Podczas prac nad projektem ustawy wdrażającej RODO wynikł spór pomiędzy Polską Izbą Ubezpieczonych a Ministerstwem Cyfryzacji, Urzędem Ochrony Danych Osobowych i Ministerstwem Finansów. Poszło o zgodę na przetwarzanie danych o naszym zdrowiu.  - Dla nas kluczową kwestią jest to, byśmy mogli przetwarzać dane osobowe, w tym w szczególności dotyczące zdrowia, na potrzeby oceny ryzyka ubezpieczeniowego oraz w celu wykonania umowy ubezpieczenia bez konieczności pozyskiwania zgód od klienta. Nasze zastrzeżenia zgłosiliśmy i będziemy aktywni w pracach parlamentarnych – pisze na swoim blogu Polska Izba Ubezpieczeń. Andrzej Gładysz, dyrektor Biura Prawnego w PZU/PZU Życie podczas posiedzenia sejmowej podkomisji nadzwyczajnej powołanej przez Komisję Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka przekonywał, że dzisiejszy art. 41 ustawy o działalności ubezpieczeniowej – wbrew temu, co twierdzą resorty finansów i cyfryzacji - jest podstawą do przetwarzania danych osobowych o stanie zdrowia. - Jeżeli odebrane zostanie nam podstawowe narzędzie działalności, czyli przetwarzanie danych wrażliwych klienta, to nie będziemy mogli prowadzić tej działalności. Dziś podejmuje się decyzję o tym, czy dojdzie do wycięcia części rynku ubezpieczeń: na życie i zdrowotnych – przekonywał. Tyle, że zdaniem ekspertów taki obowiązek istniał i istnieje.

Czytaj również: 170 ustaw zmieni prawo wdrażające RODO >>

 


Zgody były i są potrzebne

Zarówno specjaliści od ochrony danych osobowych, jak i UODO, MC i MF uważają, że art. 41 nie jest podstawą przetwarzania danych osobowych, a projektowane zmiany nie uderzą w rynek.  - Obowiązujące przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO), ani projektowane przepisy ustawy o działalności ubezpieczeniowej nie zabiją rynku ubezpieczeniowego – uważa Piotr Liwszic, specjalista ds. ochrony danych osobowych ODO 24. - Europejskie rozporządzenie nie zatrzymało możliwości zawierania umów ubezpieczeniowych ani tym bardziej przetwarzania danych szczególnej kategorii. Gdyby było inaczej to od dnia stosowania RODO, tj. od 25 maja 2018 r., mielibyśmy zapaść sprzedażową na rynku ubezpieczeniowym. Wiemy, że do takiej sytuacji nie doszło - podkreśla Piotr Liwszic.
Paweł Litwiński, adwokat, partner w kancelarii Barta Litwiński, dodaje, że zarówno na podstawie starej ustawy o ochronie danych osobowych,  i na podstawie RODO ubezpieczyciel musiał zebrać zgodę na przetwarzanie danych o stanie zdrowia w związku z umową ubezpieczenia. - Art. 41 ustawy o działalności ubezpieczeniowej nie stanowi podstawy przetwarzania danych wrażliwych. Różnica jest taka, że na bazie RODO ta zgoda nie musi być zbierana na piśmie. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, o co cała ta awantura - -tłumaczy Litwiński.

Co mówią przepisy

Zgodnie z art.  41.  zakład ubezpieczeń może zbierać dane ubezpieczonych lub uprawnionych z umów ubezpieczenia, zawarte w umowach ubezpieczenia lub oświadczeniach ubezpieczających składanych przed zawarciem umowy ubezpieczenia, odpowiednio w celu oceny ryzyka ubezpieczeniowego lub wykonania umowy ubezpieczenia. Jego art. 2 precyzuje, że ubezpieczyciele nie mieli obowiązku powiadomienia o tym osób, których dane dotyczą. Teraz ustawodawca usuwa ten punkt. -  Ponieważ ten przepis ma zniknąć, ubezpieczyciele będą musieli takie informacje przekazywać, chyba, że samo RODO (art. 14) ich z tego zwalnia - tłumaczy Paweł Litwiński.

Tyle, że dane o stanie zdrowia to dane wrażliwe, których przetwarzanie wymaga zgody na podstawie art. 9 RODO, choć są pewne wyjątki. Art. 9 pkt. f precyzuje, że przetwarzanie bez zgody jest możliwe, jeśli jest niezbędne do ustalenia, dochodzenia lub obrony roszczeń lub w ramach sprawowania wymiaru sprawiedliwości przez sądy. Z kolei projektowana ustawa precyzuje, że takie dane mogą być przetwarzane bez zgody osoby, ale nie dłużej niż 12 lat od rozwiązania umowy w celu ustalania na ich podstawie wysokości składek ubezpieczeniowych, składek reasekuracyjnych oraz rezerw techniczno-ubezpieczeniowych dla celów wypłacalności oraz rachunkowości. Nie mówi nic o ocenie ryzyka ubezpieczeniowego.

 


W czym tkwi problem

O co chodzi więc branży? Z wypowiedzi Andrzeja Gładysza podczas komisji wynika, że  problemem jest prawo do wycofania zgody na przetwarzanie danych wrażliwych. Gdy jej nie ma, firmy nie mogą korzystać z wcześniej zebranych danych do ponownej oceny ryzyka ubezpieczeniowego i zaproponowania wysokości składki. Za sprawą RODO zwiększyła się świadomość prawna społeczeństwa, które wie, że skoro zgodę udzieliło, to ma prawo ją wycofać. Paweł Litwiński tłumaczy jednak, że jeśli klient wycofuje zgodę, to oznacza, że - przy prawidłowo sformułowanych ogólnych warunkach ubezpieczenia - polisa wygasa. Wówczas jednak, gdy ta sama osoba ponownie chce wybrać daną firmę ubezpieczeniową, musi ponownie wyrazić zgodę na ocenę ryzyka. Gdyby jednak przepisy krajowe przesądziły, ze jest niepotrzebna, ocenę mógłby przeprowadzać na podstawie danych zebranych wcześniej. Mirosław Sanek, zastępcą prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych podczas posiedzenia komisji powiedział jednak wyraźnie, że obecny zapis jest satysfakcjonujący. Również przedstawiciel Ministerstwa Finansów, które nadzoruje branżę ubezpieczeniową, jest zadowolony z jego brzmienia. I podkreśla, że został wypracowany w drodze konsensusu. PIU, Konfederacja Lewiatan, a także Komisja Nadzoru Finansowego nie zgadzają się z tym. Dlatego Edward Siarka, poseł PiS i przewodniczący podkomisji, powiedział, że podkomisja jeszcze raz zajmie się tą sprawą. Na kolejnym posiedzeniu, resorty finansów i cyfryzacji mają przedstawić szersze stanowisko, pokazujące, że branża ubezpieczeniowa nie powinna się bać. Maciej Kawecki, dyrektor Departamentu Zarządzania Danymi w Ministerstwa Cyfryzacji, zapewnia, że zgodnie z prośbą przewodniczącego podkomisji  planowane jest specjalne spotkanie przedstawicieli PIU z udziałem kierownictwa MF, MSZ, KNF, MC oraz prezes UODO. Mają zostać na nim wyjaśnione wątpliwości przekazywanych przez Izbę. - Ewidentnie mamy w tym przypadku do czynienia z różną interpretacją przepisów. Dlatego musimy to dokładnie omówić. Efekt rozmów będzie oczywiście przedstawiony w Sejmie - dodaje Maciej Kawecki.