Pełniący obowiązki prezesa Izby sędzia Dariusz Czajkowski mówi portalowi Prawo.pl, że trzy spośród tych skarg dotyczą spraw karnych, jedna cywilnej. Trzy z nich skierował Rzecznik Praw Obywatelskich, jedną Prokurator Generalny. 

 


To nowe narzędzie odwoławcze obowiązuje od 3 kwietnia, wprowadziła je ustawa o Sądzie Najwyższym. Skargi nadzwyczajne do SN mogą kierować dwa podmioty - RPO i Prokurator Generalny. Jak dotąd oba podmioty informowały o skierowaniu pięciu skarg nadzwyczajnych - jednej z zakresu prawa karnego, jednej dotyczącej błędu medycznego, trzech dotyczących spraw cywilnych. Rozmówcy Prawo.pl podkreślają, że skierowanych skarg jest więcej - pięć było przygotowywanych przez RPO - dwie z zakresu prawa karnego, trzy cywilnego, kolejne także przez prokuraturę. Przynajmniej jedna sprawa została też zwrócona z SN do uzupełnienia. Rozbieżności mogą wynikać z kwestii formalnych - zarówno na etapie obu podmiotów jak i Sądu Najwyższego.

Czytaj: Błąd medyczny - pierwsza skarga nadzwyczajna do Sądu Najwyższego>> 

Przede wszystkim sprawdzane są braki formalne

Jak mówi Czajkowski, na tym etapie trudno dokonywać podsumowań w zakresie walorów merytorycznych czy potencjalnych braków formalnych wnoszonych środków. Przypomina, że zgodnie z przepisami to na prezesie Izby, a więc w tym przypadku na nim, ciąży obowiązek zbadania formalnych warunków wniesionej skargi oraz wydania wszelkich zarządzeń umożliwiających wyznaczenie sprawy na rozprawę. - Są to czasami dość stereotypowe czynności, jak np. zażądanie akt sądowych, jeśli do skargi nie zostały one dołączone - dodaje. 

W przypadku jednej z czterech skarg, które już są w Izbie, sędziowie czekają na przesłanie akt sprawy z sądu apelacyjnego. Gdy wpłyną i skład orzekający się z nimi zapozna, zostanie wyznaczony termin rozprawy. - Akta wraz załącznikami liczą ok. 300 tomów. Zatem nie należy oczekiwać, że sprawa zostanie wyznaczona np. za trzy tygodnie - mówi sędzia Czajkowski. I dodaje, że pozostałe sprawy dopiero wpłynęły, nie zostały jeszcze przeanalizowane pod względem formalnym. 

Nowa instytucja - duża odpowiedzialność

Prezes Czajkowski przyznaje, że orzekanie w sprawie skarg nadzwyczajnych wiąże się z dużą odpowiedzialnością, m.in. dlatego, że jest to instytucja nowa, która nie doczekała się jeszcze opracowań doktrynalnych. 

 


- Niejednokrotnie przyjdzie nam rozstrzygać o sprawie, w której wypowiadał się już Sąd Najwyższy w ramach postępowania kasacyjnego, jakkolwiek zarzuty przeciwko zaskarżonemu rozstrzygnięciu nie mogą być tożsame, o czym stanowi art. 90 par. 2 ustawy o Sądzie Najwyższym - mówi prezes Czajkowski. 

On sam nie widzi tu jednak kolizji. - Podstawy kasacyjne i podstawy skargi nadzwyczajnej częściowo tylko się pokrywają. Z art. 90 par. 2 ustawy o SN wynika jasno, że skargi nadzwyczajnej nie można oprzeć na zarzutach, które były przedmiotem rozpoznawania skargi kasacyjnej lub kasacji przyjętej do rozpoznania przez Sąd Najwyższy. Tego typu kasacja będzie musiała być pozostawiona bez rozpoznania, nie zachodzą więc obawy dublowania sądowej kontroli w oparciu o te same argumenty - podkreśla. 

Czytaj: Sąd Najwyższy jeszcze sam nie uchyla swoich ostatecznych orzeczeń>>
 

Izbie grozi zalew skarg? 

Na początku stycznia RPO informował, że wpłynęło do niego już w sumie ponad 2900 wniosków o wniesienie skargi nadzwyczajnej. Gros z nich - jak przyznają analizujące jej osoby - jest bezzasadnych, w wielu wystarczy wniesienie kasacji. Kolejne kilka tysięcy wniosków analizuje prokuratura. 

- O ilości wniosków, które obywatele kierują do RPO czy Prokuratora Generalnego wiem tylko z doniesień medialnych i jeśli odzwierciedlają one rzeczywiste fakty, a zapewne tak jest, już niedługo wytrącone zostaną argumenty tym, którzy twierdzą, że ilość sędziowskich i administracyjnych etatów w Izbie – w stosunku do ilości wpływających spraw – została przeszacowana - mówi Czajkowski.