NSA: Miasto nie zapłaci dwa razy za tę samą działkę
Jest zła wiadomość dla byłych właścicieli nieruchomości, którzy chcieliby po latach weryfikować stare wywłaszczenia, a zwłaszcza liczą na waloryzację przyznanych dawniej odszkodowań. Naczelny Sąd Administracyjny uznał bowiem w sprawie zapłaty za grunt wywłaszczony pod drogę publiczną, że choć nie ma stuprocentowej pewności wypłaty pieniędzy za wywłaszczoną trzy dekady temu działkę, to nie byłoby uzasadnione prowadzenie postępowania w sprawie waloryzacji naliczonego wtedy odszkodowania i jego wypłaty po tak długim okresie.

Sprawa dotyczyła niewielkiej działki położonej w zachodniej części Krakowa, na terenie dawnej wsi Bodzów, z której rozciągał się piękny widok na Wisłę. W 1995 r. Kierownik Urzędu Rejonowego w Krakowie wywłaszczył małżeńską działkę nr 248/6 na rzecz miejskich drogowców. W 1996 r. miało też dojść do wypłaty przyznanego odszkodowania (wtedy była to kwota prawie 12 tysięcy złotych).
Kilka lat temu wdowa wystąpiła najpierw o ponowne ustalenie odszkodowania, a następnie jego waloryzację i wypłatę. Twierdziła bowiem, że nigdy nie otrzymała pieniędzy. Brak jest też dokumentów potwierdzających przelew na rachunek bankowy (mimo że wysłała urzędnikom pismo z numerem konta, na które należało przesłać pieniądze). Wdowa przedstawiła wyciąg z banku za okres pięciu miesięcy od uprawomocnienia się decyzji, jako dowód, ze żadnego przelewu nie otrzymała, pomimo że z treści decyzji wynikało, że miasto ma wypłacić odszkodowanie za nieruchomość w terminie 14-dniowym. Kobieta podkreślała też, skoro magistrat nie może okazać dowodu wypłaty, to należy uznać, że odszkodowanie nie zostało w 1996 r. wypłacone. Podpisała też oświadczenie, że odszkodowania nigdy nie otrzymała.
Dowody jedynie poszlakowe
Miasto odmówiło jednak waloryzacji odszkodowania i jego wypłaty. Mimo głośnego pożaru miejskiego archiwum w zimie 2021 r., w którym bezpowrotnie utracono ok. 200 milionów dokumentów, część archiwaliów dotyczących nieruchomości jednak ocalała. Z zachowanych dokumentów dotyczących działki 248/6 można wyciągnąć wniosek, że do wypłaty jednak doszło. Na liście obok nazwiska kobiety widniały: numer sprawy wywłaszczeniowej, kwota, jak również adnotacja „wypłacono”, choć nie było daty ani wskazania, w jaki sposób nastąpiło przekazanie pieniędzy. W dokumentacji znajdowały się też adnotacje, że środki na odszkodowania zostały przewidziane w planie wydatków. Wydział Geodezji w magistracie przekazał też prawomocną decyzję do Wydziału Finansowego celem realizacji wypłaty.
Decyzje odmowną podtrzymał też wojewoda małopolski. Urzędnicy podkreślali, że od zdarzeń minęło 30 lat. Dlatego nie powinno nikogo dziwić, że część dokumentacji została (zresztą zgodnie z prawem) wybrakowana, nie można też oczekiwać, że wszystkie dowody księgowe będą przechowywane bezterminowo.
Sądy po stronie magistratu
Skargę kobiety oddaliły sądy administracyjne. Sędziowie powołali się na brzmienie art. 129 ust. 5 pkt 3 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami (Dz. U. z 2026 r. poz. 399). Z przepisu tego wynika, że starosta, wykonujący zadanie z zakresu administracji rządowej, wydaje odrębną decyzję o odszkodowaniu gdy nastąpiło pozbawienie praw do nieruchomości bez ustalenia odszkodowania, a obowiązujące przepisy przewidują jego ustalenie. Przepis ten ma służyć sytuacjom, gdy wywłaszczenie co prawda nastąpiło, lecz odszkodowanie nigdy nie zostało ustalone albo wypłacone. Ta podstawa prawna nie może natomiast prowadzić do ponownego uzyskiwania odszkodowań tylko dlatego, że po wielu latach nie da się odtworzyć całej dokumentacji księgowej.
To jednak nie wszystkie argumenty przeciwko waloryzacji i wypłacie odszkodowania (być może ponownej). Sądy podkreślały, że – po pierwsze - brak dowodu przelewu lub dokumentu księgowego po wielu latach nie jest równoznaczny z niewykonaniem obowiązku zapłaty. Inne stanowisko spowodowałoby, że każda wywłaszczona osoba mogłaby po upływie okresu archiwizacji występować o ponowną wypłatę świadczeń, twierdząc, że brak jest dowodu wypłaty. Po drugie, w takich sprawach jak najbardziej można się oprzeć na dowodach pośrednich, wręcz poszlakach. Sądy uznały za wystarczające: wykaz wypłat z adnotacją „wypłacono”, fakty zabezpieczenia środków budżetowych i przekazania decyzji do realizacji finansowej, jak również brak dowodów świadczących o niewykonaniu decyzji.
Ostatecznie nawet brak potwierdzenia przelewu też został zakwestionowany. Wyciąg z rachunku dotyczył konta należącego do nieżyjącego już małżonka (wywłaszczonego współwłaściciela nieruchomości), a nie kobiety. Ponadto nie było wiadomo, czy to jest jedyny rachunek, którym wywłaszczeni wtedy dysponowali. Wyciąg obejmował ponadto jedynie pięć miesięcy. Niewykluczone, że wypłata nastąpiła później, została dokonana inną drogą (np. przekazem pocztowym) itp. Twierdzenie wdowy, że nie otrzymała odszkodowania też nie może przesądzać o wyniku sprawy – należy je traktować jako stanowisko strony, a nie dowód.
Sędziowie powołali się też na inny wyrok NSA (z 27 kwietnia 2022 r., I OSK 1483/21), w którym podkreślono, że organy administracji publicznej nie mają obowiązku wieczystego przechowywania akt spraw dotyczących wywłaszczenia (przejęcia na rzecz państwa) nieruchomości i związanych z tym postępowań odszkodowawczych, ani też brak stosownych dokumentów nie może automatycznie przesądzać o każdorazowym obowiązku ustalania i wypłacania w takiej sytuacji odpowiednich kwot tytułem odszkodowania.
Wyrok NSA z 1 października 2026 r. (I OSK 2422/23)










