W ubiegłym tygodniu minister rozwoju i technologii Waldemar Buda zapowiadał, że projekt ustawy wiatrakowej trafić do pierwszego czytania na najbliższym posiedzeniu Sejmu, które właśnie trwa (30 listopada - 2 grudnia). Tak się jednak nie stało. Pojawiły się za to kolejne obietnice. Tym razem złożył  je premier.  - Dyskusje w ramach naszego obozu politycznego w sprawie ustawy 10H już się zakończyły; mogę się zobowiązać, że będzie procedowana szybciej niż dotąd - powiedział w czwartek premier Mateusz Morawiecki. Dodał, że w najbliższych 2-3 miesiącach PEP2040 zostanie przyjęta przez rząd. Czy to kolejna pusta deklaracja?

Tymczasem likwidacja barier dla energetyki wiatrowej na lądzie to jeden z kamieni milowych dla Krajowego Planu Odbudowy.  Mamy rekordową inflację, słabą złotówkę i deficyt budżetowy - a władza stara się zaklinać rzeczywistość i minimalizować rolę środków unijnych w budżecie Polski. Ustawa odblokowująca rozwój energetyki wiatrowej  trafiła z rządu do Sejmu i od lipca tkwi w sejmowej zamrażarce. 

Czytaj też: Elektrownie wiatrowe w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego – problemy praktyczne >>>

Czytaj też: Ustawa o elektrowniach wiatrowych a zmiany w planowaniu przestrzennym >>>

Zasada 10H do zmiany

Obowiązująca od wielu lat ustawa 10H  zablokowała rozwój farm wiatrowych na lądzie. Do czasu wejścia jej w życie, tj. w 2016 r. była to najdynamiczniej rozwijająca się gałąź OZE w Polsce. Zgodnie z ustawą minimalna odległość elektrowni wiatrowej od budynku mieszkalnego wynosi dziesięciokrotność wysokości elektrowni wiatrowej mierzonej od poziomu gruntu do najwyższego punktu budowli, wliczając elementy techniczne, w szczególności wirnik wraz z łopatami (całkowita wysokość elektrowni wiatrowej). To ok. 1,5-2 km. Taka sama odległość musi być zachowana od form ochrony przyrody. Wirniki elektrowni osiągają wysokości ponad 200 metrów. Oznacza to, że minimalna odległość wynosić będzie ponad 2 kilometry. Od tej zasady jest jeden wyjątek, dotyczy on inwestycji, które uzyskały wymagane pozwolenia przed datą wejścia w życie ustawy 10H. 

Czytaj też: Zasada odległościowa w procesie inwestycyjnym elektrowni wiatrowej i zabudowy mieszkaniowej a działania organów samorządowych >>>

Projekt noweli ustawy 10H przewiduje, że miejscowy plan będzie mógł określać inną, niż wyznaczona przez regułę 10H, odległość elektrowni wiatrowej od budynku mieszkalnego, biorąc pod uwagę zasięg oddziaływań elektrowni wiatrowej jednak z zachowaniem bezwzględnej minimalnej odległości wynoszącej 500 metrów. Podstawą dla określania odległości elektrowni wiatrowej od zabudowań mieszkalnych będą m.in. wyniki przeprowadzonej strategicznej oceny oddziaływania na środowisko (SOOŚ), wykonywanej w ramach miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (MPZP). W SOOŚ analizuje się m.in. wpływ emisji hałasu na otoczenie i zdrowie mieszkańców. Identyczna minimalna bezwzględna odległość bezpieczeństwa będzie dotyczyć lokalizowania nowych budynków mieszkalnych w odniesieniu do istniejącej lub planowanej elektrowni wiatrowej. Co ważne, władze gminy nie będą mogły odstąpić od wykonania SOOŚ dla projektu MPZP, który uwzględnia elektrownię wiatrową.

Czytaj w LEX: Opodatkowanie wiatraków – zróżnicowane stanowisko gmin >>>

Czytaj też: Ile wspólnego ma antena satelitarna z elektrownią wiatrową? >>>

Są apele, ale jak grochem o ścianę 

Na każdym kroku politycy partii rządzącej deklarują poparcie dla rozwoju farm wiatrowych. Ale są to jak na razie puste deklaracje. 
- Rządowi zależy, aby ten projekt został przyjęty. Zależy nam na tym, aby nieco zwiększyć możliwości związane z budową wiatraków - zapewniał Piotr Müller, rzecznik rządu, pytany o powody opóźnienia prac legislacyjnych. Powiedział, że z tego co wie, "projekt ma być procedowany w Sejmie w najbliższych tygodniach", ale - jak dodał - "pojawiają się wątpliwości co do finalnych rozwiązań poszczególnych przepisów". Wyjaśnił, że chodzi np. o "odległości między poszczególnymi elementami infrastruktury, w szczególności mieszkalnej, i wiatrakami".
 

Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej nie widzi racjonalnych argumentów, dlaczego rozwój energetyki wiatrowej w Polsce jest nadal blokowany. Podobnie myślą eksperci.  - Projekt tkwi dziś w sejmowej zamrażarce, mimo że przeszedł konsultacje i zyskał akceptację rządu. Jest to najlepszy kompromis, ponieważ w myśl nowelizacji to samorządy będą określać lokalizację nowych elektrowni na lądzie. Przy społecznej akceptacji będzie można określić inną odległość, niż wynikającą z zasady 10H, choć nie mniejszą niż 500 metrów od zabudowań.– mówi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Czytaj w LEX: Pomoc publiczna skierowana na rozwój morskiej energetyki wiatrowej w Polsce realizacją unijnego celu neutralności klimatycznej do 2050 r. >>>

 

Według niego odblokowanie energetyki wiatrowej na lądzie to teraz strategiczna decyzja w obliczu dramatycznie wysokich cen energii – energia z wiatru to najtańsze źródło energii, które najszybciej może obniżyć rachunki za prąd polskich rodzin, a jednocześnie zmniejszyć stopień zależności Polski od importu węgla czy gazu. Z badań wynika, że gdyby nie energia z lądowej energetyki wiatrowej, nasze rachunki za prąd byłyby drastycznie wyższe. - Brak decyzji dziwi jeszcze bardziej, kiedy spojrzymy na olbrzymie poparcie społeczne dla tych zmian - dziś żadna technologia nie cieszy się w Polsce tak wysokim poparciem, jak OZE. Ustawa 10H jest odpowiedzią na oczekiwania polskiego społeczeństwa, którego aż 85 proc. uważa, że prawo w Polsce powinno wspierać rozwój i korzystanie z OZE, w tym elektrowni wiatrowych. 81 proc. Polaków popiera rozwój lądowych elektrowni wiatrowych, 75 proc. uważa, że wiatraki na lądzie przyczyniają się do wzrostu bezpieczeństwa energetycznego i zmniejszenia zależności od paliw kopalnych – wyjaśnia Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

 

 

23 września po raz pierwszy w historii Polskie Sieci Elektroenergetyczne ogłosiły okres zagrożenia na rynku mocy. To skutek zbyt niskiej rezerwy w naszym systemie energetycznym.

- Tym razem na szczęście nie doszło do blackout'u, jednak przyszłość jest niepewna. Jeśli nie odblokujemy rozwoju OZE, zwłaszcza energetyki wiatrowej na lądzie oraz nie zaczniemy działać na rzecz efektywnego magazynowania energii, takie sytuacje mogą się powtarzać – mówi prof. Piotr Kacejko z Politechniki Lubelskiej, członek Komitetu Elektrotechniki PAN, współautor raportu „WĘGIEL+WIATR. OZE i źródła konwencjonalne dla bezpieczeństwa energetycznego Polski”.

Ekspertom wtóruje Jacek Kosiński, adwokat i partner w Kancelarii Prawnej Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni. Zamrożenie prac nad ustawą 10H, jest dla niego bardzo złą wiadomością.  - Od 2016 roku praktycznie mamy zablokowaną możliwość realizacji nowych farm wiatrowych w Polsce. Przez ten okres udział energii OZE w polskim systemie elektroenergetycznym niewątpliwie znacząco by wzrósł. Przełożyłoby się to teraz na niższe ceny energii i mniejsze uzależnienie od paliw kopalnych - wyjaśnia.

W jego opinii krótkowzroczna polityka w 2016 roku przyłożyła rękę do rozmiarów aktualnego kryzysu. - Pamiętajmy, że uwolnienie nie oznacza dowolności budowy. Zawsze decyzję musi tu podjąć gmina. Aby wybudować farmę gmina będzie musiała przeprowadzić długotrwałą procedurę, uzgodnienia i zapewnić udział społeczeństwa. Nic tutaj nie wydarzy się bez udziału mieszkańców i bez zgody rady gminy. Uwolnienie wiatru ma wyłącznie dobre strony - wylicza.

Czytaj w LEX: Zasada odległościowa w procesie inwestycyjnym elektrowni wiatrowej i zabudowy mieszkaniowej a działania organów samorządowych >>>

Konrad Młynkiewicz również jest zwolennikiem liberalizacji zasady 10H.  - Praktyka pokazała, że dotychczasowe ograniczenia ustawowe skutecznie uniemożliwiają wznoszenie nowych elektrowni wiatrowych, na co odpowiedzią był projekt tejże ustawy, która to regulacja, jak czytamy w uzasadnieniu projektu, „ma pilny i istotny charakter zarówno z punktu widzenia pobudzenia nowych inwestycji i tworzenia miejsc pracy, ale przede wszystkich w kontekście rozbudowy potencjału wytwórczego wpływającego na bezpieczeństwo energetyczne, zwiększanie odporności energetyki na czynniki zewnętrzne, wzmacniania suwerenności energetycznej oraz – co szczególnie ważne – obniżania cen energii zarówno dla gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorstw”.

Wkrótce jednak  zmiana reguły 10H może nie być wystarczająca, jeżeli wejdzie w życie aktualnie procedowana nowelizacja ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. - Zapisy tego projektu faktycznie mogą uniemożliwić przyjęcie nowych planów zagospodarowania przestrzennego - zauważa mec. Kosiński.