LEX Dział Prawny Połączenie wiedzy prawniczej z nowoczesną technologią AI
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Chcesz pozwać bank o franki - sprawdź, ile zapłacisz prawnikowi

Dług aż po sufit wymarzonego mieszkania motywuje frankowiczów do pozwania banku. Zysk może być ogromny, ale trzeba się liczyć także z kosztami. Kancelarie z powodu popytu i inflacji podwyższają ceny, są firmy, na których usługach można wyjść jak Zabłocki na mydle. W praktyce stawki zaczynają się od kilkunastu tysięcy zł, do tego często dochodzi procent od wygranej - bywa, że i kilkaset tys. zł. Ewentualna przegrana też tania nie jest - to nawet 40 tys. zł dla banku.

frank szwajcarski kredyt
Źródło: iStock

To oczywiście nie jedyne koszty, z którymi kredytobiorca musi się liczyć, do tego dochodzą opłaty sądowe - 1000 zł za wniesienie pozwu, tyle samo za apelacje. 17 zł za każde pełnomocnictwo, od 1500 zł do 3000 zł - zaliczka na wynagrodzenie biegłego (nie zawsze jest to potrzebne). Czy warto? Rosnące zainteresowanie kancelariami "frankowymi" świadczy o tym, że kredytobiorcy widzą w tym coraz większą szansę na wyjście z niekończącego się długu. Jak mówi nieoficjalnie jeden z sędziów zajmujących się sprawami kredytowymi, warto jednak sprawdzić rynek i postawić na doświadczonego prawnika.

Czytaj: Frankowicze poczekają na wyrok TSUE, w lutym opinia Rzecznika Generalnego >>

Zobacz nagranie szkolenia:  Dochodzenie roszczeń w sprawach frankowych przez przedsiębiorców >>>

Od 9 tys. na start do... nawet ponad 100 tys. zł  

Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę internetową "kancelaria" i "franki", i pojawia się długa lista stron internetowych albo z "najlepszymi" kancelariami, w tym także firmami odszkodowawczymi, albo możliwością przeanalizowania umowy. To zresztą zazwyczaj za darmo oferują kancelarie radcowskie czy adwokackie, które zajmują się frankami. Klienta proszą o przesłanie umowy, regulamin dotyczący kredytu i informują czy jest podstawa do pozwu. Są takie, które przygotowują kompleksowe wyliczenia uwzględniające fakt, że może dojść do unieważnienia umowy, odfrankowienia, a nawet obrazujące "czarne scenariusze" czyli konsekwencje przegranej.

Czytaj w LEX: Pełnomocnictwo substytucyjne a upoważnienie aplikanta do zastępowania adwokata lub radcy prawnego - LINIA ORZECZNICZA >>>

Czytaj w LEX: Zasady obciążania stron kosztami przeprowadzonego postępowania >>>

Różne są też formy rozliczenia. Choć prawnicy oficjalnie niechętnie o tym mówią, można wyróżnić trzy podstawowe. I tak pierwszy, to opłata za prowadzenie sprawy w pierwszej instancji plus jej połowa, albo 75 proc.,  za drugą instancję (apelację). Do tego dochodzą koszty rozpraw - ok. 250-300 zł za każdą z nich (lub więcej jeśli prawnik ma dojechać). Na rynku warszawskim trzeba więc przygotować się na wydatek od 9 tys. zł do kilkunastu tysięcy zł za pierwszą instancję (część kancelarii podniosła stawki od października, tłumacząc to inflacją). Drugie rozwiązanie to opłata za pierwszą i drugą instancję plus success fee - czyli "opłata za sukces" -  3 do 5 proc. liczone np. od całości udzielonego przez bank kredytu w złotówkach lub np. 8 czy 15 proc. liczone od rzeczywistego zysku frankowicza  (do tego dochodzą opłaty za rozprawy, w przypadku prawników warszawskich to 250 zł za rozprawę w Warszawie i nawet 800 zł w innych miastach).

I tak, przykładowo, znane kancelarie wyceniają reprezentowanie klienta od 15 tys. do ok. 20 tys. zł, oczywiście płatne jest to w ratach: przy zawarciu umowy, wniesieniu pozwu i apelacji. Opłata za sukces obowiązuje - co ważne - zarówno gdy umowa zostanie unieważniona jak i w sytuacji odfrankowienia czy ugody. Przykładowo to 12 tys. zł, jeśli kredyt wynosił 300 tys. zł, 20 tys. przy kredycie w wysokości 500 tys. zł (przy 4 proc. success fee).

Trzecia forma płatności to niska kwota na początek, symboliczna - maksymalnie do kilku tysięcy złotych i wysokie success fee sięgającej nawet... 30 proc. udzielonego kredytu (90 tys. zł przy 300 tys. kredytu).          

Czytaj w LEX: Pozasądowe ugody w sprawach kredytów walutowych - wytyczne do redakcji skutecznych ugód w kontekście orzecznictwa TSUE >>>

Czytaj w LEX: Co ujawnia dyskurs o kredytach frankowych, czyli o świadomym i nieświadomym uwikłaniu prawników >>>

Kredytobiorca powinien też dokładnie czytać umowy zawierane z kancelariami - niektóre zabezpieczają się zapisem dotyczącym czasu przygotowania pozwu - bywa, że to nawet ponad miesiąc. Nie zawsze też prawnik, którego konsument wybrał, będzie w praktyce prowadzić jego sprawę - pojawiają się w umowach zapisy o jego "nadzorze", podczas gdy sprawę prowadzi prawnik mniej doświadczony.

I jeszcze dwie ważne kwestie - banki pozywają frankowiczów, którym unieważniono umowy o tzw. wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Sprawa oparła się o TSUE, na 16 lutego 2023 r. ma być gotowa opinia Rzecznika Generalnego. Warto również pamiętać o tym, że sądy - przykładem jest warszawski wydział frankowy - wydają postanowienia zabezpieczające (zakaz pobierania przez bank rat kredytu do czasu prawomocnego wyroku), ale warunkiem jest zwrócenie bankowi równowartość kwoty kredytu wypłaconego przez bank.

Czytaj w LEX: Koszt dojazdu – kosztem procesowym - OMÓWIENIE ORZECZENIA >>>

Czytaj w LEX: Wynagrodzenie pełnomocnika reprezentującego współuczestników procesu cywilnego >>>

Czarne scenariusze - przegrana i kilkadziesiąt tys. zł dla banku  

Dobra kancelaria przygotowuje także klienta... na ewentualną przegraną. W takiej sytuacji trzeba się liczyć z wysokimi kosztami. Kredytobiorca na żądanie banku będzie zobowiązany do zwrotu kosztów procesu na rzecz banku. W przypadku roszczenia 200 tys. zł to ok. 19 tys. zł  - pokrycie kosztów apelacji banku i prawników go reprezentujących, w przypadku 500 tys. zł - bankowi trzeba będzie zwrócić ok. 43 tys. zł: 25 tys. w ramach opłaty za apelację i prawie 19 tys. dla prawników, którzy bank reprezentują.

Czytaj: Przed TSUE batalia o frankowiczów, banki na tym stracą >>

Tanio czy drogo? Wynagrodzenie za lata procesu

Tomasz Konieczny, radca prawny, partner w Kancelarii Prawnej Konieczny, Polak i Partnerzy wyjaśnia, że wysokość wynagrodzenia, jakie płaci klient (kredytobiorca) niewiele mówi o poziomie dochodów danego pełnomocnika, skoro większość rozpoznawalnych pełnomocników reprezentujących kredytobiorców pracuje wraz z wieloosobowym zespołem, wynajmując często niemałą powierzchnię biurową. - W związku z czym zwykle znaczną część wynagrodzenia pochłaniają koszty funkcjonowania kancelarii, w szczególności pensje prawników i pracowników administracyjnych, czynsz najmu biura, podatki, rosnące rachunki za media, wydatki na obsługę IT, wynagrodzenia analityków finansowych, licencje na oprogramowanie, koszty eksploatacyjne i sprzętowe oraz wiele innych – wylicza.

Czytaj w LEX: Konstruowanie roszczenia w pozwie frankowym – zagadnienia praktyczne >>>

Czytaj w LEX: Klauzule abuzywne jako podstawa prowadzenia sprawy frankowej >>>

Według niego są to dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie tytułem samych kosztów i to w zasadzie o charakterze stałym, bez względu na to, czy i ilu nowych klientów dana kancelaria pozyska lub ile zarobi w danym okresie rozliczeniowym na już obsługiwanych sprawach.

- Trzeba również pamiętać, że tego typu procesy potrafią się ciągnąć latami, w ciągu których wysokość wynagrodzenia jest istotnie „zjadana” przez inflację. Ustalone 3-4 lata temu wynagrodzenie dziś już prezentuje inną (niższą) wartość dla kancelarii, niż miało to miejsce jeszcze te kilka lat wcześniej – dodaje. Ile więc jego zdaniem zarabia prawnik od franków? Okazuje się, że różnice między oferowanymi stawkami wynagrodzeń są znaczne. Zwykle wyżej cenią się pełnomocnicy posiadający kilku- lub nierzadko 10-letnie już doświadczenie w tego typu sprawach, notujący sukcesy w sądach oraz z licznymi publikacjami, zaś kancelarie wchodzące na ten rynek i zgłębiające tematykę siłą rzeczy – nie mogąc się pochwalić takim dorobkiem – muszą konkurować niższą ceną usług. Klient może więc wybrać z bogatej dziś oferty.

- „Frankowicze” powinni jednak porównać wszystkie koszty, a nie decydować na podstawie np. stawki ryczałtowej za I instancję o tym, czy dana oferta jest korzystniejsza cenowo od innej. Nierzadko okazuje się, że stawka na wejściu wydaje się atrakcyjna (załóżmy, że jest czysto symboliczna i np. wynosi 500 czy 1000 zł), ale wynagrodzenie należne kancelarii za sukces idzie już w dziesiątki tysięcy złotych. Wówczas z pozoru droższa oferta ze stawką wejściową np. 10.000 zł, połową tego za II instancję oraz success fee w wysokości 10-20 tys. zł może się okazać jednak w ostatecznym rozrachunku tańsza – wyjaśnia.

Czytaj w LEX: Kwestionowanie umów kredytu waloryzowanego kursem waluty obcej przez przedsiębiorców w kontekście uchwały SN III CZP 40/22 >>>

Czytaj w LEX: Termin do opłacenia pisma w razie odmowy zwolnienia od kosztów sądowych strony reprezentowanej przez zawodowego pełnomocnika (wybrane zagadnienia na tle orzecznictwa) >>>

W podobnym tonie wypowiada się Dawid Rogoziński, radca prawny (Kancelaria Radcy Prawnego Dawida Rogozińskiego). Zaznacza, że wynagrodzenie profesjonalnego pełnomocnika w sprawach kredytów frankowych jest indywidualnie uzgadniane z klientem, ale są pewne tendencje rynkowe w tym zakresie. - Po pierwsze, musimy pamiętać że proces z bankiem trwać będzie kilka lat. W Warszawie w I instancji oczekiwało się dotychczas na wyrok co najmniej 5 lat (a sytuacja się tylko pogarsza), w apelacji gdańskiej to już 3 lata jeśli sprawa trafia do Sądu Okręgowego w I instancji. Do tego doliczyć musimy czas oczekiwania na rozstrzygnięcie apelacyjne (bowiem regułą jest wciąż, że banki skarżą niekorzystne dla siebie orzeczenia). Prawie równie często banki decydują się na kierowanie skarg kasacyjnych do Sądu Najwyższego – opowiada.

 

 

Praca niełatwa i z niespodziankami ze strony banków

Znający się na rzeczy pełnomocnik musi więc liczyć się z rozłożeniem pracy w długim czasie i wieloma zwrotami akcji, które wynikają z dynamicznie zmieniającej się taktyki procesowej pełnomocników banków. - Chociaż sprawy frankowe są do siebie merytorycznie podobne, a trzon sporu jest taki sam gdy chodzi o większość wzorców umów występujących wówczas na rynku, to jednak o zabezpieczeniu interesów klienta w pełni i adekwatnie do jego osobistej sytuacji, decydują szczegóły - wyjaśnia Dawid Rogoziński. 

Dlatego wciąż ważny jest dobór pełnomocnika, który nie tylko umie korzystać z gotowych rozwiązań, ale jest merytorycznie gotowy na szycie rozwiązań na miarę klienta i skuteczne reagowanie na wszystkie niespodzianki, które w toku procesu przygotuje druga strona. Sprawy frankowe wciąż należą do tych, w których trzeba biegle poruszać się między tradycyjną cywilistyką, prawem bankowym a systemem ochrony konsumenta, w tym - wykazać zrozumieniem zasad funkcjonowania prawa unijnego i orzecznictwa TSUE. To więc wciąż zadanie dla ekspertów.

Zdaniem mec. Rogozińskiego dobrego prawnika można poznać po tym, czy informuje i naświetla jedynie korzystne aspekty sprawy, czy rzetelnie informuje również o ryzykach, chociaż trzeba też zastrzec, że ryzyko przegranej sprawy w ogólności jest dla kredytobiorców już niezwykle małe.

- Chodzi tu raczej o ryzyka konkretnych posunięć banku w toku procesu i omawianiu sposobu reagowania na nie (np. na zarzut potrącenia czy zatrzymania). Na pewno należy namawiać klientów-konsumentów na kwestionowanie umów, bowiem sytuacja orzecznicza jest dla nich wybitnie korzystna, ale nie może towarzyszyć temu tworzenie złudzeń co do czasu trwania i pracochłonności procesu - zaznacza.

Uwaga na success fee!

Prawnicy zwracają także uwagę na success fee, czyli prowizję od wygranej. Jak wskazuje mec. Rogoziński czyha tu na klientów najwięcej pułapek. - Szczególnie jeśli nie zawierają oni umowy z kancelarią radców prawnych lub adwokatów tylko ze spółką o wdzięcznej nazwie "kancelarii prawniczej", "frankowej" czy "odszkodowawczej". Na takie podmioty należy szczególnie uważać. Success fee powinno być liczone jako procent od realnej oszczędności kredytobiorcy wynikającej z wygranej sprawy. Łatwo je policzyć w przypadku kredytu już spłaconego - tu można z precyzją do 1 grosza wskazać wysokość prowizji nominalnie. Trudniej, gdy kredyt dalej jest wykonywany. Wtedy trzeba umówić się na określenie algorytmu, na podstawie którego w razie korzystnego wyroku będzie obliczana wartość oszczędności klienta - mówi Rogoziński.

Sprawdź w LEX: Czy prawnik, który otrzyma wynagrodzenie ustalone jako prowizję od wygranej sprawy, powinien na kasie fiskalnej ująć całą kwotę zasądzoną od pozwanego, czy też tylko kwotę prowizji, jaka mu przysługuje za wykonaną usługę? >>>

W ocenie prawników szczególnie niebezpiecznym zjawiskiem na rynku jest liczenie przez niektóre podmioty success fee, bez pomniejszenia oszczędności kredytobiorcy o wartość kapitału kredytu. - Oparte jest więc to niejako o założenie, że roszczenie o zwrot kapitału bankowi przedawniło się i konsument nie będzie miał już obowiązku wyliczenia tej kwoty z bankiem po wygranej sprawie. To spojrzenie nad wyraz optymistyczne, może i kuszące na pierwszy rzut oka, ale w ostateczności niekorzystne dla klienta. Liczenie success fee także od kwoty kapitału (jako oszczędności klienta wynikającej z wygranej sprawy) powinno mieć miejsce tylko, jeśli w ramach tej sprawy sąd w istocie uzna zarzut przedawnienia zgłoszonego przez bank roszczenia czy to w ramach potrącenia czy powództwa wzajemnego. Banki tymczasem robią to na razie rzadko – tłumaczy mec. Dawid Rogoziński.

 

 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

 

Polecamy książki prawnicze