Sprawy frankowe – wyrok w I instancji w dwa lata, w drugiej - po trzech
Mniej wpływających spraw, więcej zawieranych ugód, częstsze odstępowanie przez banki od składania apelacji, ujednolicone orzecznictwo i usprawnienia w sądach, to przyczyny sprawniejszego rozpoznawania spraw dotyczących kredytów waloryzowanych do waluty obcej. W sprawach frankowych, jak mówią prawnicy, sytuacja w sądach I instancji się normuje, za to w apelacji nadal na rozstrzygnięcie trzeba poczekać.

Pod koniec maja Sejm przyjął tzw. ustawę frankową, której celem jest usprawnienie rozpatrywania przez sądy tychże spraw. Z danych MS wynika, że w sądach okręgowych sprawy frankowe to wciąż 25 proc. całej kolejki spraw cywilnych procesowych, w sądach apelacyjnych – sprawy frankowe stanowią aż 70 proc. wszystkich oczekujących spraw, a 76 proc. „załatwień" dotyczy właśnie tego typu spraw.
Czytaj: Sejm wreszcie przyjął ustawę frankową>>
Pozew frankowy doręczony bankowi wstrzyma spłatę kredytu>>
Jak widzą to prawnicy?
Jak mówi nam Wojciech Ciesielski, adwokat, Bochenek, Ciesielski i Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych, w sądach okręgowych, w których toczy się zdecydowana większość pierwszoinstancyjnych postępowań frankowych, zaobserwowano co do zasady przyspieszenie rozpoznawania spraw w porównaniu chociażby do stanu sprzed dwóch lat.
Świadczy o tym choćby liczba wydawanych wyroków i rosnące tzw. opanowanie wpływu, czyli stosunek rozstrzygnięć w sprawach frankowych do nowych postępowań inicjowanych przez frankowiczów i banki – mówi Wojciech Ciesielski. Kacper Sampławski, radca prawny, KS Legal, zauważa, że sprawy frankowe toczą się dotychczasowym tempem, aczkolwiek sądy, szczególnie w Warszawie, zaczynają rozpoznawać więcej spraw niż wpływa nowych.
Pozytywny trend dobrze obrazują najbardziej obłożone sądy w Polsce, które jeszcze do niedawna miały duże problemy z opanowaniem napływu nowych spraw. Mec. Ciesielski wskazuje, że przykładowo w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga w minionym 2025 roku wpłynęło 3291 spraw frankowych, a załatwiono 5738 spraw, a zatem opanowanie wpływu wyniosło aż 174 proc. Dla porównania w 2024 r. wartość ta wynosiła tylko 74 proc. (załatwiono 4588 spraw przy wpływie 6183). Jeszcze lepiej jest w Sądzie Okręgowym w Warszawie, który w 2025 r. może pochwalić się opanowaniem wpływu spraw frankowych na poziomie 211 proc. (załatwiono 22 206 spraw przy wpływie 10 529 nowych spraw), podczas gdy w 2024 roku wartość ta była dużo niższa i wyniosła 118 proc. (załatwiono 20 732 sprawy przy wpływie 17 552).
520 dni na rozstrzygnięcie w pierwszej instancji
Średni czas trwania postępowania w pierwszej instancji szacowany jest na ok. 520 dni. Statystycznie najszybciej sprawy są rozpoznawane w mniejszych ośrodkach, takich jak Suwałki, Piotrków Trybunalski, Częstochowa czy Elbląg, gdzie frankowicz statystycznie uzyska wyrok szybciej niż w rok od złożenia pozwu. Na drugim biegunie są największe sądy – Sąd Okręgowy w Warszawie czy Sąd Okręgowy w Gdańsku – gdzie statystycznie przyjdzie czekać na rozstrzygnięcie od 2 do 3 lat.
Napływ spraw kredytów waloryzowanych do waluty obcej, choć mniejszy niż w ubiegłych latach, to nadal jest znaczący.
Myślę, że większość osób, które mogły, już poszły do sądu – uważa Maciej Wojciechowski, radca prawny w Xaltum Barczak Rozpara Kancelaria Radców Prawnych.
Zmienia się struktura nowych spraw. - Do sądu udaje się coraz więcej kredytobiorców ze spłaconym kredytem oraz ci, którzy mają kredyt waloryzowany do waluty euro czy dolara - dodaje mec. Ciesielski.
Zdaniem radcy prawnego wiele osób nie wie jeszcze, że pomimo spłaty kredytu wcześniej – mogą pozwać bank – co w jego ocenie może stanowić największą grupę potencjalnych jeszcze klientów.
Ugody przyczyniają się do przyspieszania rozpoznawania spraw
Wśród czynników przyspieszających rozpoznawanie spraw prawnicy wymieniają mniej wpływających spraw, więcej zawieranych ugód, częstsze odstępowanie przez banki od składania apelacji, ujednolicone orzecznictwo i usprawnienia w sądach.
Obecne przyspieszenie zawdzięczamy głównie bankom, które zaczęły oferować naprawdę dobre, a nierzadko wręcz świetne ugody. Klienci, po przeliczeniu korzyści, coraz chętniej na te propozycje przystają. Skutkuje to tym, że znaczna część postępowań kończy się po prostu cofnięciem pozwu. Dzięki temu sądy pierwszej instancji mają fizycznie mniej pracy i mogą szybciej wyznaczać terminy dla pozostałych spraw – podkreśla Daniel Ostaszewski, radca prawny, mediator i syndyk z kancelarii FIROST Firlej & Ostaszewski.
Wojciech Wandzel, adwokat z KKG Legal, zwraca uwagę na to, że można odnotować bardzo dużą liczbę ugód zawieranych w ramach toczących się postępowań.
Ugoda to najlepszy sposób na zakończenie sporu, ponieważ w jej ramach rozliczane jest nie tylko roszczenie kredytobiorcy, ale również roszczenie banku o zwrot kapitału kredytu. Co warte przy tym podkreślenia, kredytodawcy proponują bardzo atrakcyjne warunki finansowe ugód i w związku z tym w mojej ocenie zdecydowana większość spraw powinna kończyć się zawarciem ugody – mówi mec. Wandzel.
W sądach apelacyjnych i powyżej trzech lat
Gorzej sytuacja wygląda w sądach apelacyjnych, do których trafiały apelacje głównie składane przez banki. – Na rozpoznanie apelacji, chociażby w poznańskim Sądzie Apelacyjnym, trzeba czekać czasem 3 lata i więcej. Dochodzi więc do absurdalnych sytuacji, w których sprawy – z pozoru wysoce schematyczne i oparte na sprawdzonych argumentach – są w systemie rozpatrywane przez wiele lat – wskazuje Daniel Ostaszewski.
To właśnie w sądach apelacyjnych skumulowało się teraz najwięcej spraw, w których banki jeszcze do niedawna składały apelację niemal od każdego wyroku korzystnego dla kredytobiorców.
Sytuację powinno jednak rozładować coraz częstsze cofanie apelacji przez banki, zawieranie ugód na etapie drugoinstancyjnym, a także odpowiednia organizacja wydziałów, jak np. stworzenie w 2025 r. wyspecjalizowanego VIII Wydziału Cywilnego Sądu Apelacyjnego w Warszawie, do którego właściwości należą jedynie sprawy kredytów waloryzowanych do waluty obcej - uważa Wojciech Ciesielski.
Sędziowie w sądach apelacyjnych orzekają aktualnie w składach jednoosobowych, co także ma wpływ na przyspieszenie orzekania.
Mecenas Ostaszewski zwraca uwagę na to, że sporym echem w świecie prawniczym i sędziowskim odbił się głośny wyrok TSUE w polskiej sprawie tzw. Lubrecznik (C-396/24). Zamiast w pełni ustabilizować sytuację, wywołał on w sądach wiele zamieszania. Część sądów zaczęła wracać do koncepcji, które wydawały się już dawno pogrzebane, takich jak teoria salda, przeliczanie franków szwajcarskich po kursie z dnia płatności czy obcinanie odsetek za opóźnienie.
- Ten trend odwrócił nieco wektory na salach sądowych. Jeszcze niedawno to banki masowo składały środki zaskarżenia. Teraz coraz częściej to konsumenci są zmuszeni wnosić apelacje, aby walczyć o utracone w I instancji odsetki, które w perspektywie kilkuletniego procesu stanowią ogromne kwoty - mówi mec. Ostaszewski.
Do tego dochodzą sprawy, w których to instytucje finansowe pozywają klientów o zwrot kapitału, a sądy nadal nie wypracowały w nich jednolitej linii orzeczniczej.
Jak podsumowuje mecenas, mimo iż merytoryczne fundamenty spraw frankowych są już solidnie ugruntowane, praktyka sądowa wciąż przypomina jazdę z przeszkodami. Szybsze tempo w I instancji jest niwelowane przez zatory w apelacji oraz nieprzewidywalność najnowszego orzecznictwa, co zmusza konsumentów i ich pełnomocników do ciągłej czujności.






