Zmień język strony
Zmień język strony
Prawo.pl

Zagraniczne małżeństwa jednopłciowe uznawane tylko w części gmin

Deklaracje rządu, że po wyrokach unijnego Trybunału i Naczelnego Sądu Administracyjnego w Polsce będą rejestrowane zagraniczne akty małżeństw jednopłciowych, okazały się na wyrost, bo premier nie zamierza wymuszać tego na „opornych” samorządach. Sugeruje zainteresowanym parom, by poszły z tymi dokumentami do innych gmin, ale prawnicy zachęcają do egzekwowania tego prawa, a w razie odmów - zaskarżania ich do wojewodów i sądów administracyjnych.

polska
Źródło: iStock

Gdy działania w rządzie zmierzające do wprowadzenia w życie wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 25 listopada 2025 r. i wydanego następczo wyroku NSA z 20 marca 2026 r. przedłużały się, premier Donald Tusk ponaglił ministrów i wyraził z tego powodu ubolewanie. - Chciałbym przeprosić tych, którzy przez długie lata czuli się odrzucani i upokarzani. Państwo przez wiele lat nie zdawało tu egzaminu - powiedział.

Czytaj: TSUE: Polska musi uznawać małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą>> 

Jest rozporządzenie pozwalające na rejestrację zagranicznych małżeństw jednopłciowych>>

Rzeczywiście prace nabrały wtedy przyspieszenia i 22 maja w Dzienniku Ustaw opublikowane zostało rozporządzenie wskazujące, jak należy dokonywać transkrypcji takich dokumentów (wejdzie w życie 22 sierpnia) i natychmiast doszło do pierwszych ich rejestracji. Jednocześnie jednak pojawiły się deklaracje szefów niektórych samorządów – najgłośniejsza burmistrza Zakopanego – że nie będą one tego robić. Jak należy traktować takie zapowiedzi i idące za nimi działania?

- Z niepokojem obserwuję pojawiające się w mediach zapowiedzi w przedmiocie planów ograniczenia skutków prawnych transkrypcji. Jeśli w najbliższych miesiącach pary będą próbowały egzekwować swoje prawa, będziemy mogli obserwować, jak wyglądają te prawa w praktyce – mówi Prawo.pl Annamaria Linczowska, koordynatorka ds. rzecznictwa i działań prawnych w Kampanii Przeciw Homofobii. Zwraca uwagę, że obowiązkiem władz państwowych jest zapewnienie przestrzegania obowiązującego prawa i orzecznictwa sądowego.

Czytaj: Zagraniczne małżeństwa jednopłciowe już uznawane, ale o pełne prawa trzeba jeszcze walczyć >> 

Prof. Andrzej Wróbel, sędzia Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, podkreśla, że w świetle wyroku Trybunału Sprawiedliwości oraz orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego w wykonaniu tego pierwszego wyroku, a także kolejnych wyroków NSA i wojewódzkich sądów administracyjnych, polskie władze publiczne nie mogą odmówić przeniesienia aktów małżeństw jednopłciowych zawartych legalnie w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej przez obywateli polskich.

- Władze publiczne są obowiązane w szczególności, jak wskazuje Trybunał, pominąć wszelkie przepisy prawa polskiego, które mogą stać na przeszkodzie dokonania skutecznej transkrypcji – mówi. Zaznacza również, że odmowa transkrypcji aktów małżeństw, o których mowa, stanowi naruszenie prawa UE, w szczególności prawa do swobodnego przemieszczania się i pobytu w państwie członkowskim Unii. 

Więcej: Prof. Andrzej Wróbel: Zagraniczne małżeństwa jednopłciowe raczej nie mogą liczyć w Polsce na pełnię praw>>

 - Zapowiedzi burmistrzów czy wójtów, że podległe im urzędy stanu cywilnego nie będą dokonywać transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw jednopłciowych, budzą poważne/ zastrzeżenia prawne. Urząd stanu cywilnego nie jest narzędziem lokalnej polityki światopoglądowej. Jeżeli przepisy, rozporządzenie wykonawcze oraz orzecznictwo TSUE i NSA wyznaczają określony standard działania administracji, to lokalny organ nie powinien ogłaszać, że będzie ten standard ignorował – ocenia adwokat Klaudia Rybak z kancelarii KBiW Kurpiejewski Budzewski i Wspólnicy.

Burmistrz może mieć poglądy polityczne, światopoglądowe czy konstytucyjne, ale jako organ wykonujący zadania z zakresu administracji publicznej nie może urządzać własnej, lokalnej kontroli konstytucyjności prawa. Jeżeli organ stanu cywilnego otrzymuje wniosek, ma zastosować przepisy prawa, orzecznictwo sądów i wiążące standardy wynikające z prawa Unii Europejskiej, a nie własne przekonanie o tym, jak powinno wyglądać małżeństwo – dodaje adwokat dr Mateusz Wąsik z KMA Kancelarii Adwokacko-Radcowskiej.

 

Premier: Wojny z gminami ws. transkrypcji nie będzie

Premier Donald Tusk na zadane mu niedawno pytanie, jakie kroki rząd zamierza podjąć wobec gmin, które będą odmawiać transkrypcji aktów małżeństw parom LGBT, zadeklarował, że „żadnej wojny z gminami nie będzie”. - Musimy spokojnie przyzwyczaić się, że nadszedł czas, aby osoby o różnych poglądach, różnych stylach życia, różnych preferencjach seksualnych, czuły się w Polsce - każda bez wyjątku - pełnoprawnym obywatelem i człowiekiem szanowanym - powiedział. Zaznaczył, że procedury w kwestii transkrypcji są jasne, a decyzje urzędników mogą być zaskarżane przez zainteresowanych. Zasugerował jednak, że ponieważ obecnie ludzie nie są też przywiązani do urzędów, gdzie mieszkają, to można zgłaszać się w takich sprawach do urzędów w innych miejscowościach. - Będę chciał wszystkich namawiać, żeby nie robić z tego wojny domowej - oświadczył premier. W podobnym tonie tę sytuację oceniła pełnomocniczka rządu do spraw równości Katarzyna Kotula. Stwierdziła, że takie odmowy „to będzie próba łamania prawa albo po prostu łamanie prawa” i przypomniała, że wyroki polskich sądów mówią, że należy uznawać małżeństwa zawarte za granicą. Zaznaczyła równocześnie, że rząd chce najpierw zobaczyć, jaka będzie skala odmów transkrypcji przez lokalne władze po wejściu w życie rozporządzenia ministrów cyfryzacji oraz spraw wewnętrznych i administracji, określającego nowe wzory aktów małżeństwa.

- Jeśli dopuścimy sytuację, w której organ administracji odmawia zastosowania przepisów, bo uznaje je za niekonstytucyjne albo „nie zgadza się” z ich skutkiem (np. z samą ideą małżeństwa), to podważamy fundament państwa prawa. Tego rodzaju deklaracje są ustrojowo niebezpieczne, bo prowadzą do sytuacji, w której zakres praw obywatela zależy od tego, do którego urzędu trafi. To nie jest decentralizacja administracji, lecz fragmentaryzacja państwa prawa – komentuje dr Wąsik.

Rząd godzi się na łamanie prawa?

Deklaracją premiera zaskoczona jest też adw. Klaudia Rybak. Szczególnie, że jak wskazuje, rejestracja stanu cywilnego nie jest „własną sprawą” gminy w takim sensie, w jakim gmina decyduje o lokalnej polityce komunalnej. - To obszar, w którym administracja działa w ramach zadań powierzonych jej przez państwo – podkreśla. Ekspertka przypomina, że takie zadania podlegają nadzorowi ze strony administracji rządowej i sugeruje zainteresowanym odwoływanie się od decyzji odmownych do wojewodów, którzy mają w tym zakresie szczególną rolę. - Wojewoda, jako przedstawiciel rządu w terenie, nie powinien być wyłącznie biernym organem odwoławczym. Jeżeli w danym województwie pojawiają się publiczne deklaracje, że urzędy stanu cywilnego nie będą wykonywać transkrypcji określonej kategorii aktów, wojewoda powinien reagować w ramach nadzoru nad realizacją zadań z zakresu rejestracji stanu cywilnego. W przeciwnym razie powstanie praktyka, w której prawo formalnie obowiązuje, ale jego stosowanie zależy od lokalnej decyzji politycznej – mówi Prawo.pl.

- Prowadzenie rejestru stanu cywilnego nie jest lokalną polityką publiczną, w której gmina może przyjąć własną linię aksjologiczną. To zadanie zlecone z zakresu administracji rządowej, a kierownik USC działa w konkretnym reżimie prawa administracyjnego, a nie jako reprezentant lokalnej większości światopoglądowej – dodaje Mateusz Wąsik. Jego zdaniem, reakcja władzy rządowej powinna być jednoznaczna. - Po pierwsze, powinny zostać wydane jasne wytyczne dla urzędów stanu cywilnego. Po drugie, wojewodowie, jako organy nadzoru nad wykonywaniem zadań zleconych,  powinni reagować na praktyki odmowne, jeżeli są sprzeczne z orzecznictwem i prawem UE. Po trzecie, administracja rządowa powinna jasno powiedzieć, że wykonanie wyroku TSUE i NSA nie jest kwestią światopoglądu lokalnego organu – podkreśla dr Wąsik.

Turystyka w poszukiwaniu przestrzegania prawa?

Prawnicy krytycznie odnoszą się do „rady” premiera, by w razie odmowy transkrypcji zainteresowana para udałą się do gminy, gdzie czynność taka zostanie wykonana. - Taka rada może być praktycznie pomocna dla konkretnej pary, która chce szybko załatwić sprawę. Nie jest jednak systemowo satysfakcjonująca. Państwo nie może przerzucać na obywateli ciężaru szukania urzędu, który zastosuje prawo – mówi Klaudia Rybak. - Obywatel nie powinien być odsyłany od gminy do gminy w poszukiwaniu urzędu, który łaskawie zastosuje prawo. To odwraca logikę państwa prawa. To nie obywatel ma szukać „przyjaznego” urzędu, tylko państwo ma zapewnić jednolitą praktykę stosowania prawa – dodaje adw. Wąsik. Mecenas Rybak zapowiada, że ewentualnym swoim klientom będzie doradzać upominanie się o transkrypcje. - Należy przygotować kompletny zagraniczny akt małżeństwa, tłumaczenie przysięgłe, apostille albo legalizację, jeżeli są wymagane, i złożyć pisemny wniosek o transkrypcję. Jeżeli urząd odmawia, trzeba domagać się decyzji na piśmie z uzasadnieniem. Dopiero wtedy można skutecznie uruchomić kontrolę instancyjną, czyli do wojewody. A jeśli to nie poskutkuje, skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego – podkreśla. Także według dr. Mateusza Wąsika w praktyce najważniejsze jest to, by nie przyjmować odpowiedzi nieformalnych. - Para nie powinna zadowalać się informacją „u nas tego nie robimy”. Powinna żądać formalnego rozstrzygnięcia. Dopiero decyzja albo bezczynność organu otwiera realną drogę prawną, w tym sądową - podkreśla.

Jeśli buntujący się przeciwko orzeczeniom TSUE i NSA burmistrzowie i wójtowie zrealizują swoje deklaracje, to będą zapewne takie skargi. Najpierw do wojewodów, którzy niewątpliwie znajdą się w niekomfortowej sytuacji – kierować się orzeczeniami trybunałów czy deklaracją „nie wywoływać wojny światopoglądowej”, wygłoszoną przez premiera na konferencji prasowej.

 

Polecamy książki prawnicze dla każdego