Lex Budownictwo z czetem AI
Zmień język strony
Prawo.pl

Czy platforma cyfrowa odpowie za uzależniającą architekturę?

Wyjątkową doniosłością cechuje się wyrok w sprawie K.G.M. v. Meta al., który w marcu tego roku zapadł przeciwko Mecie i YouTube’owi w kalifornijskim sądzie okręgowym. Na uwagę zasługują twierdzenia, na których została oparta argumentacja pozwu. Nie dotyczyły one treści publikowanych przez podmioty trzecie, lecz samej architektury platformy – pisze Dominik Lis z Kancelarii Radców Prawnych Wiatr i Partnerzy.

internet cenzura
Źródło: iStock

Według twierdzeń powódki konstrukcja ta służyć miała przyciągnięciu jak największej liczby użytkowników, a następnie uzależnieniu ich od korzystania z portalu. Uzasadniając roszczenie przeciwko pozwanym big techom, pełnomocnik powódki powołał się na istnienie mechanizmów takich jak tzw. infinite scrolling, czyli możliwość nieskończonej eksploracji treści w mediach społecznościowych, a także stosowanie spersonalizowanych rekomendacji, które zapobiec miały odciągnięciu użytkowników od ekranu. Powódka podniosła, że następstwem korzystania przez nią z mediów społecznościowych było pojawienie się u niej m.in. zaburzeń lękowych. Ława przysięgłych uznała pozwane korporacje za winne zaniedbania właściwego skonstruowania prowadzonych platform, aby nie przyczyniały się one do generowania zaburzeń psychicznych u użytkowników. Kolejne miesiące potwierdziły, że wyrok kalifornijskiego sądu nie stanowił jednostkowego przypadku, lecz uruchomił lawinę powództw przeciwko big techom. Niedawno pozwy przeciwko Mecie zostały skierowane bowiem nie tylko przez osoby fizyczne, lecz również przez szereg stanów USA.

DSA a zdrowie psychiczne użytkowników

Oceniając tę problematykę z perspektywy europejskiej, warto zauważyć, że na poziomie UE przyjęto już szereg regulacji, które skrojone zostały pod wyzwania związane z rosnącym wpływem big techów i ich ekspansywnym modelem biznesowym. Zasadniczą kwestią jest udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy obowiązujące instrumenty normatywne UE są w stanie rozwiązać problemy związane z pogorszeniem kondycji psychicznej użytkowników mediów społecznościowych? W pierwszej kolejności należy przyjrzeć się regulacjom rozporządzenia nr 2022/2065 w sprawie jednolitego rynku usług cyfrowych, szerzej znanemu jako tzw. akt o usługach cyfrowych (DSA). Przeważająca część DSA ukierunkowana jest na zwalczanie nielegalnych treści, jednak możemy doszukać się także postanowień normujących obowiązki big techów związanych z odpowiedzialnością za odpowiednią konstrukcję ich serwisów. Znamienna jest regulacja art. 34 DSA, „Ocena ryzyka”, który zobowiązuje dostawców platform internetowych do identyfikacji ryzyk związanych z korzystaniem z mediów społecznościowych, a tym samym pośrednio ustanawia kryteria właściwego projektowania platform.

Aksjologia karania korporacji technologicznych w prawie konkurencji Stanów Zjednoczonych oraz Unii Europejskiej - czytaj w LEX >

W interesującym nas kontekście DSA normuje obowiązek, aby przy konstruowaniu danej platformy korporacje uwzględniały zdrowie publiczne oraz negatywne skutki dla fizycznego i psychicznego dobrostanu osoby (art. 34 ust. 1 lit. d) DSA). Możliwościom, jakie w zakresie ochrony zdrowia psychicznego stwarza ta regulacja, przyjrzeli się P. Pałka i E. Ilczuk w artykule „Social media and mental harms under the Digital Services Act”, opublikowanym na łamach Internet Policy Review. Autorzy zwracają uwagę, że korporacje cyfrowe powinny przyjąć domniemanie, iż ich usługi mogą wywoływać negatywne skutki dla zdrowia psychicznego użytkowników. Świadomość ta powinna z kolei usprawiedliwiać nie tylko moralną, lecz także normatywną powinność projektowania usług w sposób, który nie przyczynia się do osłabiania kondycji psychicznej korzystających. W konkluzjach autorzy podkreślają, że jeżeli dostawcy usług cyfrowych w toku oceny ryzyka zidentyfikują zagrożenia dla zdrowia psychicznego, powinni podjąć adekwatne działania, w tym m.in. polegające na zamieszczaniu w serwisach stosownych komunikatów, np. „Niektóre badania wskazują, że korzystanie z naszych platform może prowadzić do zaburzeń zdrowia psychicznego”. Pomimo tego, że przewidziana w DSA powinność identyfikacji ryzyk otwiera pole dla stworzenia katalogu dobrych praktyk, to jest to regulacja ramowa, która nie może służyć za skuteczną podstawę do pociągnięcia do odpowiedzialności odszkodowawczej dostawców usług cyfrowych w konkretnym przypadku. Brakuje w szczególności jasnych kryteriów, aby pociągnąć daną korporację technologiczną do odpowiedzialności oraz sankcji za naruszenia związane z architekturą platformy.

Neuroprawa i odpowiedzialność platform

Spośród głosów komentujących wyrok kalifornijskiego sądu, warto przytoczyć stanowisko Nory Hertz, która argumentuje, że nadszedł czas, aby ustawodawca europejski na poziomie konwencyjnym uznał tzw. neuroprawa (neurorights), które miałyby chronić zdrowie psychiczne. Autorka jednocześnie podkreśla, że nawet aktualne ramy prawne - w szczególności EKPCz - stwarzają ku temu pewne możliwości, ale wymagają wzmocnionej aktywności orzeczniczej ETPCz, który uznałby istnienie prawa do „integralności umysłu” („Litigating Human Rights of the Mind. U.S. Social Media Litigation as a Wake-Up Call for Human Rights”, tekst opublikowany na Varfassungsblog).

Biblioteka promptów w duchu legal design, czyli jak zaangażować sztuczną inteligencję do optymalizacji doświadczeń klienta? - zobacz w LEX >

Spoglądając z kolei na opisywaną problematykę z perspektywy krajowej, potencjalnej odpowiedzialności big techów możemy doszukiwać się przede wszystkim w ogólnych regułach odpowiedzialności deliktowej (art. 415 kodeksu cywilnego). Przesłanką aktualizacji odpowiedzialności korporacji cyfrowych na tej podstawie jest wykazanie bezprawności działania lub zaniechania. Bezprawność ujmowana jest szeroko jako nie tylko niezgodność z prawem pozytywnym, lecz również niezgodność z zasadami współżycia społecznego. Takie ujęcie bezprawności stwarza możliwość dla pociągnięcia korporacji do odpowiedzialności z tytułu szkód związanych z architekturą platformy generującej zagrożenie dla kondycji psychicznej. W braku orzeczeń sądów krajowych, które wprost odniosłyby się do analizowanej problematyki, nie można jednak stwierdzić, czy obowiązujące reguły odpowiedzialności deliktowej są adekwatne dla roszczeń opartych na twierdzeniu o wadliwej konstrukcji platform internetowych. Ponadto niezbędne jest wykazanie zawinionego działania pozwanej korporacji technologicznej. Pomocne mogą okazać się wewnętrzne dokumenty analityczne samych korporacji, które w sposób oczywisty pozwalają na wykazanie „świadomości”, przemyślanego działania gigantów technologicznych. Pełnomocnik powódki w toku postępowania powoływał się m.in. na notatkę sporządzoną przez pracowników YouTube, z której wynikało, że doprowadzenie do uzależnienia użytkowników miało stanowić jeden z celów korporacji. Ponadto dostępne są niezależne analizy, które wykazują istnienie korelacji pomiędzy korzystaniem z mediów społecznościowych a problemami ze zdrowiem psychicznym. Materiał dowodowy oparty na źródłach naukowych oraz dokumentach wewnętrznych korporacji technologicznych pozwalałby zatem na wykazanie kwalifikowanego stopnia zawinienia.

 

Czy big techy odpowiadają za szkody?

Wyrok kalifornijskiego sądu ożywił na gruncie europejskim debatę na temat zwiększonej odpowiedzialności korporacji cyfrowych. Istniejące instrumenty prawne otwierają w ograniczonym zakresie perspektywę pociągnięcia do odpowiedzialności gigantów technologicznych w związku z takim zaprojektowaniem prowadzonych przez nich platform, które przyczynia się do wzrostu uzależnień od mediów społecznościowych. Niemniej jako pożądane jawi się pogłębianie debaty publicznej oraz dyskusji na temat zmian legislacyjnych, które służyć będą jasnemu zakreśleniu granic odpowiedzialności korporacji cyfrowych w tym zakresie.

Autor: Dominik Lis, aplikant adwokacki, Kancelaria Radców Prawnych Wiatr i Partnerzy

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

 

 

Polecamy książki biznesowe