Po zaplanowanej na środę publikacji przez GUS informacji o dynamice zatrudnienia i wynagrodzeń w firmach, oczekuje się potwierdzenia pozytywnych tendencji, widocznych już od dłuższego czasu. Przeciętne zatrudnienie systematycznie rośnie, sięgając w marcu 5 mln 727 tys. osób, czyli poziom o 330 tys. wyższy niż w czasie poprzedniego szczytu koniunktury z 2008 r. Biorąc pod uwagę powszechne już opinie przedsiębiorców o rosnącym zapotrzebowaniu na pracowników, można mieć pewność, że w kwietniu po raz kolejny przybędzie nowych etatów. W poprzednich miesiącach ich liczba zwiększała się o kilkanaście tysięcy. Analitycy spodziewają się, że zatrudnienie będzie wyższe o 2,8 proc. niż w kwietniu ubiegłego roku, co oznaczałoby dynamikę nieco wyższą niż miesiąc wcześniej, gdy sięgała ona 2,7 proc. Wyższe tempo wzrostu poprzednio notowane było w 2011 r. Przewiduje się także, że po przejściowym marcowym spadku tempa wzrostu nominalnego wynagrodzenia brutto do 3,3 proc., dynamika średniej płacy w firmach w kwietniu osiągnie 3,8 proc. Choć to spora zwyżka, wciąż daleko jej jeszcze do sytuacji z 2008 r., gdy pensje rosły w poszczególnych miesiącach o nawet o 10-13 proc. Obecne wolniejsze tempo nie sygnalizuje przegrzania koniunktury, z jakim mieliśmy do czynienia w tamtym okresie, a jednocześnie wskazuje, że jest jeszcze miejsce na poprawę.
Jej pojawienie się byłoby bardzo pożądane w przypadku produkcji przemysłowej i budowlano montażowej. Czy tak się stanie, dowiemy się w czwartek. Po zaskakująco słabych danych marcowych, gdy produkcja zwiększyła się o zaledwie 0,5 proc., oczekuje się jej wzrostu w kwietniu o 3,5 proc., co byłoby sygnałem powrotu do wyższego tempa, obserwowanego pod koniec ubiegłego roku i w lutym obecnego. O ile kondycja przemysłu nie budzi większych obaw, to wciąż nie możemy doczekać się powrotu lepszej koniunktury w budownictwie. W marcu produkcja budowlano-montażowa była niższa niż przed rokiem aż o 15,8 proc. To efekt powolnego przygotowywania i wchodzenia do realizacji projektów inwestycyjnych współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej z nowej perspektywy finansowej. Stopniowej poprawy sytuacji należy spodziewać się za kilka miesięcy, choć pierwszy jej sygnał może pojawić się już w danych za kwiecień.
Z niespełnionymi nadziejami na większą poprawę mamy wciąż do czynienia w przypadku sprzedaży detalicznej. Trwająca od dłuższego czasu dobra sytuacja na rynku pracy i przyzwoite tempo wzrostu wynagrodzeń, nie przekłada się jak do tej pory na wyraźnie wyższą dynamikę sprzedaży. W marcu była on wyższa niż rok wcześniej o zaledwie 0,8 proc. Analitycy spodziewają się kwietniowego wzrostu o 3,3 proc. Ze względu na deflację bardziej miarodajne są dane o sprzedaży detalicznej liczone w cenach porównywalnych. Choć te są znacznie lepsze, to jednak także wskazują, że konsumenci ostrożnie podchodzą do zwiększania zakupów.
Uwaga inwestorów na światowych rynkach będzie się w najbliższych dniach koncentrować głównie na informacjach o kondycji gospodarek amerykańskiej i japońskiej. W przypadku tej pierwszej, ze sporej dawki danych będą starać się wyłowić sygnały mogące wskazać prawdopodobny termin kolejnej podwyżki stóp procentowych. Pomóc w tym może także środowa publikacja protokołu z poprzedniego posiedzenia Fed, z której będzie można wywnioskować, jaki jest układ sił zwolenników i przeciwników kontynuacji zaostrzania amerykańskiej polityki pieniężnej. Zupełnie inne oczekiwania towarzyszą inwestorom w Japonii, którzy spodziewają się, że tamtejszy bank centralny jeszcze mocniej poluzuje swoją politykę, pobudzając słabą gospodarkę. Tę perspektywę przybliżyć mogą dane dotyczące produkcji przemysłowej oraz dynamiki PKB za pierwszy kwartał, które poznamy we wtorek i środę.
 
Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER
 
 
Dowiedz się więcej z książki
Obowiązki pracodawcy związane z ochroną danych osobowych pracownika
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł