Sędzia Wręczycka: Zmiany potrzebne nie tylko w testamentach, ale też w zakresie dziedziczenia
W opiniowaniu mamy kolejny projekt zmian prawa spadkowego w zakresie testamentów, m.in. ustnego i wojskowego i szkoda, że ustawodawca przy okazji nie zdecydował się na poprawę przepisów dotyczących choćby dziedziczenia ustawowego. Krąg potencjalnych spadkobierców jest nadal zbyt duży, co jest szczególnie problematyczne, gdy po spadkodawcy pozostają same długi lub długi te przekraczają wartość majątku - mówi sędzia Katarzyna Wręczycka z Sądu Okręgowego we Wrocławiu, członkini Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. W jej ocenie warto byłoby również rozważyć odejście od testamentów własnoręcznych.

Pani Sędzio, czy proponowane aktualnie zmiany, m.in. wprowadzenie możliwości rejestrowania testamentu ustnego, są dobrym kierunkiem?
Katarzyna Wręczycka: Na pewno uzasadnione jest odejście od testamentu allograficznego. Jeśli chodzi o testament wojskowy, to ja rozumiem jego utrzymanie, podyktowane jest ono obecną sytuacją i zagrożeniami. Natomiast jeśli chodzi o testament ustny, to przypomnę, że również rozważano jego likwidację i ja osobiście przychylałam się do tej propozycji. Są to bowiem testamenty, które budzą wiele wątpliwości. Z praktyki orzeczniczej mogę powiedzieć, że wielokrotnie zdarzają się sytuacje, kiedy podejmowana jest próba kreowania jakiejś sytuacji związanej z takim testamentem, która następnie nie potwierdza się w dowodach, np. podczas szczegółowego przesłuchania świadków. Poza tym wymogiem takiego testamentu jest to, by testator działał z własnej woli i z pełną świadomością testowania. Zdarzają się też przypadki testamentów ustnych, spisanych na podstawie tego, że np. dziadek podczas imienin cioci miał powiedzieć, że chce, by jego mieszkanie trafiło do najstarszego wnuka. Skutkiem jest skomplikowane postępowanie dowodowe, ocenianie wiarygodności świadków.
Czytaj: Jak usprawnić sprawy spadkowe? Większa rola notariuszy, mniejszy krąg spadkobierców>>
Było kilka wersji projektu, w ostatniej autorzy odeszli między innymi od możliwości ustalenia treści testamentu ustnego po śmierci testatora i na podstawie zeznań świadków.
I to jest bardzo dobry krok, bo daje szansę na ograniczenie prób nadużywania takiej możliwości. Dobrym rozwiązaniem jest też ograniczenie korzystania z tej formy do sytuacji, kiedy wskutek szczególnych i - co dodano - nagłych okoliczności zachowanie zwykłej formy testamentu jest niemożliwe albo nadmiernie utrudnione, a jednocześnie zachodzi obawa rychłej śmierci spadkodawcy. Przesłanki są zawężone i muszą wystąpić łącznie. Czyli, jak rozumiem i jak wynika z uzasadnienia, nie będzie to dotyczyć sytuacji, kiedy testator jest np. w szpitalu od dłuższego czasu, istnieje oczywiście ryzyko śmierci, ale nie jest spełniona przesłanka niemożności zachowania zwykłej formy testamentu. Moje obawy budzi natomiast wprowadzana forma audiowizualna potwierdzenia testamentu ustnego, swego rodzaju testament audiowizualny. Zresztą te obawy potwierdza też w pewnym stopniu uzasadnienie, w którym wskazano, że Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego, która przygotowywała projekt, ma świadomość, że w takim przypadku będzie konieczna analiza prawdziwości nagrania przez biegłego.
AI może posłużyć do połączenia w nagraniu testatora i świadków?
W mojej ocenie jest to możliwe. Oczywiście rozumiem założenie, czyli wprowadzenie możliwości nagrywania ostatniej woli w sytuacji skrajnej, np. kiedy ktoś ulega wypadkowi, obawia się śmierci i czeka na pogotowie. Natomiast będzie to wymagać sprawdzenia wiarygodności nagrania. I ponownie - w uzasadnieniu podkreślono, że przy obecnym stanie wiedzy biegłych jest to możliwe. Ale nadal nie mamy ustawy o biegłych, jest problem z listami biegłych, a to wszystko może wpływać na dostępność tych, którzy takie analizy będą w stanie wykonać.
Czy te zaproponowane zmiany są wystarczające, czy też są obszary, które wymagają interwencji legislacyjnej?
Powiem tak, szkoda, że projektodawca skupił się na testamentach, bo jeśli chodzi o postępowania sądowe, to w tym momencie mamy tak naprawdę duże problemy z dziedziczeniem ustawowym. W 2009 r. nadmiernie rozszerzony został krąg spadkobierców, potem w 2023 r. ograniczono go do dziadków, ich dzieci i ich wnuków. Natomiast nadal jest on zbyt szeroki. Problem pojawia się oczywiście nie wtedy, gdy w grę wchodzą aktywa, ale gdy po zmarłym pozostały tylko długi albo są tak duże, że ich wartość przewyższa wartość składników majątku. Kończy się to tym, że po kolei wszyscy ustawowi spadkobiercy odrzucają spadek, a dalszych członków rodziny trzeba wzywać do udziału w sprawie. Często nawet nie mają świadomości, że mogą dziedziczyć długi po krewnym, co więcej, często nawet nie mają ze sobą żadnego kontaktu, a muszą odrzucić spadek. Moim zdaniem zasadne byłoby więc ograniczenie kręgu spadkobierców ustawowych do krewnych jak przed zmianą z 2009 r. z pozostawieniem jednak dziedziczenia dziadków. Albo np. wprowadzenie zasady, że dziedziczenie w tym przypadku dalszych grup krewnych następuje tylko w sytuacji czynnego złożenia oświadczenia o przyjęciu spadku w terminie ustawowym i skutku jego odrzucenia z upływem terminu. Bo teraz mamy regułę ogólną, że po upływie terminu sześciu miesięcy spadek, a więc i długi, automatycznie przechodzi na te osoby, które się nie złożyły oświadczenia o jego odrzuceniu. Zresztą taką podstawową kwestią jest też to, że te przepisy dotyczące dziedziczenia pochodzą z 1964 r., a w rzeczywistości są przepisane z dekretu o prawie spadkowym z lat 40.
Są przestarzałe?
Przede wszystkim powstaje pytanie, czy są adekwatne do obecnej rzeczywistości, relacji społecznych, rozwoju społecznego, gospodarczego, technologicznego i tak dalej. Co więcej, część przepisów jest mało czytelna, niejasna, wymaga interpretacji. Przykład stanowi art. 999 k.c., zgodnie z którym jeżeli spadkobierca obowiązany do zapłaty zachowku jest sam uprawniony do zachowku, jego odpowiedzialność ogranicza się tylko do wysokości nadwyżki przekraczającej jego własny zachowek. Jakiej nadwyżki? Tego dowiadujemy się dopiero z piśmiennictwa. Zresztą także jeśli chodzi o testamenty i opiniowany projekt, mam pewien niedosyt. W mojej ocenie warto byłoby się też zastanowić nad testamentem własnoręcznym.
Czytaj: Testament ustny ma być niezwłocznie spisany; do lamusa przejdzie możliwość zeznań świadków>>
Powinno się zrezygnować z tej formy?
Myślę, że jest to do przeanalizowania. Przypomnijmy, chodzi o testament, który nie jest sporządzany w nadzwyczajnej sytuacji, tylko wówczas, kiedy testator dochodzi do wniosku, że chciałby uregulować swoje sprawy na wypadek śmierci. I jest tu kilka wątpliwości. Po pierwsze, kultura prawna i wiedza o testamentach nadal nie są w naszym społeczeństwie zbyt duże. Osoby, które piszą te testamenty własnoręczne, po prostu przelewają na kartkę papieru językiem potocznym swoje oczekiwania, niekoniecznie adekwatne do tego, na co polskie prawo pozwala. Przykładowo przeznaczają poszczególnym bliskim konkretne przedmioty należące do spadku. Potem sąd próbuje posiłkować się np. art. 961 k.c., by przekazanie tych elementów spadku nastąpiło w ramach spadkobrania, a nie zapisów. Kolejny przykład: małżonkowie piszą testament razem, bo nie wiedzą, że tak nie można. Albo dorosłe dziecko „pomaga” rodzicowi, spisując testament na komputerze. Rodzic go podpisuje, a po jego śmierci jest zaskoczenie, że taki testament nie jest ważny, bo nie został napisany przez spadkodawcę.
Jak rozumiem, założenie byłoby takie, że pozostają jedynie, poza formami szczególnymi, testamenty notarialne.
I to ma swoje uzasadnienie. Zresztą ustawodawca już obecnie wymaga, by wiele czynności prawnych było dokonywanych w formie aktu notarialnego. Bo notariusz, osoba urzędowa, prawnik z doświadczeniem, wiedzą i kierujący się kodeksem etyki, jest tą osobą, która może przenieść na język prawny życzenia, wolę testatora. Co więcej, także wytłumaczyć, jak taki testament powinien wyglądać, co i w jaki sposób można w nim zawrzeć. Oczywiście zdarzają się też takie sytuacje, kiedy jest spór między bliskimi i mimo testamentu własnoręcznego sprawy nie mogą się zakończyć poświadczeniem dziedziczenia sporządzonym przez notariusza, a toczą się przed sądem, bo stawiany jest zarzut nieważności takiego testamentu z powodu braku świadomości lub swobody testatora, czyli wady oświadczenia woli. Argumentem bywa tutaj choroba otępienna, Alzheimer, choroba onkologiczna i przyjmowanie silnych leków. Notariusza z kolei obowiązują przepisy wynikające choćby z Prawa o notariacie, w tym obowiązek dochowania staranności, czyli również zorientowania się co do stanu psychicznego i stanu świadomości testatora. Jeśli będzie miał wątpliwości, będzie musiał odmówić dokonania czynności. I oczywiście notariusz również może nie zauważyć pewnych symptomów, ale jednak to ryzyko jest znacznie mniejsze. Rozumiem, że forma własnoręczna jest nadal bardzo popularna w społeczeństwie, ale być może warto rozważyć zmiany w tym zakresie, popularyzując testamenty notarialne. Bo takie testamenty na pewno zawęziłyby pole do ewentualnych nadużyć i problemów. Powtórzę: z jednej strony czynnik urzędowy dokonywałby czynności przewidzianych w prawie, np. upewniałby się co do stanu testatora, a z drugiej strony ujmowałby jego wolę w formę prawną, jaką dopuszczają przepisy.








