Rozporządzenie z 15 stycznia 2025 r., zmieniające rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego (Dz. U. z 2026 r. poz. 51), wejdzie w życie ostatniego dnia stycznia - opublikowano je bowiem w Dzienniku Ustaw z 16. bm., a ma wejść w życie po upływie 14 dni. Znowelizowane rozporządzenie przewiduje możliwość tworzenia miejsc – zamiast likwidowanych oddziałów położniczych – w których opieka nad kobietą w ciąży lub kobietą rodzącą będzie realizowana przez dyżurującą położną. Rodząca, która zgłosi się na szpitalny oddział ratunkowy (SOR) albo izbę przyjęć, w nagłych przypadkach mogłaby skorzystać ze specjalnie wydzielonego pomieszczenia (izby/sali porodowej). Izby takie mogłyby powstawać, gdy odległość od innego potencjalnego miejsca hospitalizacji na oddziale ginekologiczno-położniczych byłaby większa niż 25 kilometrów. Ich utworzenie musieliby też zaopiniować odpowiedni wojewódzcy konsultanci od położnictwa i pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego. Oprócz tego takie punkty musiałyby mieć możliwość przetransportowania ciężarnej w czasie do 15 minut do większego szpitala z oddziałem położniczym. Wysyłająca pacjentkę placówka musiałaby zapewniać odpowiednio wyposażoną karetkę, przeznaczoną tylko do obsługiwania położnictwa. Izba porodowa musi ponadto zapewnić położną i ratownika medycznego, powinna być też odpowiednio wyposażona w sprzęt medyczny (dokładny spis takiego inwentarza jest w rozporządzeniu).
Śledź projekty ustaw i rozporządzeń z zakresu prawa ochrony zdrowia w LEX >
Znikną kolejne porodówki
Oprócz opisywanych ostatnio przypadków zamknięcia oddziałów położniczych w Lesku i Leżajsku w województwie podkarpackim, a także w Dąbrowie Tarnowskiej i Wadowicach w Małopolsce, pojawiają się zapowiedzi likwidacji kolejnych porodówek. Nastąpi to 1 lutego br. Znikną dwie z 26 wielkopolskich placówek - w Złotowie i Turku - a także jedna na Górnym Śląsku.
W Wielkopolsce już w 2025 r. na zamknięcie oddziałów ginekologiczno-położniczych zdecydowały się szpitale w Nowym Tomyślu (została ginekologia), Chodzieży (przekształcenie na ginekologię planową) i Gostyniu, a wcześniej także w Rawiczu i Wągrowcu. Zawieszone są zaś porodówki są w Grodzisku Wielkopolskim i Ostrzeszowie.
Sprawdź również książkę: Akredytacja w ochronie zdrowia krok po kroku >>
W Turku oddział noworodkowy był od lipca zawieszony. Powodem była – po pierwsze - mała liczba porodów w placówce. Od kwietnia do czerwca 2025 r. miesięcznie nie rodziło się tam więcej niż siedmioro dzieci. Po drugie, zdecydowały tez kwestie finansowe, gdyż oddział generował 1,5 miliona złotych straty rocznie, a szpital w Turku jest zadłużony na ponad 40 mln zł. Rodzące mają trafiać do ościennych szpitali w Kole, Koninie i Kaliszu, ale w szpitalu nadal funkcjonować będzie oddział ginekologiczny, co oznacza, że w sytuacjach skrajnych poród w placówce będzie mógł zostać odebrany.
Na Górnym Śląsku w 2025 r. porodówkę zamknął Szpital Miejski w Żorach. Decyzja wynikała głównie z przyczyn finansowych i demograficznych. Oddział położniczy w 2024 r. przyniósł ponad 3,7 mln zł straty, a neonatologia – ponad 1,6 mln zł. Liczba porodów w żorskim szpitalu systematycznie spadała: z 875 w 2022 r. do 352 w 2024 r. W połowie grudnia ub. roku na sześć miesięcy działalność części położniczej wraz z blokiem porodowym i oddziałem neonatologii, zawiesiła też placówka w Myszkowie.
W Siemianowicach Śląskich w 2025 r. odbyło się zaledwie 180 porodów, a prognozy na 2026 r. przewidują spadek do około 150. Siemianowice Śląskie także rozpoczynają więc wygaszanie i przekształcanie porodówki. W ramach współpracy siemianowickiego szpitala miejskiego i Szpitala Zakonu Bonifratrów w Katowicach najpóźniej w lutym 2026 r. ma powstać Bonifratersko-Siemianowickie Centrum Narodzin dla mieszkanek Siemianowic i okolic. Porody odbywać się będą w Szpitalu Bonifratrów w Katowicach, natomiast pacjentki pozostaną pod opieką siemianowickich lekarzy w poradnictwie ambulatoryjnym. Centrum ma oferować wsparcie w okresie ciąży, porodu i połogu.
Wzrasta ryzyko dla ciężarnych kobiet
Na temat trudnej sytuacji z porodówkami wypowiedział się prof. Przemysław Kosiński, kierownik Oddziału Klinicznego Położnictwa, Perinatologii, Ginekologii i Rozrodczości Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. -Z jednej strony rzeczywiście mamy w Polsce ośrodki, w których odbywa się jeden poród tygodniowo albo nie odbywa się żaden. W takich warunkach nie da się utrzymać odpowiedniego doświadczenia zespołu. Położne i lekarze, którzy nie praktykują regularnie, tracą sprawność. Położnictwo to dziedzina bardzo praktyczna. Nie wystarczy tylko wiedza teoretyczna. Z drugiej strony mamy realny lęk kobiet, że w sytuacji nagłej będą musiały pokonywać ogromne odległości. Sto kilometrów to dystans absolutnie nieakceptowalny. Bezpieczny system opieki położniczej powinien być planowany centralnie, a nie w sposób chaotyczny, w zależności od decyzji pojedynczych samorządów - mówi prof. Kosiński cytowany przez Polską Agencję Prasową. Kosiński dodaje jednak, że przy małej liczbie porodów doświadczenie zespołu zanika, a to grozi tragedią, więc potrzeba sieci dobrze przygotowanych porodówek. Podkreśla bowiem, że takie scenariusze jak krwotok, brak znieczulenia, zbyt długi transport, na polskich porodówkach nie są teorią.
Zdaniem prof. Kosińskiego problemem jest nie tylko malejąca liczba porodów, ale też brak ogólnopolskiej strategii, choć próby regulacji tego problemu podejmuje m.in. Ministerstwo Zdrowia. - Należy określić maksymalny czas dojazdu do oddziału położniczego i wyznaczyć granicę (np. 20-30 minut transportu) i w jej ramach porządkować sieć szpitali. Problem jest jednak wielopłaszczyznowy i wymaga kompromisów – tłumaczy Kosiński. Jego zdaniem procedury położnicze są dramatycznie niedoszacowane. Szpitale dokładają do każdego porodu. -A trzeba jasno powiedzieć, że położnictwo to nie jest tylko sam moment narodzin dziecka. To całodobowa gotowość zespołu: ginekologów, położnych, neonatologów, anestezjologów. Do tego dochodzi bardzo drogi sprzęt, wyposażenie sal porodowych, leki, diagnostyka, szkolenia personelu. To wszystko kosztuje. Poród fizjologiczny u młodej, zdrowej kobiety jest wyceniany dokładnie tak samo, jak poród u pacjentki z ciężkimi powikłaniami, na przykład ze stanem przedrzucawkowym, zahamowaniem wzrastania płodu czy innymi chorobami współistniejącymi. Niezależnie od tego, czy poród odbywa się w małym szpitalu powiatowym, czy w ośrodku trzeciego stopnia referencyjności. Tymczasem koszty w tych ośrodkach są nieporównywalne. To jest systemowo niesprawiedliwe i prowadzi do zadłużania oddziałów. – przekonuje prof. Kosiński.
Zobacz też w LEX: Zarządzanie zasobami ludzkimi w podmiocie leczniczym >
Jego zdaniem bezpieczna odległość do porodówki to taka, kiedy czas transportu rodzącej pacjentki nie powinien przekraczać 20-30 minut. Powyżej tego ryzyko dla matki i dziecka gwałtownie rośnie. Nie jest natomiast zwolennikiem zastępowania oddziałów położniczych np. lotami śmigłowcowymi. -Transport lotniczy jest świetnym rozwiązaniem interwencyjnym i mamy z nim bardzo dobre doświadczenia, ale nie może być podstawą systemu. To narzędzie ratunkowe, a nie substytut dostępnej, dobrze wyszkolonej sieci porodówek – podsumowuje prof. Kosiński.
Czytaj też w LEX: Jak wdrożyć elektroniczną rejestrację centralną w placówce medycznej >
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów w programie LEX jest zależny od posiadanych licencji.















