Rynek aptek nie znosi próżni. Od półtora roku obowiązują znowelizowane przepisy prawa farmaceutycznego, które wprowadziły zasadę „apteka dla aptekarza”. Oznacza to, że nową placówkę może otworzyć tylko magister farmacji. W dodatku w odległości co najmniej 500 metrów od innej.

W efekcie przedsiębiorcy bez wykształcenia farmaceutycznego nie otwierają już aptek, ale chętnie odkupują dotychczas działające lub oferują takim indywidualnym aptekarzom dołączenie do franczyzy.

 

„Apteka dla aptekarza”, czyli ceny leków rosną, ale nie przez przepisy czytaj tutaj>>

Mordercze franczyzy

- Godzą się na to zwłaszcza aptekarze w trudnej sytuacji finansowej. Tyle że brak świadomości prawnej popycha ich do działań, którymi sobie szkodzą. Podpisują np. weksle, które przedkłada im franczyzodawca i w ten sposób zupełnie się od niego uzależniają - mówi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Zakres obowiązków farmaceuty i jego rola w systemie ochrony zdrowia czytaj tutaj>>

Wiceprezes NRA podkreśla, że franczyza z wekslem jest "mordercza", gdyż klasyczna powinna polegać głównie na tym, że aptekarz dostaje logo od sieci i uczestniczy ewentualnie we wspólnej grupie zakupowej. Gdy bowiem upadnie im apteka, odpowiadają całym swoim majątkiem, bo prowadzą placówkę zazwyczaj w formie spółek osobowych. Mniejszym ryzykiem było prowadzenie apteki na poprzednich zasadach w formie spółki z o.o., która miała swój kapitał zakładowy w kwocie 5 tys. złotych.

Blogerce grozi 50 tys. złotych kary za złamanie zakazu reklamy aptek czytaj tutaj>>

 


W Niemczech mniej aptek

 

Pomimo tego negatywnego zjawiska, farmaceuci pozytywnie oceniają zmianę w przepisach. - Mieliśmy za dużo aptek. W 38-milionowej Polsce jest ich 15 tysięcy, podczas gdy w ponad 80-milionowych Niemczech - 18 tysięcy. Duża liczba aptek nie gwarantuje u nas ani jakości, ani zaopatrzenia pacjentom. Było tak, że w jednej miejscowości liczącej 1500 mieszkańców funkcjonowało pięć aptek, a każda z nich świeciła pustkami, bo mordercza konkurencja wykańczała aptekarzy i nie mieli oni pieniędzy na pełen, potrzebny pacjentom asortyment - przekonuje Marek Tomków.

Nowela przepisów prawa farmaceutycznego doprowadziła do spadku liczby aptek ogólnodostępnych. W grudniu 2018 r. było ich o 200 mniej, w porównaniu z grudniem 2017 r. Z danych Centrum Systemów Informacji w Ochronie Zdrowia wynika, że tych aptek mamy obecnie 13 238, podczas gdy rok wcześniej było ich 13 452. Łącznie liczba aptek (apteki szpitalne, punkty apteczne i apteki ogólnodostępne) przez ostatni rok spadła z poziomu ponad 15 tys. do 14,5 tys. 

- To bardzo niepokojące zjawisko, gdyż stale spada liczba aptek, w szczególności na wsiach oraz w miejscowościach liczących poniżej 100 tys. mieszkańców. Łatwy dostęp do leków, blisko miejsca zamieszkania i o każdej porze, to powinno być prawo każdego, a nie przywilej mieszkańców dużych aglomeracji - argumentuje Ewa Jankowska, prezes Polskiego Związku Producentów Leków bez Recepty.

Uznawanie kwalifikacji farmaceutów w Unii Europejskiej czytaj tutaj>>
  


Więcej punktów aptecznych

Rośnie liczba punktów aptecznych. Według Naczelnej Rady Aptekarskiej, w ciągu ostatniego roku przybyło ich ponad 100. Głównie na wsi. - Wcześniej ich liczba spadała, ponieważ nie było personelu chętnego do pracy na wsiach. W mieście obok otwierała się nowa apteka sieciowa i werbowała do pracy farmaceutów. Skala tego zjawiska zmalała, gdyż zgodnie ze zmienionymi przepisami prawa farmaceutycznego, jedna placówka nie może przypadać na więcej niż 3 tys. mieszkańców.

Wcześniej było tak, że gdy przedsiębiorstwo sieciowe zamykało z różnych powodów jedną ze swoich aptek, zaraz dostawało pozwolenie na otwarcie kolejnej. Teraz się to zmieniło, bo aptekę może już otworzyć tylko magister farmacji. Zdaniem samorządu aptekarskiego, spadek liczby aptek nie spowodował, jak się obawiano, podwyższenia cen leków. Koszt leku refundowanego dla pacjenta to średnio 27 złotych, a tego bez recepty ok. 15 złotych.