Kozak: „Proszę pani, ja już będę grzeczny" – teatr absurdu na tle weta noweli karnej
Prezydent Karol Nawrocki zawetował dużą nowelizację postępowania karnego, co należy przyjąć z ubolewaniem, bo zawierała ona szereg bardzo potrzebnych zmian. Nie jest kwestią prawną, ale zapewne istotną politycznie, że do projektu ustawy przylgnął termin „ustawa naprawcza", sugerujący, że jest co naprawiać. I to niekoniecznie tylko po poprzednikach, bo ustawodawca każdej kadencji bywa racjonalny tylko z nazwy. Ktoś kiedyś powiedział, że nieprzypadkowo logika prawnicza jest na I roku studiów. Kiedy wchodzą konkretne przedmioty, okazuje się, że nie zawsze odgrywa ona w przepisach istotną rolę – pisze Mikołaj Kozak, adwokat, Kancelaria Kulpa Kozak Adwokaci i Radcowie Prawni.

Nie sposób omówić w jednej publikacji wszystkich przepisów, które się niestety nie zmienią, ale szczególnie boli mnie, że zostaniemy na dłużej z niezmodyfikowaną, samoistną przesłanką surowej kary, z racji istnienia której z bardzo solidnymi wynikami i statystykami ścigamy się np. z Turcją czy Albanią w niechlubnym wyścigu na nadużywanie tymczasowego aresztowania.
Prezentowana, zwłaszcza przez prokuratorów, z gorliwością godną lepszej sprawy, obrona samoistnej przesłanki surowej kary jest dla mnie od lat całkowicie niezrozumiała. Jej sens sprowadza się do tego, że samo przedstawienie zarzutu, za który ustawa przewiduje określoną odpowiedzialność, pozwala na automatyczne zastosowanie aresztu na podstawie tej przesłanki. Mówiąc konkretnie - jeśli oskarżonemu zarzuca się popełnienie zbrodni lub występku zagrożonego karą pozbawienia wolności, której górna granica wynosi co najmniej 8 lat, albo gdy sąd pierwszej instancji skazał go na karę pozbawienia wolności nie niższą niż 3 lata, potrzeba zastosowania tymczasowego aresztowania w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania może być uzasadniona grożącą oskarżonemu surową karą.
Czytaj: Skała: Weto do zmian w procedurze karnej nie pozwoli na wybicie prokuratorom zębów>>
Nie ma dowodów na mataczenie? Wystarczy kwalifikacja prawna
Nawet jeśli w aktach sprawy nie ma cienia dowodu, że podejrzany mataczy, chciałby mataczył, ukrywać się czy w jakikolwiek inny sposób destabilizować postępowanie karne. O stosowaniu aresztu decyduje czysta kwalifikacja prawna. To, że bywa ona naciągana po to, żeby doprowadzić do zastosowania przez sąd aresztu, to temat na osobny tekst lub dyskusję praktyków. Spodziewam się oburzenia prokuratorów na takie słowa, ale znam zbyt wiele konkretnych przykładów, żeby się gryźć w język. Wystarczy zostać pomówionym o czyn przewidujący wysokie zagrożenie ustawowe i wrota do więzienia stoją otworem.
Zobacz też procedurę w LEX: Tymczasowe aresztowanie warunkowe >
Kto gości na posiedzeniach aresztowych w charakterze obrońcy, ten zapewne niejednokrotnie podnosił, że przesłanki surowej kary nie należy rozumieć w taki sposób, że samo załapanie się na widełki ustawowe daje podstawę do pozbawienia człowieka wolności, tylko w taki, że jest ona spełniona, jeśli bardzo konkretne okoliczności wskazują, że z obawy przed surową karą, z chęci jej uniknięcia podsądny miałby podejmować działania, których uniknięcia wolnościowe środki (jak np. poręczenie majątkowe, dozór, zakaz opuszczania kraju) nie zagwarantują. I jeśli realia sprawy, jak np. uprzednia karalność, okoliczności popełnienia przestępstwa i in., uzasadniają przypuszczenie, że podejrzanemu czy oskarżonemu faktycznie i realnie, a nie hipotetycznie czy akademicko, taka kara grozi. W orzecznictwie Sądu Najwyższego prezentowano pogląd, zgodnie z którym sama groźba orzeczenia surowej kary, wynikająca z kwalifikacji prawnej czynu, nie jest uzasadnieniem dla stosowania aresztowania, a jest nim obawa, iż w związku z tą groźbą może dojść do bezprawnego destabilizowania postępowania, jednak - mówiąc delikatnie - nie jest to stanowisko, które zdominowało praktykę aresztową w Polsce.
Zobacz też procedury w LEX:
Stosowanie tymczasowego aresztowania w postępowaniu przygotowawczym >
Stosowanie tymczasowego aresztowania w postępowaniu sądowym >
Kto po takich wystąpieniach wysłuchuje uzasadnień wydanych postanowień, ten wie natomiast, jak optymistyczna dla obrony jest to interpretacja przesłanki surowej kary i jak rzadko spotyka się ją w praktyce. Co przerażające, ta dominująca interpretacja pozwala ominąć bardziej konkretne, uchwytne i weryfikowalne przesłanki aresztowe. Przyjmijmy, że u osadzonego nie znaleziono grypsów i nielegalnych telefonów, że miałby na wolności stałe miejsce pobytu, że ma małe dzieci, co mocno ogranicza ryzyko ukrycia się lub ucieczki. Sytuacja wydaje się zatem - na papierze - nie najgorsza. Jest co powiedzieć na posiedzeniu, jest co napisać w zażaleniu. Tyle tylko, że właśnie wtedy zderzamy się z przesłanką surowej kary w jej drakońskim wydaniu i słyszymy, że jest ona samoistną podstawą stosowania tymczasowego aresztowania. Że ustawa wprowadza szczególny charakter domniemania, że sam fakt grożącej kary uzasadnia obawę matactwa procesowego. To domniemanie jest, skądinąd, szalone. Trzeba bowiem udowodnić rzecz negatywną - że nie będzie się łamać prawa, jeśli dostanie się szansę. Łatwo to powiedzieć, trudniej wykazać. „Proszę pani, ja już będę grzeczny" - mógłby powiedzieć mały Jasio i liczyć, że pani się ugnie. Takie to właśnie domniemanie i taka z nim walka.
Czytaj: Prezydent zawetował nowelizację k.p.k. ograniczającą tymczasowe areszty>>
Większe gwarancje dla uczestników postępowań karnych czekają na podpis>>
Sąd nadal zbyt często „klepie" wniosek prokuratora
Surowa kara zapewnia zatem coś na kształt szopki, która rozgrywa się na otwartym sercu klienta w toku posiedzeń aresztowych. Obrońca powie na jej temat parę zdań do rzeczy, prokurator się z tym nie zgodzi, a sąd z reguły - statystyki są w dalszym ciągu takie, jakie są - „klepie" wniosek prokuratora albo oddala zażalenie. Nie sprzyja to też relacji adwokat–klient. Klient słyszy, że mamy nie najgorsze argumenty i kiwa głową, a potem dowiaduje się, że trzeba liczyć się z tym, że nikt tego nie będzie słuchał i będzie, jak będzie. „Surowa kara" króluje też - jako przesłanka samoistna - m.in. na Węgrzech, w Rumunii czy Bułgarii. W Niemczech, Francji czy Szwecji już nie. Na pytanie o dojrzałość jurydyczną dwóch wyżej wymienionych przykładowo grup krajów każdy może sobie odpowiedzieć sam.
Coś się we mnie bardzo burzy, kiedy czytam populistyczne hasła, że poluzowanie karnoprawnych restrykcji np. w takim zakresie przełoży się na brak bezpieczeństwa obywateli. Pytanie, czy autorzy tego rodzaju wypowiedzi mają też na myśli tych obywateli, którzy na podstawie przesłanki surowej kary trafią na parę miesięcy - albo dłużej - do aresztu. Czy może raczej wizja Hobbesa - wolność wolnością, ale ważne, żeby było bezpiecznie? A przecież był już taki pan, który mawiał, że uczciwi nie mają się czego obawiać. Joseph Heller napisał w „Paragrafie 22", że chwalenie się głośno czymś, czego powinniśmy się wstydzić, to jest sposób, który nigdy nie zawodzi. Stosowanie aresztu na podstawie samoistnej przesłanki surowej kary dobrze tę karkołomną konstrukcję myślową ilustruje. Jeśli zdaniem prezydenta i jego doradców w projekcie ustawy zabrakło konkretów, to nie wiem, jak ocenić tego rodzaju frazesy, jak takie, że nowe przepisy mogłyby utrudniać prowadzenie postępowań karnych, a także że państwo musi chronić obywateli przed przestępczością. Jeśli taką ochronę ma gwarantować stosowanie aresztu „na wszelki wypadek", na podstawie automatycznego domniemania, którego nie da się bez sporego elementu losowego szczęścia obalić - bo można to robić jak przywołany mały Jasio w przedszkolu – to o jakiej pewności prawa mówimy?
Już na koniec - w życiu bywa tak, że absurdalność rozwiązań, które się popiera, dociera do niektórych, kiedy sami staną na scenie. Nie wszyscy jednak mogą polecieć np. na Węgry na czerwonym dywanie. I pytanie, czy warto bić się o łatwość w stosowaniu środka, który ma być w założeniu ostatecznością. Ale to już też dłuższy temat.




