Ochronę wspólników mniejszościowych trzeba poprawić
Jeśli wspólnicy zawczasu nie uregulują zasad współpracy i rozejścia, to o rozstanie może być ciężej niż w przypadku małżeńskiego rozwodu. Tymczasem polskie prawo handlowe od lat z niezrozumiałych względów nie oferuje do tego odpowiednich narzędzi. Czas to zmienić i na szczęście projekt zmian w Kodeksie spółek handlowych opracowany przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Cywilnego idzie w dobrym kierunku - pisze Piotr Biernatowski, adwokat w kancelarii GP Partners Gawroński, Biernatowski sp.k.

Obecnie trudna jest zwłaszcza sytuacja wspólników mniejszościowych. Po pierwsze dlatego, że pokusa i faktyczne możliwości nadużyć występują u sprawujących kontrolę nad spółką, a to są zazwyczaj wspólnicy większościowi. Inaczej sytuacja wygląda w spółkach publicznych (giełdowych), w których do sprawowania kontroli zazwyczaj wystarcza istotnie niższa niż pięćdziesiąt procent liczba głosów. W praktyce najczęściej podmiotami, które poszukują ochrony prawnej, są wspólnicy mniejszościowi nie sprawujący kontroli.
Po drugie, Kodeks spółek handlowych (k.s.h.) jest wciąż ubogi, jeżeli chodzi o normy prawne regulujące sytuacje konfliktowe w spółkach, ale nawet na tym negatywnie wyróżnia się ochrona prawna wspólników mniejszościowych.
Na szczęście pojawiła się ostatnio inicjatywa ustawodawcza wprowadzająca powództwo wspólnika o ustąpienie ze spółki kapitałowej - na stronie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego niedawno opublikowany został projekt ustawy o zmianie k.s.h. w tej kwestii.
Poważne braki regulacyjne
W przypadku spółki z ograniczoną odpowiedzialnością k.s.h. zawiera obecnie podstawę prawną żądania przez wspólników większościowych wykupienia wspólników mniejszościowych z ważnych przyczyn dotyczących danego wspólnika (art. 266 k.s.h.). Co więcej, udziały wyłączanego wspólnika mogą być przejęte nie tylko przez pozostałych wspólników, ale też przez osoby trzecie. „Ważne przyczyny dotyczące danego wspólnika” to przesłanka bardzo pojemna i wokół niej powstało bogate orzecznictwo. Przyjmuje się, że są to przyczyny występujące bezpośrednio po stronie konkretnego wspólnika, okoliczności naruszające interesy spółki, obowiązek współdziałania wspólnika ze spółką i innymi wspólnikami dla osiągania wspólnego celu, tak dalece i istotnie, że dalsze jej istnienie z udziałem tego wspólnika byłoby sprzeczne z istotą spółki i jej celem.
Brak roszczeń pozwalających na wyjście mniejszościowych udziałowców powoduje, że pozostaje im tylko roszczenie o rozwiązanie spółki z o.o. Podstawą argumentacji w takiej sytuacji jest teza, że spółka nie realizuje wspólnego celu albo nie może realizować tego celu w istniejącym składzie wspólników. Przy tym, jeżeli umowa spółki wprost nie stwierdza, że celem spółki jest prowadzenie wspólnej działalności w celu zapewniania wspólnikom dochodów w określonej perspektywie i określonym procencie zysków, prawdopodobnie spór będzie dotyczył również tego. Jednak sąd - rozstrzygając pozew o rozwiązanie spółki - i tak stanie wobec trudnego wyboru: rozwiązywać dobrze działający podmiot generujący (przykładowo) wysokie przychody i dający duże zyski, czy zignorować krzywdę mniejszościowego wspólnika.
Wspólnikom przysługują wobec spółki i pozostałych wspólników także roszczenia odszkodowawcze na zasadach ogólnych. Są to jednak roszczenia złożone, wywodzone z ogólnych przepisów, nie odpowiadające specyfice wspólników mniejszościowych.
Mali akcjonariusze w dużej pułapce
Natomiast przepisy dotyczące spółki akcyjnej są diametralnie różne niż spółki z o.o. O ile można zrozumieć dlaczego na przykład analogicznego przepisu do art. 266 k.s.h. nie wprowadzono do spółek akcyjnych będących spółkami publicznymi (spółkami giełdowymi), to nie bardzo widać powody, dlaczego w odniesieniu do spółek akcyjnych w ogóle nie ma roszczenia o wykup mniejszościowych akcjonariuszy – a przecież zdecydowana większość spółek akcyjnych to spółki poza rynkiem regulowanym. W spółkach akcyjnych statystycznie jest więcej akcjonariuszy niż wspólników w sp. z o.o. oraz więcej obowiązków regulacyjnych (np. obowiązkowa rada nadzorcza, badanie sprawozdań finansowych itd). Różnice między obiema spółkami nie uzasadniają tego, aby w spółce akcyjnej niemożliwe było sądowe dochodzenie roszczenia o wykup z ważnych przyczyn dotyczących danego akcjonariusza. Forma spółki nie ma tu żadnego znaczenia.
Przepisy dotyczące spółek akcyjnych, z wyłączeniem spółek publicznych (giełdowych), dopuszczają tzw. wyciśnięcie ze spółki (squeeze out) i przymusowe odkupienie akcji (reverse squeeze out). Są to jednak mechanizmy zupełnie różne od żądania wykupu spowodowanego działaniami na szkodę wspólnika lub spółki. Progi, które umożliwiają skorzystanie z tych mechanizmów są rygorystyczne. Przede wszystkim nie są to podstawy roszczeń zmierzających do sądowej ochrony praw akcjonariuszy mniejszościowych.
Zgodnie z art. 418 par. 1 k.s.h., regulującym wyciśnięcie akcjonariuszy ze spółki akcyjnej, walne zgromadzenie może powziąć uchwałę o przymusowym wykupie akcji akcjonariuszy reprezentujących nie więcej niż 5 proc. kapitału zakładowego (akcjonariusze mniejszościowi) przez nie więcej niż pięciu akcjonariuszy, posiadających łącznie nie mniej niż 95 proc. kapitału zakładowego, z których każdy posiada nie mniej niż 5 proc. kapitału zakładowego.
Akcjonariuszom mniejszościowym ustawodawca przyznał prawo żądania przymusowego odkupienia akcji (reverse squeeze out). Zgodnie z art. 418(1) par. 1 k.s.h. akcjonariusz lub akcjonariusze reprezentujący nie więcej niż 5 proc. kapitału zakładowego mogą żądać umieszczenia w porządku obrad najbliższego walnego zgromadzenia sprawę podjęcia uchwały o przymusowym odkupie ich akcji przez nie więcej niż pięciu akcjonariuszy reprezentujących łącznie nie mniej niż 95 proc. kapitału zakładowego, z których każdy posiada nie mniej niż 5 proc. kapitału zakładowego (akcjonariusze większościowi).
Art. 418(1) par. 1 k.s.h. - co ciekawe - został wprowadzony pięć lat po art. 418 par. 1 k.s.h. z założeniem wyrównania pozycji wspólników mniejszościowych z większościowymi. Natomiast wprowadzenie lustrzanych progów 5 proc. i 95 proc. nie uwzględniało różnic między wspomnianymi rodzajami wspólników. W 2023 r., w drodze sejmowej petycji BKSP-144-IX-734/23, próbowano bez skutku to zmienić - wskazywano, że art. 418(1) par. 1 k.s.h. jest niesprawiedliwy i krzywdzi akcjonariuszy mniejszościowych. Argumentacja wnioskodawcy opierała się na stwierdzeniu, że ustawodawca - konstruując w sposób symetryczny obie procedury - zrównał warunki silnego akcjonariusza większościowego (uprawnionego do „wyciśnięcia” akcjonariusza mniejszościowego przez przymusowy wykup akcji) z warunkami słabego akcjonariusza mniejszościowego, który domaga się odkupienia swoich akcji. Trudno się z tym zarzutem nie zgodzić.
Wspólnicy/akcjonariusze większościowi, co naturalne, rzadko kiedy są zainteresowani przymusowym odkupem, więc uchwały nakładającej na siebie taki obowiązek nie podejmą. Co prawda w przypadku, gdy uchwała o przymusowym odkupie nie została podjęta, to obowiązek nabycia akcji powstaje po stronie spółki (art. 418 par. 4 k.s.h.), ale i na tej podstawie ciężko mówić o ochronie mniejszościowych akcjonariuszy. Jest wiele poziomów, na których prawo do doprowadzenia do wykupu ich akcji może być blokowane. Począwszy od tego, że większościowi akcjonariusze mogą uznać, że obowiązek nabycia akcji przez spółkę powstaje dopiero, gdy na odbytym walnym zgromadzeniu nie została podjęta uchwała w sprawie nabycia. Więc po prostu nigdy nie zwołają WZA przewidującego podjęcie takiej uchwały. Sposoby blokowania można mnożyć.
W przypadku spółek akcyjnych brakuje też w ogóle roszczenia o rozwiązanie spółki.
Zapominamy o inwestorach
W praktyce zarówno w spółkach z o.o. jak akcyjnych wspólnicy/akcjonariusze mniejszościowi nie posiadają podstaw prawnych do roszczeń o wykup ich udziałów lub akcji, czyli o ustąpienie ze spółki. Nawet ze spółek, w których są od wielu lat mniej lub bardziej ostentacyjnie grabieni. Wspólników, inwestorów, przedsiębiorców interesują zaś dwie kwestie. Po pierwsze - spółki nie powstają i nie istnieją bez wpłaconego przez nich kapitału, przekładającego się na konkretny podział udziałów lub akcji. Podstawowym celem wnoszących kapitał do spółki jest to, aby przynosił on im dochód (a dochód ten przewyższył wniesiony kapitał).
Po drugie, spółki kapitałowe nie powstaną bez zgody i w pełni dobrowolnego porozumienia między wspólnikami, opartych na zaufaniu i przekonaniu, że wspólnie osiągną korzyści w proporcjach, na jakie się umówili. Wspólnicy, którzy nie czerpią korzyści ze spółki zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami mają prawo czuć się oszukani. Stąd ryzyko związane z tym, że pokrzywdzeni mniejszościowi wspólnicy nie będą mogli wyjść ze spółki, w której inni łamią ustalenia działając na szkodę tych pierwszych, powinno być ograniczane. Wystarczy, że wspólnicy - inwestując w spółkę - ponoszą ryzyko gospodarcze.
Prosta spółka wzorem do naśladowania
Lepiej wygląda sytuacja wspólników mniejszościowych w prostych spółkach akcyjnych (PSA). Zgodnie z art. 300(50) par. 1 k.s.h. akcjonariusz PSA może żądać ustąpienia (wykupu) ze spółki jeżeli zachodzi ważna przyczyna uzasadniona stosunkami między akcjonariuszami lub między spółką a akcjonariuszem ustępującym, skutkująca rażącym pokrzywdzeniem akcjonariusza ustępującego. Przepis ten pojawił się wraz z wprowadzeniem PSA, czyli w 2021 r. Dlaczego jednak powództwo o ustąpienie występuje tylko w PSA? Brak analogicznego przepisu w odniesieniu do spółek z o.o. i akcyjnych jest zupełnie niezrozumiały i nielogiczny.
Dlatego cieszy postulat zmiany ustawowej polegający na przeniesieniu rozwiązania dotyczącego PSA również do spółek z o.o. i akcyjnych. Jeżeli postulat ten stanie się prawem, to również w tych spółkach można będzie żądać ustąpienia jeżeli zachodzi ważna przyczyna uzasadniona stosunkami między wspólnikami lub między spółką a wspólnikiem ustępującym, skutkująca rażącym pokrzywdzeniem wspólnika ustępującego. Ważnych przyczyn i rażącego pokrzywdzenia można doszukiwać się w niezliczonej ilości sytuacji. Ustawodawca planuje w tej kwestii pozostawić sądom szerokie pole do interpretacji i orzekania. Ponadto rozwiązania te będą dotyczyć wszystkich wspólników – zarówno mniejszościowych, jak i tych mających większość udziałów bądź akcji.
W przypadku uznania powództwa o ustąpienie ze spółki sąd ma orzekać o wykupie udziałów wspólnika ustępującego po wartości godziwej, ustalonej przez sąd na dzień doręczenia pozwu. W praktyce wartość godziwą na ogół rozumie się jako wartość rynkową, ustalaną jako iloczyn wartości spółki i procenta udziałów wspólnika ustępującego. Tak ustalona wartość godziwa rodzi oczywiście problem spłaty, czyli płynności. Wspólników jak i spółki na ogół nie stać na to, żeby wypłacić tak rozumianą wartość rynkową spółki. Z tym można sobie częściowo poradzić rozkładając spłatę na raty. Nie rozwiązuje to jednak całości problemu. Dlatego ocenie wartości godziwej udziałów wspólnika ustępującego warto poświęcić odrębne rozważania.
Ponadto, sąd ma mieć możliwość ustalania wartości godziwej, którą posiadałyby udziały wspólnika ustępującego, gdyby nie doszło do jego rażącego pokrzywdzenia. To o tyle zrozumiałe, że sąd ma ustalać według stanu na dzień doręczenia pozwu. Skoro podstawą powództwa jest rażące pokrzywdzenie, to w chwili doręczenia pozwu spółka może być mniej warta niż, gdyby do rażącego pokrzywdzenia nie doszło. Dlatego możliwość dokonywania przez sąd korekty kwoty należnej wspólnikowi o skutek rażącego pokrzywdzenia to naturalne i dobre rozwiązanie.
Niezależnie od dalszych losów projektu nowelizacji, zawsze lepsza jest mądra prewencja od gaszenia pożarów. Trzeba zawierać umowy wspólników i wprowadzać przemyślane mechanizmy uodparniające wspólników i spółki na skutki konfliktów.
Piotr Biernatowski – adwokat, szef praktyki sporów, prawa gospodarczego i transakcji kancelarii GP Partners Gawroński, Biernatowski Sp.K.








