie kontroli warunków utrzymywania przekazanych przez tę gminę zwierząt. W praktyce jednak nie każde schronisko na takie kontrole zezwala.

W mojej ocenie wprowadzenie mechanizmu takich kontroli do umów jest niezbędne, nie tylko w celu nadzoru nad dobrostanem zwierząt, ale też kontroli wydatkowania środków gminnych - mówi Emilia Kudasik-Gil.

Są też schroniska, które ograniczają obecność wolontariuszy. Agata Jędroś uważa, że regulacje powinny przewidywać obowiązkowo udział czynnika społecznego w funkcjonowaniu schroniska, czyli wolontariatu, bez którego dobrostan zwierząt jest na dużo niższym poziomie. Powinny też przewidywać górne granice zarobku podmiotu prowadzącego schronisko, aby nie sprzyjać tzw. „pet biznesowi”, w którym zwierzęta stają się narzędziem do zarabiania pieniędzy, bez względu na ich dobrostan. Chodzi o to, żeby nie dochodziło do takich patologii, jak np. kradzieże psów z posesji, aby pobierać od gmin opłaty za odłowienie kolejnych psów itp.

Należy się przyjrzeć również temu dlaczego, pomimo rzekomych kontroli przeprowadzanych przez inspektoraty weterynarii, tak naprawdę do ujawnienia nieprawidłowości dochodzi dopiero po tym jak w sprawę angażują się organizacje zwierzęce, osoby prywatne i celebryci. I nagle dane schronisko jest zamykane w kilka dni, bo na jaw wychodzą makabryczne nadużycia, podczas gdy rzekomo wcześniej przez wiele lat według opinii urzędników miało działać bez zarzutu – mówi mec. Jędroś.

Nie można też pominąć kwestii sterylizacji i kastracji zwierząt, zarówno bezdomnych, jak i właścicielskich. Dofinansowanie zabiegów przez gminy pomaga rozwiązać problem bezdomności zwierząt u podstaw.

 

Polecamy prawnicze książki samorządowe