Greenwashing a dotacje: co mogą mówić firmy, by nie narazić się na zarzut
Wyrażony wprost w ustawie zakaz niepopartego dowodami powoływania się na ekologię, troskę o środowisko itp. ma chronić konsumentów przed tzw. eko-ściemą. Co jednak mają robić firmy, które mają obowiązek wskazywać na zielony charakter swoich technologii lub działań z uwagi na korzystanie z publicznych programów? Wątpliwość zgłosiło Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Prawnicy podpowiadają, jak nie narazić się na zarzut greenwashingu.

Już dziś Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów stara się ograniczyć greenwashing, czyli działania marketingowe, polegające na bezpodstawnym odwoływaniu się do kwestii związanych z ekologią, środowiskiem, zielonymi technologiami itp. Niebawem organ dostanie do ręki nowe narzędzie – tego typu działań wprost zakaże procedowany właśnie projekt nowelizacji ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawy o prawach konsumenta (nr UC111). Implementuje on dyrektywę 2024/825.
Projekt został przekazany Komitetowi ds. Europejskich wraz z protokołem rozbieżności. Wynika z niego, że nierozwiązana pozostaje m.in. kwestia sygnalizowana przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, dotycząca firm uczestniczących w systemie publicznego wsparcia w obszarze transformacji energetycznej i środowiskowej.
Dyrektywa o greenwashingu - cele i przedmiot zmian - czytaj w LEX >
Obawy dotyczące nowych przepisów o greenwashingu
Niepokój resortu budzi fakt, że ustawa ma zdefiniować „uznaną wysoką efektywność ekologiczną” oraz wprowadzić zakaz „formułowania ogólnego twierdzenia środowiskowego”, w przypadku gdy przedsiębiorca nie jest w stanie owej „uznanej efektywności” wykazać. W ocenie MKiŚ, chociaż teoretycznie dotyczy to tylko relacji przedsiębiorca-konsument, to nowe przepisy mogą też oddziaływać na sposób opisywania produktów i efektów środowiskowych inwestycji, przy których korzystano ze wsparcia publicznego.
Czytaj też w LEX: Greenwashing - charakterystyka zjawiska i otoczenia prawnego >
Resort środowiska podaje przykład listy ZUM (Zielonych Urządzeń i Materiałów), która kataloguje m.in. pompy ciepła i kotły. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wymaga, by urządzenia, których zakup jest dotowany z niektórych programów, były wpisane na tę listę. Ma ona jednak charakter techniczno-administracyjny i nie jest oznakowaniem środowiskowym ani systemem certyfikacji, których od eko-przedsięwzięć wymaga projektowana ustawa.
Brak rozróżnienia między oznakowaniem środowiskowym a narzędziem administracyjnym może prowadzić do niepewności regulacyjnej i efektu mrożącego. Ponadto ograniczenie stosowania ogólnych twierdzeń środowiskowych może powodować rozbieżności między wymaganiami programów wsparcia a regulacją. Zasadne jest doprecyzowanie w ocenie skutków regulacji i uzasadnieniu wpływu regulacji oraz rozróżnienie komunikacji marketingowej od komunikacji w systemach wsparcia publicznego – ostrzega MKiŚ.
Odpowiedź UOKiK na wątpliwości resortu klimatu
UOKiK, który przygotował tekst nowelizacji, uznał, że uwaga jest niezasadna i nie wpływa na zgodność projektu z prawem UE, zaś projektowane przepisy dotyczą wyłącznie relacji przedsiębiorca–konsument i nie regulują funkcjonowania krajowych instrumentów wsparcia publicznego. - Stosowanie oznakowań i twierdzeń środowiskowych jest dobrowolne, ale jeśli są stosowane, muszą być zgodne z prawdą i nie wprowadzać w błąd – napisał Urząd.
Czytaj też w LEX: Weryfikacja greenwashingu – elementy niezbędne w procesie >
Prawnicy zgadzają się z UOKiK co do tego, że projektowana ustawa, jak i wdrażana przez nią dyrektywa, dotyczą wyłącznie komunikacji przedsiębiorcy z konsumentami, mającej skłonić ich do podjęcia określonych decyzji.
- Tymczasem informacje przekazywane instytucjom wdrażającym (takim jak NFOŚiGW czy Bank Gospodarstwa Krajowego), w związku z uzyskaniem i rozliczeniem dofinansowania nie służą wpływaniu na decyzje zakupowe konsumentów, lecz rozliczeniu projektu lub potwierdzeniu spełnienia warunków wsparcia. Co do zasady, nie powinny więc podlegać przepisom o greenwashingu – uważa Maria Rudzińska, adwokat z kancelarii Wardyński i Wspólnicy.
Czytaj też w LEX: Greenwashing po decyzjach Prezesa UOKiK – skutki praktyczne i dobre praktyki dla firm >
Zgadza się z tym Michał Derdak, radca prawny z Wolf Theiss Polska. - Relacje przedsiębiorcy z organami administracji, w tym przyznającymi dofinansowanie, pozostają poza zakresem przepisów o nieuczciwych praktykach rynkowych. Zatem obowiązek złożenia określonych deklaracji w procesie ubiegania się o środki publiczne nie koliduje z planowanymi przepisami – komentuje.
- Podobnie tablice czy inne oznaczenia informujące o finansowaniu projektu ze środków UE nie stają się reklamą tylko dlatego, że są widoczne publicznie – dodaje mec. Rudzińska.
Czy można reklamować dotację? Przepisy o greenwashingu w praktyce
Sytuacja komplikuje się jednak, gdy przedsiębiorca zrealizuje inwestycję dofinansowaną z publicznego programu i zacznie informować o tym w swoim przekazie marketingowym kierowanym do konsumentów.
- Wówczas komunikaty dotyczące „ekologiczności”, „zielonego charakteru” czy „wysokiej efektywności środowiskowej” produktu mogą zostać uznane za twierdzenia środowiskowe podlegające rygorom nowych przepisów. Szczególne ryzyko dotyczy sytuacji, w których przedsiębiorca przenosi do reklamy lub komunikacji sprzedażowej pojęcia funkcjonujące wcześniej wyłącznie w dokumentacji programów wsparcia – przyznaje mec. Maria Rudzińska.
- Może się bowiem okazać, że określenia wprost zaczerpnięte z dokumentacji programu wsparcia będą stanowiły twierdzenie środowiskowe wymagające dowodu w świetle ustawy o nieuczciwych praktykach rynkowych – dodaje mec. Michał Derdak.
Czytaj też w LEX: Etykietowanie opakowań zgodnie z PPWR - jak uniknąć greenwashingu >
Jak radzi, przedsiębiorca ma dwa sposoby na uniknięcie ryzyka prawnego:
- Ograniczyć komunikację do opisu faktu otrzymania wsparcia i jego przeznaczenia, bez twierdzeń o właściwościach środowiskowych produktu, np. „dofinansowanie przeznaczono na zakup urządzenia wpisanego na Listę ZUM NFOŚiGW.
- Zawrzeć w komunikacji opis właściwości produktu, o ile przedsiębiorca ma osobny certyfikat lub inny dowód potwierdzający tę właściwość, np. „urządzenie o uznanej wysokiej efektywności środowiskowej".
- Na pewno przedsiębiorca będzie musiał uważać, aby nie używać nomenklatury Listy ZUM jako substytutu oznakowania środowiskowego. Bezpieczne powinno być sformułowanie: „urządzenie spełniające wymagania techniczne Listy ZUM NFOŚiGW", a ryzykowne: „urządzenie z certyfikatem środowiskowym NFOŚiGW" – mówi mec. Derdak.
Czytaj też w LEX: Jak "zazielenia się" prawo konsumenckie – na przykładzie walki z greenwashingiem >
Podobny przykład wskazuje mec. Rudzińska, która zwraca uwagę, że czym innym jest neutralna informacja „produkt znajduje się na Liście ZUM programu Czyste Powietrze” niż hasło „ekologiczny produkt o potwierdzonej wysokiej efektywności środowiskowej”.
- W drugim przypadku przedsiębiorca może już zostać zobowiązany do udowodnienia takich twierdzeń zgodnie z nowymi przepisami – mówi mec. Rudzińska. - W praktyce więc nowe przepisy mogą rodzić wątpliwości przedsiębiorców - zwłaszcza tych, którzy korzystają ze wsparcia związanego z ochroną środowiska – konkluduje.
Zapraszamy na szkolenie online w LEX: Jak komunikować ESG, żeby nie narazić się na zarzut greenwashingu? >
Mec. Derdak podsumowuje, że uwaga MKiŚ jest uzasadniona co najwyżej w niewielkim zakresie. - Warto też postulować, aby nomenklatura programów wsparcia była określana w taki sposób, żeby nie narażać przedsiębiorców na ryzyko naruszenia przepisów o nieuczciwych praktykach rynkowych – dodaje.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.








