Jolanta Ojczyk: Pracuje Pan nad nowymi projektami?

Mariusz Haładyj: Do końca roku skupiamy się przede wszystkim na czterech projektach: pakiecie MŚP, czyli wielu punktowych ułatwieniach dla prowadzących firmy, nowym prawie zamówień publicznych, walce z zatorami płatniczymi oraz prostej spółce akcyjnej. Prowadzimy szerokie konsultacje, analizujemy zgłoszone uwagi. To są w tej chwili nasze priorytety. Te projekty – jak również te już obowiązujące, czyli np. Konstytucja Biznesu czy Pakiet 100 zmian dla firm - mają sprawić, że prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce będzie łatwiejsze, co przełoży się na zysk dla polskiej gospodarki i obywateli.

Czy Ministerstwo Sprawiedliwości blokuje prostą spółkę akcyjną (PSA)?

O żadnej blokadzie nie słyszałem. Dyskutujemy bardzo rzeczowo i z Ministerstwem Sprawiedliwości, i z innymi resortami, żeby projekt dopracować. Wkrótce trafi on na Stały Komitet Rady Ministrów. Chcemy też, by jeszcze w tym roku trafił do Sejmu.   

Jakie korekty Państwo wprowadzili?

Ważnym zagadnieniem jest zabezpieczenie wierzycieli.  Szczególny nacisk kładziemy na to, żeby standard ochrony był odpowiedni. Skłaniamy się do tego, żeby do prostej spółki akcyjnej (PSA) wprowadzić odpowiedzialność zarządu w razie bezskutecznej egzekucji z majątku spółki – analogicznie jak dziś jest to przewidziane w spółce z o.o. Wówczas, w połączeniu z innymi rozwiązaniami projektu, standard ochrony wierzycieli będzie zdecydowanie wyższy niż w innych spółkach. Oprócz tego, charakterystycznego dla spółki z o.o., zabezpieczenia w PSA są nowe mechanizmy – obowiązkowa rezerwa z zysku powiązana z wysokością zobowiązań  oraz wyraźny zakaz wypłat, które zagrażałyby wypłacalności spółki.

To uspokoi falę krytyki?

Przeanalizowaliśmy wszystkie uwagi. I te, które do nas wpłynęły w trakcie konsultacji, i te prezentowane w mediach. Sporą część z nich uwzględniliśmy. Prowadzone konsultacje nie są fasadowe.

Główny zarzut jest taki, że PSA jest w ogóle niepotrzebna. Wystarczy tylko nieco zmienić spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Nie zgadzam się z tym. Rozważaliśmy taką opcję, ale zrezygnowaliśmy z niej.

Dlaczego?

Obecnie spółka z o.o. jest najpopularniejszą na rynku formą prowadzenia działalności. Wprowadzenie daleko idących zmian w jej strukturze i zasadach funkcjonowania oznaczałoby przeprowadzanie operacji na żywym organizmie. W efekcie, ponad 450 tys. spółek musiałoby się dostosować do nowych regulacji. Dlatego argumenty o  dostosowaniu spółki z o.o. nie przekonują mnie. Takie rozwiązanie nie uszczęśliwiłoby wspólników czy członków zarządów sp. z o.o. Uznaliśmy, że lepszym rozwiązaniem jest stworzenie nowego bytu, skierowanego też do nieco innego adresata. Spółki z o.o. zakładają raczej osoby prowadzące tradycyjny biznes, w którym nie są potrzebne specjalne narzędzia do wykorzystania kapitału ludzkiego czy poszukiwania inwestorów. PSA ma być natomiast wehikułem inwestycyjnym, który będzie atrakcyjny dla startupów, spółek działających w obszarze nowych technologii, w sektorze FIN-TECH. Prosta spółka akcyjna ma wypełnić lukę pomiędzy spółką z ograniczoną odpowiedzialnością a spółką akcyjną. Przy czym modyfikacja przepisów dotyczących spółki akcyjnej w pożądany sposób nie jest z kolei możliwa, ponieważ przepisy jej dotyczące determinuje prawo unijne.

 

 

Jakie zalety będzie miała PSA?

Ma to być spółka, którą można dostosować do potrzeb, skroić na miarę konkretnego przedsięwzięcia, dzięki zdjęciu gorsetu formalności i finansowych barier wejścia. Firmy technologiczne powinny być zadowolone m.in. z możliwości elektronicznej rejestracji spółki, emisji różnego rodzaju akcji - w tym akcji za pracę, oraz obrotu akcjami bez udziału notariusza. Chcielibyśmy też, by akcje można było rejestrować w rozproszonej bazie danych, jaką jest blockchain. Stworzenie nowej formy prowadzenia działalności, odpowiadającej na potrzeby nowoczesnej gospodarki, to szansa na szybszy rozwój potencjału startupów. Zamiast poszukiwania elastycznej i taniej formy prawnej  za granicą, spółki będą częściej rejestrowane w Polsce. Pomysł, marka, miejsca pracy i podatki zostaną w naszym kraju.

Dlaczego w pakiecie MŚP wprowadza Pan zmiany dotyczące rezygnacji ostatniego lub jedynego członka zarządu. Dlaczego będzie musiał zwołać posiedzenie wspólników i czekać dwa tygodnie, by odejść?   

Obecny stan prawny nie jest klarowny. Jest uchwała Sądu Najwyższego, która nieco porządkuje sytuację, ale nie do końca. SN powiedział, że rezygnację kieruje się na adres siedziby spółki. Tyle, że legitymację bierną do reprezentowania spółki ma zarząd. De facto, jedyny bądź ostatni członek zarządu składa rezygnację samemu sobie. Wychodzi z biura i mówi: To już nie moje kłopoty.

Czy to źle?

Członek zarządu to taki kapitan okrętu. Gdy zejdzie z pokładu, zostawi płynący statek, załogę, pasażerów. Tak samo jest w przypadku natychmiastowej rezygnacji jedynego bądź ostatniego członka zarządu – spółka pozostaje bez kapitana. Nie ma kto podejmować decyzji, interesy wspólników, pracowników, kontrahentów nie są zabezpieczone. Precyzując przepis dotyczący rezygnacji, zapewniamy tę ochronę. Trudno bowiem porównywać powierzenie konkretnej osobie prowadzenia całej spółki, jej majątku, do standardowej relacji pomiędzy zleceniodawcą a zleceniobiorcą. Dlatego wprowadzamy kompromis pomiędzy interesami ustępującego członka zarządu, a pozostałymi interesariuszami.

Dlaczego nie można, tak jak w prawie niemieckim, zobowiązać do powiadomienia wspólników?

Proponowane przez nas rozwiązanie jest inspirowane rozwiązaniem niemieckim i w istocie polega właśnie na powiadomieniu wszystkich wspólników i zwołaniu zgromadzenia po to, by mieli oni szansę na nowo obsadzić zarząd.

Wprowadzają Państwo możliwość zdalnego podejmowania uchwał, to chyba nie powinno być problemu ze zwołaniem zgromadzenia i wybraniem nowego zarządu? Po co „więzić” prezesa, który już nie chce być kapitanem, ponosić odpowiedzialności za działania, z którymi się nie zgadza.

Okres bezkrólewia powinien być maksymalnie krótki. Zwołanie zgromadzenia to naturalny obowiązek członka zarządu. Dwa tygodnie to nie jest długo, a termin ten zabezpiecza przecież interes spółki, wspólników i jej innych interesariuszy. Pozostajemy jednak otwarci. Być może w trakcie prac w Sejmie ktoś zgłosi lepsze rozwiązanie.

Z kolei w tzw. projekcie antyzatorowym proponują Państwo ulgę na złe długi w PIT i CIT. Była już taka ulga i szybko znikła, bo trudno ją było stosować w praktyce. Obecna propozycja nie powiela starych błędów?

To jest inna zmiana. Uchylone przepisy powodowały nadmierne uciążliwości dla działów księgowych firm handlowych i produkcyjnych. Tzw. korekta kosztów, wprowadzona w roku 2013 r., zmuszała firmy do bieżącego sprawdzania wszystkich faktur i stanów magazynowych. W propozycji ujętej w pakiecie antyzatorowym, tzw. uldze na złe długi odwołujemy się do rozwiązań obowiązujących już w VAT. Nie wiążemy jej z wydatkiem uznanym za koszt uzyskania przychodu, co oznacza, że służby księgowe nie muszą weryfikować tego, ile z danej faktury zostało już przypisane do kosztów podatkowych. A to było właśnie największą bolączką. Natomiast proponujemy wprowadzenie korekty dla wierzytelności i zobowiązań powstałych z transakcji handlowych, dla których określa się przychody i koszty podatkowe, bez względu na termin ich ujęcia w tych przychodach i kosztach. Kluczowy byłby zatem fakt niezapłacenia faktury i upływ czasu liczony od umówionego przez kontrahentów terminu płatności. Istotną różnicą wobec nieobowiązującego już rozwiązania jest także to, że rozwiązanie byłoby symetryczne, tzn. wierzyciel miałby prawo zmniejszyć podstawę opodatkowania o niezapłaconą i przeterminowaną kwotę, a nierzetelny dłużnik straciłby swoistą „premię” za nieterminową płatność.

Czy terminy uprawniające do ulgi nie powinny być takie same w VAT, PIT i CIT?

W VAT skracamy termin uprawniający do korzystania z ulgi na złe długi do 90 dni (zmiana znajduje się w Pakiecie MŚP znajdującym się już w Sejmie). W CIT i PIT termin powinien być analogiczny.

 


 

Skończyli już Państwo konsultacje koncepji nowego prawa zamówień publicznych. Co się zmieni w projekcie w porównaniu z założeniami?

Zdecydowana większość rozwiązań konsultowanych przez nas została przyjęta pozytywnie, np. analiza poprzedzająca udzielenie postępowania, ewaluacja. To jest taki moment refleksji, co potrzebujemy zakupić, czy możemy coś zrobić własnymi siłami czy musimy ogłaszać przetarg ograniczony, czy inny. Z kolei analiza po zakończeniu postępowania/zamówienia ma pomóc w unikaniu błędów na przyszłość. Również postępowanie uproszczone, obowiązkowe zaliczki lub płatności częściowe przy długich kontraktach, klauzule abuzywne, poszerzenie kognicji KIO, poszerzenie możliwości stosowania trybów negocjacyjnych i wiele innych rozwiązań zostało przyjętych przez większość konsultowanych pozytywnie.

Jakie propozycje skrytykowano?

Największe kontrowersje wzbudziły: odszkodowanie ryczałtowe, obniżenie progów i zarezerwowanie 30 proc. zamówień dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Teraz pracujemy nad wszystkim uwagami. Nie mogę więc jeszcze powiedzieć, czy i w jakim kształcie utrzymamy te rozwiązania. Ale po to właśnie robiliśmy konsultacje, żeby otrzymać zwrotną informację na temat tego, nad którymi rozwiązaniami pracować legislacyjnie, a które wymagają innego podejścia.

Kto i jakie uwagi miał do odszkodowania ryczałtowego?

Zamawiający podnoszą, że wcale nie jest powiedziane, że ten, kto wygrywa z zamawiającym przed Krajową Izbą Odwoławczą (KIO), dostałby to zamówienie. Załóżmy, że odwołają się wszyscy uczestnicy, czy wszystkim mamy je płacić? A jeśli zaskarży i wygra czwarty w szeregu? Tu wskazywano słabość propozycji zawartej w koncepcji. To problem, wobec którego nie możemy przejść obojętnie. Teraz zastanawiamy się nad tym, czy da się zmodyfikować tę propozycję, by zachować jej cel.

Obniżą Państwo progi z 30 do 14 tys. euro?

Z jednej strony dużo zakupów jest poza systemem zamówień publicznych, z drugiej dostaliśmy sporo uwag, że to zmniejszy elastyczność przy małych zakupach. Zastanawiamy się nad tym, czy nie ma „złotego środka”.

Co z 30 proc. dla małych i średnich firm?

Wzmocnienie pozycji MŚP jest naszym fundamentalnym celem. Można to też zrobić przez wprowadzenie uproszczonej procedury, czy zaliczek i częściowych płatności, czy też poprzez zwiększenie dostępu do informacji o zamówieniach i ich konsolidację. Procedura uproszczona musi być jednak procedurą pełną. Nie możemy wprowadzić trzech przepisów i wyłącznie kilku ogólnych zasad. W naszych warunkach, jestem pewien, że zamawiający obudują je wówczas wielostronicowymi procedurami wewnętrznymi. Dlatego chcemy, aby w ustawie była swoista "instrukcja" dotycząca tego, jak przeprowadzić takie postępowanie. Byłaby to autonomiczna, kompletna regulacja z minimalną liczbą odesłań do procedury ponadprogowej, bez podziału na tryby. Wtedy nie powinno być konieczności tworzenia regulaminów.


Kiedy projekt nowego prawa zamówień publicznych ujrzy światło dzienne?

Chcemy go przesłać do konsultacji i uzgodnień w listopadzie.

Rozmawiała Jolanta Ojczyk