Patrycja Rojek-Socha: Pani Profesor, pojawiła się właśnie informacja o postanowieniu sądu rejonowego w Giżycku, który stwierdził, że nie może zająć się podziałem majątku, bo orzeczenie dotyczące rozwodu nie istnieje ze względu na to, że w składzie była sędzia powołana w procedurze przed obecną KRS. Jak można to ocenić z punktu widzenia Konstytucji i prawa do sądu?

Monika Haczkowska: Jeśli przeanalizujemy brzmienie artykułu 45 ust. 1 Konstytucji, to mamy wskazanie, że prawem konstytucyjnym każdego obywatela jest to, by jego sprawa nie tylko została rozpoznana w sposób sprawiedliwy i jawny, oczywiście bez nieuzasadnionej zwłoki, ale też – co jest istotne w tym przypadku – przez niezależny, niezawisły i właściwy sąd. I myślę, że cały problem polega właśnie na tym, że jeżeli są wątpliwości co do składu sądu, jeżeli jest on niewłaściwie obsadzony, to każdy, kto podlega jurysdykcji polskich sądów, ma prawo domagać się w tym zakresie zmiany, spełnienia tego konstytucyjnego standardu. Jeśli nie zostanie on spełniony, to obywatel zostaje de facto pozbawiony konstytucyjnego prawa do sądu. To wynika z naszej Konstytucji, ale też jest zagwarantowane w aktach prawa międzynarodowego – myślę tutaj o Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i jest obudowane przebogatym orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, czy też ostatnio Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Czytaj: Orzekał tzw. neosędzia, więc nie ma rozwodu>>

To oznacza, że obywatele nie powinni być pewni uzyskanych w sądach rozstrzygnięć?

Są głosy, także w środowisku prawniczym, że skoro mamy cały czas do czynienia z nieprawidłowymi składami w sądach ze względu na udział w nich sędziów powołanych po 2017 r., to oznacza to, że istnieje duże ryzyko, iż te sprawy nie zostały rozstrzygnięte, bo te sądy nie spełniały wymogów konstytucyjnych.

Czytaj też w LEX: Krytyczny przegląd wybranego orzecznictwa sądów administracyjnych wobec statusu tzw. neosędziów w latach 2018–2023 >

I co dalej?

Jeśli spojrzymy na to z punktu widzenia procedur – czy to cywilnej, karnej, czy przed sądami administracyjnymi – to oczywiście są w kodeksach podstawy do tego, by takie orzeczenia wzruszyć, choć nie wszystkie. W przypadku spraw cywilnych są podstawy do wznowienia postępowania – choćby art. 401 kodeksu postępowania cywilnego – który wskazuje, że jedną z przesłanek nieważności i przesłanką do wznowienia jest to, że w składzie sądu uczestniczyła osoba nieuprawniona albo jeżeli orzekał sędzia wyłączony z mocy ustawy, a strona przed uprawomocnieniem się wyroku nie mogła domagać się wyłączenia. Generalnie, jeżeli mówimy o prawomocnym już orzeczeniu albo ostatecznej decyzji sądu, to pozostają nam de facto trzy ścieżki. Albo jest to skarga kasacyjna, albo jest to stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia, albo jest to wznowienie postępowania.

Czytaj też w LEX: Sędzia bez sądu ustanowionego prawem >

Czytaj: Wyrok nieistniejący orężem w walce o praworządność, ale... bez podstaw prawnych>>

Przypomnijmy, że chodzi o sprawy szczególnie wrażliwe – rozwodowe, spadkowe.

Zgadza się. I znowu mamy np. art. 400 k.p.c., który wprost wskazuje, że niedopuszczalna jest skarga o wznowienie od wyroku orzekającego unieważnienie małżeństwa lub rozwód albo ustalającego nieistnienie małżeństwa, jeżeli choćby jedna ze stron zawarła po jego uprawomocnieniu się nowy związek małżeński. To, co myślę jest istotne, to to, że czymś innym jest nieważność postępowania, a czymś innym wyrok nieistniejący. W pierwszym przypadku chodzi o rozstrzygnięcie, które z powodu rażących naruszeń prawa jest formalnie istniejące, lecz obarczone tak poważną wadą, która stanowi przyczynę nieważności postępowania wskazaną w art. 379 pkt 4 k.p.c. Z kolei wyrok nieistniejący (sententia non existens) to orzeczenie, którego nie ma, nie wywołuje skutków prawnych i apelacja od niego jest niedopuszczalna. Skoro zatem wyroku nie ma, to jakiekolwiek czynności procesowe są zbędne, nie może być on uchylany czy korygowany w żaden sposób. Problem, który obecnie mamy, a myślę tutaj o sytuacji wokół KRS i w sądach, jest tak nabrzmiały, że nie da się go rozwiązać bez pilnej interwencji ustawodawcy. Więcej, w obecnej sytuacji obywatel nie może mieć pewności, że orzeczenie, które uzyskał w sądzie, mówiąc kolokwialnie, się utrzyma. I oczywiście do końca 2026 r. zostało przesunięte zobowiązanie Polski do wdrożenia wyroku pilotażowego ETPCz Wałęsa przeciwko Polsce, ale to w żaden sposób nie wpływa na potrzebę jak najszybszego uregulowania kwestii statusu sędziów powołanych od 2017 r. Bez tego będzie trwała niepewność prawna, która tak naprawdę uderza w obywateli.

Czytaj też w LEX: Oddając głos sędziom: opinie sędziów co do statusu sędziów powołanych po 2017 r. – badanie empiryczne >

To od razu przypomnijmy, że ustawa praworządnościowa, projekt, jest na etapie prac Sejmu i zakłada dość ograniczoną możliwość wzruszania orzeczeń sędziów powołanych po 2017 r.

Tak, bo założeniem projektodawcy było zagwarantowanie pewności obrotu prawnego. Czyli co do zasady orzeczenia pozostają w mocy, wzruszyć można je będzie tylko wtedy, gdy na etapie postępowań czy środków odwoławczych strony podnosiły wątpliwości co do składu w kontekście nominacji z udziałem obecnej KRS, i ma być na to krótki – bo miesięczny – termin. Ale znowu, gdyby taka sprawa dotyczyła unieważnienia małżeństwa, rozwodu, ustalenia nieistnienia małżeństwa, a druga strona weszłaby w kolejny związek małżeński, to nie będzie można tego oczywiście wzruszyć. Więc powtarzam: problem jest ogromny, uregulowanie kwestii statusu sędziów i procedury nominacyjnej przez prawidłowo ukształtowaną KRS, rozwiązanie problemu wadliwości orzeczeń wydanych z udziałem sędziów powołanych po 2018 roku, a tym samym zażegnanie kryzysu konstytucyjnego - jest konieczne. Sprawa jest obecnie w rękach polityków, czeka nas cała ścieżka legislacyjna, a na końcu kwestia podpisu prezydenta. Pozostaje tylko nadzieja, że ze względu na to, w jakiej sytuacji znajdują się obecnie obywatele, wola rozwiązania problemu będzie.

Czytaj też w LEX: Safjan Marek, O stosowaniu Konstytucji w niekonstytucyjnym otoczeniu, czyli jak uniknąć naruszania rządów prawa w procesie przywracania rządów prawa >

Obywatel myślał, że się rozwiódł, ale rozwodu nie ma – może liczyć na odszkodowanie?

Oczywiście. Mamy uregulowaną odpowiedzialność odszkodowawczą państwa za szkodę wyrządzoną bezprawnym działaniem organów władzy publicznej. To jest pojęcie bardzo szerokie, a uprawnienie każdego do dochodzenia roszczeń  jest zakotwiczone w artykule 77 ust. 1 Konstytucji. Z kolei np. art. 417 i 417[1] kodeksu cywilnego regulują kwestię tej odpowiedzialności i tego, kiedy można procedurę uruchomić. Podkreślić jednak trzeba, że w świetle tych przepisów musimy mieć prejudykat w postaci orzeczenia stwierdzającego, że faktycznie obywatel poniósł szkodę w wyniku wydania prawomocnego orzeczenia przez sąd albo ostatecznej decyzji administracyjnej. W postępowaniu cywilnym taką podstawą będzie na przykład orzeczenie Sądu Najwyższego wydane właśnie w trybie skargi kasacyjnej albo wznowienia postępowania albo stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia. Niestety brak takiego prejudykatu może stanowić podstawę do oddalenia powództwa, z wyjątkiem sytuacji określonej w art. 424[1b] k.p.c., tj., gdyby skarga taka nie przysługiwała od prawomocnego orzeczenia niezgodnego z prawem, a obywatel poniósł szkodę. Warunkiem jest jednak to, że skorzystał on z przysługujących mu środków prawnych.   

Jest to oczywiście długa droga, ale wszystko jest możliwe. Zresztą podejrzewam, że skutki tego kryzysu konstytucyjnego wielu z nas będzie odczuwać przez lata i zapewne część obywateli zdecyduje się na wejście na ścieżkę odszkodowawczą.

 

Nowość
Nakazy zapłaty w procesie cywilnym
-10%
Nowość

Agnieszka Laskowska-Hulisz

Sprawdź  

Cena promocyjna: 179.1 zł

|

Cena regularna: 199 zł

|

Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 149.25 zł


Co w takim razie z relacją klient – pełnomocnik? Czy pełnomocnicy mogą się obawiać, że taki klient po informacji o nieistniejącym wyroku będzie się domagać roszczenia od nich?

To nie będzie proste. Taki klient musiałby wykazać, że pełnomocnik nie dopełnił swoich obowiązków jako pełnomocnik profesjonalny. Oczywiście możliwa jest uruchomienie procedury dyscyplinarnej w stosunku do takiego pełnomocnika, ale musi to być oparte o mocne dowody, że doszło do działania wbrew interesowi klienta i że klient poniósł szkodę. Przykładowo klient cały czas domagał się wniosku o wyłączenie sędziego, podnosił swoje wątpliwości, a pełnomocnik go zignorował. Przy czym i w takiej sytuacji trzeba pamiętać, że klient ma możliwość wypowiedzenia pełnomocnictwa, więc jeśli tego nie zrobi, to znowu powstaje pytanie, czy rzeczywiście można mówić, że pełnomocnik działał na jego szkodę i on poniósł szkodę. Przecież mógł znaleźć innego adwokata lub radcę, nawet w innym mieście.

Czytaj też w LEX: Odpowiedzialność cywilna za szkody wyrządzone klientom w wyniku wykorzystywania przez radców prawnych systemów sztucznej inteligencji >