Umów prezentację LEX Kompas Orzeczniczy 2.0
Zmień język strony
Prawo.pl

Referendarz sądowy 2.0 – czyli jaki?

Deregulacja 2.0 po raz kolejny uruchamia dobrze znany mechanizm: gdy trzeba odciążyć sędziów, ustawodawca zastanawia się, które sprawy można przekazać referendarzom sądowym. Sam kierunek nie jest błędny. Problem polega na tym, że od lat rozszerzaniu ich kompetencji nie towarzyszy równie konsekwentna reforma statusu zawodowego - Dariusz Kluczkowski, referendarz z Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy i członek Stowarzyszenia Lex Iusta.

Dariusz Kluczkowski

W lipcu 2026 r. Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło program „Deregulacja 2.0”, oparty na trzech filarach: cyfryzacji, nowych kompetencjach i lepszej organizacji pracy sądów. Jednym z głównych założeń jest przekazanie innym grupom zawodowym części spraw wykonywanych dotychczas przez sędziów.

Czytaj: Czy referendarz sądowy boi się sali rozpraw?>>

Kolejne kompetencje, ten sam status

Konkrety zawiera projekt UD429. Przewiduje on powierzenie referendarzom kolejnych zadań dotyczących pomocy prawnej z urzędu, kosztów i należności sądowych, kosztów postępowania zabezpieczającego, stwierdzenia nabycia spadku w sprawach, w których nie złożono testamentu, oraz grzywien w postępowaniu egzekucyjnym. Referendarze mieliby także rozpoznawać składane przez dłużników wnioski o ogłoszenie upadłości osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej.

Uzasadnienie jest znane: sędziowie powinni koncentrować się na sporach należących do wymiaru sprawiedliwości, a zadania z zakresu ochrony prawnej mogą wykonywać referendarze, których rozstrzygnięcia podlegają kontroli sądu. W tej argumentacji jest wiele racji. Nie każda sprawa wymaga osobistego udziału sędziego, a racjonalny podział obowiązków może usprawnić postępowania.

Nie sposób jednak nie zauważyć, że dyskusja o referendarzach niemal zawsze zaczyna się od pytania: co jeszcze można im przekazać? Znacznie rzadziej pyta się, jaki powinien być status osoby, której państwo powierza coraz szersze kompetencje orzecznicze.

Czytaj: Referendarze mają ratować sądy, a nie mają nawet własnej togi>>

Sprawy, które wpływają na życie obywatela

Prawo o ustroju sądów powszechnych rozróżnia wymiar sprawiedliwości od innych zadań z zakresu ochrony prawnej. Referendarze wykonują określone w ustawach czynności należące do sądów, ale pozostające poza wymiarem sprawiedliwości w jego konstytucyjnym znaczeniu.

Rozróżnienie to jest ważne ustrojowo, nie stanowi jednak miary znaczenia sprawy dla obywatela. Dla uczestnika postępowania liczy się to, że orzeczenie referendarza może przesądzać o jego majątku, kosztach procesu, dostępie do profesjonalnego pełnomocnika, prawach spadkowych, przebiegu egzekucji, a w przyszłości również o ogłoszeniu jego upadłości.

Nie są to czynności techniczne ani kancelaryjne. Wymagają znajomości prawa, oceny okoliczności sprawy, samodzielnego zastosowania norm prawnych i odpowiedzialności za wydane rozstrzygnięcie. Skarga na orzeczenie referendarza jest ważną gwarancją procesową, lecz nie zastępuje odpowiednich warunków wydania pierwszego rozstrzygnięcia. Nie każda strona zaskarży błędne orzeczenie i nie każda potrafi prawidłowo sformułować zarzuty. Każde uchylenie oznacza dodatkowy czas, koszty i ponowne zaangażowanie sądu.

Jeżeli państwo przekazuje referendarzom coraz więcej spraw bezpośrednio wpływających na prawa obywateli, powinno zapewnić im status pozwalający orzekać niezależnie, stabilnie i bez arbitralnego oddziaływania organizacyjnego.

Czytaj: Referendarze chcą togi i statusu funkcjonariusza publicznego>>

Od urzędnika do orzecznika

Gdy w 1997 r. wprowadzano referendarza do współczesnego modelu sądownictwa powszechnego, powierzono mu przede wszystkim czynności dotyczące wpisów i zakładania ksiąg wieczystych oraz określone zadania w postępowaniu rejestrowym. Odpowiadało to ówczesnemu postrzeganiu tej funkcji jako stanowiska wysoko kwalifikowanego urzędnika sądowego.

Od tego czasu zakres zadań systematycznie się rozszerzał. Referendarz przestał wykonywać jedynie czynności pomocnicze lub typowo urzędnicze. Stał się samodzielnym orzecznikiem w postępowaniu cywilnym, egzekucyjnym, wieczystoksięgowym, rejestrowym i upadłościowym. Sam ustawodawca przyznaje mu niezależność co do treści wydawanych orzeczeń i zarządzeń.

Za rozwojem kompetencji nie nadążyła jednak ewolucja ustrojowa. Status referendarza pozostał konstrukcją częściową, rozproszoną i nie zawsze odpowiadającą rzeczywistemu charakterowi jego pracy. Referendarze wykonują dziś wiele czynności, które wcześniej należały do sędziów. Przekazując je, państwo przenosi kompetencję i odpowiedzialność, lecz nie zawsze zapewnia gwarancje odpowiadające nowej roli.

Nie oznacza to konieczności zrównania referendarza z sędzią. Oznacza natomiast, że ustawodawca powinien przestać kształtować ten zawód wyłącznie przez dopisywanie kolejnych czynności do ustaw procesowych.

Nie sędzia, ale też nie zwykły pracownik

Sędzia i referendarz wykonują odmienne ustrojowo zadania, dlatego wzmocnienie statusu referendarza nie wymaga skopiowania wszystkich gwarancji sędziowskich. Nie można jednak traktować go jak orzecznika zbliżonego do sędziego, gdy przekazuje mu się kolejne sprawy, a jak zwykłego pracownika sądu, gdy mowa o ochronie przed arbitralnymi decyzjami, czasie pracy lub rozwoju zawodowym.

Obecny model jest niespójny. Podstawowe regulacje znajdują się w Prawie o ustroju sądów powszechnych, lecz w sprawach nieuregulowanych ustawa ta nakazuje odpowiednio stosować przepisy o pracownikach sądów i prokuratury. Te mogą z kolei prowadzić do dalszych regulacji pracowniczych.

Taki system może wystarczać w kwestiach typowo pracowniczych. Podstawowe gwarancje osoby wykonującej czynności orzecznicze nie powinny jednak być układanką rekonstruowaną z kilku ustaw za pomocą kolejnych odesłań.

 

Prawo do odwołania ukryte w trzech ustawach

Najlepiej widać to na przykładzie odwołania od zmiany podziału czynności. Podział czynności nie jest zwykłym grafikiem pracy. Określa wydział, rodzaje przydzielanych spraw, udział w ich losowaniu i dodatkowe obowiązki. Jego zmiana może oznaczać przejście do innej dziedziny prawa, utratę specjalizacji albo istotne zwiększenie obciążenia.

Art. 22a par. 5 Prawa o ustroju sądów powszechnych przyznaje prawo zaskarżenia podziału czynności sędziom i asesorom, nie wymieniając referendarzy. Krajowa Rada Sądownictwa uznała więc, że referendarzowi odwołanie na tej podstawie nie przysługuje. Ministerstwo Sprawiedliwości wywodzi je natomiast z ciągu odesłań prowadzącego przez ustawę o pracownikach sądów i prokuratury do ustawy o pracownikach urzędów państwowych. Sam resort przyznał, że jest to niedoskonała technika legislacyjna, a w grudniu 2025 r. przekazał prezesom sądów apelacyjnych informację o możliwości korzystania przez referendarzy z tej ścieżki.

Już sama rozbieżność stanowisk dowodzi wadliwości regulacji. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że trudno uzasadnić brak jednoznacznej możliwości zakwestionowania decyzji istotnie zmieniającej zakres obowiązków referendarza, zwłaszcza gdy może ona prowadzić do nadmiernego obciążenia albo być odbierana jako forma administracyjnego nacisku.

Prawo odwołania powinno zostać zapisane wprost w Prawie o ustroju sądów powszechnych, wraz z określeniem organu odwoławczego, terminu, kryteriów kontroli i skutków wniesienia odwołania. Podstawowa gwarancja osoby orzekającej nie może zależeć od skomplikowanej wykładni wymagającej sięgnięcia do trzech ustaw.

Niezależność ma również wymiar organizacyjny

Niezależność co do treści orzeczeń jest fundamentem, lecz nie funkcjonuje w próżni. Może zostać osłabiona przez arbitralne zmiany obowiązków, nieracjonalne normy pracy, nadmierne obciążenie lub uzależnienie podstawowych warunków pracy od swobodnej decyzji administracyjnej.

Znaczenie gwarancji organizacyjnych widać także w tym, że stosunek pracy z referendarzem może zostać wypowiedziany po dwóch następujących po sobie negatywnych ocenach okresowych, bez konieczności prowadzenia postępowania dyscyplinarnego. Ustawa dopuszcza ponadto w określonych przypadkach przeniesienie referendarza na inne miejsce służbowe bez jego zgody, a ze względu na interes wymiaru sprawiedliwości również delegowanie go bez zgody do innego sądu na okres do sześciu miesięcy. Rozwiązania te mogą mieć uzasadnienie organizacyjne, lecz powinny im towarzyszyć przejrzyste kryteria i skuteczne środki ochrony przed arbitralnością.

Podobny problem dotyczy czasu pracy. Zasadą pozostaje osiem godzin na dobę i przeciętnie czterdzieści godzin w pięciodniowym tygodniu pracy. Zadaniowy czas pracy może wprowadzić prezes sądu, jeżeli uzasadnia to obciążenie zadaniami lub organizacja wydziału; prezes określa także normy pracy. System zadaniowy nie wynika więc automatycznie z orzeczniczego charakteru obowiązków, lecz zależy od decyzji administracyjnej.

Nie każdy referendarz musi automatycznie pracować zadaniowo, ale ustawa powinna określać obiektywne kryteria stosowania tego systemu i umożliwiać zakwestionowanie odmowy albo norm nieuwzględniających stopnia skomplikowania spraw. Orzekania nie można mierzyć wyłącznie liczbą rozstrzygnięć. Jedna sprawa trwa kilka minut, inna wymaga analizy wielotomowych akt, złożonego stanu prawnego i obszernego uzasadnienia. Statystyka nie może premiować szybkości kosztem jakości, bo ostatecznie płaci za to obywatel.

 

Dodatkowe zadania wymagają etatów, a nie tylko przepisów

Rozszerzaniu kompetencji referendarzy zbyt rzadko towarzyszy pytanie o rzeczywiste możliwości kadrowe sądów. W założeniach projektu UD429 wymieniono nowe zadania, lecz nie wyjaśniono, jak wpłyną one na liczbę spraw przypadających na jeden etat, jaka będzie ich czasochłonność ani jakiego wzmocnienia kadrowego i administracyjnego będą wymagały poszczególne wydziały.

Przeniesienie spraw od sędziów do już obciążonych referendarzy nie oznacza automatycznie usprawnienia sądu. Może jedynie przesunąć zator. W statystyce sędziowskiej pojawi się poprawa, lecz obywatel nadal będzie czekał – tym razem na orzeczenie referendarza.

Każdej nowej kompetencji powinny więc towarzyszyć badanie obciążenia i czasochłonności, plan szkoleń, odpowiednia liczba etatów referendarskich i pracowników wspierających oraz przygotowanie systemów teleinformatycznych. Nie można zakładać, że referendarz „jakoś sobie poradzi”. Dotychczasowa zdolność tej grupy do przejmowania obowiązków nie może uzasadniać dalszego zwiększania obciążenia bez zapewnienia zasobów.

Referendarz sądowy jako zawód docelowy

Referendarz 2.0 powinien być zawodem, w którym można świadomie pozostać przez całe życie zawodowe. Przy projektowaniu jego przyszłości nie należy tworzyć wewnętrznych hierarchii według drogi dojścia do zawodu. O wartości referendarza powinny decydować jakość orzekania, doświadczenie i odpowiedzialność, niezależnie od tego, czy kwalifikacje zdobył na aplikacji, podczas wieloletniej pracy asystenckiej, czy inną przewidzianą prawem drogą. Reforma powinna łączyć środowisko wokół wspólnego standardu profesjonalizmu.

Obecny model przewiduje zasadniczo dwa stanowiska: referendarza i starszego referendarza. Na drugie z nich można awansować po co najmniej dziesięciu latach pracy i spełnieniu dodatkowych warunków dotyczących między innymi ocen okresowych i odpowiedzialności dyscyplinarnej. Kolejne progi wynagrodzenia zależne od stażu nie tworzą jednak pełnej, wieloletniej ścieżki rozwoju.

Potrzebne są dalsze stopnie zawodowe, powiązane z doświadczeniem, kwalifikacjami, jakością pracy i zakresem odpowiedzialności. Można rozważyć stanowiska specjalistyczne dla osób orzekających w szczególnie złożonych dziedzinach, udział doświadczonych referendarzy w szkoleniu młodszych kolegów, szersze funkcje organizacyjne oraz przejrzysty awans płacowy. Nie chodzi o mnożenie tytułów, lecz o realną perspektywę dla osób z dwudziesto- lub trzydziestoletnim doświadczeniem.

Długoletnia praca referendarza powinna być także uznawana za wartościowe doświadczenie przy ubieganiu się o stanowisko sędziowskie. Obecny art. 61 Prawa o ustroju sądów powszechnych przewiduje drogę przez asesurę oraz odrębne możliwości kandydowania dla przedstawicieli niektórych zawodów prawniczych i nauki. Sam staż referendarski nie stanowi jednak odrębnej podstawy ubiegania się o stanowisko sędziego sądu rejonowego.

Trudno racjonalnie uzasadnić, dlaczego państwo przez kilkanaście lat korzysta z wiedzy i doświadczenia orzeczniczego referendarza, powierza mu zadania wcześniej wykonywane przez sędziego, a następnie nie uznaje tego doświadczenia za samodzielnie istotne w konkursie. Nie chodzi o automatyczny awans ani obniżenie wymagań. Można wymagać odpowiednio długiego stażu, właściwego egzaminu zawodowego, wysokiej jakości pracy, niekaralności dyscyplinarnej i udziału w pełnym postępowaniu konkursowym. Chodzi o stworzenie możliwości, nie przywileju.

Referendarz powinien móc ubiegać się o stanowisko sędziowskie, ale jednocześnie sam zawód referendarza musi pozostać atrakcyjnym wyborem docelowym. Te dwie drogi nie są sprzeczne. System powinien umożliwiać zarówno rozwój w ramach zawodu, jak i przejście do zawodu sędziego osobom mającym odpowiednie kwalifikacje.

Dyskusja powinna objąć również zakończenie wieloletniej pracy orzeczniczej. Nie musi to oznaczać prostego rozszerzenia sędziowskiego stanu spoczynku. Warto jednak rozważyć odrębny model emerytalny o charakterze składkowo-stażowym, uwzględniający długość pracy i szczególną odpowiedzialność orzeczniczą.

 

Referendarz 2.0: status ustrojowy dostosowany do zakresu odpowiedzialności

Kompleksowa reforma nie powinna upodobniać referendarza pod każdym względem do sędziego, lecz stworzyć spójny model odrębnego zawodu orzeczniczego. Powinna obejmować skoncentrowanie najważniejszych regulacji statusowych w Prawie o ustroju sądów powszechnych, wyraźne prawo odwołania od zmiany podziału czynności, przejrzyste zasady oceniania, przenoszenia i delegowania, obiektywne reguły czasu pracy i ustalania norm, powiązanie nowych kompetencji z analizą obciążenia i odpowiednią liczbą etatów, wielostopniową ścieżkę awansu, możliwość kandydowania na stanowiska sędziowskie oraz rozwiązania zachęcające najbardziej doświadczone osoby do pozostania w zawodzie.

Nie byłyby to zawodowe przywileje. Służyłyby obywatelowi, który ma prawo oczekiwać, że jego sprawę rozpozna osoba kompetentna, niezależna, odpowiednio przygotowana i pracująca w warunkach pozwalających na rzeczywistą analizę akt, a nie jedynie wykonanie statystycznej normy.

„Deregulacja 2.0” może rozpocząć poważną rozmowę o przyszłości referendarzy. Jeżeli zakończy się jedynie dopisaniem nowych zadań do ustaw procesowych, powtórzy błąd popełniany od lat. Referendarz 2.0 nie powinien być po prostu referendarzem, który może zrobić więcej, lecz orzecznikiem, którego kompetencje, odpowiedzialność, gwarancje, warunki pracy i rozwój zaprojektowano jako jedną całość.

Państwo nie może mówić referendarzowi: jesteś wystarczająco blisko sędziego, aby przejąć jego kolejne obowiązki, ale zbyt daleko, aby otrzymać jasne gwarancje odpowiadające ponoszonej odpowiedzialności. Im więcej państwo powierza referendarzowi, tym mniej może traktować jego status jako kwestię drugorzędną.

 

Polecamy książki prawnicze