O planach umożliwienia dyrektorom dyscyplinowania "trudnej" młodzieży, bez konieczności zawiadamiani policji czy sądu rodzinnego, serwis Prawo.pl pisał już kilka miesięcy temu. Stosowne zapisy znalazły się w opublikowanym właśnie przez Rządowe Centrum Legislacji projekcie ustawy o nieletnich. To nie jedyne istotne zmiany. Jak już wcześniej pisaliśmy, resort chce m.in. wprowadzić ośrodki wychowawczo-adaptacyjne, zapewnione ma być też wsparcie prawnika na każdym etapie postępowania i ustalona granica przejawów demoralizacji - na poziomie 10 lat. 

Czytaj: Nowe przepisy batem na niesfornych uczniów>>

Rodzic się nie zgadza - sprawa do sądu   

Zgodnie z projektem, w sytuacji gdy nieletni wykazuje przejawy demoralizacji lub dopuścił się czynu karalnego na terenie szkoły lub w związku z realizacją obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki, dyrektor szkoły, do której uczęszcza, będzie mógł, za zgodą rodziców albo opiekuna dziecka zastosować różnego rodzaju środki oddziaływania wychowawczego. To on musi ocenić, czy takie działanie jest wystarczające. 

 


Projekt równocześnie wprowadza granicę przejawów demoralizacji, której dotąd w przepisach nie było. Dziecko będzie mogło za to odpowiadać jeśli będzie miało co najmniej 10 lat. Sąd rodzinny z kolei - jeśli sprawa do niego trafi - oceni czy dziecko, nawet jeśli ukończyło 10 lat, jest wystarczająco dojrzałe by prowadzić wobec niego postępowanie. 

Wracając do nowych uprawnień dyrektorów - to do nich lub do podmiotu odpowiedzialnego za prawidłowe funkcjonowanie placówki należeć będzie decyzja, czy zawiadomią sąd rodzinny lub policję, czy skorzystają z możliwości, jakie daje im projektowana ustawa. Zapisano jednak, że jeśli rodzice albo opiekun dziecka nie wyrażą zgody na propozycje dyrektora, będzie on miał obowiązek zawiadomienia sądu rodzinnego. 

Od pouczenia po sprzątanie boiska

Projekt daje też dyrektorowi szeroki wachlarz środków, które może zastosować. W szczególności - jak zapisano w projekcie - to pouczenie, ostrzeżenie ustne albo ostrzeżenie na piśmie, przeproszenie pokrzywdzonego i przywrócenie stanu poprzedniego lub wykonanie określonych prac porządkowych na rzecz szkoły. 

Czytaj: Prawnik na każdym etapie i nowe instytucje w postępowaniu wobec nieletnich>>

Równocześnie zastosowanie ich nie wyłącza kar określonych w statucie szkoły. Katalog ma być otwarty. - To niewątpliwie pozwoli na dostosowanie środka oddziaływania wychowawczego do konkretnej sytuacji - napisano w uzasadnieniu. projektu. 

W praktyce jeśli nastolatek przykładowo przestawi ławki lub inne szkolne sprzęty będzie musiał je poustawiać na swoim miejscu, jeśli zniszczy ścianę pisząc po niej - dyrektor będzie mógł polecić mu naprawienie szkody. 

Z kolei ostrzeżenie - jak sprecyzowano - ma polegać nie tylko na wskazaniu nieprawidłowego zachowania, ale też ostrzeżeniu, że powtórka może się wiązać z zawiadomieniem sądu rodzinnego. 

Istotna kwestią jest też to, że może dojść do sytuacji, gdy mimo decyzji dyrektora o rozwiązaniu sprawy na terenie szkoły i tak dojdzie do wszczęcia postępowania przez sąd rodzinny - na skutek zawiadomienia przez inny podmiot. To jednak, że dyrektor np. polecił uczniowi naprawienie szkody, będzie mogło przyczynić się do umorzenia sprawy. 

Eksperci wskazywali na bezradność szkół 

Eksperci od pewnego czasu podkreślają, że to jak dużo spraw dotyczących dzieci trafia do sądów, wynika m.in. z podejścia szkół i ich dyrektorów. Przyznają, że są takie, które sobie z "problemem" radzą i większość tego typu sytuacji rozwiązują same, są też takie, które z możliwości poinformowania sądu - nawet w przypadku przejścia na czerwonym świetle, korzystają często. 

 


Kuratorzy i sędziowie rodzinni nie mają wątpliwości, że to dyrektor szkoły powinien mieć możliwości rozwiązywania spraw drobniejszych - właśnie związanych ze zniszczeniem sprzętów, paleniem papierosów, czy konfliktami rówieśniczymi.

Dyrektorzy szkół - w rozmowie z Prawo.pl - do pomysłu podchodzili raczej nieufnie. Marek Pleśniar, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty (OSKKO) przyznawał, że dyrektorom i nauczycielom przydałoby się jakieś wsparcie, bo nader często rodzice odmawiają współpracy, ale w jego ocenie powinno to być "miękkie rozwiązanie".  Na przykład odpowiednia wykładnia przepisów oświatowych tak, aby umożliwiały szkole podjęcie działań potrzebnych do uzyskania skutków wychowawczych - tłumaczył i podkreślał, że najlepszy efekt będzie miało zaangażowanie wychowawców.