Trzeba mieć świadomość, że samo wprowadzenie sądów pokoju, w tym ich należyte wkomponowanie w istniejący porządek konstytucyjny oraz zastany system wymiaru sprawiedliwości, nie jest zadaniem drobnym ani prostym, lecz dużym i skomplikowanym przedsięwzięciem o charakterze prawno-organizacyjnym. Prawnym, gdyż poza opracowaniem założeń, a następnie projektu aktu prawnego rangi ustawowej regulującego ustrój i organizację tych sądów, a także sposób powoływania, status oraz prawa i obowiązki sędziów pokoju oraz niezbędnych przepisów wykonawczych, konieczne jest przygotowanie stosownych zmian dostosowawczych w istniejących przepisach prawa o ustroju sądów powszechnych, poszczególnych procedurach (Kodeks postępowania cywilnego, Kodeks postępowania karnego i Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia), a także – jak należy sądzić, ze względu na powiązaną z samą ideą sądu pokoju, koncepcję wyboru sędziów pokoju w demokratycznych wyborach połączonych z wyborami samorządowymi – Kodeksie wyborczym. W przypadku przyjęcia niektórych rozwiązań (np. ograniczenia prawa do apelacji od wyroku sądu pokoju do najcięższych uchybień, celem zapewnienia odpowiedniej sprawności postępowania w sprawach drobnych i prostych) konieczna byłaby również odpowiednia zmiana art. 176 Konstytucji gwarantującego co najmniej dwuinstancyjność postępowania.

Czytaj: Sądy pokoju mają sędziom pomóc, niedopracowane - tylko ich pogrążą>>

Nowi sędziowie też potrzebują miejsca do urzędowania

Równie ważne będą kwestie organizacyjne, z uwagi na potrzebę zapewnienia nowym sądom odpowiedniego zaplecza lokalowego i technicznego (tj. spełniających niezbędne standardy funkcjonalno-użytkowe siedziby sądów pokoju, w tym sale rozpraw, gabinety sędziowskie, sekretariaty oraz zaplecze socjalne i sanitarne) oraz personelu pomocniczego (asystenci, pracownicy sekretariatów), przeprowadzenie wyborów oraz niezbędnych szkoleń przygotowujących do sprawowania urzędu sędziego pokoju (z zasadniczym pytaniem o model: przejście szkolenia jako warunek uzyskania biernego prawa wyborczego, a więc możliwości kandydowania na sędziego pokoju, czy też szkolenie nie kandydatów lecz osób wybranych na urząd jak warunek uzyskania powołania sędziowskiego dopełniającego proces skutkujący uzyskaniem sędziowskiej inwestytury).

Do rozwiązania pozostaje również niebagatelny aspekt budżetowy, związany z zapewnieniem odpowiedniego finansowania dla ww. sądów.

Doświadczenie życiowe może nie wystarczyć

Na marginesie pozostawiam w tym miejscu pytanie, w jaki sposób autorzy propozycji wyobrażają sobie prowadzenie postępowań przez sędziów niezawodowych (w tym niemających wykształcenia prawniczego) w oparciu o coraz bardziej skomplikowane (by nie rzec: z trudem zrozumiałe, a często również niespójne wskutek kolejnych nieprzemyślanych, źle przygotowanych i pospiesznych nowelizacji) przepisy prawa procesowego, z których sensowną wykładnią i stosowaniem z coraz większym trudem radzą sobie sędziowie i pełnomocnicy „zawodowi”.

Ten sam problem dotyczy rozstrzygania spraw przy zastosowaniu równie złożonych norm prawa materialnego (w tym również prawa europejskiego opierającego się w dużym stopniu na precedensowym orzecznictwie TSUE, szczególnie istotnym w sprawach konsumenckich, które jak należy sądzić jako sprawy nominalnie „drobne i proste” znalazłyby się w sferze kognicji sądów pokoju). Jak się wydaje, w realiach konstytucyjnych i prawnomiędzynarodowych (w tym zwłaszcza unijnych – polskie sądy są również sądami Unii Europejskiej: mają zatem obowiązek stosować właściwe normy prawa europejskiego, bez względu na stopień ich skomplikowania) demokratycznego państwa prawnego opartego na zasadzie praworządności niemożliwym do przyjęcia rozwiązaniem byłoby zastąpienie przed sądami pokoju (bądź co bądź sądami państwowymi, a nie sądami polubownymi opierającymi swoją kompetencję do załatwiania powierzonych im sporów cywilnych na umowie stron) stosowania obowiązujących norm prawnych, orzekaniem ex aequo et bono, a więc na zasadach słuszności (na marginesie, również sądy polubowne działające w oparciu o konsens stron, dla zastąpienia stosowania norm właściwego prawa materialnego regułami słuszności wymagają wyraźnej akceptacji wszystkich stron postępowania).

 


Podstawą gwarancja polityczności i niezawisłości

Ze względu na koncepcję połączenia wyborów sędziów pokoju z wyborami samorządowymi, w warunkach niezwykle silnego upartyjnienia życia publicznego w Polsce nie tylko na szczeblu centralnym, ale również regionalnym i lokalnym, fundamentalnym problemem wydaje się być również zagwarantowanie rzeczywistej apolityczności i niezawisłości sędziów pokoju, a w konsekwencji również niezależności osadzanych nimi sądów. Byłoby niezwykle destrukcyjnym dla systemu wymiaru sprawiedliwości oraz całego państwa, gdyby o szansach na wybór na stanowisko sędziego pokoju miało decydować (bezpośrednie lub pośrednie) poparcie struktur partyjnych dysponujących całą machiną wyborczą w postaci środków finansowych, zaplecza personalnego oraz know-how pozwalającego na organizację skutecznych kampanii wyborczych.

Powyższe uwagi wstępne dotyczące stopnia złożoności i skomplikowania przedsięwzięcia w postaci implementacji (czy raczej implantowania) do polskiego systemu sądownictwa instytucji sądów pokoju, każą postawić pytanie o celowość podejmowania tego rodzaju ze wszech miar wymagającej, a zarazem rodzącej istotne wątpliwości inicjatywy oraz perspektyw jej ewentualnego powodzenia.

Próby już były i od nich odstąpiono

Ponieważ historia jest nauczycielką życia, dobrym punktem wyjścia dla oceny celowości wprowadzania do polskiego porządku prawnego sądów pokoju wydaje się nakreślenie krótkiej perspektywy historycznej. Wbrew popularnemu mitowi nie jest bowiem prawdą jakoby sądy pokoju były instytucją sprawdzoną i dobrze funkcjonującą w II Rzeczpospolitej. Prawdą jest, że na mocy Rozporządzenia Prezydenta RP z mocą ustawy - Prawa o ustroju sądów powszechnych z 1928 r. sądy te zostały formalnie wprowadzone do zunifikowanego systemu sądownictwa powszechnego jako sądy najniższego rzędu powołane do rozpoznawania części spośród spraw, należących do właściwości sądów grodzkich (odpowiednik obecnych sądów rejonowych), przekazanych sądom pokoju przez ustawy postępowania sądowego lub ustawy szczególne. W praktyce jednak instytucja sądów pokoju nie została nigdy wcielona w życie.

Przez 10 kolejnych lat nie wydano niezbędnego rozporządzenia wykonawczego, zaś samą ideę formalnie zarzucono, rugując sądy pokoju z polskiego porządku prawnego na mocy ustawy z 1938 r. o zniesieniu instytucji sądów przysięgłych i sędziów pokoju. Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się stało, jest poniekąd ściśle powiązana z samym źródłem wprowadzenia tej instytucji. Na etapie prac legislacyjnych nad p.u.s.p. z 1928 r. zakładano otóż, że ze względu na trudności kadrowo-organizacyjne związane z zapewnieniem odpowiedniej obsady sądów powszechnych przez zawodowych sędziów w organizującym się dopiero państwie po 123 latach zaborów, bazującym na ograniczonych zasobach, konieczne będzie uzupełnienie tych kadr „czynnikiem społecznym” w postaci obieralnych w demokratycznych wyborach, a więc cieszących się zaufaniem współobywateli sędziów pokoju, powołanych do rozpoznawania w pierwszej instancji spraw najdrobniejszych i najprostszych, a więc w założeniu możliwych do załatwienia przez osoby niemające wykształcenia prawniczego i przygotowania zawodowego, bez istotnej szkody dla rzetelności i prawidłowości rozstrzygnięć.

Ostatecznie uznano jednak, że wobec zadowalającego, organicznego rozwoju kadry sędziów zawodowych, sięganie po tego rodzaju „awaryjne” rozwiązanie nie jest konieczne, co spowodowało definitywne odstąpienie od wdrożenia instytucji sądów pokoju. Nasuwa się zatem pytanie czy w obecnych realiach, po ponad 30 latach funkcjonowania niezawisłej, demokratycznej Rzeczpospolitej rozwiązanie w postaci sędziów pokoju jest faktycznie niezbędne, a mówiąc wprost czy nie stanowi wyłącznie formy „ucieczki do przodu” przed rzeczywistymi i bardzo poważnymi problemami, które trawią rodzimy wymiar sprawiedliwości.

 


Sądy pokoju nie uzdrowią wymiaru sprawiedliwości

Instytucja sądów pokoju ma być zaaplikowana, jako lekarstwo na poważne bolączki polskiego sądownictwa, do których zalicza się powszechnie w szczególności przewlekłość postępowań. W tym zakresie - trzymając się paramedycznej terminologii – jasno stwierdzić trzeba, że przewlekłość postępowań jest jedynie objawem, a nie przyczyną choroby na którą cierpi rodzimy systemu wymiaru sprawiedliwości.

Przyczyn tych jest zaś co najmniej kilka. Wśród nich szczególnego wyeksponowania wymaga: potężna liczba wakatów na stanowiskach sędziowskich (sięgających 10 proc. etatów!); poważne deficyty kadrowo-organizacyjne na zapleczu sędziów odpowiedzialnych za wymierzanie sprawiedliwości w postaci asystentów sędziego (brak stałego, indywidualnego przypisania asystenta do sędziego, umożliwiającego dobrą współpracę opartą na relacji „mistrz-uczeń”, personalnej odpowiedzialności asystenta wobec sędziego oraz właściwego systemu motywacyjnego pozwalającego na optymalizację obsługi sędziowskich referatów), odpowiednio wynagradzanego i zatrudnianego na stabilnych umowach personelu sekretariatów; fatalna jakość dokonywanych nieustannie, źle przygotowanych i przeprowadzanych pospiesznie (bez właściwego dialogu społecznego) zmian prawa (z uwzględnieniem fundamentalnych dla pracy sądów procedur sądowych, czego dobrym przykładem jest „reforma” kodeksu postępowania cywilnego z 4.07.2019 r., która nie tylko nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań, ale wręcz spowodowała pogłębienie postępującego procesu dezintegracji procedury cywilnej), czy wreszcie destrukcyjny dla całego systemu prawnego konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa oraz Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, skutkujący brakiem pewności w tak elementarnych obszarach jak obowiązywanie norm prawnych wprowadzanych w uchwalanych aktach prawnych, status sędziów powoływanych lub awansowanych przy udziale obecnej Krajowej Rady Sądownictwa, a w konsekwencji trwałość prawomocnych orzeczeń sądowych wydawanych przy udziale tych sędziów, a wreszcie skuteczność funkcjonowania gwarancji niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Czytaj: Sędziowie pokoju przy starostwach i "pod okiem" prezesów sądów rejonowych - jest projekt MS>>
 

Zestawienie powyższej (jakże niekompletnej!) listy przypadłości polskiego sądownictwa AD 2021 z genezą i celem instytucji sądów pokoju w międzywojennej Polsce, nie napawa optymizmem. Operacja wprowadzenia sądów pokoju wykonana na organizmie sądownictwa nękanego poważnymi chorobami, jako substytut niezbędnych zabiegów i terapii służących wyeliminowaniu przyczyn, a nie jedynie złagodzeniu przykrych objawów schorzeń, nie tylko nie rokuje szczególnych szans powodzenia, ale może przyczynić się wręcz do dalszego pogorszenia stanu zdrowia pacjenta, włącznie z ryzykiem doprowadzenia go do stanu letalnego.