Dziekan Sękowska: Mało chętnych do urzędówek, potrzebne systemowe zmiany
Samorząd radcowski mierzy się z trudnościami w wyznaczaniu pełnomocników do świadczenia pomocy prawnej z urzędu. W kluczowych kategoriach, takich jak sprawy pracownicze czy ubezpieczenia społeczne, na listach chętnych w Warszawie zostaje zaledwie kilku prawników. Poza rażąco niskimi stawkami barierą są mechanizmy wypłat – radcowie czekają na wynagrodzenie latami, aż do momentu uprawomocnienia się wyroku. Punktowe podnoszenie stawek problemu nie rozwiąże – mówi Anna Sękowska, dziekan Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie.

Patrycja Rojek-Socha: Pani dziekan, czy w związku z wysokością stawek za pomoc prawną z urzędu nadal problemem jest wypisywanie się radców prawnych z list pełnomocników chętnych do prowadzenia urzędówek?
Anna Sękowska: Zdecydowanie tak. Obserwujemy spadek zainteresowania sprawami z urzędu – zarówno w sprawach cywilnych, jak i administracyjnych, którymi zajmuje się nasza izba (dla przypomnienia: w sprawach karnych obrońców wyznacza sąd). Problem dotyczy niemal każdej dziedziny. Jedynym wyjątkiem są sprawy gospodarcze, gdzie wysokość stawek najbardziej przystaje do realiów rynkowych. Prawdziwy kryzys widać jednak w sprawach z zakresu prawa pracy, ubezpieczeń społecznych oraz postępowań dotyczących zdrowia psychicznego. Skalę problemu najlepiej obrazuje statystyka: na 12 tysięcy czynnych zawodowo radców prawnych w naszej izbie, do spraw z ubezpieczeń społecznych zgłasza się zaledwie około 10 chętnych. To zaledwie promil całego środowiska.
Taka sytuacji wynika nie z braku empatii, tylko z ekonomicznej rzeczywistości. Radcowie prawni doskonale rozumieją swoją misję społeczną, a ci wyznaczeni z urzędu chronią interes klienta z najwyższym zaangażowaniem. Jednak etos zawodowy zderza się z prozą życia – pełnomocnicy, jak każdy, muszą utrzymać kancelarie i swoje rodziny. Tymczasem obowiązków administracyjnych i obciążeń proceduralnych stale przybywa, podczas gdy realna wartość stawek spada. Systemowy kryzys uderza bezpośrednio w obywateli, ograniczając ich konstytucyjne prawo do sądu oraz realny dostęp do pomocy prawnej.
Czytaj: Adwokatura chce podwyższenia "urzędówek" w 30 kategoriach spraw>>
Od 1 stycznia obowiązują wyższe stawki za "urzędówki", ale brakuje rozwiązań systemowych>>
Adwokaci idą po urzędówki - pozywają sądy i ministra>>
Podwyżki urzędówek "tak", ale z kieszeni sądów i prokuratur>>
Maksymalnie 150 zł dla obrońcy zatrzymanego, państwo więcej na razie nie ma>>
Dziekan ma narzędzia do tego, by urzędówkę skutecznie obsadzić?
Niestety, obecne mechanizmy są dalekie od ideału. Jeżeli brakuje chętnych, przepisy wewnątrzsamorządowe nakazują wyznaczanie radców prawnych w kolejności alfabetycznej. To rozwiązanie w żaden sposób nie uwzględnia jednak specjalizacji danego prawnika ani profilu jego codziennej praktyki zawodowej.
Dodatkowo działamy w informacyjnej próżni, bo ze strony państwa nie otrzymujemy żadnych informacji zwrotnych. Nie wiemy nawet, czy dana sprawa się zakończyła ani czy wyznaczony pełnomocnik wykonał swoje obowiązki. System odzywa się do nas wyłącznie wtedy, gdy dojdzie do jakichś nieprawidłowości.
Warto powiedzieć o jeszcze jednej kwestii: całe zaplecze techniczne, organizacyjne i pracownicze związane z wyznaczaniem oraz prowadzeniem list pełnomocników z urzędu oraz obsługą tych spraw samorząd finansuje ze środków własnych. Dokładnie tak samo wygląda sytuacja z nieodpłatną pomocą prawną oraz organizacją dyżurów obrończych w postępowaniu przyspieszonym. Obowiązujący model współpracy nakłada na samorząd zawodowy i radców prawnych istotną odpowiedzialność, która niestety nie idzie w parze z adekwatnym wsparciem finansowym czy instytucjonalnym ze strony administracji publicznej. Wyrazem tego są chociażby całodzienne dyżury obrończe w trybie przyspieszonym. Pozostawanie radców prawnych w gotowości do podjęcia natychmiastowych działań nie wiąże się z żadną rekompensatą finansową. Wynagrodzenie jest przyznawane pełnomocnikowi wyłącznie w sytuacji, gdy faktycznie dojdzie do wszczęcia procedury i podjęcia konkretnych czynności procesowych. Obecny model nakłada więc na nas ogromną odpowiedzialność publiczną, która w żaden sposób nie idzie w parze z adekwatnym wsparciem instytucjonalnym i finansowym.
Projekt nowej ustawy o nieodpłatnej pomocy prawnej trafił do opiniowania, co z Państwa punktu widzenia, jako samorządu, wymagałoby zmiany?
Nasze kluczowe postulaty od lat pozostają niezmienne: system NPP wymaga gruntownej, systemowej przebudowy, a nie jedynie doraźnych modyfikacji. To właśnie izbom radcowskim i adwokackim powinno się powierzyć całościowe zadanie organizacji nieodpłatnej pomocy prawnej, skoro to na nas spoczywa ustawowy obowiązek wyznaczania i weryfikacji wykonawców usług. Obecny model współpracy jest, podobnie jak przy sprawach z urzędu, asymetryczny. Państwo nakłada na okręgowe izby pracochłonne obowiązki administracyjne, nie oferując w zamian żadnego wsparcia finansowego, organizacyjnego, technicznego czy teleinformatycznego.
Kolejną palącą kwestią jest brak elastyczności proceduralnej. W sytuacjach awaryjnych – gdy starostwo wnioskuje o zmianę wyznaczonego radcy prawnego lub ten rezygnuje – przepisy zmuszają nas do uruchamiania ponownych naborów. Chcemy i moglibyśmy działać w sposób znacznie bardziej mobilny i sprawny, szybko reagując na potrzeby lokalnych społeczności, jednak sztywne ramy prawne nam to utrudniają. Jeśli nowa ustawa ma realnie usprawnić system, musi w końcu dostrzec rolę samorządów jako realnych partnerów, a nie tylko wykonawców odgórnych wytycznych.
Wracając do urzędówek, czy są jakieś kategorie spraw, w których jest szczególnie mało chętnych?
Największe wyzwanie, jak wspominałam, obserwujemy w sprawach z zakresu prawa pracy, ubezpieczeń społecznych oraz postępowań dotyczących zdrowia psychicznego. W tych obszarach stawki za pomoc prawną z urzędu pozostają na najniższym poziomie, wynosząc często 240 zł lub 360 zł za prowadzenie całej sprawy. Aktualny stan prawny w tym obszarze wymaga pilnej refleksji i radykalnej zmiany. Mówimy o kategoriach spraw o fundamentalnym znaczeniu dla ochrony podmiotowych praw jednostki oraz jej bezpieczeństwa socjalnego. Postępowania te charakteryzują się wysokim stopniem zawiłości prawnej i faktycznej, wymagają analizy obszernej dokumentacji i nierzadko toczą się przed sądami przez wiele lat. W konsekwencji obecny model nakłada na pełnomocników obowiązek realizacji kluczowych zadań państwa w zakresie bezpieczeństwa prawnego obywateli przy rażąco niskim ekwiwalencie finansowym. Nie sposób bowiem zaakceptować realiów, w których przyznane pełnomocnikowi dopiero po prawomocnym zakończeniu sprawy wynagrodzenie nie pozwala na pokrycie nawet podstawowych kosztów korespondencji biurowej i dojazdów do sądu. Oczekiwanie, że ciężar zapewniania opieki prawnej w imieniu państwa zostanie zrealizowany w oparciu o tak symboliczne ramy finansowe i na takich warunkach wypłaty kosztów zastępstwa, stoi w sprzeczności z zasadą proporcjonalności i rzetelności. Posługując się analogią: sytuacja ta przypomina model, w którym lekarz otrzymywałby wynagrodzenie dopiero po całkowitym zakończeniu procesu leczenia pacjenta, a nie za odbytą wizytę, postawienie diagnozy czy bieżące nadzorowanie terapii.
Przypomnijmy, że MS w połowie 2024 r. zrównało stawki za świadczenie pomocy prawnej z urzędu z minimalnymi stawkami dla adwokatów i radców z wyboru (był to zresztą efekt wcześniejszych wyroków Trybunału Konstytucyjnego). Z kolei od stycznia 2025 r. ministerstwo podniosło „urzędówki” w 11 kategoriach spraw, a od stycznia 2026 r. w kolejnych 15 kategoriach. Takie punktowe zmiany są dobrym rozwiązaniem?
Podejmowane dotychczas przez Ministerstwo Sprawiedliwości próby reformowania systemu, choć dostrzegalne, wciąż pozostają dalece niewystarczające. Realizując na rzecz obywateli fundamentalne zadania publiczne, mamy prawo oczekiwać, że państwo zagwarantuje pełne urealnienie stawek oraz powiąże je z rzeczywistymi kosztami prowadzenia działalności i wskaźnikami inflacji. Kluczowym postulatem pozostaje wprowadzenie mechanizmu automatycznej, corocznej waloryzacji wynagrodzeń oraz adekwatne zwiększenie budżetu na pomocy prawną, co stanowi fundament efektywnej ochrony praw obywatelskich.
Równie pilną kwestią jest gruntowna zmiana modelu finansowania samych postępowań. System powinien gwarantować wypłatę wynagrodzeń zaliczkowo czy za daną instancję, tj. bez konieczności oczekiwania na wieloletnie uprawomocnienie się wyroku, a także przewidywać mechanizm odsetkowy dyscyplinujący sądy do terminowej wypłaty kosztów zastępstwa procesowego. Ponadto konieczne jest uelastycznienie kryteriów wyceny spraw o charakterze precedensowym, zawiłym lub wyjątkowo czasochłonnym. Obecnie praktyka zasądzania wielokrotności stawek minimalnych należy do rzadkości - i to pomimo występowania obiektywnych, merytorycznych przesłanek do zastosowania tego instrumentu.
Skoro liczba radców prawnych i adwokatów rośnie, dlaczego wystąpił problem i spada zainteresowanie świadczeniem szeroko rozumianej nieodpłatnej pomocy prawnej, urzędówek?
Państwo z powodów czysto ekonomicznych nie potrafi efektywnie zagospodarować potencjału i zaplecza intelektualnego, którym dysponują samorządy prawnicze. Jeśli spojrzymy na strukturę wydatków państwa, to limit budżetowy na samą nieodpłatną pomoc prawną wynosi rocznie ponad 112 mln zł. Choć kwota ta brzmi dumnie, to po rozbiciu jej na poszczególne powiaty i punkty okazuje się, że kwota bazowa na jeden punkt to zaledwie nieco ponad 6300 zł brutto miesięcznie. Z tych środków należy pokryć obsługę prawną, administrację i infrastrukturę. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku spraw z urzędu. Wynagrodzenia rzędu 240 czy 480 zł za poprowadzenie całego postępowania sprawiają, że w niektórych kategoriach spraw zaledwie 0,1% środowiska deklaruje chęć udziału w systemie państwowym. Taki stan rzeczy nie wynika z niechęci radców prawnych do świadczenia pomocy najuboższym. Trudno jednak zaakceptować sytuację, w której pełnomocnik musi dopłacać do prowadzonej sprawy z własnej kieszeni. Analiza akt, spotkania z klientem, pisma procesowe i obecność w sądzie to od kilkunastu do nawet kilkuset godzin pracy. W efekcie stawka za godzinę pracy doświadczonego prawnika spada znacznie poniżej minimalnej stawki godzinowej (która wynosi 31,40 zł). Państwo, utrzymując obecne rozwiązania, marnuje możliwości tysięcy specjalistów, a koszty tego w postaci przewlekłości postępowań ponoszą obywatele.
Jak na tym tle wypada Polska w porównaniu z innymi krajami europejskimi? Czy problem braku chętnych do pomocy z urzędu to specyfika wyłącznie naszego rynku?
Europejskie systemy legal aid dowodzą, że funkcjonują znacznie bardziej efektywne alternatywy dla polskiego systemu. Pierwszą stanowi model holenderski i niemiecki, oparty na wczesnej prewencji oraz elastycznym subsydiowaniu. W Holandii kluczowy nacisk kładzie się na pozasądowe rozwiązywanie sporów oraz obowiązkowe procedury ugodowe i mediacje, które muszą zostać wyczerpane, zanim obywatelowi przyznana zostanie państwowa pomoc procesowa. Z kolei w Niemczech koszty te zintegrowano bezpośrednio z budżetami poszczególnych landów, dzięki czemu tamtejsze sądy dysponują autonomicznymi funduszami pozwalającymi na bieżące, zaliczkowe opłacanie wyznaczonych pełnomocników. Zupełnie inną filozofią wyróżnia się ubezpieczeniowy model skandynawski, stosowany z powodzeniem w Szwecji czy Finlandii. Tam dostęp do obrony oraz pełnomocnika z urzędu powiązano z powszechnym systemem ubezpieczeń majątkowych i ochrony prawnej, co oznacza, że obywatel posiada polisę pokrywającą koszty zastępstwa, a administracja publiczna dopłaca lub refunduje środki jedynie w ściśle zdefiniowanych przypadkach o charakterze socjalnym. W efekcie prawnik od początku rozlicza się na zasadach komercyjnych, a budżet państwa nie jest obciążany kosztowną obsługą tysięcy drobnych roszczeń. Przykładów innych rozwiązań jest oczywiście więcej i warto z nich czerpać.
W przypadku polskiego systemu przebudowy wymaga całościowe podejście do wyznaczania spraw z urzędu. Dotychczasowy model, oparty w znacznej mierze na historycznych założeniach o „społecznej powinności”, jest strukturalnie niespójny z ekonomicznymi uwarunkowaniami wykonywania zawodów zaufania publicznego. Bez odejścia od tych anachronicznych mechanizmów – i bez wdrożenia nowoczesnego kontraktowania usług lub etapowego, zaliczkowego finansowania spraw – stabilność instytucji pomocy prawnej z urzędu zostanie trwale zachwiana.








