Jolanta Ojczyk: Dokładnie tydzień temu, w sobotę 23 lutego, byłeś w środku Global Legal Hackhatonu – trzydniowego maratonu prawniczego programowania. Praktycznie nie spałeś dwie noce, by uczestnicy dobrze się czuli. Warto było?

Marcin Zręda: Faktycznie spałem mało, adaptując kilka okolicznych przedmiotów na prowizoryczne posłanie i zaszywając się w śpiwór. Było warto, i to bez wątpienia. Przez te trzy dni odmłodniałem. Hackathon to przede wszystkim ludzie, oni są tam najważniejsi. Nawet najbardziej lotny programista, prawnik czy analityk, zamknięty na weekend z zadaniem wymyślenia nowego produktu, nie ruszyłby daleko z miejsca. Energia, która pojawia się jako wynik dodawania potencjału każdej pojedynczej osoby, przekuwa się na konkretny wynik. Jest nim 17 bardzo dobrych pomysłów z branży LegalTech. To właśnie chęć bycia częścią tego – wydawałoby się – magicznego procesu, którego szybko (miejmy nadzieję, że nigdy) nie zastąpi sztuczna inteligencja, spowodowała, że chciałem, by nic mi nie umknęło.

Czytaj również: Kto wygrał Global Legal Hackathon?>>
 

Wszyscy chwalą atmosferę. Podobno obok nocnego programowania było jakieś nocne granie?

Tak, był moment, w środku nocy, gdy na sali Google Campusa zabrzmiała gitara i było słychać śpiewy uczestników, mentorów i sędziów. Zawsze mam ją w bagażniku, często się przydaje. Dodatkowo Ryszard Sowiński – jeden z sędziów – też jest fanem gitarowych dźwięków, zwłaszcza z kręgu poezji śpiewanej. Bardzo bliskie jest mi to, co kiedyś powiedział Wojtek Bellon, znany poeta i pieśniarz: „Chodzi o to, żeby razem śpiewać, żeby być ze sobą przy tym śpiewaniu, bo ono jest funkcją wspólnego bytowania". To się bardzo sprawdza i nieważne, co się śpiewa, ważne, by ze sobą w tym być i – jak widać na przykładzie weekendu z GLH  – nie dzieje się tak tylko na górskim szlaku, ale też w centrum stolicy, w budynku Google. To znamienne.
Muzyka to była jednak tylko chwila. Rzeczywiście docierają do nas głosy, że atmosfera była fajna cały weekend. Jak ktoś mnie zapyta, jak to się dzieje, że udaje nam się stworzyć taki klimat już kolejny raz, to nie mam dobrej odpowiedzi. Po prostu lubimy ludzi, mamy do nich szczęście, akceptujemy, że każdy jest sobą, pomagamy im, jak tyko potrafimy, i prowokujemy do rozmów.
Bardzo ważna jest też rola mentorów, którzy inspirują, doradzają, służą swoim doświadczeniem oraz wiedzą. W tym roku mieliśmy ich ponad dwudziestu.

 



 

Wracając do meritum – członkowie jury, partnerzy imprezy wyraźnie widzą różnicę pomiędzy pierwszą, zeszłoroczną edycją a obecną. Było więcej lepszych projektów. Wygrała aplikacja podpowiadająca klauzule w umowach. To był też Twój faworyt?

Zdecydowanie widać różnicę, i to w kilku aspektach. Moim zdaniem mamy kilka powodów, które się do tego przyczyniły. Po pierwsze, rok temu LegalTech jako pojęcie dopiero zaczynał swoją przygodę na polskim rynku. Global Legal Hackathon 2018 był jedną z pierwszych inicjatyw w tym obszarze, trampoliną, z której się wybiliśmy i nadal się wznosimy. Liczę, że tegoroczna edycja doda LegalTechowi skrzydeł, dzięki którym będziemy mogli już swobodnie szybować i ewentualnie zmieniać kierunki. Wzrosła świadomość – nie tylko prawników, lecz także programistów czy analityków – również dzięki działaniom takich organizacji, jak: Fundacja LegalTech Polska, PwC czy Stowarzyszenie Pracodawców Prawniczych. Były spotkania, prezentacje i publikacje, które ściśle dotyczyły potrzeb prawników w zakresie technologii. Wracając do zwycięzcy, tak, to był mój faworyt. InteliLex idealnie wpisał się w tryb pracy prawnika, który najbardziej jest za pan brat z edytorem tekstu i systemem informacji prawnej. Rozszerzając naturalne środowisko pracy prawnika o nowe funkcje, powodujemy, że skraca się czas pracy z dokumentem prawnym i zapewniona jest standaryzacja klauzul.

Jakie, inne pomysły szczególnie zwróciły Twoją uwagę?

Uważnie przyglądałem się projektom opartym o technologię blockchain – to w przyszłości będzie z pewnością coś przełomowego, tylko musimy jeszcze chwilę zaczekać. Już dzisiaj powinniśmy sprawdzać granicę wykorzystania tego konceptu i możliwości w nim drzemiące. Z pewnością idea, która również jest mi bliska, to personalizacja informacji prawnej. Przed hackathonem zrobiliśmy ankietę, która wprost pokazuje, że aspekt śledzenia zmian w prawie i rozumienia ich wpływu na mój biznes lub biznes mojego klienta, jest najbardziej istotny. Jeden z zespołów miał pomysł, by na podstawie kodów PKD prowadzonej działalności przedsiębiorca dostawał sprofilowaną informację o zmianach w prawie i o ryzykach z tym związanych dla prowadzonego biznesu. To droga, która wymaga dalszego zbadania. Podobał mi się też pomysł mobilnej aplikacji dla kobiet prawniczek wychowujących swoje pociechy, a chcących utrzymać kontakt z branżą. Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na pomysł, który ma silne podłoże technologiczne i metodologiczne, czyli sqLegal. To pomysł na integrację treści z różnych źródeł, Lex'a, Google i wielu innych, ale też dokumentów i danych własnych klienta. Czekam na pierwsze wdrożenia i bardziej przystępny interfejs użytkownika.

Maraton w Polsce się skończył, ale to nie koniec imprezy. Co jeszcze musi zrobić zwycięska drużyna, by powalczyć o finał w Nowym Jorku?

Zwycięski zespół ma czas do 15 marca, by „podrasować” swój pomysł tak, by nadać mu wymiar globalny i dużą skalowalność. Konkurencja jest duża – mieliśmy 50 miast, w których toczył się hackathon, i tyle samo znakomitych rozwiązań w półfinale. InteliLex musi przygotować prezentację wideo swojego pomysłu, która będzie oceniana przez międzynarodowe grono sędziów. Do spotkania na gali finałowej w Nowym Jorku zostanie zaproszonych 16 zespołów. Mocno wspieramy polski pomysł i bardzo byśmy byli dumni, gdyby udało im się awansować do wielkiego finału. Jesteśmy z nimi w kontakcie, mają wiele zapału, nowych pomysłów i wielką ambicję, by zawojować okolice nowojorskiego Manhatanu.

W grudniu z kolei Wolters Kluwer Polska organizuje też LegalTech Day - imprezę na której pokazywane są najlepsze prawnicze start-upy. Myślisz, że któryś z pomysłów z GLH może w tym lub następnym roku trafić do tego grona wybrańców?

Bardzo na to liczę i trzymam kciuki za każdy z nich. Musimy jednak pamiętać, że przed nimi bardzo trudne zadanie. Zwróćmy uwagę, że to są ludzie, którzy mają swoje zajęcia – pracę, uczelnię czy rodzinę. Przetrwać rok, podtrzymać tę energię, współpracować, często zdalnie, to ogromne wyzwanie. Mam nadzieję, że pojawi się inwestor, który mógłby pomóc wybranemu zespołowi uzyskać swobodę działania i rozwijania nowej firmy. Chciałbym, byśmy mieli kłopot z nadmiarem start-upów podczas wybierania ich na kolejny LegalTechDay. Tego sobie wszyscy życzymy.

Z inwestorami chyba nie jest tak łatwo. Giganci typu Adobe czy Microsoft często śledzą takie imprezy, a potem widzimy pomysł w kolejnej aktualizacji ich programu. GLH chwalony jest jednak właśnie za biznesowe podejście. Zespoły poza pomysłem muszą pokazać jury biznesplan. Czy takie podejście może pomóc w znalezieniu inwestora i uniknięciu połknięcia przez jakiegoś rekina?

Dzisiaj nie jest już tak bardzo istotne, czy pomysł to czysta innowacja, zupełnie nowa idea czy kolejne podejście do problemu. Wielu innowatorów zbyt szybko się zniechęca, gdy ich – wydawałoby się – rewelacyjne koncepcje szybko weryfikuje wujek Google po najprostszym wyszukiwaniu podobnych idei. Znów podkreślę, że ważni są ludzie, nie tylko innowatorzy, ale grono, które potrafi się uzupełniać i wzajemnie motywować. Mamy wiele przykładów podobnych idei, które wystartowały w tym samym czasie, ale tylko jednej z nich finalnie się udało – wielka w tym zasługa ludzi, i oczywiście nie zabrakło odrobiny szczęścia. Często start-upy nadmiernie skupiają się na końcowym rozwiązaniu technicznym, zapominając, komu, jak i za ile będą je sprzedawać. Na hackathonie, już od sobotniego poranka, zachęcamy zespoły, by korzystały ze sprawdzonych metodyk, takich jak Lean Canvas, Service Design i wiele innych. Zapraszamy mentorów, którzy są specjalistami w tym zakresie. Kryteria oceny projektów z GLH są również komunikowane i zawierają wiele elementów, nie skupiając się tylko na kwestiach technologii.

Czy zaobserwowałeś w ostatnim czasie większe zainteresowanie nowymi technologiami przez prawników lub w drugą stronę? Czy jest coraz więcej pomysłów wykorzystujących nowe technologie w branży prawniczej?

Na świecie w roku 2018 inwestycje w Legaltech poszybowały do poziomu 1,6 mld USD, rok bieżący zapowiada się podobnie. Jeśli spojrzymy tylko na Europę, to jest zdecydowanie słabiej, a patrząc na nasz kraj, można zupełnie załamać ręce. Marzy mi się, by w Polsce pojawiały się nowe pomysły legaltechowe, które będą angażowały inwestorów tak jak na świecie. By tak się stało, musi się wydarzyć jeszcze kilka rzeczy. Jako prawnicy musimy mocniej uwierzyć, że technologia ma status służącej i powinna pomagać, a nie zagrażać. Chmura nie jest niebezpieczna, co więcej – jest mniej podatna na zagrożenia niż serwer pod biurkiem. Producenci zaś powinni zwrócić uwagę na to, że oprogramowanie ma skracać wykonywanie zadań, do których jest przeznaczone, nie odwrotnie. Narzędzia powinny wpisywać się w obecne procesy pracy prawników i je optymalizować, oszczędzać czas i pieniądze. Powinny być proste i przyjazne. Mógłbym jeszcze długo wymieniać, jednak wystarczy, że tych kilka rzeczy będzie miało miejsce, a ludzie kreatywni i ci mający pieniądze z pewnością się odnajdą.