Prof. Tuleja: Nowi sędziowie w TK nie wystarczą, Trybunał potrzebuje legitymizacji
Ślubowanie czwórki nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego w Sejmie, w sytuacji gdy prezydent – mimo ustawowego wymogu – ślubowania od nich nie odebrał, jest uzasadnione. Powinni jak najszybciej zacząć pełnić swoje sędziowskie obowiązki. Inną kwestią jest natomiast to, czy taka zmiana wystarczy do odblokowania Trybunału. W mojej ocenie potrzebuje on legitymizacji, której nie ma już od dłuższego czasu, a która będzie wymagać pewnego konsensusu co do jego działalności i orzeczeń – mówi prof. Piotr Tuleja, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku oraz kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Patrycja Rojek-Socha: Panie Profesorze, czy prezydent miał podstawy, żeby zwlekać z odebraniem ślubowania od czwórki sędziów TK wybranych przez Sejm?
Piotr Tuleja: W mojej ocenie nie było ku temu żadnych podstaw, bo to Sejm – zgodnie z Konstytucją – wybiera sędziów Trybunału Konstytucyjnego. I w tym zakresie wielu konstytucjonalistów jest zgodnych. Dla mnie sytuacja, w której prezydent tak naprawdę uniemożliwia po pierwsze zrealizowanie przez Sejm jego konstytucyjnych kompetencji w zakresie wyboru sędziów do TK, a po drugie – w efekcie takiego działania – tak naprawdę uniemożliwia funkcjonowanie samego Trybunału Konstytucyjnego, jest deliktem konstytucyjnym. I to niezależnie – podkreślmy – od tego, jak oceniamy fakt, że wybrano równocześnie 6 sędziów, a nie wybierano ich stopniowo, zgodnie z tym, jak kończyła się kadencja ich poprzedników. Prezydent jest zobligowany do odebrania od nich ślubowania; zgodnie z ustawą sędziowie TK ślubują wobec prezydenta i prezydent nie ma w tym zakresie żadnego ruchu.
Czytaj: 9 kwietnia w Sejmie ślubowanie czterech sędziów TK, zaprosili prezydenta>>
A sam pomysł, żeby ślubowanie odbyło się w Sejmie, wobec marszałka Sejmu?
Taka formuła jest również dla mnie uzasadniona tym, że to marszałek Sejmu jest odpowiedzialny za wykonanie uchwały Sejmu o wyborze sędziów TK. Natomiast powiedzmy wprost: problem leży chyba trochę poza takimi stricte prawnymi argumentami. Tu nie chodzi jedynie o to, że ci sędziowie przeszli procedurę – to samo w sobie nie spowoduje, że Trybunał zostanie odblokowany. Najistotniejsze jest bowiem to, by Trybunał Konstytucyjny ponownie był legitymizowany do działania; tymczasem jest zdelegitymizowany i to od dłuższego czasu. Zastanawiam się więc, czy samo ślubowanie sędziów – które oczywiście jest bardzo ważne i w świetle prawa w takiej formie dopuszczalne – cokolwiek w tym zakresie zmieni.
Czytaj też w LEX: Granat Mirosław, Kryzys obowiązywania Konstytucji RP >
Jak rozumiem, chodzi o to, czy Trybunał Konstytucyjny będzie w nowych składach orzekać?
Przede wszystkim o to, czy TK po uzupełnieniu sędziowskich wakatów zacznie pełnić te wszystkie funkcje, które wynikają z ustaw, a przede wszystkim z Konstytucji. To jest też kwestia tego, by Trybunał Konstytucyjny zaczął się znowu cieszyć powszechnym uznaniem. Pożądany jest konsens co do jego działalności i jego orzeczeń. Dlatego sam zadaje sobie pytanie czy i w jakim kierunku sytuacja zmieni się po zaprzysiężeniu sędziów? Nie jestem bowiem do końca przekonany, czy politycy są na to gotowi, albo czy fakt, że nie ma obecnie sądu konstytucyjnego, który powinien wyznaczać granicę ich działalności, nie jest im trochę na rękę.
Czytaj: HFPCz: Jeśli prezydent nie odbierze ślubowania od sędziów TK, popełni delikt konstytucyjny>>
Czytaj też w LEX: Wiącek Marcin, Kryzys sądownictwa w Polsce z perspektywy zasady podziału władzy >
Czy po ślubowaniu sędziów TK prezes Trybunału może im w jakikolwiek sposób utrudnić albo uniemożliwić orzekanie?
Sędziowie po ślubowaniu, zgodnie z ustawą o statusie sędziów TK, mają się niezwłocznie stawić w Trybunale i rozpocząć pracę. Prezes nie ma w tym zakresie już żadnego ruchu, choć oczywiście pamiętamy, że różne sytuacje się zdarzały. Sytuacja, w której o dopuszczeniu sędziów do orzekania de facto decydowałaby straż trybunalska byłaby najgorszą z możliwych. Jakiekolwiek działania zmierzające do tego, by uniemożliwić nowym sędziom orzekanie, będą fatalne w skutkach i przedłużą kryzys wokół Trybunału. Moim zdaniem sędziowie powinni objąć swój urząd i zacząć wykonywać swoje obowiązki sędziowskie. Ich kadencja – przypomnę – rozpoczęła się w chwili wyboru przez Sejm.
Czytaj też w LEX: Znaczenie orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dla naprawy wymiaru sprawiedliwości po kryzysie praworządności w Polsce >
Co w takim razie z wyrokami Trybunału Konstytucyjnego, które na mocy decyzji rządu nie są publikowane od grudnia 2024 r.? Teraz powinny być publikowane – wcześniejsze również?
Zacznijmy od tego, że zawsze widziałem problem w niepublikowaniu wszystkich wyroków Trybunału. Problematyczne jest w szczególności niepublikowanie wyroków stwierdzających naruszenie konstytucyjnych praw człowieka. Natomiast w tym momencie trzeba by przyjąć jakąś koncepcję i zastanowić się, czy np. publikujemy wszystkie, czy nie publikujemy wyroków, które wydano z tzw. dublerami w składzie. Trzeba też przeanalizować wyrok TSUE z 18 grudnia 2025 r., w którym wskazano, że polski Trybunał Konstytucyjny nie może zostać uznany za niezawisły i bezstronny „sąd ustanowiony na mocy ustawy", jak tego wymaga art. 19 ust. 1 akapit drugi TUE, wzmocniony przez art. 47 Karty, i zastanowić się, jak ono wpływa na ewentualną publikację wyroków TK. Do tego dochodzą takie kwestie, jak np. to, czy sędzia, który pracował nad daną ustawą zanim został sędzią TK, może orzekać o jej konstytucyjności. Jakie znaczenie ma niewyłącznie sędziego, gdy powinien być wyłączony z mocy prawa? Najbardziej klarowna, gdy chodzi o niepublikowanie, jest sytuacja, gdy w wydaniu orzeczenia brała udział osoba wybrana na miejsce już obsadzone. Przypomnę też, że sytuacje, w których wyroki nie były publikowane, a potem były ogłaszane w Monitorze Polskim z adnotacją, że coś jest orzeczeniem, a nie wiadomo, czy jest wyrokiem – już w przeszłości, a konkretnie w 2016 r., miały miejsce. Myślę, że największym problemem w tej sytuacji jest to, że o publikacji wyroków decyduje władza wykonawcza. To nigdy, z punktu widzenia władzy sądowniczej, nie jest niestety dobrym rozwiązaniem, bo w pewnym momencie to premier czy szef RCL decydują, który wyrok spełnia kryteria niezależności, a który nie. Problem niepublikowania orzeczeń, który zapewne wymagałby odrębnego i obszernego komentarza pokazuje, że rozpad państwa prawa jest samonapędzającą się machiną, a później jest szalenie trudno praworządność przywrócić.
Czytaj też w LEX: Piotrowski Ryszard, Znaczenie trójpodziału władzy dla wymiaru sprawiedliwości >





