Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Skarga nadzwyczajna gorsza od dawnej rewizji

Autorzy regulacji wprowadzającej skargę nadzwyczajną nie ukrywali, że inspiracją była dla nich rewizja nadzwyczajna. Czyli twór państwa totalitarnego, stworzony w warunkach braku podziału władz, oddający inicjatywę kontroli nad prawomocnymi orzeczeniami sądowymi czynnikom politycznym - twierdzą prof. Tadeusz Ereciński i prof. Karol Weitz.

Skarga nadzwyczajna gorsza od dawnej rewizji
Źródło: iStock

Czytaj: Skarga nadzwyczajna już do zastosowania>>

Jak przypominają, w artykule, który ukaże się w lutowym wydaniu "Przeglądu Sądowego", pozostająca w wyłącznej dyspozycji instytucji publicznych rewizja nadzwyczajna stawiała obywateli w roli petentów wnoszących o działanie w ich sprawie. Oparta na ogólnikowych podstawach pozwalała – stosownie do tego, jakie były potrzeby władzy politycznej – na ingerencję w prawomocne orzeczenia. W 1996 r. została usunięta z polskiego systemu prawnego jako nieprzystająca do standardów państwa demokratycznego i zastąpiona kasacją, oddaną do dyspozycji stron i uczestników postępowania.

Nowa skarga idzie dalej niż dawna rewizja

Zdaniem autorów opracowania, powrót do idei rewizji nadzwyczajnej w kształcie skargi nadzwyczajnej oznacza powrót do wszystkich złych praktyk, które występowały w okresie PRL. - Jest to rozwiązanie nawet dalej idące, ponieważ skarga nadzwyczajna obejmuje także kontrolę faktów, a ponadto powiększa się liczba środków umożliwiających w sprawach kasacyjnych wielokrotne zajmowanie się sprawą przez sądy - stwierdzają.
Jak podkreślają, skarga nadzwyczajna ma szeroki zakres dopuszczalności (art. 89 § 1 ustawy – każde prawomocne orzeczenie kończące postępowanie w sprawy). Obejmuje nie tylko orzeczenia merytoryczne (orzekające co do istoty sprawy), ale także formalne (np. o odrzuceniu pozwu albo umorzeniu postępowania), a ponadto odnosi się do sądów powszechnych obu instancji. - Powstaje pytanie, dlaczego skarga może być wnoszona także od orzeczeń wydanych w pierwszej albo drugiej instancji, które mogły być zaskarżone, ale strona nie skorzystała z takiej możliwości. Trudno zgodzić z się z rozwiązaniem, które nie uwzględnia tego, czy sama strona dbała o swoje prawa, czy też zrezygnowała z tego nie wnosząc środka zaskarżenia (zwyczajnego albo nadzwyczajnego) - czytamy w opracowaniu.

Czytaj: Skarga nadzwyczajna w kolizji ze skargą o stwierdzenie niezgodności z prawem>>

Po co zwykłe środki, skoro jest specjalny?

Zdaniem profesorów Erecińskiego i Weitza, takie rozwiązanie może skłaniać strony do „pomijania” środków zaskarżenia (zwyczajnych lub nadzwyczajnych) i od razu liczenia na skuteczną interwencję u podmiotu uprawnionego do wniesienia skargi nadzwyczajnej. - Szerokie ujęcie przedmiotowego zakresu skargi nadzwyczajnej otwiera drogę do podważania za jej pomocą bardzo licznych orzeczeń, co – przy uwzględnieniu ewentualności politycznej instrumentalizacji samej skargi – stwarza niezwykle poważne ryzyko politycznie inspirowanej lub stymulowanej kontroli nad orzecznictwem sądów powszechnych. Jest tak tym bardziej, że rozpoznawanie skarg nadzwyczajnych powierzone zostało nowo utworzonej Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, w całości obsadzonej osobami powołanymi według nowych reguł obsadzania stanowisk w Sądzie Najwyższym.

Czytaj: Prof. Pisuliński: po skardze nadzwyczajnej niepewność prawa>>

Prokuratura ma narzędzie kontroli nad orzecznictwem

Jako potencjalne zagrożenie dla wymiaru sprawiedliwości autorzy wskazują nieograniczoną legitymację Prokuratora Generalnego i Rzecznika Praw Obywatelskich, którzy mogą wnieść skargę w każdej sprawie. Ich zdaniem, uwzględniając ustrojowe i procesowe usytuowanie Prokuratora Generalnego, może on wnieść skargę nadzwyczajną w sprawach, w których podlegli mu prokuratorzy działali w charakterze strony postępowania, oraz może inicjować sprawowanie pełnego nadzoru judykacyjnego niemal nad wszystkimi prawomocnymi orzeczeniami sądów powszechnych.
Autorzy zauważają też, że w przyjętej konstrukcji legitymacji czynnej uderza to, że strona lub uczestnik zakończonego postępowania sądowego mogą występować – podobnie, jak to było pod rządami rewizji nadzwyczajnej – wyłącznie w charakterze petenta, choć chodzi o ich sprawę. Strona może tylko prosić o wniesienie skargi nadzwyczajnej, a ponadto uprawniony podmiot będzie mógł wnieść skargę z urzędu wbrew jej woli. - W konsekwencji oznacza to nierówność stron wobec prawa - czytamy w komentarzu.

Uznaniowość drogą do nadużyć

Zdaniem Tadeusza Erecińskiego i Karola Weitza niebezpieczeństwa mogą nieść w sobie również niezwykle szeroko i nieprecyzyjnie ujęte podstawy skargi nadzwyczajnej, co może skutkować uznaniowością w w korzystaniu z tej instytucji. - Uznaniowość ta otwiera drogę do nadużyć, w tym do wykorzystywania skargi w sposób instrumentalny, podporządkowany celom mogącym wykraczać poza kontrolę rozstrzygnięcia pod kątem jego prawidłowości pod względem faktycznym lub prawnym, a nakierowanym na to, żeby dokonać jego korekty w kierunku oczekiwanym przez podmioty legitymowane do wniesienia skargi (w tym czynniki polityczne) i niezależnie od stanowiska stron lub uczestników, których dotyczyła sprawa - czytamy w opracowaniu.

Artykuł SKARGA NADZWYCZAJNA W SPRAWACH CYWILNYCH ukaże się w lutowym wydaniu "Przeglądu Sądowego"

Autor:

Polecamy książki prawnicze