Bezpłatny e-book Skuteczny dział prawny. Jak jako prawnik in house planować pracę, zarządzać ryzykiem i wspierać biznes
Zmień język strony
Prawo.pl

Standardy ochrony dzieci mają dwa lata - czas sprawdzić, czy działają

W sierpniu miną dwa lata, odkąd placówki zajmujące się opieką nad dziećmi i nastolatkami mają obowiązek wprowadzenia i korzystania ze standardów ochrony małoletniego. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, muszą też co najmniej raz na dwa lata ocenić wdrożone standardy i wszystko pisemnie udokumentować. Prawnicy podkreślają, że ten moment jest szczególnie ważny, bo dobrze przeprowadzona ewaluacja pozwoli na poprawienie tego, co nie działa.

dzieci

Przypomnijmy, że standardy ochrony małoletniego (SOM) mają m.in. zapobiegać przypadkom krzywdzenia dzieci. Przepisy weszły w życie w lutym 2024 r., ale dopiero od 15 sierpnia 2024 r. wprowadzono grzywnę do 250 zł albo karę nagany, a w razie ponownego stwierdzenia niewykonania tego obowiązku - nie mniej niż 1000 zł, za ich niewprowadzenie. Same standardy, jak wynika z ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczości na tle seksualnym i ochronie małoletnich, mają być dostosowane do charakteru i rodzaju placówki lub działalności i określać takie kwestie jak zasady zapewniające bezpieczne relacje między małoletnim a personelem placówki lub organizatora, a w szczególności zachowania niedozwolone wobec małoletnich; zasady i procedurę podejmowania interwencji w sytuacji podejrzenia krzywdzenia lub posiadania informacji o krzywdzeniu małoletniego; procedury i osoby odpowiedzialne za składanie zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę małoletniego, zawiadamianie sądu opiekuńczego oraz, w przypadku instytucji, które posiadają takie uprawnienia, osoby odpowiedzialne za wszczynanie procedury "Niebieskiej Karty", czy choćby zasady przeglądu i aktualizacji standardów. Ma być w nich również uwzględniona sytuacja dzieci z niepełnosprawnością oraz dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.

O samej ewaluacji standardów ma przypomnieć konferencja „Uwaga dziecko!” organizowana przez  prezydent miasta Kielce Agatę Wojtyłe,10 czerwca w tamtejszym Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli Rzecznik Praw Dziecka, Świętokrzyski Kurator Oświaty, Sąd Okręgowy i Sąd Rejonowy w Kielcach oraz Krajowa Izba Radców Prawnych.

Czytaj: Standardy ochrony małoletniego i ustawa Kamilka - MS odpowiada na pytania>>

Standardy do sprawdzenia, by nie stały się martwe

Agnieszka Matysek, sędzia Sądu Rejonowego w Kielcach, przypomina, że obowiązek ewaluacji standardów ochrony małoletniego (SOM) wprowadzono po to, by narzędzie to nie pozostało jedynie „na papierze”. Nie ma też wątpliwości, że taka ewaluacja jest istotna z punktu widzenia samych dzieci i ich bezpieczeństwa.

Nie możemy zapominać o tym, że celem SOM jest zwiększenie bezpieczeństwa dziecka. Pamiętam dyskusję nad SOM, wskazywanie, że to kolejny formalizm, biurokracja. I niestety, z tego co wiem, niektóre podmioty, które zgadzały się z tą opinią, tworzyły je tylko „po to, żeby były”, na zasadzie kopiuj-wklej, bez głębszej analizy, opierając się na gotowych opracowaniach, korzystając z pomocy firm oferujących pomoc w tym zakresie, nie dostosowując opracowywanych standardów do własnych potrzeb. Przez to były one nieprzydatne - mówi. Dodaje równocześnie, że wiele podmiotów, w szczególności szkół, przedszkoli, żłobków, uznało standardy za instrument bardzo ważny, o dużym potencjale edukacyjnym i profilaktycznym, także w relacjach dziecko-dziecko. – Nie oznacza to jednak, że mogą uznać swój obowiązek za spełniony. W ich przypadku ewaluacja również jest istotna, bo pozwoli na niezbędne doregulowania, aktualizację zasad ochrony - wskazuje. 

I podkreśla, że teraz jest moment, żeby przeanalizować własne potrzeby i wprowadzić do standardów poprawki lub uzupełnienia w obszarach, w których nie działają lub nie spełniają, tak jak powinny, swojej funkcji. - Dlatego cieszy również, że po tych dwóch latach wiele podmiotów czy jednostek zdało sobie sprawę, że nie ma sensu korzystać z gotowych wzorców, pomocy podmiotów zewnętrznych, które nie znają realiów ich funkcjonowania. Z tego co wiem, pracują już nad standardami samodzielnie, wspólnie np. z rodzicami, a tam gdzie to możliwe z dziećmi, mając też świadomość „mitów”, które się pojawiały na temat SOM. Prowadząc ewaluację SOM, nie zapominajmy, że w standardach chodzi też o to, byśmy nauczyli się ustalać możliwe do wystąpienia ryzyka, zwracać na nie uwagę, zarządzać nim i przygotować zawczasu sposób reagowania lub interwencji - podsumowuje. 

Podaje też konkretne przykłady. 

 Do kieleckiego Wydziału Rodzinnego i Nieletnich wpływa dużo zawiadomień o tym, że należy dokonać wglądu w sytuację dziecka i sprawdzić, czy wszystko w domu jest w porządku. Jednak bardzo często jest też tak, że przekazywane sędziom informacje są zdawkowe. Tymczasem, żeby sędzia mógł dobrze ocenić sytuację – a przecież najważniejszy jest interes, dobro dziecka – w takim zawiadomieniu powinny się znaleźć konkretne, przydatne informacje. I taki wzór zawiadomienia do sądu, z wskazaniem punktowo, co warto podkreślić, napisać, na co zwrócić uwagę, warto na potrzeby standardów opracować. Przykładowo, jeżeli sąd po otrzymaniu zawiadomienia zarządzi sporządzenie wywiadu przez kuratora, to podczas jednorazowej wizyty może on wszystkiego nie wychwycić. Tymczasem pewne kwestie mają ogromne znaczenie, informacja o nich, może wpłynąć na decyzję sądu, a co za tym idzie sytuację dziecka – podkreśla.

Czytaj: Szkoły nieprzygotowane do standardów ochrony dzieci, MS kończy prace >>

Problemem nadal brak wiedzy i niezrozumienie

Sędzia Robert Opas, przewodniczący wydziału cywilnego Sądu Rejonowego w Kielcach, podkreśla wagę szkoleń i również ewaluacji standardów ochrony małoletniego. Jak przyznaje, sam jest ojcem autystycznego dziecka i miał okazję odczuć w praktyce, jak szkoły interpretują standardy ochrony małoletniego.

-Podobnie jak inni rodzice w takiej sytuacji zderzyliśmy się m.in. z problemami związanymi z próbą wykluczenia edukacyjnego dziecka. Natomiast największym zaskoczeniem było dla mnie to, że w trakcie rozmów z dyrekcją jednej ze szkół poinformowano nas, że po wejściu w życie przepisów wprowadzających standardy, nauczyciel ma ograniczone możliwości reakcji na zachowanie np. autodestrukcyjne dziecka, jak wskazano – nawet nie może go dotknąć. Takie podejście powoduje, że rodzice dzieci ze szczególnymi potrzebami są – można powiedzieć – zmuszani do podjęcia decyzji o nauczaniu indywidualnym, bo jedynym pomysłem na rozwiązanie problemu jest np. wezwanie pogotowia. Natomiast to nie jest tak, że standardy ograniczają czy wykluczają reakcję nauczyciela. Problem to nieznajomość, niezrozumienie przepisów i opracowanie standardów tak, że nie odzwierciedlają rzeczywistej sytuacji danej placówki – podkreśla.

Jak dodaje, o tym, jak duże są potrzeby w zakresie szkoleń ze standardów, świadczy fakt, jaką popularnością cieszyły się szkolenia organizowane przez sędziów. - Włączyłem się w to właśnie w związku z moją osobistą sytuacją, ale prawda jest taka, że przepisy zostały wprowadzone po to, żeby zadbać o bezpieczeństwo dzieci. Standardy nie są po to, by chować je do szuflady – mają z nich korzystać świadomie m.in. nauczyciele, kadra kierownicza. Mają być podstawą do tego, by dana placówka sprawnie i zgodnie z interesem dziecka reagowała w różnych sytuacjach – mówi sędzia. Podkreśla równocześnie, że ma pełne zrozumienie dla tego, jak wymagającym zawodem jest zawód nauczyciela.

 W szczególności w takich sytuacjach, kiedy dzieci mają szczególne potrzeby. Ale nauczyciele, podobnie jak inne zawody zaangażowane w opiekę nad dziećmi, potrzebują szkoleń, informacji dotyczących nie tylko tego, jakie mają obowiązki, ale też tego, co wynika ze standardów i co tak naprawdę mogą zrobić. Tym bardziej że bardzo często spotykają się ze strony rodziców z zarzutami czy sygnałami, że dziecko zostało dotknięte albo w zły sposób, albo potraktowane nie tak, jak trzeba, albo że został wykorzystany jego wizerunek. Brak wiedzy dotyczącej obowiązujących przepisów powoduje nie tylko to, że nie wiedzą, jak się zachować, ale też, że nie wiedzą, jak w takich sytuacjach się bronić – podkreśla sędzia Opas.

 

Jak przeprowadzić ewaluację?

Prof. Małgorzata Skórzewska-Amberg, z Katedry Teorii, Filozofii i Historii Prawa Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, podkreśla, że ewaluacja musi uwzględniać także sytuacje dotyczące dzieci, które w danej placówce miały miejsce i wymagały uruchomienia standardów.

- Teraz jest czas na to, żeby te zdarzenia przeanalizować, sprawdzić, czy to, co zostało wypracowane, w danym przypadku zadziałało, czy było dostosowane do realiów, do sytuacji danej placówki, jakie skutki spowodowało uruchomienie konkretnej procedury itd. Chodzi o to, żeby znaleźć też te elementy, które nie do końca się sprawdziły albo niezbyt dobrze funkcjonowały, zdiagnozować przyczynę i je zmienić - mówi.

W jej ocenie problemem nie jest to, że przykładowo szkoły posiłkowały się wzorami standardów, choćby modelowymi standardami umieszczonymi na stronie Zespołu do spraw ochrony małoletnich działającego przy ministrze sprawiedliwości, ale to, że nie zawsze dostosowywały je do swoich potrzeb. 

 Teraz, powtórzę, powinno się wrócić do tego, co już się wydarzyło, sprawdzić, jak wyglądała reakcja, jak zadziałali poszczególni pracownicy i jaki to miało wpływ na sytuację dziecka. Przykładowo, jeśli pojawiły się problemy związane z molestowaniem dzieci czy przemocą rówieśniczą, to w trakcie ewaluacji powinno się sprawdzić, czy w danej szkole/placówce w konkretnym przypadku konkretne standardy się sprawdziły. Czy pracownicy byli świadomi swoich obowiązków, co zrobili z przekazanymi im informacjami, czy była dobra komunikacja pomiędzy poszczególnymi służbami, organami, jak zabezpieczono interes dzieci, jakiego wsparcia im udzielono i co stało się dalej. Tylko taka analiza pozwoli na poprawienie ewentualnych bolączek, tak by procedury zadziałały w przyszłości - podsumowuje profesor.

Konsekwencje braku ewaluacji poniosą dzieci 

Sędzia Matysek podkreśla, że nieprzeprowadzenie przez podmioty własnej i dogłębnej ewaluacji standardów negatywnie odbije się... na poziomie bezpieczeństwa dzieci. 

 Nie powinno być tak, że szkoły, przedszkola czy inne placówki opierają się na instrumentach, które nie są do nich w żaden sposób dostosowane, które w żaden sposób nie spełniają oczekiwań czy potrzeb danego miejsca. W takim przypadku niestety sami stwarzamy ryzyko sytuacji zagrożenia dla bezpieczeństwa dzieci, tego że coś nie zostanie w odpowiednim momencie zauważone. Po bulwersującej sprawie Kamilka wiele mówiło się o konieczności zmian systemowych zwiększających bezpieczeństwo dzieci. Funkcję tę mają spełniać miedzy innymi standardy. Dajmy im szansę. Ich ewaluacja, poprawianie, dostosowywanie jest też wyrazem odpowiedzialności i naszym moralnym obowiązkiem – podsumowuje.  

 

Polecamy książki prawnicze