Chodzi o opiniowany właśnie projekt rozporządzania w sprawie kontroli ruchu drogowego. Co do zasady ma ono dostosowywać polskie przepisy wykonawcze do unijnej dyrektywy w sprawie kontroli technicznej dotyczącej zdatności do ruchu drogowego pojazdów użytkowych poruszających się w Unii.

Przy okazji doregulowuje przepisy dotyczące samego przebiegu kontroli, ale też np. zapisano możliwość postoju pojazdu policyjnego, podczas kontroli w miejscu niedozwolonym, na chodniku, w zatoczce autobusowej, o ile nie zagraża to bezpieczeństwu.

W projekcie znalazł się też przepis odnoszący się do pojazdów rejestrowanych w trybie art. 73 ust. 3 Prawo o ruchu drogowym, czyli przez Służbę Ochrony Państwa, Policję, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencję Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służbę Wywiadu Wojskowego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Straż Graniczną, Krajową Administrację Skarbową i Służbę Celno-Skarbową. A chodzi o  pojazdy używane do różnego rodzaju akcji, m.in. przy rozpracowywaniu grup przestępczych. 

 


Drogówka dowodu rejestracyjnego nie zatrzyma, ale...

Sytuacje w których niczego nieświadomy policjant ruchu drogowego zatrzymuje kierowcę - kolegę z policji, lub innej służby na tzw. dokumentach legalizacyjnych, zdarzają się i - jak mówią nieoficjalnie policjanci  - wcale nie tak rzadko.  Informacje o takich pojazdach znajdują się w CEPiK-u (Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców) w wyodrębnionym zbiorze danych, w bezpiecznym środowisku informatycznym. Problem w tym - ze jak przyznano w  uzasadnieniu projektu - organy kontroli ruchu drogowego do tego zbioru bezpośredniego dostępu nie mają. W praktyce to oznacza, że dane o pojeździe, umowie ubezpieczenia OC mogą weryfikować jedynie na podstawie dokumentów dobrowolnie okazanych mu przez kierowców. I tu kolejny problem - funkcjonariusze "pod przykryciem" - "pracują" na dokumentach legalizacyjnych i obowiązuje ich tajemnica, nawet o klauzuli ściśle tajne. 

- Dotychczas albo policjanci po prostu dogadywali się, ale jeżeli funkcjonariusz był nadgorliwy, bał się konsekwencji, dochodziło do zatrzymania dowodu rejestracyjnego - mówi jeden z funkcjonariuszy. 

Projekt rozporządzenia to reguluje. I jak mówi Prawo.pl Jacek Kudła, specjalista w zakresie czynności operacyjno-rozpoznawczych, to krok w dobrym kierunku. - Wyraźnie jest powiedziane, że jeżeli w wyniku weryfikacji informacji o pojeździe okaże się, że nie ma go w rejestrze (CEPiK-u), policjant ma ustalić czy pojazd zarejestrowany jest w trybie 73 ust. 3 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Innymi słowy czy należy do Policji, ABW, CBA, Straży Granicznej czy innej służby. Takie sytuacje są bardzo trudne, bo pamiętajmy, że funkcjonariusza biorącego udział w takich czynnościach obowiązuje tajemnica nawet o klauzuli ściśle tajne. Nie może ujawnić co robi. Może jedynie powiedzieć, że prowadzone są czynności policyjne i pojazd zarejestrowany jest w trybie powyższego artykułu - dodaje. 

Z proponowanego przepisu wynika też wprost, że jeżeli auto nie ma badań technicznych lub nie jest opłacone za nie ubezpieczenie, to kontrolujący policjant ma dopuścić taki samochód do dalszego użytkowania ale ... przez czas, który nie przekracza 7 dni.  - Co w przypadku zwykłych aut nie jest to możliwe - mówi Kudła.

A takie "przeoczenia" brak badań technicznych, czy ubezpieczenia też - jak mówią nieoficjalnie funkcjonariusze - się z zdarzają. - Tłumaczy się je zazwyczaj potrzebami, czy wymogami prowadzonej akcji - dodają.  

Z kontroli będzie notatka służbowa

Projektowane rozporządzenie przewiduje, że w takiej sytuacji policjant ma przygotować notatkę służbową, a jej kopię niezwłocznie - najpóźniej w kolejnym dniu roboczym - przesłać organowi, który pojazd rejestrował.  To do tego organu należą dalsze kroki, np. związane z wyjaśnieniem dlaczego auto nie miało badań technicznych. 

Projekt określa również czynności, które mają być podjęte w sytuacji, gdy auto wykorzystywane do akcji jest niesprawne - co również czasem się zdarza - zagraża bezpieczeństwu lub nie spełnia norm związanych z ochroną środowiska. - Wydaje się wtedy kierowcy polecenie powstrzymania się od dalszego używania pojazdu i podjęcia we własnym zakresie czynności zmierzających do usunięcia go z drogi - dodaje Kudła. 

Czytaj: 
Podczas podsłuchu wykryto inne przestępstwo? Sąd powinien to ocenić>>

Ekspert: Służby może mają Pegasusa, ale nie mogą o tym mówić>>
 

Kolizja, wypadek ... nieuregulowane

Eksperci, choć są zgodni, że proponowany przepis jest ważny i potrzebny, wskazują też na jego braki. Chodzi o sytuacje, w których doszło do wypadku, kolizji, czy wykroczenia - np. nieprawidłowe parkowanie, przekroczenie prędkości.  - To też się zdarza. I nie zawsze ma związek z prowadzoną akcją. Niestety bywa, że policjanci czy inni funkcjonariusze "pod przykryciem" tak wczuwają się w swoją rolę, że czują się bezkarni - dodają. 

 


Jacek Kudła zwraca uwagę na inną kwestię. - Pamiętajmy, że chodzi o policjanta, kierowcę, który posługuje się dokumentami legalizacyjnymi, wydanymi na inne nazwisko.  I musi być uregulowane, co w sytuacji gdy ktoś poszkodowany w zdarzeniu z udziałem takiego auta, będzie próbował dochodzić swoich praw  - roszczeń na drodze cywilnoprawnej, czy dalej - będzie walczył o zadośćuczynienie - mówi.