Z najnowszych danych Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że w pierwszym półroczu 2018 roku wysokość składki z ubezpieczeń na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK) wyniosła 4,3 mld zł, z tego 2 mld zł ubezpieczyciele pozyskali przez banki. W tym samym okresie rok temu było to 5,7 mld zł.

Te liczby zmieniają się dzięki działaniom Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który prowadził i prowadzi liczne postępowania w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów.  Za sprawą zmian w prawie zaintersowanie polisami z UFK może spaść jeszcze bardziej. Od ponad dwóch lat podpisanie umowy musi poprzedzić analiza potrzeb, sytuacji finansowej oraz wiedzy i doświadczenia w dziedzinie ubezpieczeń na życie (tzw. ankieta potrzeb). Na tej podstawie ubezpieczyciel musi zaoferować odpowiednią umowę ubezpieczenia. Za sprawą dodania do art. 21 ust. 5a wszystkie informacje muszą być teraz przekazane na piśmie lub za zgodą klienta  innym nośniku informacyjnym. Taką zmianę wprowadzono przy okazji uchwalania nowej ustawy dystrybucyjnej. Co to oznacza w praktyce? Brak możliwości zmiany funduszu bez przeprowadzenia analizy potrzeb i przedstawienia jej na piśmie. Bank czy ubezpieczyciel będzie musiał to robić przy każdej zmianie.

KNF zaleca analizę potrzeb przed każdą zmianą funduszu

Z najnowszego stanowiska Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie dystrybucji polis z UFK wynika, że przy każdej zmianie funduszu, klient będzie musiał wypełnić ankietę potrzeb, a ubezpieczyciel dostarczyć mu na piśmie lub za jego zgodą na innym trwałym nośniku swoją propozycję wraz z uzasadnieniem.

 -Jakakolwiek zmiana zakresu oferowanych UFK w ramach jednego ubezpieczenia lub zmiana ubezpieczenia, wymagać będzie albo uprzedniego ponownego badania potrzeb lub żądania klienta – uważa Wojciech Kapica, współkierujący departamentem prawa rynków finansowych kancelarii SMM Legal. Podobne zasady tyczą się bowiem możliwości nabycia przez klienta od banku lub domu maklerskiego jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, których profil ryzyka jest nieadekwatny do jego profilu – uważa Kapica.

Zdaniem Pawła Stykowskiego, radcy prawnego z kancelarii prawnej Wierzbowski Eversheds Sutherland ubezpieczyciel powinien również  zablokować ubezpieczającym dostęp do funduszy o innym poziomie ryzyka niż wybrane na początku, głównie do tych o wyższym poziomie ryzyka. - Potrzeby klienta też się zmieniają. I nawet fundusze wybrane na początku mogą być nieadekwatne do jego nowych potrzeb. Jak więc mamy zapewnić, że zawsze będzie miał on fundusze adekwatne do swojego obecnego apetytu na ryzyko – pyta Paweł Stykowski.

Specyfika ubezpieczeń z UFK

Ubezpieczenie z UFK polega na tym, że składka jest alokowana w wybrane przez klienta ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe, który je inwestuje w akcje, obligacje, instrumenty pochodne.  Ubezpieczyciel daje do wyboru bardzo bogaty wachlarz takich funduszy – zwykle kilkadziesiąt. Marek Chrzanowski, przewodniczący KNF w stanowisku przedstawionym Senatowi przy okazji rozpatrywania petycji w sprawie tzw. polisolokat zaznaczył, że takie ubezpieczenia nie stanowią jednorodnej grupy. Proporcja pomiędzy częścią ochronną, a inwestycyjną nie jest bowiem regulowana. - Dość często  ochrona jest minimalna, zaś prawie cała składka jest inwestowana w UFK - pisał Chrzanowski.  Paweł Stykowski dodaje, że największą zaletą UFK dla prawdziwych inwestorów  jest brak obowiązku zapłaty podatku od zysków kapitałowych przy przerzucaniu środków z jednego UFK do innego. - Analogicznie jest w przypadku „parasolowych” funduszy inwestycyjnych. Dzięki temu inwestor może swobodnie zmieniać politykę inwestycyjną bez ponoszenia dodatkowych kosztów – tłumaczy Stykowski. Teraz to jednak się zmieni, bo konieczność każdorazowego analizowania potrzeb przy zmianie funduszy, może być uciążliwa i dla klientów, i dla ubezpieczycieli.

 


Klient odcięty od funduszy

- Teraz klient może zmienić fundusz z własnej inicjatywy. Niektórzy ubezpieczyciele oferują dostęp on-line do interfejsu, który pozwala swobodnie zmieniać jednostki jednych funduszy na inne. To pozwala na aktywne zarządzanie portfelem. Teraz klient będzie musiał przy każdej zmianie funduszu wypełnić ankietę, a kto z nas lubi to robić?  Zwłaszcza, że pytania powinny dotyczyć przede wszystkim dochodów i sytuacji majątkowej - tłumaczy Stykowski.

Wojciech Kapica zaznacza jednak, że ponowne wypełnienie ankiety potrzeb nie będzie konieczne, gdy klient zdecyduje się na produkt z jego półki ryzyka.

Marcin Z. Broda, redaktor naczelny Dziennika Ubezpieczeniowego zwraca uwagę na inny aspekt. - Ubezpieczyciel będzie też musiał ograniczyć klientowi dostęp do części funduszy, które ma w portfelu. Klientowi o przykładowym bezpiecznym profilu nie będzie wolno nawet oferować funduszy akcyjnych, agresywnych itd. Chyba, że ponownie przeprowadzona zostanie analiza i klientowi „wyjdzie” inny profil - tłumaczy Marcin Z. Broda. - Pamiętajmy, że tu nie chodzi o telefony i „nagabywanie” klientów na kupno kolejnych funduszy, ale najczęściej o wybory dokonywane w panelach ubezpieczycieli.  Fakt, z reguły pokazywane są tam wyniki poszczególnych funduszy, a nawet klienta o bezpiecznym profilu może dopaść chciwość, kiedy widzi zyski z funduszy akcyjnych - dodaje.

Nie warto podpisywać bez czytania

Rzecznik Finansowy zwraca też uwagę, że  wymóg uzupełniania kolejnych formularzy i ankiet przy oferowaniu polisy inwestycyjnej, paradoksalnie może obrócić się przeciw klientowi, zamiast działać na jego korzyść. - Tak może być w dwóch przypadkach. Po pierwsze, jeśli uzupełnimy ankietę dotyczącą stanu naszej wiedzy i potrzeb „pod dyktando” sprzedawcy i potwierdzimy własnym podpisem prawdziwość podanych informacji.  Po drugie, jeśli odmówimy wypełnienia takiej ankiety i podpiszemy stosowane oświadczenie, wyraźnie żądając, że chcemy podpisać taką, a nie inną umowę. W razie sporu ciężko będzie klientowi udowodnić, że np. podpisał odmowę uzupełnienia ankiety pod wpływem błędu – mówi Marcin Jaworski, z biura Rzecznika Finansowego.  Zachęca do tego, żeby samodzielnie i zgodnie ze swoim staniem wiedzy uzupełniać takie dokumenty i ankiety podsuwane przez sprzedawców w procesie oferowania produktu, a w żadnym wypadku nie odmawiać ich uzupełnienia. Warto też przed podpisaniem zapoznać się z dołączanymi do polis inwestycyjnych dokumentach wskazujących np. na poziom ryzyka związanego z danym produktem.

 

Nieuniknione zmiany

Wojciech Kapica uważa jednak, że od momentu, gdy ustawodawca unijny przyjął do dystrybucji ubezpieczeń model analogiczny jak w przypadku produktów inwestycyjnych, takie stanowisko i taki obowiązek nie powinny zaskakiwać. - Obowiązek nieoferowania klientom produktów o wyższym poziomie ryzyka inwestycyjnego, niż wynikającym z analizy potrzeb danego klienta, w sposób inny niż na wyłączne żądanie klienta, nie jest rozwiązaniem nowym i niespotykanym na rynku. Analogiczne jak w przypadku UFK rozwiązanie funkcjonują w działalności maklerskiej. I z tej praktyki i doświadczenia powinny korzystać zakłady ubezpieczeń – uważa Kapica.

Zgodnie jednak  art. 8 ustawy o dystrybucji ubezpieczeń, gdy  proponowana umowa ubezpieczeń  z UFK nie będzie zgodna z potrzebami klienta i z tego tytułu  poniesie on szkodę, to będzie mógł dochodzić odszkodowania.  - Banki zwykle występują jako agenci ubezpieczeniowi, więc bank jest dystrybutorem i to na nim spoczywa odpowiedzialność za dobór funduszy do potrzeb klienta - mówi Paweł Stykowski. Zaznacza jednak, że nie ma pewności, czy z art. 8 da się wywieść roszczenie cywilnoprawne. - Dowiemy się tego dopiero z pierwszych prawomocnych orzeczeń sądu, czyli pewnie za ok. 3-5 lat - mówi Stykowski.

 


 

Ubezpieczenie czy fundusz inwestycyjny

KNF wydając takie stanowisko ujednolica podejście do podobnych produktów niezależnie od rynku czy sposobu ich nabycia. Często bowiem trudno znaleźć praktyczne różnice pomiędzy UFK, a jednostkami funduszy inwestycyjnych, w zakresie ryzyka inwestycyjnego jakie generują. Zresztą z tego powodu rzecznik finansowy Aleksandra Wiktorow proponowała, aby doprecyzować jaki produkt jest ubezpieczeniem, a jaki produktem inwestycyjnym opakowanym w polisę. Według Wiktorow to pojęcie powinno być stosowane tylko na określenie produktu, w ramach którego większość składki (przynajmniej 51 proc.) jest przeznaczona na ochronę, a mniejszość na inwestycję. Obecnie bowiem wiele oferowanych polis z UFK to produkty typowo inwestycyjne, to ich nazwa mylnie kojarzy się z bezpieczeństwem, podczas gdy tak naprawdę wiążą się z dużym ryzykiem.